Kate jest typową nastolatką. Mieszka u swojej ciotki w Londynie i wiedzie spokojne życie. Pewnego dnia staje na progu tajemniczego sklepu pełnego czarodziejskich przedmiotów, od właścicielki którego otrzymuje Księgę Luster. Dziewczyna rzuca miłosny urok na przystojnego Jonathana, lecz czar skutkuje zupełnie inaczej, niż by tego oczekiwała. Kate trafia do Jaaru, krainy zamieszkanej przez magiczne stworzenia.
Fion jest ferem, baśniową istotą. Jego stosunki z ojcem są coraz gorsze, więc w akcie buntu opuszcza dom, by odnaleźć przypisaną mu czarownicę. Wpada w ręce niebezpiecznej nimfy Erato i przez swoją naiwność wprowadza do świata magii wielki zamęt.
Tymczasem w Londynie ciotka dowiaduje się, że ze sklepu pani Selene zniknął magiczny kamień o potężnej mocy. Czy uda się go odnaleźć? Jak Kate, początkująca wiedźma, poradzi sobie w świecie Jaaru, mając u boku ekscentryczne fery i wyniosłego jednorożca? I co tak naprawdę skrywa plan nikczemnej Erato?
Adam Faber dzieli niewielki pokój z czarno-białym kotem i mnóstwem zmyślonych i niezmyślonych przyjaciół. Jeśli któryś z nich upiera się, by zadręczać go swoją historią, zrzuca z biurka zalegające papiery i zaczyna pisać - koniecznie czarnym długopisem. W Jaar wierzy naprawdę.
Mam wrażenie, że w tej książce nie ma ani jednej ciekawej postaci, naiwność i buta głównych bohaterów doprowadzała mnie do szału, rozumiem, że są młodzi, ale come on…
Z każdego zagrożenia, w którym znajduje się Kate ktoś albo coś musi ją ratować, najczęściej jest to "magiczna siła", z której Kate nie zdaje sobie sprawy - That’s just lazy writing.
Nielogiczne szczególiki takie, jak powód rozstania rodziców Kate irytowały jeszcze bardziej.
Książka jest po prostu nudna i stanowi jedynie wstęp do serii, sama w sobie, według mnie, nie przedstawia zbyt wielkiej wartości, postacie nie mają nic ciekawego do zaoferowania, są albo mdłe, albo irytujące. Jeśli szukacie fantastyczniej literatury młodzieżowej to na pewno znajdziecie wiele znacznie lepszych pozycji niż ta.
Gdyby Harry Potter był dziewczyną, nazywałby się Kate Hallander! A gdyby babcia miała wąsy, to by była dziadkiem. Tyle z tego porównania. Już widzę, jak Harry szykuje eliksirek na poderwanie laseczki. Aż Snape się w grobie przewraca na samą myśl. Książka Adama Fabera to potwornie słaba opowiastka o niczym. Główna bohaterka jest okropnie infantylna i denerwująca, do tego płytka bardziej niż woda w szklance; najbardziej to widać chyba w lustrze pragnień (swoją drogą, ładna kradzież pomysłu - Ain Eingarp? Gdzieś to już widzieliśmy?), gdzie pragnieniami Kate jest nowa torebka od jakiegoś projektanta. Cudo. Świat Jaaru może byłby ciekawszy, gdyby nie był tak potraktowany po łebkach. To, że bohaterka jest amebą umysłową, nie oznacza, że czytelnik również nie chce dowiedzieć się czegoś więcej o nowym świecie. Dodatkowo wszystko opisane jest w strasznie toporny sposób; nie ma żadnych zagadek, domysłów, czegoś, co po prostu by nas zaciekawiło. Książka ma około 400 stron, napisana jest bardzo dużą czcionką, a jednak czytanie jej to męka. Jedyne plusy, jakie w niej odkryłam to przecudowne wydanie - okładka zachwyca oraz jakiś tam pomysł na nową kreację świata. Mimo wszystko cały pomysł został dogłębnie spartaczony. Raczej nie sięgnę po kolejne tomy, bo w ogóle nie obchodzi mnie, co stanie się z bohaterami.
+ lekkość stylu + tytuł dobry w swojej kategorii + książka kończy się zanim czytelnik zauważy + autor książki, który jest naprawdę niesamowitym rozmówcą - czułem się na to za stary, książka w moim odczuciu niewystarczająco uniwersalna - fabuła stanowi tak naprawdę rozbudowany wstęp do właściwej historii, którą poznamy w kolejnych tomach
Adam Faber wykreował wciągającą, miejscami wzruszającą opowieść dla młodszych czytelników, którym marzą się baśniowe, fantastyczne krainy tryskające magią i czarodziejstwem. Poza londyńską miejscówką fabularną niewiele tu angielskości, czy londyńskości per se, dlatego nie ma sensu wyszukiwać porównań do kultowego dzieła Rowling i raczej pozostać przy samej potrzebie magii, a tę „Kroniki Jaaru. Księga Luster” zaspokajają pod każdym względem. Dużo w tej historii uroku i prostoty, co z pewnością ucieszy czytelników poszukujących nowych, zaczarowanych krain.
Harry Potter w damskim wydaniu ? ✨Moim zdaniem nie do końca.Kroniki Jaaru to mimo wszystko bardzo przyjemna,magiczna lektura,która pozwala nam przenieść się w cudowną krainę Jaaru.Wydanie książki to zdecydowanie mój faworyt tego roku ! Twarda okładka,cudowna grafika i błyszczące detale zachwycają na żywo !
To najbardziej wicca książka, jaką czytałam, pomijając książki o wicca. Neopoganizm dla najmłodszych, łącznie z kultem Bogini Matki. Z tym, że wicca zwykle definiuje się jako religia plus magia, tutaj jest magia plus religia pewnie się pojawi, bo są zajawki. Szczerze, nie wiem nawet czy to książka fantastyczna czy religijna. I to po części problem. Miałabym więcej frajdy z powieścią, gdyby była o młodej wiccance, która używa magii, a mniej fantastyką o magicznym świecie graniczącym z naszym. Z drugiej strony Jaar to po prostu zbitek podań, więc wpisuje się w mitologię wicca i powieść nie traci spójności przez dodanie tego wątku.
Porównanie do serii o Potterze wypada krzywdząco dla książki, która wpisuje się w inną tradycję. To raczej nieudany zabieg marketingowy. Także dlatego, że wszyscy jesteśmy już zmęczeni Potterami-bis. Jeśli już porównywać z czymś "Kroniki Jaaru" to z serią "Ciemność rusza do boju" Susan Cooper.
Co jest fajne: - wicca (aż mi nostalgią powiało i puściłam sobie Inkubus Sukkubus przy czytaniu) - postaci poboczne, czyli starsze czarownice jak ciotka Kate i Selene, autentycznie mnie zainteresowały, ale potraktowane są jeszcze bardziej po macoszemu niż główni bohaterowie - poezja - jednorożce
Co jest niefajne: - relacja między Mel i Kate jest pozbawiona głębi, sensu i jakiegokolwiek życia - generalnie wszystkie postaci zarysowane są tak pośpiesznie, że nie zdążę się zmartwić, kiedy coś im grozi, brak chemii pomiędzy nimi, głównie na siebie krzyczą i naprawdę jestem stara, bo zmęczyły mnie te wszystkie wykrzykniki - Kate jest tak ogólna, że niemal przeźroczysta, a to główna bohaterka - okładka obiecuje więcej niż książka dostarcza - nie poznajemy motywacji Erato, po co chciała osiągnąć to, co chciała - wybawienie deus ex "Harry Potter i Kamień Filozoficzny" (może stąd ten marketing)
Trzeba pamiętać, że nie jestem docelowym odbiorcą i pewnie dzieciakom (wczesnym nastolatkom?) to się bardziej spodoba (lub nie). Miałam sporo frajdy przy czytaniu, bo rozpoznałam system religijno-magiczny, na którym powieść się opiera, ale to było niemal jedyne źródło rozrywki. A Cooper, skierowaną do czytelników w podobnym wieku, mogę czytać do oporu. Więc może jednak to kwestia konstrukcji powieści. Może drugi tom będzie lepszy. Może relacje między bohaterami zaczną mieć sens.
Nawet 3.5/5! Książka z pewnością spodoba się troszkę młodszym czytelnikom. Brakowało mi trochę akcji, niby cały czas coś się działo, ale było tylko kilka momentów, w których byłam naprawdę ciekawa tego co się wydarzy.
2,5/5 Okej, momentami serio spoko. Ogólnie nie było w niej tego, co urzeka mnie w fantastyce i każe mi czytać dalej, dlatego czytałam ją tak długo. Nadal nie wiem co to właściwie było. Babcia Fiona jest super, choć nie umiem przeczytać jej imienia.
Stwierdzenie, że główna bohaterka Kronik Jaaru jest drugim Potterem jest największą wadą powieści, bo sugeruje zupełnie inny typ literatury i w gruncie rzeczy oszukuje czytelnika, że spotka postać równie genialną jak nasz ulubiony czarodziej. Nie ma tak łatwo. Potter jest tylko jeden i nie sądzę, żeby komuś udało się go podrobić w taki sposób, by nie rodził on frustracji i zniesmaczenia oraz nie przypominał nieudolnej próby naśladowania czyichś pomysłów. Można się doszukać podobieństw między Kate a Harrym, ale trzeba przy tym bardziej zagłębić się w treść, bo nie są one widoczne na pierwszym planie, tylko po co?
Kroniki Jaaru mi się podobały, ale podczas lektury cały czas towarzyszył mi duży niedosyt. Czułam, że niektóre rzeczy związane ze światem i jego fizyką mogłyby zostać pogłębione, bo z wielką chęcią dowiedziałabym się więcej na ten temat. A tak to czuję, że nie do końca wykorzystano wszystkie możliwości, jakie krył w sobie Jaar.
Największą zaletą Kronik Jaaru jest klimat, jaki panuje w całej powieści. To opis świata nie tyle fantastycznego, co baśniowego i nieskazitelnego. Każde stworzenie odgrywa w nim jakąś rolę, a wszyscy pracują dla siebie i czerpią z tego radość. Nasuwa mi to porównanie do Alicji w Krainie Czarów nie tylko pod kątem różnorodności opisywanych miejsc i stworów, co także sposobu, w jaki Alicja do nich trafia. To samo dotyczy Łucji i jej drogi poznawania Narnii. Można wrzucić jeszcze w tę kategorię Laurel z serii o wróżkach – Skrzydła Laurel. Sądzę, że Kate szybciej odnalazłaby z tymi bohaterkami wspólny język niż z Harrym. Po połączeniu tego wszystkiego ze sobą będziemy mieć jakieś tam pojęcie, co Adam Faber zaserwował swoim czytelnikom.
Nie czuję się porwana przez magiczny świat Jaaru, ale z drugiej strony z chęcią bym do niego powróciła przy okazji lektury drugiej części. Historia, którą przedstawia Adam Faber funduje miły powrót do dzieciństwa i zapewnia bardzo dobrą rozrywkę w postaci lekkiego „czytadła” na jeden, góra dwa wieczory.
DNF ja wiem, że mówiłam, że nie zrobie dnf na 30 stronie, ale jak tak na nia patrzę to z każdą chwilą jestem coraz bardziej przekonana o tym, że już więcej po nią nie sięgnę, a ona zalegnie na półce i pokryje się warstwą kurzu. w każdym razie nie żałuję, bohaterka tragiczna i styl pisania zdecydowanie nie mój
widziałam luki w fabule, ktorych nie zauważyłam poprzednim razem (czułam się, jakby ktos wyrwał ze środka przynajmniej 100 stron) (nie umiem ocenić tej ksiazki przez to jakim sentymentem ją darzę)
Czytanie książek to cudowna przygoda. Nowe światy, postaci i przenoszenie się na kilka godzin w magiczne miejsce, w którym wszystko jest możliwe. Nie mam ulubionych gatunków i pozwalam sobie na sięganie po wszystko, co ma ciekawy opis albo dobre recenzje. Z tego powodu zdecydowałam się na przeczytanie książki Księga Luster Adama Fabera. Przez całe życie podchodziłam sceptycznie do twórczości polskich pisarzy. Jednak przy tylu zachwytach i fakcie, że akcja rozgrywa się w Londynie, stwierdziłam że może najwyższy czas zmienić swoje podejście.
Kate jest typową nastolatką. Mieszka u swojej ciotki w Londynie i wiedzie spokojne życie. Pewnego dnia staje na progu tajemniczego sklepu pełnego czarodziejskich przedmiotów, od właścicielki którego otrzymuje Księgę Luster. Z jej pomocą Kate trafia do Jaaru, krainy zamieszkanej przez magiczne stworzenia, w której poznaje prawdę o swoim pochodzeniu…
Ważna rada: nie czytajcie opisu tej książki! Niestety, jest to w sumie jej streszczenie i poza tym, co zostało tam opisane, niewiele więcej się dzieje. Przyznam szczerze, że staram się podejść do Księgi Luster trochę łagodniej niż zwykle. Spowodowane jest to faktem, że jest to debiutancka powieść Adama Fabera i widać w pomyśle na fabułę zarysy naprawdę ciekawej historii. Jednak oceniając pierwszy tom muszę stwierdzić, że książka po prostu mi się nie podobała.
Przez całą lekturę myślałam, że ta pozycja jest raczej dla młodszego czytelnika. Jednak kilka wydarzeń sprawia, że zastanowiłbym się dwa razy zanim dałabym ją przeczytać jakiemuś 10 letniemu dziecku. Niestety, jest to pozycja dla nikogo. Starszy czytelnik będzie zirytowany naiwnym podejściem autora do wydarzeń. Nie ma w tej książce żadnych zagadek, a wyjaśnienie najmniejszej tajemnicy dostajemy zaraz po jej pojawieniu się. Autor wręcz “rzuca” w nas odpowiedziami na wszystko co mogłoby sprawić, że książka zyskałaby w moich oczach.
Sama akcja również jest prowadzona dość równomiernie. Nie ma punktów kulminacyjnych, nie ma zarysowanego głównego wątku w którego kierunku zmierza akcja. Wiele dialogów czy wydarzeń zostało zbyt pobieżnie opisanych. Najważniejsze starcie, które powinno być ogromnie emocjonujące, było ostatecznie mdłe i nijakie. Do tego momentami nie byłam pewna co się tam w ogóle dzieje. Same postacie też były płaskie. Najwięcej uwagi poświęcono Kate, jednak w tym momencie nie potrafiłabym napisać o niej dłuższej charakterystyki. Bohaterzy drugoplanowi byli i w sumie tyle mogę o nich napisać. Po prostu byli w tej książce. Mogliby ją ożywić, nadać całej historii trochę pazura, ale zostali pominięci.
Niestety, jak widzicie nie znalazłam zbyt dużo pozytywów w tej powieści. Historia opisana w Księdze Luster jest intrygująca, ale zabrakło tutaj dopracowania wielu elementów. Mimo wszystko zamierzam przeczytać kolejną część serii. Nie potrafiłabym skreślić autora po jego pierwszej książce, tym bardziej że widać w nim potencjał.
1/5 Nic mi się tu nie podobało. Wątek romantyczny tworzący się w 3 minuty. Wątek hate to love po jednym sms. Trochę fałszywych informacji. Bohaterowie sztuczni i niezachowujący się na swój wiek. Świat słabo wykreowany. Generalnie nikt tam za bardzo nie myślał, a „zwroty akcji” były do przewidzenia. Cała książka strasznie schematyczna. Główna bohaterka była irytująca i wszystko jej przychodziło od tak.
Chciałbym powiedzieć cokolwiek dobrego o tej książce, ale nie potrafię sory.
Przebrnęłam przez pierwszą część, drugą zaczęłam, ale później już sobie odpuściłam. Główna bohaterka niezwykle mnie irytowała, jednak trzeba przyznać, świat wykreowany przez autora jest godny podziwu. Może kiedyś zrobię drugie podejście, na razie jestem na nie.
17-letnia Kate mieszka u swojej ciotki w Londynie i jest typową nastolatką z typowymi dla nastolatków problemami. Pewnego dnia trafia do magicznego sklepu, gdzie otrzymuje od prowadzącej go kobiety tajemniczą Księgę wypełnioną zaklęciami. Sceptyczna wobec magii Kate dla żartu rzuca jeden z uroków i z zaskoczeniem odkrywa, że zaklęcie nie nie dość, że działa, to w dodatku otwiera dla niej drzwi do Jaaru, niezwykłej krainy zamieszkanej przez magiczne stworzenia. Tymczasem w Jaarze, krótko przed jej przybyciem, Fenn - jeden z ferów - ucieka z domu i spotyka nimfę o imieniu Erato, która podstępem przekonuje go do przeprowadzenia niebezpiecznego rytuału. Fenn nieświadomie sprawia, wielkie niebezpieczeństwo zawisa nie tylko nad jego wspaniałą krainą, ale również nad nieświadomą niczego Kate...
Mamy niewesołe czasy, powiedzmy to sobie szczerze. Boimy się wirusa, boimy się utraty pracy, nudzimy się w domu i jesteśmy zestresowani całą tą sytuacją. Niejedne badania dowiodły, że nawet krótka sesja czytania znacząco obniża poziom stresu i poprawia humor, a ja to działanie lubię spotęgować lekturą, która jest lekka, zabawna, wciągająca i pozwala się oderwać na chwilę od ponurej rzeczywistości. Dlatego gdy świat wariuje, sięgam chętnie po książki dla dzieci i młodzieży, pełne przygód, magii, nadziei i charakterystycznego dla nich ciepła, które rozgrzewa nawet najbardziej zmarznięte serduszka. Takie właśnie są "Kroniki Jaaru", które niniejszym pragnę Wam polecić jako świetną opowieść na trudne czasy.
Mam dylemat jak określić docelową grupę wiekową tej książki. Z jednej strony sposób narracji i barwność świata przedstawionego kojarzą mi się raczej z lekturą dla 12-latka, z drugiej jednak niemal dorosła bohaterka mierzy się z dorosłymi problemami, intryga jest dość skomplikowana a niektóre opisy drastyczne (jak chociażby króliki palone żywcem), a to sprawia, że poważnie zastanowiłabym się zanim dałabym tę książkę 12-latce (powiedziała ta, która Sienkiewiczowską Trylogię przeczytała w wieku 11 lat...). Takie połączenie, choć może wydawać się dziwne, sprawdziło się w moim przypadku w 100 procentach - miałam poczucie, że czytam inteligentną i dojrzałą opowieść, podaną w lekki sposób, który czynił lekturę łatwiejszą i przyjemniejszą.
Nie wiem czy udało mi się tak do końca polubić Kate, ale może przyczyną tego stanu rzeczy jest fakt, że jako osoba 30+ powoli tracę cierpliwość do humorzastych nastolatków. I to chyba mówi wiele o kreacji postaci, która była jak żywcem wycięta z prawdziwego świata i włożona w karty powieści. Bardzo prawdziwa, z realnym charakterem, posiadająca zarówno zalety, jak i wady. Zdecydowanie za to polubiłam Fenna, głównie za jego chaotyczność, która w moich oczach była urocza i rozczulająca. Dobrze również spisała się Erato w roli czarnego charakteru - inteligentna, bezwzględna, ze smykałką do intryg i oszustw. Bardzo podobał mi się też świat przedstawiony, tak barwny, wypełniony magią i cudami rodem z "Alicji w Krainie Czarów". Tempo akcji było szybkie, pojawiło się kilka zaskakujących zwrotów akcji i praktycznie ani przez chwilę się nie nudziłam - wręcz przeciwnie, bardzo chciałam wiedzieć co będzie dalej.
Elementem, co do którego mam najwięcej wątpliwości, są wysiłki autora, by umieścić w książce elementy różnych mitologii. Trochę zgrzytało mi wsadzenie Kirke i Morrigan do jednego wora z etykietką "czarownice", ale rozumiem zamysł - że w realnym świecie jest magia i te mitologiczne opowieści o jednostkach obdarzonych wyjątkowymi zdolnościami mają w sobie ziarno prawdy, niezależnie od kultury, z której się wywodzą. Nie podobało mi się za to utożsamienie zabawnych, karłowatych ferów z ich barwnymi skrzydełkami z Tuatha de Dannan. Być może wiecie, że na punkcie mitologii celtyckiej mam prawdziwego hopla, nic więc dziwnego, że zniesmaczyło mnie sprowadzenie całego celtyckiego panteonu do roli fajtłapowatych wróżek. Wolałabym, żeby autor poprzestał na nazywaniu ich ferami i dał spokój potomkom bogini Danu rozdzielając od siebie te dwie grupy. Tak się jednak nie stało i cały edukacyjny walor tej opowieści poszedł się... no wiecie co.
Ogólnie jednak to bardzo fajna opowieść, która z pewnością dostarczy Wam rozrywki i zabawi podczas przymusowego pobytu w domu przez weekend. Nie ma tutaj jakiegoś większego przesłania, nie ma poważnych dylematów moralnych, ale też ta książka nigdy nie aspirowała do miana powieści ambitnej. To typowa lektura na zabicie czasu, jednak takich też potrzebujemy, zwłaszcza teraz. Muszę również wspomnieć, że intryga bardzo wyraźnie rozciąga się na kolejne tomy, a wiele rozpoczętych i niedokończonych wątków sugeruje, że jeszcze niejedna przygoda przed nami - a ta, którą mamy już za sobą, to tylko część większej sprawy. Ogólnie z czystym sumieniem polecam zarówno młodszym, jak i bardziej dojrzałym czytelnikom.
"Księgę Luster" w okolicach premiery można było zobaczyć dosłownie wszędzie. Jej akcja promocyjna została bardzo rozbudowana, pozytywne opinie pojawiały się dziesiątkami, a przykuwająca wzrok okładka zapadała w pamięć. Sama uległam jej czarowi (jak to cudo przepięknie prezentuje się na półce <3), lecz z lekturą postanowiłam poczekać, aż moda na tę powieść trochę przeminie. Porównania głównej bohaterki do Harry'ego Pottera nastawiały mnie trochę sceptycznie, ale ciekawość zwyciężyła i w końcu udało mi się zabrać za pierwszy tom tej nowej serii fantasy polskiego autora. Całość pochłonęłam jednym tchem w parę godzin i było to czas niezwykle przyjemnie spędzony!
Zdecydowanie najbardziej intrygującym elementem "Księgi Luster" jest świat wykreowany przez Adama Fabera. Mamy tu do czynienia ze stworzoną specjalnie na potrzeby tego cyklu krainą - Jaarem. Od samego początku wzbudziło to moją ciekawość i z niecierpliwością czekałam na moment, kiedy w końcu poznam zarówno ją samą jak i istoty ją zamieszkujące. Z biegiem stron okazało się, że w swojej powieści autor wykazał się niezłą kreatywnością. Zbudowanym przez niego światem rządzą nowe, dość oryginalne prawa, a bohaterowie w nim umieszczeni również do typowych nie należą. Czytamy między innymi o ferach, istotach specyficznych nie tylko w swoim wyglądzie, ale też w zachowaniu i poglądach. Oprócz nich pojawiają się też wiedźmy, nimfy i jednorożce.
Czego chcieć więcej? Może nieco pełniejszego rozwinięcia tych wszystkich elementów, gdyż podczas czytania odczułam wrażenie, że moja wizja świat przedstawionego jest pełna luk. Zrzucam to na fakt, że "Księga Luster" jest dopiero pierwszym tomem serii, więc prawdopodobnie autor w tej powieści zamierzał tylko wprowadzić czytelnika w nowe realia. Mam nadzieję, że w drugiej części to wszystko zostanie o wiele bardziej rozbudowane, bo ma ogromny potencjał!
Częściowo już wspomniałam o bohaterach, ale teraz przybliżę Wam to, co sądzę o dwóch głównych postaciach. Zacznijmy od Kate. Trzeba przyznać, że opis porównujący ją do czarodzieja z powieści J.K. Rowling jest trochę przesadzony. Dziewczyna to nie Harry Potter i dobrze mieć tego świadomość zaczynając lekturę "Księgi Luster". Kate jest zwykłą nastolatką i zachowuje się z typową dla takiej bohaterki impulsywnością i (niestety) często również irracjonalnością. Podobnie z resztą można opisać Fiona - oboje mają mnóstwo cech wspólnych. Jednocześnie jest w nich jednak coś takiego, co nie pozwala ich nie polubić. Na samym początku obawiałam się, że będą mnie irytować, ale na szczęście w zbyt dużym stopniu nie miało to miejsca. Wykreowano ich w dość dobry sposób, podobnie jak postacie drugoplanowe. Zabrakło mi tylko jednego, małego elementu - rozwinięcia bohaterów będących antagonistami w "Księdze Luster". Na ich temat chętnie poczytałabym trochę więcej i mam nadzieję, że będę miała na to okazję w kontynuacji.
Historia stworzona przez Adama Fabera niesamowicie wciąga. Lektura całości zajmuje tylko kilka godzin, w czym jest pewnie zasługa dużej czcionki, na jaką zdecydowało się wydawnictwo podczas tworzenia oprawy tej książki. Kolejne strony przewracają się same w mgnieniu oka, przez co miałam wrażenie, że zakończenie tej powieści nadeszło jakby za szybko. Na samym końcu umieszczono epilog, który zapowiada kolejny tom tej serii. Coś czuję, że tak samo, jak w przypadku "Księgi Luster", przy "Czarnym Amulecie" nie będzie dało się nudzić.
Muszę ostatecznie przyznać, że mimo mojego sceptycznego podejścia pierwsza część "Kronik Jaaru" przypadła mi do gustu. Biorąc pod uwagę, że jest to debiut, autorowi zdecydowanie należą się pochwały za świat wykreowany i wciągającą fabułę. Mam nadzieję, że drugi tom przyniesie ze sobą rozbudowę pewnych elementów oraz kolejne interesujące, pełne zwrotów akcji wydarzenia.
Jestem absolutnie zawiedziona. Porównanie do Harry'ego Pottera jakie pojawia się w opisie książki jest absurdem, ponieważ świat ten nie ma nic z kultowej serii. Widać, że autor miał pomysł (a może wręcz za dużo pomysłów), ale gdzieś pogubił się przy jego realizacji. Książka wygląda trochę jak brudnopis pisarza, wrzucił tam wszystko co wpadło mu do głowy, upychając to w trzy dni, bo dokładnie tyle trwają wydarzenia w tej części. Dodatkowo autor prawdopodobnie starał się stworzyć świat tak uniwersalny jak w Harrym Potterze, coś po co sięgnęłyby zarówno dzieci jak i dorośli, niestety i w tym aspekcie coś poszło nie tak. Książka okazuje się zbyt infantylna dla dorosłych, a jednocześnie zawiera elementy i sceny, które są nieodpowiednie dla młodszych odbiorców. To sprawia, że książka nie tylko gubi swój potencjał, ale też nie spełnia oczekiwań względem grupy docelowej. Bohaterowie są jednowymiarowi, ich motywacje powierzchowne, a fabuła, mimo dużej liczby wątków, nie ma spójnej struktury.
Dam szansę drugiej części, w nadziei, że autor uporządkował swe myśli i przelał je na kartki papieru w mniej chaotyczny sposób.