Ciężko się pozbierać po takich książkach.
Złota nostalgia "Nowolipia" - przedwojenne, szczęśliwe dzieciństwo chłopca z dość zamożnej rodziny; zabawy podwórkowe i letniskowe, gry w piłkę, porażki i sukcesy szkolne, nauczyciele sprawiedliwi, charyzmatyczni i niesprawiedliwi, nieporadni; przyjaźnie chłopięce i pierwsze zachwyty nad dziewczęcymi profilami. I tylko jak refren powracają, po kolejnych winietach i scenkach rodzajowych, stwierdzenia takie jak: "On i jego córeczki zostali wywiezieni do Treblinki", "Nie wiem, co się z nim stało", "Zginęła z rodziną w Treblince", "Z całego gimnazjum końca wojny doczekało nas kilkunastu".
I ironiczne "Najpiękniejsze lata" - humor widziany w absurdach wojny, pomimo uchodźczej niepewności i nędzy, i w absurdach sowieckiego totalitaryzmu sprawia, że czyta się tę część wspomnień Hena niemal cały czas z uśmiechem na twarzy (i tylko czasem po plecach przechodzi dreszcz grozy).
Ci, którzy przeżyli Zagładę, a potem rzezie na Ukrainie i wywózki na Syberię, jak nastoletni Józef i jego siostra Stella, przeżyli tylko dzięki kolejnym zbiegom okoliczności. Wyborom dokonywanym na
oślep. Ważna lekcja: z wojną nie da się negocjować racjonalnie. Można tylko robić, co się da i liczyć na łut szczęścia (który czasem jest nieoczekiwaną dobrocią bliźniego, a czasem okrutną polityką wywózek totalitarnego władcy, Stalina-batiuszki, która uratowała tysiące Żydów i wielu Polaków z Ukrainy przed zagładą z rąk Niemców i banderowców).
Niezwykłym przeżyciem jest też słuchanie audiobooka "Najpiękniejszych lat", czytanego przez samego Hena, ciepłym, lekko ironicznym głosem - jak jego książki, mimo niekiedy tak straszliwych historii, o których opowiada.