Spotkali się w miejscu, gdzie przedpokój stykał się z pokojem lub − innymi słowy − na linii oddzielającej pokój od przedpokoju, i wiedzieli, że tylko od nich zależy, którą wersję wybiorą.
Po ostatnich tragicznych wydarzeniach Gerard jest przekonany, że bezpowrotnie utracił to, co było dla niego najważniejsze. Po Kornelii pozostał mu jedynie maleńki kot, którego kobieta zostawiła pod jego opieką przed ich ostatnim rozstaniem. Okazuje się jednak, że ciało znalezione w domu Pliszki po pożarze należy do kogoś innego. Gdzie zatem podziała się Kornelia i dlaczego nie daje znaku życia? Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, kiedy komisarz dowiaduje się, że jego koledzy stawiają Kornelii absurdalne – jego zdaniem – zarzuty. Mężczyzna rzuca na szalę całą swoją zawodową przyszłość, żeby udowodnić, że podejrzewana przez policję kobieta jest niewinna. Jednak żeby to zrobić, trzeba ją najpierw odnaleźć. Rozpoczyna się polowanie na Pliszkę.
Przyznam bez bicia, że nie znam pierwszej części cyklu "Polowanie na Pliszkę", jednak to nie przeszkodziło mi w zrozumieniu drugiej części. "Światełko w tunelu" to dobry kryminał z dobrze rozbudowanymi wątkami obyczajowymi. Podczas słuchania się nie nudziłam. Żałuję jednego, że tak szybko się skończyło. Mam zamiar nadrobić pierwszy tom. Nie będę wam opisywała fabuły książki, ponieważ chcę, żebyście mieli niespodziankę podczas czytania lub słuchania. Napiszę jedno, historia ukryta na kartkach powieści "Światełko w tunelu" warta jest poznania. Audiobook czytał Maciej Kowalik. Lektor rewelacyjnie czyta. Jego głos dodaje książce niesamowitego klimatu, aż chce się słuchać.
Fajnie jest powrócić do bohaterów, których lubimy. A ja polubiłam Kolę i Gerarda - chociaż przy nim musiałam mieć trochę więcej czasu na tę sympatię.
Tak jak i przy pierwszej części, tak tutaj mamy rozbudowany w wielkiej mierze wątek obyczajowy, który okazał się idealnie pasujący do całej fabuły jak i do moich czytelniczych preferencji. Właśnie przez to, że kryminał tutaj jest na drugim miejscu, to tak szybko to połknęłam. Bo to, że Pani Hanna ma lekkie pióro to wszyscy wiemy. Podczas wątków obyczajowych pozwalamy sobie na głębsze poznanie się z głównymi bohaterami i żyjemy ich historią. A ja żyłam historią Kornelii i Gerarda tak bardzo, że aż łezka mi się zakręciła w oku, że nadszedł czas na rozstanie.
Nie mogę wiele mówić o fabule książki, nie chcąc nikomu psuć zabawy gdy ma jeszcze przed sobą pierwszą część - powiem Wam tylko tyle, że akcja zaczyna się po tragicznym zakończeniu "Jak kamień w wodę" i jeśli to już za Wami to jestem pewna, że nie możecie się doczekać tego, co było dalej... A było dużo! Fajnie! Lepiej! Ja chcę więcej 🥹.
Dialogi, te z sarkazmem, ze śmiechem i nutką bólu dopełniły całość tej książki. UWIELBIAM to jak autorka zabawiała się naszymi bohaterami, niejeden raz parsknęłam śmiechem w głos, bijąc się zaraz po rękach, że nie wypada - bo często te najśmieszniejsze fragmenty ukazywały się w mało śmiesznych sytuacjach.
Każda książka coś mi pokazuje, a ta pokazała jak ważne jest zaufanie do drugiej osoby. To, jak ważne jest aby mieć swoje zdanie na wiele rzeczy i nie biec za stadem z ich "prawdą".
Niektóre serie, najczęściej te kryminalne, mają to do siebie, że można czytać je od "środka". W tym przypadku tak się nie da i trzeba poznać "Jak kamień w wodę" przed zabraniem się za "Światełko w tunelu '. Ale to przecież nawet i lepiej, że aż dwa genialne tytuły jeszcze przed Wami!
Podsumuję to idealnym oraz ulubionym słowem książkoholików - ta książka jest nieodkładalna ! 😊
"Światełko w tunelu" to drugi tom z serii "Polowanie na pliszkę" spod pióra Hanny Greń. Pierwsza ważna informacja jest taka, że najlepiej czytać w odpowiedniej kolejności, aczkolwiek myślę, że jeśli ktoś zacznie od drugiej części, to też się nic takiego nie stanie, poza kilkoma spojlerami. Pierwszy tom, czyli "Jak kamień w wodę" premierę miał w zeszłym roku, a konkretnie w październiku 2022. Ten będzie swoją świętował 11 stycznia 2023, czyli już za tydzień. A o czym w ogóle jest i czy warto przeczytać?
Autorka znana jest raczej z typowych kryminałów i ja do tej serii podchodziłam z lekką rezerwą, bo jednak reklamowana była jako kryminały obyczajowe. Szczerze mówiąc, z reguły jest tak, że albo w takich powieściach jest za mało kryminału, albo za mało obyczajówki. Dla mnie to albo jedno, albo drugie z ewentualną domieszką innego gatunku.
Ale najpierw opowiem o czym jest ta konkretna książka, z zaznaczeniem, że osobom, które nie czytały pierwszego tomu, mogę niechcący zdradzić zbyt wiele. Jeśli się tego obawiacie, wystarczy pominąć ten i kolejny cały akapit.
Gerard, nasz główny bohater przeżywa żałobę i jest to bardzo ciężki dla niego czas. Wszystko to spowodowane jest tym, że jego partnerka nie żyje, a dodatkowo jest uważana za winną śmierci kobiety, która została znaleziona w domu, który spłonął. Dla Gerarda to wszystko nałożyło się i w zasadzie został jedynie z kotem. Skrzyński jest policjantem, dlatego ta sytuacja podwójnie się odbija na jego psychice, bo jednak chciałby oczyścić ukochaną z zarzutów. Nieistotne, że byłoby to już po jej śmierci i dla niej, w zasadzie, jest to już obojętne. Może to jednak wpłynąć na jego karierę w policji i pytanie zasadnicze: czy warto?
Jak już wcześniej wspominałam, dla mnie powieść kryminalno-obyczajowa to zawsze jedno lub drugie i niestety, z reguły to jest niepotrzebnie mieszane. Tutaj, mimo całej mojej sympatii do autorki, miałam ochotę potrząsnąć osobę, która tak opisała tę serię. O ile pierwszy tom, faktycznie jeszcze był po równo obdzielony charakterem kryminalnym i obyczajowym, to tutaj jest to stuprocentowa obyczajówka. Nie jest to wada, ale warto byłoby wiedzieć, zwłaszcza gdy chciałoby się kupić miłośnikowi typowych kryminałów tę serię.
W "Światełku w tunelu" Hanna Greń rozwinęła wątki głównych bohaterów i mimo wszystko odrobinę popłynęła i miałam wrażenie, że ich zachowania są tak oderwane od rzeczywistości, że nie wiadomo czy się śmiać, czy płakać. Ale, a propos śmiechu, to autorka zdecydowanie potrafi dowcipem rozmiękczyć czytelnika i czyta się całość przyjemnie. No właśnie, raczej trzeba tę książkę traktować jako czytadło na deszczowy wieczór.
Z kryminału, niestety, zostało tutaj niewiele, wszystko rozwiązane zostaje bardzo szybko, jak by autorka chciała już przejść do relacji między Gerardem, a Kornelią. A szkoda, ciekawiej by było gdyby trzymała w napięciu do samego końca.
Podsumowując, jako powieść obyczajowa ta książka się sprawdzi w zupełności i gdybym ją jako taką oceniała, to byłabym na tak, z małymi "ale". Natomiast, po nastawieniu na książkę kryminalno-obyczajową, jestem nieco zawiedziona.
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Czwarta Strona.
„Światełko w tunelu” to druga część dylogii Hanny Greń „Polowanie na Pliszkę”. Bardzo czekałam na ten tytuł, bo Autorka zafundowała dość zaskakujące zakończenie pierwszego tomu. Snułam różne domysły, miałam różne przypuszczenia co do tego, co może zadziać się w „Światełku”, ale tego, co dostałam nawet w najśmielszych snach się nie spodziewałam. Nie opowiem Wam o fabule, bo nie jestem pewna, czy wszyscy macie już za sobą lekturę „Jak kamień w wodę”, a książki są tak genialne, że nie śmiem odbierać Wam nawet odrobiny z ich poznawania. Ale opowiem Wam, czym mnie ta książka zauroczyła. Pani Hanna nie zawiodła, książka wciąga od pierwszych stron, czego potwierdzeniem niech będzie to, że przeczytałam ją w jeden wieczór, a naprawdę długo biłam się z myślami, czy czytać, czy dawkować sobie tę przyjemność. Chęć poznania dalszych losów bohaterów zwyciężyła i nim się spostrzegłam, przerzuciłam ostatnią kartę powieści. Genialne dialogi, świetni, wyraziści bohaterowie i nieszablonowy humor to zdecydowanie plusy tej historii. I pomimo że momentami „niezdecydowanie” jednej bohaterki było, delikatnie mówiąc, irytujące, to jednak sprawiło, że ta postać jeszcze bardziej odżyła- bo któż z nas od razu wie, czego chce i nie zmienia zdania? 😊 Polubiłam wszystkie postaci i naprawdę żałuję, że nie będzie już kontynuacji tej serii. „Światełko w tunelu” to nieszablonowa powieść z gatunku kryminału, z mocno rozbudowanym wątkiem obyczajowym, chociaż wydaje się, że ten jest nawet dominujący nad kryminalną stroną historii. Pani Hanna poruszyła wiele ważnych wątków, tj. budowanie związku, zaufanie, wzajemne relacje.. Historia Kornelii i Gerarda pokazuje także, że czasami warto postawić wszystko na jedną kartę i przeć do przodu, by osiągnąć swoje szczęście, a skrywane sekrety i tajemnice to niekoniecznie najlepszy sprzymierzeńcy w walce o ukochaną osobę. Zerknijcie jeszcze na okładkę- czyż ona nie jest piękna?
” Światełko w tunelu ” to lektura należąca zdecydowanie do tych lekkich, przyjemnych i niewymagających. Bardziej obyczajowa, niż kryminalna, zwrotów akcji tutaj jak na lekarstwo, znalazłoby się kilka aspektów, do których można by mieć zastrzeżenia, a jednak ma w sobie coś, co mi się podoba.
Może to ta doza humoru, którą emanuje? Może to ten wątek kryminalny, który nie dominuje, ale ciekawi? A może to chodzi jednak o wątek miłosny, który wiedzie tutaj prym?
Tak naprawdę nie wiem.
Bo raz, że za literaturą obyczajową nie przepadam, dwa, że wątki miłosne w książkach bliskie mi nie są, a trzy, że z tym poczuciem humoru wiadomo jak bywa. A jednak. Coś mnie przekonało. To chyba styl Pani Hanny, którym mnie kupiła. Prosty, lekki, kiedy trzeba dosadny.
Niedopowiedzenia. Jakże potrafią namieszać w życiu, zranić, narobić bałaganu, który uprzątnąć nie jest łatwo. Bo jak budować związek, kiedy towarzyszy mu brak komunikacji lub kiedy między słowami ukrywamy to, co tak naprawdę chcemy powiedzieć? Kiedy nie mówimy partnerowi o tym, co czujemy, myślimy. Dusimy się, ale milczymy, bo tak jest łatwiej. Ile razy miałam ochotę potrząsnąć bohaterami, jakże irytował mnie sposób ich dialogu. Miłość to fundament, ale bez udanej komunikacji usycha. Słowami okazujemy emocje, dzielimy się nimi z drugą osobą. Bez nich do życia wdziera się samotność. Myślę, że o tym głównie jest ta historia, ale też o zadrach z przeszłości, i jak ciężko bez uporania się z nimi, oddychać pełną piersią.
Ta książka nie zmusza w jakiś dogłębny sposób do refleksji i przemyśleń. Choć ja gdzieś między słowami starałam się ich doszukiwać, nie było ich za wiele. Trochę szkoda, bo znam tworczość Pani Hanny i wiem, że w swoich historiach potrafi zawrzeć trudne i ważne tematy obok których ciężko przejść obojętnie, oddając przy tym emocje. Mimo wszystko lekturę uważam za udaną.
Po kłótni z Gerardem Kornelia się wyprowadza i na trzy tygodnie znika z Bielska. Nie ma pojęcia o pożarze w jej domu, znalezionych tam zwłokach i o tym, źe to ona zostaje podejrzana o sprawstwo. Po spędzeniu dwóch dni na dołku wybaczenie Gerardowi, że do tego dopuścił łatwo jej nie przychodzi. Ale...
Amatorzy patriotyczno-historycznych wątków polubią zapewne opis znaleziska w lesie nad Brdą, niedaleko gospodarstwa agroturystycznego, gdzie Kornelia usiłuje się wyleczyć - oczywiście nadaremno - z miłości do Gerarda. Mnie spodobała się logiczna kompozycja fabuły, przekonujące motywy zachowania protagonistów, włączenie humoru w miłosne dialogi oraz ciekawe i wyglądające na bardzo wiarygodne relacje z traktowania osób podejrzanych o przestępstwa. Takie pseudo-kryteria jak „coś musi być na rzeczy”, „przecież to do niej podobne, wszyscy o tym wiedzą” dotknęły Pliszkę dwukrotnie. A w realnym życiu też do rzadkości nie należą, z czego z pewnością zdaje sobie sprawę mąż Hanny Greń, policjant, któremu autorka dziękuje za konsultacje.
W każdym razie na pewno z Hanną Greń rozstawać się nie zamierzam.
„Światełko w tunelu" to, w przeciwieństwie do poprzedniego tomu, głównie powieść obyczajowa z wątkiem kryminalnym (chociaż i w „Jak kamień wodę" zagadka kryminalna nie była głównym tematem), ale przyznam szczerze, że pani Hanna Greń w tym właśnie wydaniu podoba mi się o wiele bardziej.
Po mocnym zakończeniu „Jak kamień w wodę", w którym autorka zostawia nas z wieloma niedopowiedzeniami, obawiałam się, co przyniesie ciąg dalszy i jak rozwinie się fabuła. Na szczęście moje wątpliwości udało się rozwiać, jednak nie będę mówić Wam w jaki sposób, by nie zabrać przyjemności tym, którzy „Polowanie na Pliszkę" mają jeszcze przed sobą.
W tej części, która swoją drogą jest ostatnią z tej serii, spotykamy starych znajomych, ale pojawiają się też nowe postacie, które, mimo, że nie odgrywają znaczącej roli w całej historii, wzbudzili moją ciekawość. Moje serce skradli Eli i Ela. Ich dialogi były zabawnym przerywnikiem i dodawały uroku. Również miejsce, w którym ich poznajemy jest bardzo interesujące. Rozbudowana jest też postać Rogowicz, którą mieliśmy okazję poznać w poprzednim tomie i która okazuje się twardą i stanowczą kobietą, a mimo tego wzbudziła we mnie sympatię.
To książka o tym, jak ważna jest szczera rozmowa. Niedopowiedzenia mogą nieźle namieszać w życiu i zranić w sposób, o którym ciężko zapomnieć. Czasami jedno zdanie, jedno słowo potrafi zmienić wszystko. Na lepsze lub na gorsze. Jednak warto postawić sprawę jasno i wyjaśnić wszystkie spory, póki mamy taką możliwość. Przekonają się o tym nasi bohaterowie. Przyznaję, że momentami ich zachowania i postawa strasznie mnie irytowały. Wiele razy miałam ochotę interweniować i nagadać im do słuchu. Na szczęście udało się ich ustawić do pionu. 😊
To przyjemna lektura, którą czyta się bardzo szybko. Nie wzbudziła we mnie wielkich emocji, ale czas z nią spędzony zaliczam do udanych. Jeśli chcecie oderwać się nieco od krwawych klimatów, ta książka będzie do tego idealna.
Książkę przeczytałam dzięki współpracy barterowej z Wydawnictwem Czwarta Strona.
Światełko w tunelu" to kontynuacja historii Kornelii Pliszki. Która wraca do nas po kilku latach z ugruntowaną pozycją zawodową i domem odziedziczonym po babci. Znajdzie się również kot i kolejne tajemnicze zdarzenia. Pojawi się osoba czychajaca na życie Koli, ale także już wspomany Gerard, który do Pliszki podejdzie z zupełnie innym nastawieniem od tego z pierwszej części. Jest to część z większym wątkiem kryminalnym, jednak nadal to głównie obyczajówka.
Choć jest to mix gatunków i czyta czy słucha się tych książek z pewnym luzem to jednak, zakończenie zaskakuje. A właściwie zaskoczyła mnie osoba która odpowiadała za nękanie Koli.