Minęło kilka miesięcy od dnia, w którym Hubert Kosmala po raz ostatni odwiedził Wyręby, jednak wydarzenia, które miały tam miejsce na początku 1996 roku, zaczynają coraz mocniej odbijać się na jego życiu prywatnym i zawodowym. W pewnym momencie uświadamia sobie, że ucieczka od opuszczonego domu i związanych z nim wyrzutów sumienia to droga donikąd, wyjeżdża więc na jakiś czas do Wyrębów, aby zmierzyć się z własnymi demonami i odzyskać spokój ducha. Martwa cisza zalegająca nad tym miejscem jest trudna do zniesienia, a poczucie zagrożenia z dnia na dzień staje się coraz bardziej dojmujące. Czy wszystko zmieni się na lepsze wraz z przybyciem do Wyrębów nowych mieszkańców? A może to właśnie ich obecność sprawi, że Hubert uwierzy we wszystko, co Marek Leśniewski opisał w swoim pamiętniku...?
Rzadko siegam po powiesc grozy, ale osiem lat temu naprawde spodobal mi sie Dom na Wyrebach, dlatego dzis wypozyczylam czesc druga. Powiesc dobra, trzyma w napieciu, latwo sie czyta, ale nie jest wg mnie tak dobra jak pierwsza. Zapowiada sie kontynuacja, tez z pewnoscia po nia siegne.
Druga część to niekończący się festiwal absurdu. Najpierw był chaos. Darda miesza autentyczne wydarzenia z snami na jawie, które powinny się płynnie przenikać. Wielokrotnie wprowadza czytelnika w błąd (co zapewne miało być plusem, ale nie wyszło), tym samym wzbudzając w nim frustrację. Pojawiają się urwane w połowie wątki oraz brak logicznego uzasadnienia znaczących epizodów. Porażką okazała się także kreacja jednej z bohaterek powieści, Ewy Firlej. Jej zachowanie momentami było totalnie pokręcone i pozbawione większego sensu. Wypowiadane przez nią kwestię męczące, a pseudo filozoficzne dialogi wręcz obrażały inteligencję czytelnika. Wykorzystanie kobiecej postaci mogło być dobrym posunięciem, gdyby tylko nadać jej odpowiednie cechy. Jeśli fabuła w poprzedniej części nie wzbudziła w Was zachwytu, to niestety tu będzie jeszcze gorzej. Retrospekcje, powroty do przeszłości i kolejne mnóstwo mało znaczących wydarzeń - to tyle jeśli chodzi o akcję. Nowy główny bohater to prawie kopia Marka Leśniewskiego. Niczym nowym nie zaskakuje, brak mu jakichkolwiek charakterystycznych cech. Tak samo wiecznie naprawia, remontuje, odpoczywa i podejmuje gości zamiast zająć się naprawdę istotnymi problemami. ,,Nowy dom na Wyrębach" to ten rodzaj książki w serii, której lepiej, żeby nie było. Jeśli macie wybór, nie czytajcie. Przerzucie parę kartek, żeby mniej więcej zorientować się "kto z kim" i zabierajcie się za tom trzeci, który o dziwo, jakiś poziom trzyma.
Tym razem głównym bohaterem i mieszkańcem Wyrębów będzie Hubert Kosmala, najbliższy przyjaciel Marka Leśniewskiego. W pierwszej części Kosmala wydawał mi się jednak dużo ciekawszym facetem, tutaj snuje się tylko z miejsca na miejsce, nie do końca wie czy wierzyć zapiskom Marka, czy jednak wątpić w zdrowy rozsądek przyjaciela. Wszystko to powoduje, że książka jest całkiem przegadana. No może poza fragmentem z wilkiem, to było nawet niezłe.
Bardzo brakowało mi klimatu pierwszej części. I co najgorsze, lektorem nie był już pan Wiktor Zborowski :( Mam nadzieję, że ostatnia część z serii będzie miała to coś, albo chociaż odrobinę więcej grozy i horrorowatości. 6/10
Książki “Nowy dom na Wyrębach” bałam się jak wilk ognia. Pierwszy tom serii o Wyrębach wywarł na mnie naprawdę bardzo dobre wrażenie i nie widziałam potrzeby, aby pisać czy czytać kontynuację tej historii... Szczególnie, że od jej premiery minęło około dziewięć lat. A więc jak to jest z tą kontynuacją? Muszę przyznać, że o wiele lepiej, niż się tego spodziewałam.
Hubert Leśniewski - bo to teraz on jest głównym bohaterem książki - to postać, której nie obdarzyłam zbyt wielką sympatią. W jakiś sposób potrafiłam zrozumieć jego zachowanie, ale wiecznie rozkojarzony, ciągle zadający pytanie “co by było, gdybym...?” oraz zbyt często podejmujący pochopne decyzje mężczyzna po prostu sprawił, że lektura powieści z jego perspektywy była dość ciężka do przebrnięcia. O wiele przyjemniejszą postacią okazała się Ewa Firlej, która roztaczała wokół siebie dość pozytywną i podnoszącą na duchu aurę, dzięki czemu “Nowy dom...” nie był taki zły.
Fabuła książki była całkiem ciekawa, ale bez zbytniego zachwytu. Miejscami powieść mi się dłużyła, bo nie działo się nic ciekawego... Ale chwilę później dostawałam jakiś naprawdę fajny kąsek, który trzymał mnie przy lekturze. Ponadto, historia ta przez cały czas budziła we mnie niepokój, który tak bardzo ukochałam w “Domie na Wyrębach”.
Pióro autora również bardzo się poprawiło od czasu debiutu. Kiedyś proste i lekkie, teraz nabrało kształtów i hartu, co wychodzi mu jak najbardziej na plus. Stefan Darda oddalił się od lekko poetyckich rozmyślań, a zajął się w tej książce bardziej prostym, codziennym rytmem, co bardzo pasuje do głównego bohatera.
Na "Nowy Dom na Wyrębach" fani autora musieli czekać niemal dekadę. Może to i dobrze, bo przez ten czas Stefan Darda niewątpliwie szlifował swój talent pisarski.
Druga część cyklu opowiada o wydarzeniach, jakie miały miejsce po śmierci Marka Leśniewskiego. Jego przyjaciel Hubert Kosmala odziedzicza w spadku po swoim przyjacielu dom, który był świadkiem wielu nadprzyrodzonych zdarzeń.
W przypadku "Nowego domu na Wyrębach" odczuwam lekki niedosyt. Tej części również nie nazwałbym horrorem. Grozy tu tak naprawdę też niewiele. Stefan Darda to nie Edward Lee, który epatuje krwawymi opisami, które u wielu osób mogą zbudzać wstręt. Darda zręcznie operuje słowem i kreśli obraz lekko mglisty, czasami duszny i nieco mroczny. Na to ostatnie szczególnie zwracam uwagę. NIECO mroczny. Książka jest dobra, jednak jak dla mnie zbyt mało w niej elementów grozy. Niewątpliwie jest ona swoistego rodzaju pomostem między I a III częścią cyklu, na który z niecierpliwością czekam.
„Nowy dom na Wyrębach” to druga część cyklu Stefana Dardy, która po raz kolejny mnie zawodzi. Całość opowiada o zdarzeniach, które dzieją się w Wyrębach. Wedle kategorii książki ma być to horror, jednak w powieści nie czuć ani napięcia, ani dreszczyku, a tym bardziej nie czuć grozy. Fabuła książki sama w sobie przypomina zwykłą powieść obyczajową, która przedstawia życie profesora po śmierci jego przyjaciela (jego problemy w małżeństwie, brak pogodzenia się w pełni ze śmiercią bliskiej osoby) oraz ukazuje nam pamiętnik kobiety, która była stosunkowo blisko z przyjacielem profesora. 2/5 naciągane ze względu na to, że podoba mi się sposób, w jaki Stefan Darda pisze.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Stefan Darda w Nowym Domu na Wyrębach, będącym kontynuacja jego debiutanckiej powieści, po raz kolejny zabiera czytelnika do małej wioski położonej gdzieś na Lubelszczyźnie. Do miejsca, w którym jawa i senna mara przenikają się, łączą się w jednym nierozdzielnym uścisku, tworząc tym samym jedną wspólną rzeczywistość. Wkraczamy do opuszczonego domu, którego wnętrza pamiętają dramatyczną walkę człowieka z upiorem. Do wnętrz przesiąkniętych Złem, które czyha na kolejną okazję ataku. Wchodząc do tego świata należy pamiętać o przestrzeganiu zasad panujących w tym miejscu. Przez całą noc muszą palić się świece zanurzone w święconej wodzie, należy nosić poświęcony medalik, i pod żadnym pozorem nie wolno obcym rozpalać drewna w kominku. Złamanie jednej choćby z tych reguł, może pociągnąć fatalne konsekwencje. Dom znajduje się w samym sercu dziczy, pośród gęsto porośniętego lasu, z którego obecnie słychać złowieszcze wycie wilka. Puszczy stającej się świadkiem narodzin nowych żądnych krwi i zemsty strzyg, wysokich, czy płanetników. W tym miejscu wszystko może się wydarzyć. W okolicy leje ulewny deszcz, a nad Wyrębami świeci słońce. I na odwrót. To miejsce przeklęte i niebezpieczne, niszczące każdego, kto tylko odważy się do niego zawitać. Panująca wokół cisza, czy przelatujące nad okolicą w dzień klucze żurawi, są tylko pozorami, ukrywającymi prawdziwe, przerażające oblicze wioski. Wsi przesiąkniętej ludzkimi łzami z powodu krzywdzących kazań miejscowego proboszcza, który to publicznie i imiennie wypomina parafianom ich grzechy, podczas gdy sam często ma znacznie poważniejsze winy na sumieniu. Poznając tutejszą społeczność, ma się ochotę krzyknąć, że trudno tu o dobrych ludzi. Złośliwa sklepikarka czerpiąca przyjemność znęcania się nad pracownicą, lokalni pijaczkowie zamieniający życie swych żon w piekło. Kobiety dla których egzystencja w tym miejscu oznacza śmierć za życia. Tu każdy nosi w sercu niewyrównany rachunek krzywd i pretensji, stąd tak łatwo może stać się celem i narzędziem, jakim będzie chciało się posłużyć się mieszkające w tutejszym lesie Zło. Atakuje ono nocą przy pełni księżyca, zdobywając coraz to nowych posłanników do zniszczenia obcych, którzy odważyli się przybyć do Wyrębów. Koszmary, jakie śnią się żywym, są ostrzeżeniem przed nadciągającym upiorem. A może wręcz odzwierciadlają to, co rzeczywiście się dzieje? Nadprzyrodzoność i realność stanowią nierozdzielną rzeczywistość determinującą ludzkie losy. Darda po raz kolejny snuje opowieść o męskiej przyjaźni dla której jest się w stanie poświęcić wszystko, która nie zadaje pytań tylko przychodzi z odsieczą wtedy, gdy przyjaciel znajduje się w niebezpieczeństwie.
Gdy nadchodzi odpowiedni moment, po prostu wstajesz i ruszasz, bez względu na wszystko. To odruch. Jak oddychanie.
To historia o samotności, niszczących życie wyrzutach sumienia i drodze do odnalezienia wewnętrznego spokoju. Poczucie winy siłą wkrada się do umysłu człowieka, zatruwa go i determinuje myśli i wspomnienia o tym, o czym chciałoby się zapomnieć. Uczucie, że czegoś się nie zrobiło, coś się zaniedbało wówczas, gdy była ku temu pora, stają się przekleństwem nie pozwalającym odnaleźć ukojenia. W domu na Wyrębach ponownie noce zamieniają się w pole walki o życie własne, rodziny, przyjaciół, o własna duszę. Po stoczonych wówczas bojach, za dnia trudno odzyskać wewnętrzną stabilizację, stąd zarówno bohaterowie, jak i czytelnik zostają doprowadzeni na skraj wytrzymałości nerwowej. Tu nigdy nie wiadomo, co się za moment wydarzy się, jaki nowy wróg zaatakuje, albo skąd nadciągnie niebezpieczeństwo. O ile w pierwszej części przyroda nie wydawała się wroga człowiekowi, wręcz odwrotnie. Dawała ukojenie zszarganym nerwom, zapomnienie i radość, to wraz ze śmiercią Marka Leśniewskiego, natura przybiera również złowrogi charakter i tylko iluzorycznie może zdawać się sprzymierzeńcem mieszkańców. Wilki wyjące nocą i rozszarpujące ciała ludzi, las ukrywający zbezczeszczone zwłoki i cmentarz położony gdzieś w głębi puszczy ma ciała tych, którzy niszczą życie żywym. W takim miejscu samotność może nie stanowić dobrego wyboru, konieczny jest przyjaciel z którym wspólnie można stawić czoło temu, co niewytłumaczalne i nadprzyrodzone.
Nowy Dom na Wyrębach podobnie jak wcześniejsza część snuje się powoli, leniwie, po cichu, groza zaś atakuje znienacka i nigdy nie wiadomo skąd nadejdzie. Stefan Darda zaprowadza na manowce, usypia czujność, ale jednocześnie buduje narastającą atmosferę osaczenia. Odpowiedzi przychodzą stopniowo. Samo Zło przybiera różne maski przez co, staje się jeszcze trudniejsze do zidentyfikowania. To opowieść o nawiedzonym miejscu, o wyrzutach sumienia, zniszczonych życiorysach i ludzkiej słabości. O krzywdzie, która domaga się zadośćuczynienia i zaprowadza winowajców na samo dno piekła. „Aniołami sprawiedliwości” stają słowiańskie demony wywodzące się z naszej mitologii, przez co nadają jeszcze większego wrażenia niesamowitości.
Wbrew obawom, że Nowy dom na Wyrębach będzie jedynie bazował na sukcesie poprzedniego tomu, Darda stworzył przemyślaną i wciągającą, lecz nadal nieskończoną historię, po którą powinni sięgnąć wszyscy, którym spodobał się historia Marka Leśniewskiego. Powieść zachowała niepokojącą atmosferę, w którą warto ponownie się zanurzyć. Oby tylko jej kontynuacja ukazała się już wkrótce!
Mistycznie, sielsko, wiejsko, tajemniczo, dziwacznie. Z duchami, zjawami, klątwami, wilkami o czerwonych ślepiach, sowami i nasączonymi wodą święconą świecami czułam się rewelacyjnie. Fajne kino mogłoby się z tego wydarzyć, może zrodzi się ten pomysł w umyśle dziarskiego reżysera z dobrą ekipą od efektów. Czekam na 3 część, bo zakończenie dwójki bardzo jest zagadkowe.
Fabularnie całkiem przyzwoite, chociaż zupełnie niczego nie urywa. Za to lubię styl Dardy - dobrze mi się czyta te rozczulająco nienaturalne dialogi i pełnozdaniowe opisy. Chyba niedługo sięgnę po kolejną część, zwłaszcza ze względu na takie, a nie inne zakończenie.
Coś jakby tę książkę napisał inny człowiek. Przedziwne zjawisko, jeszcze czegoś takiego nie widziałem. Czyta się bez emocji, prostaci wyprane z psychologicznej wiarygodności, w niczym nie przypominają samych siebie z pierwszego "Domu". Fabuła nieskładna, pozbawiona dramaturgii i konsekwencji.
Ten tom zaspokaja ciekawość. Dowiadujemy się coś się stało z wszystkimi ludźmi z życia Marka i o tym jak się czują. Ale poza tym to, czy ta część była potrzebna? Niby coś się dzieje, ale bardzo niewiele. Głównie to Hubert przeżywa załamanie, bo nie wie czy przyjaciel mówił prawdę, czy miał omamy.