Zbiór uroczych, napisanych z wielką kulturą, anegdot wziętych z życia Michała Rusinka, dla których punktem wyjścia (i dojścia) jest niefortunnie użyte słowo albo zagadka językowa. Wspaniała uczta dla miłośników anegdoty, eleganckiego poczucia humoru i pięknej, erudycyjnej polszczyzny.
„Pypcie: z życia (autora) wzięte, kulturalne, historyczne i nostalgiczne, współczesne, wirtualne i komórkowe, kulinarne, zapożyczone, językoznawcze, obywatelskie.
***PILNE. Nie znajdziesz lepszej polszczyzny niż Rusinka.***
Taki intrygujący komunikat przewijałby się dziś jako «pasek» w telewizji. Jako odpowiednik Paska Jana Chryzostoma, najbardziej szalonego naszego zabytku językowego. To taka pętla czasowa, że można by się na pasku powiesić. Tylko po co to robić!? Czy nie lepiej bawić się i dziwić, zanurzać w odmętach i mętach języka i znajdować w tym czystą przyjemność? Wzorem Rusinek. Michał Rusinek” – Michał Ogórek
„Te opowieści, właściwie błahe, lecz nakreślone z prawdziwym mistrzostwem, są obrazkami naszej codzienności wplecionej w język i naszego języka wplecionego w codzienność – uzmysławiają nam, że język jest czymś bardzo osobistym, a użyty w sposób nietypowy pozwala dostrzec zadziwiające wymiary rzeczywistości („Organizujemy sylwestry. Dowolne terminy”). Czy to delikatnie pastwiąc się nad słowną kreatywnością naszych rodaków („Mariola frontuje na nabiale”, „Rekord Guinnessa – największy Papież na świecie”), czy to ukazując zabawne sytuacje, których „głównym bohaterem” jest język („Znaleziono psa. Wiadomość w smażalni”), czy wreszcie opisując nieporozumienia wynikłe z niestandardowego użycia słów („Pokażę panu cipkę”), Rusinek zdradza ogromną czułość wobec języka i fascynację jego przewrotnością” – Katarzyna Kłosińska
Michał Rusinek urodził się w 1972 roku w Krakowie i nadal tam mieszka – z rodziną. Był sekretarzem Wisławy Szymborskiej, teraz prowadzi Jej fundację. Pracuje na Wydziale Polonistyki UJ, gdzie prowadzi wykłady z teorii literatury i retoryki. Bywa tłumaczem z języka angielskiego, zdarza mu się pisywać książki dla dzieci i dorosłych oraz układać wierszyki czy teksty piosenek. Pisuje felietony o książkach i języku.
Śmiałam się często i bardzo głośno, bo "Pypcie" doskonale trafiły w moje polonistyczne poczucie humoru. Na minus trochę to, że autor lubi się czepiać czasem bardziej niż trzeba, przez co brzmi momentami jak marudny staruszek, i chwilami popada w zbędny dydaktyzm. Ale poza tym zabawa przednia i wiele co weselszych cytatów długo będzie mi się przypominać (zapewne w nocy lub w komunikacji miejskiej, jak to zwykle bywa).
Ta książka to bardzo przyjemnie spedzone popołudnie.
Mamy tu zbiór anegdot i przemyśleń autora na tematy związane z językiem polskim. Jest to podane lekko, przyjemnie i zabawnie, czyli spełnia wszystkie kryteria poczytności, a zarazem ma walory edukacyjne. To spora przyjemność przeczytać coś napisane przez osobę inteligentną, której to inteligencji nie trzeba co chwilę weryfikować. Nie jest to lektura tak dobra jak "Wszystko zależy od przyimka" ale definitywnie warta przeczytania.
Jedynym minusem tej książki jest nieodparta chęć wplecenia wątków politycznych i poglądów autora w tej materii, której to chęci autor nie był w stanie poskromić. A szkoda. To jednak czyni tę książkę chyba jeszcze bardziej polską.
Michał Rusinek w pełnych humoru i społecznych obserwacji felietonach pochyla się nad zawiłościami języka polskiego. Czytanie „Pypci” w miejscach publicznych grozi krzywymi spojrzeniami ze strony otoczenia, zaskoczonego naszymi - jako czytających - nagłymi wybuchami wesołości. Mój ulubiony felieton to „Niesort” - nie dajmy się szufladkować, zwłaszcza przedstawicielom władzy!
To moje drugie spotkanie z tą książką, tym razem w formie audiobooka czytanego przez autora. Chyba ta forma była jeszcze lepsza. Uwielbiam Pana Rusinka!
porównałabym "pypcie na języku" do kalendarza adwentowego z czekoladkami może nie lindta, ale fin care (całkiem dobrej lidlowej firmy czekolady). to zbiór mikroskopijnych wprost felietoników, może — hehehe — nie posiadających jakiegoś niesamowicie zaskakującego smaku, czyli treści, za to całkiem ciekawy kształt, czyli styl pisania. wiele jest dobrych rzeczy w tym zbiorze — błyskotliwe spostrzeżenia, dociekliwość autora, podejście do języka. do życia takich jak ja, którzy szybko i jedzą, i czytają, lektura nie wniesie za wiele, ale — chociaż czasem trafiają się też i te nudnawe, większość felietoników jest naprawdę zabawna, a przynajmniej ciekawa. ałą książkę bardzo przyjemnie się czyta. polecam polecam. i kocham język.
Podoba mi się romantyzm w podejściu Michała Rysinka. Odniosłam wrażenie, że mniej go interesują składnia i gramatyka - chociaż też. Ale bardziej kręci go moment, kiedy język staje się żywym organizmem. Wymyślamy jakieś słowo, które ma swój ciężar, mózg zaczyna dryfować i szukać. No i powstaje taki wichajster ;) Książka cała jest bardzo w porządku. Ale pierwsze rozdzialiki to jest klasa. Dawno się tak głośno nie śmiałam. Michał Rusinek ma niesamowitą umiejetność wychwytywania pypciów. Jest dobrym obserwatorem.
Michał Rusinek nie odpowiada na mejla rozpoczętego słowem „witam”, ale pisze urocze wierszyki dla dzieci. Jego imię kojarzy się przede wszystkim dzięki temu, że przez wiele lat pracował dla Wisławy Szymborskiej jako sekretarz. Polonista, Krakus i poeta, jawi się również jako ekspert od języka polskiego, co z jednej strony bardzo chlubne, ale z drugiej potrafi być niewymownie męczące. W szczególności z powodu niefrasobliwości rodaków mniej obeznanych z zawiłościami polskiej gramatyki i składni. Żeby jakoś przeboleć te wszędobylskie babole językowe, najlepiej dla psychiki przyjąć pozycję prześmiewcy i z przymrużeniem oka wytykać co zabawniejsze przykłady tak zwanych „pypci”, czyli tych niezamierzonych, ale jak się nad tym zastanowić, niezwykle rozrywkowych błędów. Pypcie na języku w małej szarej książeczce gromadzą sporą ilość krótkich felietonów, które ukazywały się w latach 2013-2016 na łamach krakowskiej „Gazety Wyborczej” i które w humorystyczny sposób wytykają kuriozalne potknięcia językowe. Ale te „pypcie” to dopiero punkty wyjścia do szerszego zastanowienia nad życiem, rzeczywistością i kulturą, zakończonych zazwyczaj błyskotliwą, zaskakującą czy absurdalną puentą. Kolejne teksty czyta się błyskawicznie, z czystą przyjemnością i uśmiechem, czasem przysłoniętym rumieńcem wstydu, kiedy coś nie jest jasne albo pypeć okazuje się naszym własnym. A z okładki z wyrzutem spoglądają rysunkowi autor z kotem...
Skończyłam! Zajęło mi to 1,5 roku, ale się udało. Po prostu na początku czytałam tę książkę, dobrnęłam do połowy i odłożyłam. I tak sobie czekała na swoją kolej… sięgnęłam po nią parę dni temu i bez problemu doczytałam. Bo właśnie taka jest ta książka - niezobowiązująca. Zbiór humorystycznych językowych anegdotek jest zdecydowanie dobrą rozrywką, choć nieszczególnie zapadającą w pamięć. Mam poczucie, że forma książki nie do końca pasuje do tak krótkich felietonów. Chętnie czytałabym jakieś czasopismo, w którym pojedynczo ukazują się teksty pana Rusinka. Natomiast trzeba pochwalić język (kto by się spodziewał). Czytanie tej książki pod tym względem to czysta przyjemność. Daję 3 gwiazdki, choć jest to dobra lektura! I naprawdę polecam, wiele razy śmiałam się na głos. Po prostu nieszczególnie ze mną zostanie.
Świetne językowe obserwacje i lingwistyczne perełki wyłowione z otaczającego nas i ciągle ewoluującego języka/ków. Audiobook w wykonaniamu autora jest bezbłędny!
Noo cóż, mam wrażenie, że troszkę forma przerosła treść. Tzn forma graficzna książki urocza, ale jej wnętrze wydało mi się wymęczone, a puenty to już regularnie padały na twarz. Być może z powodu bycia nauczycielem autor traktuje nas troszkę jak przygłupów, którym należy wyjaśnić świat ("Heady, czyli headline'y: nagłówki wiadomości. Trzeba na nie kliknąć, żeby przeczytać artykuł";"Nawigacje nie tylko nam pokazują, gdzie jechać, ale i do nas mówią. W niektórych urządzeniach można wybrać głos, który nam najbardziej odpowiada, a nawet język."), a chwilami nie może się powstrzymać od akademickiego przynudzenia ("No właśnie: najlepiej skanduje się hasła oparte na trocheju, czyli stopie metrycznej złożonej z sylaby akcentowanej i nieakcentowanej"). Same anegdoty niektóre całkiem zabawne, ale poradziłyby sobie bez tych ceregieli, przypisów i eksplikacji z czego i dlaczego należy się śmiać.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Niezwykle szybko przeczytałam ten zbiór felietonów na tematy językoznawcze. Napisane w luźnym stylu, przyjemne, a niekiedy zabawne uwagi, czasami zaczerpnięte z życia (autora). Zwracają uwagę na popularne "pypcie" ale również na te historyczne czy kulinarne. Podobała mi się ta różnorodność tematyczna. Zainteresował mnie również styl pisania autora. Swoje myśli wyraża w jasny i prosty sposób. Jak to się mówi - nie owija w bawełnę. To moje pierwsze spotkanie z twórczością Michała Rusinka, ale już wiem, że nie ostatnie.
Ultrakrótkie notki o lapsusach językowych - tych zamierzonych i niezamierzonych, tych z czasów PRLowskiej nowomowy politycznej, ale i tych nowoczesnych, spowodowanych nieporozumieniami na linii człowiek - komputer. Dużo dobrego języka i rozważań na temat różnych słów, lub związków frazeologicznych. Książka daje nam pretekst do zastanawiania się nad naszą codzienną mową, której zwykle nie zauważamy, a która (jak pisze sam autor) przypomina o sobie dopiero wtedy, gdy w niej coś zgrzyta. Doskonała do podczytywania - ta krótka forma pozwala na czytanie w przelocie, w kolejce, w podróży.
przezabawny zbiór felietonów rozprawiający o 'językowych pypciach' czyli błędach/zmianach lub po prostu 'osobliwościach' językowych. bardzo przyjemnie się to czytało i napewno po lekturze będę bardziej zwracać na niektóre słowa, lub błędy które są tak codzienne, że aż nie uświadamiamy sobie ich istnienia. o, i można się dowiedzieć pełno językowych ciekawostek! (wiedzieliście, że słowo wihajster pochodzi od niemieckiego "wie heiBt?" co znaczy "jak się nazywa?", woaH)
Po przeczytaniu zacząłem żałować, że bezpowrotnie utraciłem okazję prenumerowania gazety, w której pojawiały się składowe tej książki. Doceniam wkład w poszerzenie mojego języka, jak i rozbicie jego elementów. Pod pewnym kątem brzmi to brutalnie, jednak cały proces był niezwykle przyjemny. Szkoda tylko, że tak szybki.
Humor który podpasował córce polonistki ;) Widać, że Rusinek przesiąkł obecnością Szymborskiej. Poza tym książeczka krótka, ot, zbiór felietoników na różne pierdółkowate tematy - czasem odgrzewane stare żarty i frazesy, które nie bawiły, a czasem zdarzały się naprawdę niezłe perełki. Na przerywnik całkiem niezłe, ale nic poza tym.
Spostrzegawczy obserwator języka i jego spadających w dół od jakiegoś okresu czasu głupotek, nierozumnych w zamyśle, obśmiewający je z niezauważalnym widocznym grymasem mimiki twarzy
Interesująca pozycja naszpikowana ciekawymi informacjami, napisana lekko j z dowcipem, idealna na jedno popołudniu w dobrym, inteligentnym towarzystwie.
Rusinek ma niewiarygodne wyczucie i świadomość języka. A pisze polszczyzną tak doskonałą, że powinno się go aplikować wszystkim maturzystom przymusowo. Domięśniowo i dożylnie ;)
Bardzo przyjemna książka z krótkimi felietonami o wszelkich błędach językowych - napisana świetnym językiem. Dodatkowym plusem jest to, jak ładnie została wydana
Autor zabrał mnie w podróż po współczesnym języku polskim, zapewniając przy tym dawkę ironii i humoru.
To zbiór anegdot z językiem polskim w roli głównej. O absurdach językowych i aspektach, których nie analizujemy podczas komunikacji, a autor sarkastyczną narracją omawia zawiłości współczesnej polszczyzny.
Przeczytasz tu o potocznych zwrotach, zdrobnieniach i zabawach lingwistycznych, które, choć mogą wydawać się infantylizujące, pokazują próbę radzenia sobie z brutalnością rzeczywistości.
Ciekawe są także refleksje na temat kultury humoru i wpływu kamer i mikrofonów, na sposób wypowiadania się.
Została tu przeprowadzona analiza języka polskiego w najróżniejszych kontekstach – od gwary związanej z konsumpcją alkoholu, przez żargon wojskowy, aż po humor z zeszytów szkolnych. Podobały mi się trafne obserwacje na temat kalk językowych z angielskiego i regionalnych absurdów.
Autor z lekką kpiną, a jednocześnie z dużą erudycją ukazuje polszczyznę jako dynamiczny język, w którym dosłowność przeplata się z metaforą, a tradycja językowa ściera się z nowoczesnością.
Książka to prawdziwa uczta dla miłośników języka ale też każdego kto lubi literaturę faktu, która dostarcza wiele ciekawostek i nowej wiedzy– pełna „pypci” i anegdot, które sprawiają, że wielokrotnie podczas lektury się uśmiechnęłam i zaczęłam analizować omawiane tematy. Polecam, usatysfakcjonowała mnie ta lektura.