Ta historia zmagań z niewiedzą i podwójnymi standardami zaczyna się pod koniec XIX wieku, kiedy mężczyźni uczyli się seksu od prostytutek, a powszechność wstydliwych chorób była tajemnicą poliszynela. Jest to pierwsza krytyczna praca o polskim wychowaniu seksualnym w XX wieku. Dowiemy się z niej, jak to się stało, że nagle na początku stulecia bocian przestał podrzucać dzieci, a opowieści o kwiatkach i pszczółkach już nie wystarczały dorastającym dziewczętom i chłopcom. Poznamy kobiety i mężczyzn, którzy mieli odwagę zmienić to, jak pisano o seksie. Zrozumiemy, co wspólnego z pożyciem ma obserwacja łosi. Zajrzymy do podręcznika szkolnego, który komuniści skazali na przemiał, by nie urazić wiernych, i zobaczymy, że nie wszystkie spiżowe postaci polskiej seksuologii zasługują na bezkrytyczny kult. Wreszcie usłyszymy ludowe pieśni dostarczające więcej informacji niż postępowe poradniki.
Brakowało mi współczesności, tej "do internetu". Za to czasy poprzednie - omówione świetnie. Część ludowa - najbardziej zachwycająca. Jeszcze więcej przyśpiewek!
Autorka świetnie sobie radzi z ogromem informacji i źródeł, a przy tym wszystkim umie to pogrupować w interesujące tematy i - mimo że to czasami wyłącznie suche dane z pozycji naukowych - przekształcić w trzymającą w napięciu gawędę.
Chwała autorce za tytaniczną pracę i cierpliwość – mimo że nie ukrywa jakoś szczególnie pozycji światopoglądowej, z której występuje, unika łatwej ironii i wściekłych rantów, a niektóre źródła (co gorsza, zwłaszcza te współczesne) naprawdę jeżą włos na głowie. Mnie najbardziej urzekły ludowe przyśpiewki, XIX-wieczne próby stworzenia polskiego języka seksuologicznego (samieństwo i myślina ♥) oraz tłuste cytaty z czołowych postaci polskiej seksuologii, które mogą zasiać uzasadnioną wątpliwość, czy na pewno właściwych sobie obraliśmy bohaterów. Mały minusik to pewien niedosyt obiecanej w tytule perspektywy „do internetu” - ale całość jest po prostu świetna, znakomicie sproblematyzowana, pełna informacji nowych i nieoczywistych nawet dla zorientowanych w temacie. (Widać też, że nie zawsze byliśmy TACY – choć nie wiem, czy w kontekście dzisiejszej sytuacji edukacji seksualnej, panującego prawa itd. to miłe czy raczej druzgocące).
Trochę brakuje tu internetu, ale wiejskie wierszyki o seksie zdecydowanie to wynagradzają. Niektóre rozdziały przynudzały (np.: ten o kościele), przy innych (nie dziwota) otwiera się nóż w kieszeni. Rzetelnie i ciekawie przedstawiony polski dyskurs wokół seksu, dużo się dowiedziałam i niemało pośmiałam. Może zainspirować do dalszego researchu.
Bardzo czekałam na tę książkę i jej kibicowałam, ale niestety zawartość trochę mnie rozczarowała. Z jakiegoś powodu po „Epoce hipokryzji” Kamila Janickiego liczyłam na podobnie wciągającą lekturę, a dostałam dość nudną i przyciężką książkę, która wygląda, jakby była doktoratem, a autorce zależało tylko na tym, by pochwalić się jak największą liczbą źródeł i cytowań. Źle się to czyta, zwłaszcza gdy ma się porównanie do czegoś o wiele zgrabniej napisanego, a poza tym niewiele rzeczy zaskakuje, jeśli ma się już jakąś wiedzę o podejściu do seksu i o edukacji seksualnej w Polsce (kiedyś i dziś).
Zaczęłam czytać „Zobaczyć łosia” na początku zeszłego roku z myślą, że będę ją podczytywać wieczorami, ale początek był ciężki i nieco nudny (cała książka naszpikowana jest cytatami) i po jakimś czasie ją porzuciłam. Wróciłam do niej teraz, kolejne rozdziały okazały się być coraz bardziej ciekawe i udało mi się złapać rytm w czytaniu. Ogromny mój podziw budzi research, jaki zrobiła autorka, jak wiele materiałów na temat polskiej edukacji seksualnej musiała przeczytać. Niesamowita robota.