Skończyłam już dawno, ale bardzo chciałam coś o tej książce napisać, tylko nie mogłam się za to zabrać.
Ja to w sumie nie lubię postapo, bo jest nudne, depresyjne i pozbawia resztek złudzeń, a fajnie jednak mieć jakiekolwiek złudzenia. Ale do Czarownicy jakoś mnie ciągnęło, więc jak tylko wyszło, to zwinęłam - korzystając, że akurat byłam na Fantasmazurii, gdzie miała premierę - i doczytałam do połowy w jeden dzień, siedząc sobie nad mazurskim jeziorem. Jakże odpowiednio, bo to bardzo lokalna książka, dla południowca z Małopolski niemalże egzotyczna. Drugą połowę podczytywałam sobie powoli, bo mam tak, niestety, że jak mi się coś podoba, to zwalniam (na tej zasadzie od trzech lat zabieram się za ostatni odcinek Gilmore Girls, a od czterech - za ostatni sezon Buffy. Well). Aż mi się głupio zrobiło, że tak przeciągam i doczytałam w jeden wieczór do końca. Czarownica zasługuje na dłuższy tekst, więc tu będzie w skrócie. Co mnie w niej ujęło? To, że główna bohaterka to osiemdziesięcioletnia, niehetero kobieta, która w świecie po upadku resztkami sił próbuje ratować resztki cywilizacji - i nawet jej się to udaje. To, że to historia małej osady na Mazurach, która powoli wstaje z ruin dzięki temu, że jest jeszcze ktoś, kto pamięta i komu zależy. To, że nie ma tu dobrych i złych, tylko wszyscy po prostu robią, co mogą, a że mogą niewiele, to też ich konflikty i problemy są małe i lokalne i nikt nie zabiera się za ratowanie świata, bo już nie ma świata do ratowania. A może jest i wcale nie trzeba go ratować? To, że nie jest to tępa nawalanka na zgliszczach, tylko mądra, przemyślana, zanurzona w folklorze opowieść, po której widać, że autor naprawdę zna region i jest z nim emocjonalnie związany. To, że pokazuje, kto nas kiedyś będzie mógł wyciągnąć za uszy, jeśli coś pójdzie bardzo nie tak i mam ogromną nadzieję, że kiedyś, jak będzie trzeba, to takich Czarownic nie zabraknie. Jest to przy tym przyjemna historia o przekazywaniu wiedzy. I swoisty podręcznik surwiwalu. Książka bardzo smutna, ale tak, że nie jest po niej smutno w taki całkowicie negatywny sposób. Warto. Ostrzegam, że zamierzam ją polecać bardzo natrętnie.