Na pewno nie można autorowi zarzucić braku dedykacji - “Gejerel” to dzieło, które nie mogłoby powstać bez gigantycznej pracy, jaka odrobił autor, i za to trzeba chylić mu czoła. Początkowo, książka zachwyca - “odmagicznianie” PRL-u bez całkowitej amputacji sentymentu to zadanie niełatwe, ale autorowi się udaje. Im jednak głębiej w las, tym więcej drzew, i w pewnym momencie format książki zaczyna ciążyć; autor nie może odmówić sobie przyjemności przytaczania nierzadko niekrótkich paragrafów z artykułów, książek i innych publikacji, a następnie ich dysekcji, co w efekcie zamienia książkę w wypracowanie szkolne. Rozdział “filmowy” to przystanek wyjątkowo ospały, do tego stopnia, ze książkę musiałem odłożyć na parę tygodni - autor przytacza film za filmem, i opisuje, co w danej produkcji się dzieje, kładąc za duży nacisk na recenzje, a nie na wyciąganie wniosków. Ostatni rozdział to pomyłka - w miejscu ostatniego słowa (nie dość, że podsumować byłoby co, to do tego brak zakończenia boli o tyle, że wstęp, nie dość, że istnieje, to jest świetny) autor opisuje przygody Polaków za granicą...choć miało być o PRL-u.
Z pewnością nie jest to książka zła - przeczytać warto, wszak bez zrozumienia przeszłości, planowanie przyszłości jest strzelaniem bez amunicji - ale “Gejerel” zbyt często traci drogę, aby móc w pełni stać się dziełem prawdziwie inspiracyjnym, na co z pewnością byłoby go stać.