Jump to ratings and reviews
Rate this book

Sekretarz dwóch papieży

Rate this book
Ostatnie chwile życia Jana Pawła II, abdykacja Benedykta XVI, codzienność za murami Watykanu
Rozmowa jakiej jeszcze nie było!

Wyjątkowa, szczera opowieść jedynego Polaka, który był osobistym sekretarzem dwóch papieży. O tym, co działo się za murami Watykanu: m. in. o morderstwie w Stolicy Apostolskiej, abdykacji Benedykta XVI, reakcji Jana Pawła II na planowany, kolejny zamach na jego życie. Także o problemach katolików na Ukrainie. Problemach, o których tak wielu milczy…

„Jaki sens mają rozmowy pozbawione szczerości?”, pyta Mieczysław Mokrzycki, metropolita lwowski, na początku książki, w której odpowiada na dotychczas niezadane, zaskakujące pytania.

To fascynująca i wzruszająca opowieść o życiu następców świętego Piotra widziana oczami najbliższego współpracownika – skromnego, pełnego pokory „Mietka”, jak nazywali go papieże. Niegdyś osobisty sekretarz, dziś przewodniczący Konferencji Episkopatu Ukrainy, opowiada o codzienności Jana Pawła II i Benedykta XVI – ich harmonogramie dnia, przyzwyczajeniach, rytuałach. O życiu w Watykanie, w którym nie uczestniczyli dziennikarze. To także bardzo poruszająca, osobista opowieść o ostatnich godzinach życia papieża Polaka, świadectwo jego świętości i pokory.

Książka, która powstawała przez kilka lat w Watykanie, na Ukrainie i w Polsce, stanowi vademecum wiedzy o dwóch Namiestnikach Chrystusa oraz sytuacji katolików na Ukrainie. Całość dopełnia galeria unikalnych zdjęć z prywatnego archiwum abpa Mokrzyckiego, które po raz pierwszy ujrzały światło dzienne.

Ksiądz arcybiskup Mieczysław Mokrzycki spotykał najważniejszych i najbardziej wpływowych ludzi świata. Widział świętość życia dwóch papieży – codziennie, w najbardziej prywatnych sytuacjach. A później, w innym miejscu, zobaczył w ludzkich oczach przerażenie, strach i rozpacz. Dramat, jaki zawsze związany jest z wojną.
Krzysztof Tadej

280 pages, Hardcover

Published May 1, 2017

Loading...
Loading...

About the author

Mieczysław Mokrzycki

3 books2 followers

Ratings & Reviews

What do you think?
Rate this book

Friends & Following

Create a free account to discover what your friends think of this book!

Community Reviews

5 stars
6 (66%)
4 stars
2 (22%)
3 stars
1 (11%)
2 stars
0 (0%)
1 star
0 (0%)
Displaying 1 of 1 review
Profile Image for Miłosz Kozikowski.
86 reviews7 followers
June 14, 2026
Pogłębiająca się wojna na Ukrainie, problemy dialogu historycznego między Polską a Ukrainą (szczególnie braku uznania prawdy, przyznaniu się do winy i prośby o przebaczenie odnośnie oddziałów UPA), relacje między Ukraińskim Kościołem Katolickim a Ukraińskim Kościołem Greckokatolickim, odbudowa Ukraińskiego Kościoła Katolickiego, ale też potrzeba poznania świadectwa towarzyszeniu w świętości codziennego życia obu papieży – to pytania, na które swoją, szczerą i autentyczną odpowiedź ma ks. abp Mieczysław Mokrzycki.

Będąc niespełna trzydziestokilkulatkiem został sekretarzem Ojca Świętego Jana Pawła II, a potem również Benedykta XVI. Dziś przewodzi Kościołowi Katolickiemu na Ukrainie, budując w niesamowicie trudnych okolicznościach lokalny Kościół. Skromny i życzliwy, zawsze gotowy do pomocy i dyspozycyjny biskup nie zraża się przeciwnościami, wiele czyniąc dla innych.

Rola sekretarza była dlań lekcją podporządkowania się woli Bożej, okazją do sprawowania obowiązków jako ktoś niemal niewidoczny, ale nieustannie potrzebny. Kluczowym okazuje się tu podstawowe i duchowe ukierunkowanie na pokorę oraz roztropność; gotowość do pomocy i dyspozycyjność: „Jeśli ktoś jest pokorny, ma świadomość, że nie należy liczyć tylko na własne siły. Jest Pan Bóg i On pomaga. W życiu należy przyjmować Jego wolę. Przyjmować to, co Opatrzność Boża daje nam każdego dnia, w każdej chwili. (…) Nie mamy skupiać się na sobie. Pokora wiąże się też z zawierzeniem Panu Bogu każdej chwili życia. I tych pięknych chwil, i tych trudnych.”

O księdzu Kardynale Dziwiszu powiedział: „Myślał przede wszystkim o tym, czego potrzebuje papież. Gdzieś na końcu zajmował się dopiero swoimi sprawami. Polscy księża mieszkający w Rzymie, którzy dobrze znali ks. Dziwisza, nawet nie próbowali zapraszać go na imieniny czy urodziny. Wiedzieli, że nic z tego nie wyjdzie. Mówili: „On żyje dla Jana Pawła II. Pracuje dla niego dwadzieścia cztery godziny na dobę, nie może nigdzie wyjść.” Tak właśnie było”.

Opisując codzienną świętość Jana Pawła II wskazywał na częstą modlitwę „nawet podczas prostych, codziennych czynności” – różaniec, modlitwy z brewiarza, litanie; w czwartki godzinę świętą, w piątki Drogę Krzyżową; w okresie Wielkiego Postu Gorzkie żale; w maju – majówki, w czerwcu – litanię do Najświętszego Serca Pana Jezusa; w każdy czwartek przez godzinę adorował Najświętszy Sakrament. „A gdy się modlił, czas jakby się dla niego zatrzymał. Było to widać na przykład po zakończeniu mszy świętej. Bez względu na to, gdzie odbywała się msza, długo odprawiał dziękczynienie. Nie spieszył się, nie zwracał uwagi na otoczenie, choć nieraz podczas pielgrzymek było trochę zamieszania.” Gdy coś się opóźniało, nie stwarzał nerwowej atmosfery; wykorzystywał po prostu ten czas na modlitwę.

Papież był zafascynowany świętymi, szczególnie br. Albertem Chmielowskim, św. Janem od Krzyża czy św. Edytą Stein. Szukał w ich postępowaniu inspiracji i prosił o wstawiennictwo. „Jan Paweł II w ciągu dnia odmawiał litanię do świętych. Nigdy nie opuścił wspomnienia świętych w czasie mszy.” Nie opowiadał o mistycznych przeżyciach. Nie mówił: „Bóg mi powiedział” czy „Bóg tak chce”.

Papież dyktował wszystko z pamięci. Nie korzystał z książek; nie używał też źródeł naukowych – wszystko miał przemyślane. Był twórcą – a to, co mówił, było precyzyjne, nie wymagało poprawek. Wszystko sam przygotowywał i poprawiał, by było doskonałe – nawet jeśli powstawało ogromnie dużo tekstów – i to z dużym wyprzedzeniem (kiedyś homilię na Boże Narodzenie już we wrześniu!). Odpoczywał słuchając czytanych mu książek – z literatury, historii, teologii czy dogmatyki. Chłonął wiedzę, chciał zdobyć jak najwięcej informacji, poznać różne poglądy. I to 3h dziennie planowo! Czasem słuchając książki mówił: „To znam. Przejdźmy do następnego rozdziału” – miał często większą wiedzę niż autorzy, nie znajdował w tych lekturach niczego nowego. Interesowały go wykłady naukowców, filozofów, ludzi literatury; interesował się każdą dziedziną życia. Zdobywanie wiedzy bardzo ułatwiałlu mu kontakt w rozmowach z przedstawicielami różnych dziedzin – kultury, sportu. Znał najważniejsze sprawy, potrafił z każdym nawiązać dialog.

Jednocześnie „Jan Paweł II nie ukrywał swoich słabości. Chciał być z ludźmi. I za to go podziwiałem. Nieraz mówił rano: „Bardzo boli mnie głowa”, „Mało spałem, a przed posiłkiem: „Jestem bardzo zmęczony.”. Krótkie zdania, po prostu przekazanie informacji. Żadnego użalania się. Po czym realizował plan działania. Nie rezygnował ze spotkań, z zaplanowanych zajęć. Z wyjazdów poza Watykan, by odwiedzić jakąś parafię. Nie poddawał się.”

A Benedykt XVI? Również miał wszystko dokładnie zaplanowane; długie godziny klęczał w kaplicy. Modlił się za wielu ludzi, przysyłających mu swoje listy. Prawie każdego dnia przygotowywał swoje homilie i przemówienia, wielokrotnie je poprawiając i doprecyzowując. Nikt mu nie pomagał, z nikim nie konsultował tekstów. Pisał wszystko ręcznie. Uwielbiał Mozarta, dużo czytał. Wszystko, co robił, chciał zrobić idealnie. Nie denerwował się, nie podnosił głosu. Niekiedy mówił, że musi się jeszcze zastanowić, coś przemyśleć, ale potem szybko podejmował najtrudniejsze decyzje.

Pytany o Jana Pawła II, Benedykt XVI powiedział: „Papież jest mi bliski przez swoje teksty, ponieważ w nich właśnie dostrzegam Go i słyszę, mogąc w ten sposób prowadzić stały dialog z Ojcem Świętym. Przez te słowa On ciągle ze mną rozmawia. (…) Za tekstami odczuwam obecność samego Papieża – człowieka, który odszedł do Pana, ale się nie oddalił… Coraz częściej czuję, że gdy ktoś odchodzi do Pana, przybliża się do nas jeszcze bardziej, i odczuwam, że będąc przy Chrystusie, jest On jednocześnie blisko mnie na tyle, na ile ja sam jestem blisko Pana. Jestem więc blisko Papieża, a On pomaga mi zbliżyć się do Chrystusa. (…) Powierzam się też Jego modlitwom, prowadząc z Nim stałą rozmowę i odczuwając bliskość w sposób nowy, ale bardzo głęboki.”

Pisał piękne teksty; między innymi: „Chrystus przybywający od Ojca nie jest daleko od nas. To raczej my jesteśmy daleko od Niego. Jednak droga łącząca nas z Nim jest zawsze otwarta. Jest to droga prowadząca nie w przestrzeni kosmiczno-geograficznej, lecz droga prowadząca w przestrzeni serca, droga przechodzenia do nowego wymiaru Bożej miłości ogarniającej cały świat.”

Sam ks. abp Mokrzycki zostawia wiele wskazówek i trafnych intuicji. Sama jego historia życia wiele uczy. Przykładowo bazując na swoich decyzjach podejmowanych w trakcie studiów w Rzymie radzi, by nie poprzestawać na nauce, ale poznawać Kościół lokalny, jego problemy i potrzeby; poznawać język lokalny; nie przejmować się nieprzychylnymi opiniami.

Wspomina też o historii polsko-ukraińskiej, szczególnie w kontekście mordów UPA. „Mam prawo i obowiązek w imieniu swoich wiernych upominać się o pamięć tych, którzy ponieśli śmierć. Bez względu na to, czy byli Polakami, czy Ukraińcami. Byli niewinni, a zostali brutalnie zamordowani.” Krytykuje też unikanie tego tematu w trosce o niepsucie relacji międzynarodowych: „Takie podejście wyrządziło najwięcej szkody. Liczy się prawda, a nie fałszowanie historii. Prawda jednoczy, a nieprawda dzieli. Musimy pamiętać, że to nie był – jak chcą niektórzy – konflikt polityczny polsko-ukraiński. Na tych terenach mieszkali przecież Ukraińcy, Polacy, Rosjanie, Żydzi, Ormianie, nawet Czesi. I oni byli mordowani. Krzywdy wyrządzane były po różnych stronach, to fakt. (…) Ostatnio opisywano mi, jak w okolicach Zamościa i Hrubieszowa zniknęło z mapy dziewiętnaście wsi, bo wymordowano mieszkających tam Polaków. Byłem we wsi Mircze. Mieszkańcy opowiadali, że w czasie wojny Ukraińcy piłami i siekierami zamordowali 360 osób. I pytali: Dlaczego przez tyle lat w Polsce nikt o tym nie mówił?”

I mówi dalej: „Rozmawiając z rodzinami zamordowanych, zrozumiałem, że nie będzie pełnego pojednania bez prawdy i zadośćuczynienia. Wiele rodzin na to czeka.” Mówi o zadośćuczynieniu – o „uznaniu prawdy, czyli tego, co się stało, i powiedzeniu, kto kogo zamordował. O przyznaniu się do winy i prośbie o przebaczenie. O hołdzie tym, którzy zginęli, i pamięci o tych, którzy ryzykując własne życie, ratowali innych. Wreszcie o zadbaniu o miejsca, gdzie zostali pochowani.”

Odnośnie zaś trudnych decyzji personalnych w swojej decyzji mówi: „Niewiele jest takich spraw. Mamy dobrych kapłanów, ale jeśli pojawia się taka sytuacja, to każda rozmowa jest trudna, stresująca. Wymaga delikatności i wrażliwości. Wchodzi się przecież we wnętrze drugiego człowieka, w jakimś sensie w jego prywatność. Staram się jednak postępować tak jak papież Benedykt XVI. Skrupulatnie wszystko sprawdzam, każdy szczegół, i podejmuję decyzję. Tak aby nikogo nie skrzywdzić, nie zranić.

„Benedykt XVI (…) jeszcze gdy nie był papieżem, u siebie w Niemczech, w mieście Pentling, powiedział podczas kazania: „Jezus mówi: „Usiłujcie”, „Starajcie się”. To znaczy: nie naszą sprawą jest to, jaki jest koniec historii. Nie powinniśmy odgrywać roli sędziego świata, który zagląda Bogu w karty, próbując zrozumieć logikę świata i własnego życia.” (…) „Poczekajmy, przecież jest Pan Bóg. On będzie działał!”
Displaying 1 of 1 review