Emilia Przecinek, znana autorka powieści dla kobiet, w wieku czterdziestu lat zostaje rozwódką z dwójką nastoletnich dzieci, kredytem hipotecznym do spłacenia oraz matką i teściową na karku. Dzieci nalegają, żeby chodziła na randki, a obie starsze panie, no cóż, jak to one, włażą z butami, gdzie tylko się da. W takiej sytuacji można albo załamać się nerwowo, albo popełnić morderstwo.
Mimo niesprzyjających okoliczności Emilia postanawia odmienić swoje życie. Nie jest to łatwe, gdyż mężczyźni, których spotyka, absolutnie nie przypominają wspaniałych bohaterów jej powieści.
Pech chce, że teściowa pisarki łamie nogę. Unieruchomiona na wózku, zaczyna obserwować sąsiadów, co okazuje się zajęciem na pełen etat, a nawet dwa, gdyż nie wszystko można zobaczyć przez okno, niektóre rzeczy trzeba podsłuchać. Przed wścibskimi staruszkami nic się nie ukryje. Ani kochanka o czerwonych włosach, ani skłonna do awantur żona, ani leżący w piwnicy trup, którego znajduje Emilia.
Absolwentka Pedagogiki Specjalnej na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, autorka powieści kryminalnych: Martwe Jezioro, Czy ten rudy kot to pies?, Zacisze 13 i Zacisze 13. Powrót. Pracuje jako asystentka osób niepełnosprawnych w Polskim Komitecie Pomocy Społecznej w Śremie. Kocha jazdę konną i rytmy latynoamerykańskie, zwłaszcza salsę. Namiętnie czyta Joannę Chmielewską, Stephena Kinga, Joe Hilla, Tess Gerritsen i Jeffery'ego Deavera.
Fabuła w książkach Olgi Rudnickiej nie jest dla mnie najważniejsza. Bywa zresztą tak, że wątki kryminalne są w niektórych z nich bliźniaczo do siebie podobne. Tym razam zagadka polega na odkryciu tożsamości trupa znalezionego w piwnicy oraz dotarciu do jego zabójcy. Komu się to uda? Parze policjantów, komisarz Magdzie Rzepce i przystojnemu aspirantowi Damianowi Żurkowskiemu, dzieciom Emilii Przecinek, Kropeczkowi i Kropce, a może mamie pisarki Adeli i jej teściowej Jadwidze? Bo sama Emilia głowę ma zaprzątniętą nową powieścią. Jej agentka, Wiesia, powołując się na życzenia czytelniczek żąda seksu w nowym dziele. A przecież Emilia, której wiarołomny były mąż wylądował niedawno w ciupie za defraudacje, jest feministką ... romantyczną. Chyba że ...
A jeśli nie chodzi o fabułę, to skąd bierze się mój dobry nastrój przy lekturze Rudnickiej? Humor sytuacyjny - owszem, trochę tego jest, ale bez przesady, to nie slapstickowy kabaret, choć niektóre postacie żywcem z takiego pochodzą. W tym tomie są to przede wszystkim dwie 70-letnie babcie, w skandaliczny sposób nazywane czasami przez autorkę staruszkami. Ale i w ich przypadku rzecz nie tylko polega na sytuacyjnych gagach. To ich słowne tyrady, wygłaszane zarówno w kłótniach między sobą, jak i w manipulowaniu prawdą wobec innych rozmówców, przyprawiają o niekontrolowane wybuchy śmiechu do łez. Młodszym pokoleniom też niewiele brakuje. Cytaty na każdą okazję ze Stephena Kinga serwuje Kropka, Kropeczek z kolei bogato czerpie z gier komputerowych. Emilia dywaguje o swej życiowej bezradności, a Wiesia cynicznie popisuje się miłosnymi podbojami i udziela rad klientce, także w tej sprawie. Nawet pełne urzędowej powagi kwestie, które wygłaszają policjanci mogą chwilami rozbawić, nie mówiąc o ich wcale częstych zbaczaniach z tematu!
Tak, we władaniu językiem osiąga Rudnicka szczyty. Jak to w literaturze, także tej rozrywkowej, być powinno.
Dalsze przygody Emilii Przecinek i jej rodziny. Kobiety w Piwnicy domu znajdują zwłoki. Podejrzaną jest Wiesia - agentka Emili bo tylko ona go znała. Kto okazał się morderca?? :) Przezabawna historia, książka pełna humoru. Nieźle się pośmiałam. Polecam dla relaksu i odstresowania się od szarej rzeczywistości.
"Granat poproszę" i "Życie na wynos" wprost połknęłam, obie powieści wciągnęły mnie bez reszty, dostarczyły rozrywki na poziomie, wielokrotnie zupełnie mnie rozbroiły i sprawiły, że nie mogłam powstrzymać wybuchów śmiechu, ale przede wszystkim rozbudziły mój apetyt na więcej, znacznie więcej. Już nie mogę się doczekać kolejnych tomów! https://korcimnieczytanie.blogspot.co...
Teoretycznie kryminał, ale tak naprawdę bardzo zabawna powieść "komediowa", z plejadą barwnych postaci z dwiema babciami-harpiami-pterodaktylami na czele:) Klimatem przypomina zdecydowanie najlepsze powieści Joanny Chmielewskiej, z równie satyryczno-ironicznym poczuciem humoru. "Banan" na twarzy pojawia się podczas czytania niemal mimowolnie i niemal nieustannie:)