Rozmowy w tańcu - to najdłuższy wywiad, jakiego udzieliła Agnieszka. A właściwie jakiego udzielała, bo przeprowadzała go przez kilka miesięcy; na przełomie 1991 1992 roku. W dodatku udzieliła tego wywiadu sobie samej ! Może dlatego, że nie znosiła procesu autoryzacji, a może dlatego, że coraz trudniej znosiła kontakty z dziennikarzami. W każdym razie miała ogromną potrzebę zrozumienia czasów, które nadeszły i zapisania ich "na gorąco".
Agnieszka Osiecka was a poet, writer, author of theatre and television screenplays, film director and journalist. She was a prominent Polish songwriter, having authored the lyrics to more than 2000 songs, and is considered an icon of Polish culture.
Nietypowy "wywiad" Agnieszki Osieckiej z... samą sobą. A właściwie przekomarzanie się doświadczonej i uznanej poetki i pisarki ze swoją młodszą wersją. Ta niesamowita, pełna dykteryjek i przypowiastek, fragmentów znanych i niepublikowanych wcześniej utworów, wspomnień i spostrzeżeń autorki na temat życia, miłości i przemijania oraz twórczości własnej i zaprzyjaźnionych artystów, robi niebywałe wrażenie.
Osiecka prowadząc dialog z samą sobą robi to z dystansem, nie unikając zadawania sobie pytań trudnych i bardzo osobistych. W rozmowie nie czuć "rozszczepienia" a jednocześnie nie sposób oprzeć się wrażeniu, że to nie jedna osoba, ale w istocie rozmawiające ze sobą dwie bardzo dobre i wieloletnie przyjaciółki. Wspaniała, miejscami zabawna, przede wszystkim uroczo melancholijna i pozytywnie nostalgiczna książka. Polecam!
Nie wiem jak, ale jest tak, że u Osieckiej nawet proza jest poezją. Te zdania, jakieś takie okrągłe, figlarne, toczą się po języku i wpadają do duszy. Ona to potrafiła - tak wgryźć się w myśli, że człowiek zaczynał myśleć "Agnieszką O.". Śmieszne, ale i bardzo ładne, jak domowe zwierzątko, jak kot - delikatne. Nie jest prawdą, że wszystko jedno, co się czyta, byle się czytało - to bzdura! Należy czytać piękne opowieści, bo od nich wtedy robi się piękna głowa. "Rozmowy w tańcu", czyli wywiad Osieckiej z Osiecką - wywiad z samą sobą - autobiograficzny. Na okładce napisano "Najlepsze źródło, by poznać prawdziwą Agnieszkę Osiecką" i się z tym zgadzam i nie zgadzam. Zgadzam się, gdy czyta się między wierszami, gdy widzi się znaki zapytania tam, gdzie są kropki i gdy zdania nie kończy się jednoznacznie, ostatecznie - gdy się je "domyśla". Osiecka była kobietą kochającą pewnego rodzaju tajemniczość, znaczy nie chciała być tajemnicza w pełni, jak powiedzmy cień księżniczki Anastazji. Nie. Ona tworzyła tajemnicę legendarną, napisała sobie życie i się w nim kąpała. Ta książka, to takie dyskutowanie o tym, co było i to w czarnych okularach (które tak lubiła zakładać i się za nimi kryć). Niektóre fragmenty uwielbiam. Które to? A te, gdzie pisze o uczuciach, o wewnętrznym rozedrganiu - to jej wychodzi pięknie. Nie lubię politykowania, a wkradło się i ono, choć wiem, że trudno od niego uciec, bo każde życie ściera się łagodnie, lub na ostro z polityką. Mimo wszystko - przy tych fragmentach odpadam. Nie lubię też stawiania ludziom pomników, idealizowania aktorów, pisarzy, poetów. Nie lubię tego - bo to takie dzielenie i raz, że krzywdzące i dwa, że fałszywe. Lecz uwielbiam anegdoty, opowieści w opowieści - Osiecka robi to znakomicie. Bawi się słowami, analogiami i znanymi postaciami - wrzuca to wszystko do rozmowy o sobie z sobą i robi z tego worek pełen wspomnień. Niebezpiecznie jest tak pisać o swojej przeszłości, bo wiele niechcianych rzeczy się człowiekowi przypomina. Czasem odrzucało mnie takie teatralne nadęcie - że to lepsi ludzie, że czulsi, dla mnie chyba jednak przeczuleni, przewrażliwieni na swoim punkcie. Może tak to już jest z artystami? Choć mam nadzieję, że jednak nie ze wszystkimi, że pokora istnieje - jak u Norwida... choć może to dlatego, że się z życiem nie układał, że nie spał na miękkiej pościeli? Może to to... Książka ta jest idealna dla fana Osieckiej. Dla kogoś, kto chce zobaczyć ją od tej strony prywatnej, ale jednak wystudiowanej, wygładzonej - nie ma innej opcji, zawsze taki wywiad z samą sobą będzie trochę trącił fałszywą skromnością, ale nie bójcie się tego. W końcu z kim, jak z kim, ale z sobą rozmawia się wyjątkowo - bo kto cię zrozumie lepiej? Tylko ty byłaś wszędzie sama ze sobą. "Rozmowy w tańcu" wypełnione się fotografiami, laurkami znajomych, kartkami, anegdotami, listami i kończą się pięknie... ostatni akapit to wszystko i wszystkim życzę - by się spełniło. Pięknie wydana książka - idealna na prezent. Przy tej okazji zachęcam do nabycia jej "Wierszy prawie wszystkich", które również znajdziecie w ofercie Wydawnictwa Prószyński i S-ka. Ja wolę jej wiersze - ale musicie spróbować i tego i tego, bo to studnia tajemnic, a i złota rybka może gdzieś tam pływa.
i proza bywa poezją 7/10 Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Agnieszka Osiecka jest dziś jak Adam Mickiewicz. Ach, jaka ona do rany przyłóż była, gdy z Marylą Rodowicz po mieście chodziła. Och, a gdy o łzą bławaceniu się gaiła, to aż się cała okolica od kwiatów maiła... Kiedy odbrązowiono Mickiewicza, wynaleziono Osiecką, o której złego słowa powiedzieć nie można, bo wszyscy ją kochamy i wychwalamy pod niebiosa. Największego z wieszczuchów wolno krytykować, ale Osieckiej broń Boże nie wolno, bo to wielka poetka była.
Do osoby Największej Poetki zawsze podchodziłem z rezerwą, żeby nie powiedzieć, że z lekką niechęcią. „Nie wiem", powiedziała Agnieszka Osiecka i teraz ja mówię to samo. Pozatwórczo znałem ją tylko z rozmowy w programie 100 pytań do..., w której wypadła moim zdaniem jako głupiomądra. W tej książce od początku też myślałem sobie „jaka ona głupiomądra..." i tak się trzymałem tej myśli, żeby dopiero w trakcie dostrzec, że była więcej niż głupiomądra. Była na przykład błyskotliwa. Była gadatliwa. Była zrównoważona (czyli ani wyniosła, ani zadufana. Robiła to, co umiała tak, jak umiała i za nikogo szczególnego się z tego miana nie uważała). Myślę, że pod koniec książki zacząłem nawet lubić Agnieszkę Osiecką. Zastanawiała mnie tylko ta „Ona", z którą Osiecka rozmawiała. Zapragnąłem dowiedzieć się, kim ona była. No i się dowiedziałem...
To była Agnieszka Osiecka! Ta książka to Agnieszka Osiecka w sfingowanej rozmowie z Agnieszką Osiecką! Och, jakie to nieudolne!... Przechodzą mnie ciarki wstydu, gdy czytam: „Ona: Co to działa tak «egocentrująco»? Czy też nie ma czegoś takiego? Ja: Jest coś takiego. Powinnaś przeczytać jedyny mój tomik wierszy – «Wadę serca»." albo „Ona: Miałaś na myśli Marka Hłaskę? Kochałaś go? Ja: Nie wiem", albo „Ona: Jesteś kokietką. Ja: I tak, i nie", i wiem, że ona sobie zadaje pytania, sobie odpowiada. Boże, ona samej sobie reklamuje swoje wiersze, samej sobie zadaje pytania, na które nie potrafi odpowiedzieć inaczej niż wymijająco, przed samą sobą próbuje udawać, że nie rozmawia ze sobą i tworzy pozór niewszechwiedzy... Okropieństwo.
Przyznam bez bicia, że za wiele nie czytałem o tej książce, zanim wziąłem ją do ręki. Sądziłem, że to po prostu wywiad jakiejś dziennikarki/pisarki z Osiecką. Nie muszę chyba dodawać, jakie było moje zdziwienie, gdy po zakończeniu lektury przeczytałem, że to wywiad Agnieszki samej ze sobą! Osiecka wybitnie stawia się w dwóch rolach - mówcy i słuchacza. Kto ją choć trochę zna (chociażby z nagrań), zapewne słyszał jej głos w głowie w trakcie czytania - ten jej specyficzny sposób wypowiadania się. Pozycja mocno nasycona jest intertekstualnością i odwołaniami do znajomych oraz przyjaciół autorki, dlatego też nie jest ona łatwa. Mimo wszystko mogę z czystym sercem ją polecić. To jedna z tych książek, dzięki której jeszcze bardziej możemy poznać Osiecką; to jak myślała i czuła oraz jakie miała poglądy.
uważam, że to była świetna książka, przybliżająca postać osieckiej z wielu stron - jako pisarka, przyjaciółka, podróżniczka, osoba potrafiąca spojrzeć na siebie sprzed lat z dystansem i melancholią zarazem, żona, kobieta o tysiącu myśli i milionie emocji. jestem jeszcze bardziej zafascynowana jej postacią i sposobem patrzenia na świat. przepełniona polemiką do każdego słowa powiedzianego wcześniej, gdzieś na granicy wielkiego dystansu do siebie a doceniania swoich przeżyć. połknęłam ją prawie na raz, a po skończeniu żałuję, że nie była dłuższa. z pewnością nie raz wrócę do wielu pięknych myśli zawartych w tej książce ❤️
po prostu w coś brnę, dokądś gnam i nie rozpoznaję po drodze znaków ostrzegawczych. tak bardzo pragnę, że nie rozpoznaję! ktoś mi mówi: "nie chcę, nie dbam, żartuję!", a ja po prostu nie słuchałam, nie słyszę. albo słyszę: "kocha, lubi, szanuje". potem pojawiam się w punkcie wyjścia, na jakiejś pustej stacji, zaryczana, pokaleczona, z bałaganem w sercu jak w tobołku u cyganki i... brnę w następne nieszczęście.
Zawsze lubiłam twórczość Osieckiej - znam jej piosenki (któż ich nie zna!), na przestrzeni całego dorosłego życia zdarzało mi się czytać jej wiersze, czasami słuchałam wzruszających lirycznych koncertów poświęconych jej pamięci (np. "Zielono mi"). Nie zagłębiałam się jednak zbytnio w jej twórczość i biografię. Do czasu, aż w obecne wakacje nie zaczęłam oglądać serialu "Osiecka". Serial zrobił na mnie bardzo duże wrażenie – bynajmniej nie powiem, że jest dobry, że mi się podobał, ale zrobił na mnie wrażenie i po głowie tłukły mi się pytania: "jak to? to ona była taka?", "to niemożliwe, nie wierzę" etc. Wysłuchałam więc wielu wywiadów z Osiecką, obejrzałam wiele programów autorskich, programów wspomnieniowych na jej temat, gdzie przyjaciele, znajomi, współpracownicy wypowiadali się na jej temat... Sięgnęłam również po jej książki i tomiki wierszy... I pomimo, że nie znałam jej osobiście, uważam, że nie była taka, jak pokazano ją w serialu - inteligentna, ale chłodna, czasami cyniczna, zimna i jakby… rozedrgana, nerwowa... Obraz Osieckiej, jaki maluje się w mojej głowie na podstawie wywiadów, wypowiedzi przyjaciół, rodziny (córki Agaty Passent i Daniela Passenta), filmów dokumentalnych na jej temat i przede wszystkim na podstawie jej twórczości, to obraz kobiety bardzo oczytanej, inteligentnej, typ gawędziarki i erudytki nawet, z pewnością osobowość magnetyczna, przyciągająca ludzi, ale, co chyba najważniejsze, typ osoby ciepłej i czułej, pomimo, że jej decyzje życiowe mogły budzić i budzą do dzisiaj kontrowersje. Słuchając jej, patrząc na jej gesty i ruchy, daje się odczuć pewnego rodzaju miękkość, ciepło i czar, którego zabrakło postaciom odgrywającym rolę Osieckiej w serialu. Alkohol - był ważny w jej życiu, sama tego nie ukrywała, ale serial pokazuje ją jak… pijaczkę. Moim zdaniem, twórcy serialu nie umieli oddać istoty jej nałogu, spłycili temat alkoholizmu, pokazując ją jako osobę, która stoczyła się na dno… Tak odebrałam tę produkcję. A jak, człowiek, który stoczył się na dno, byłby w stanie tworzyć te brylanty, jakimi są jej wiersze i teksty piosenek? Ale nie o tym rzecz! No właśnie "Rozmowy w tańcu", to jedna w książek, po którą sięgnęłam na fali mojej wakacyjnej "osieckomanii". To pozycja specyficzna. Niby wywiad, a nie jednak nie wywiad. Autorka prowadzi wywiad sama ze sobą i tym sposobem mamy piękny obraz artystki… Książkę przeczytałam z wielką przyjemnością i zachwyciłam się tą naszą wspaniałą poetką…
Z okazji… życzę Ci wielkiej drogi Wśród wiecznie młodych bzów Na wszystkie Twoje złe bogi Niebogi z Twoich snów Oceanów mrukliwych I strumieni życzliwych Czarnych głębin niepewnych I opowieści rzewnych Drogi biało srebrzystej Dróżki nieuroczystej Piachów siebie niepewnych I ptasich rozmów śpiewnych Życzę Ci wielkiej psoty Życzę Ci psoty, hej Na wszystkie Twoje tęsknoty Ochoty duszy Twej Wielkich wypraw pod Kraków Nocnych rozmów rodaków Wysokonogich lasów I bardzo dużo czasu.
ach, jakaż ta książka urocza! używam tego słowa bardzo przekornie, bo wiem, że agnieszka go nie lubiła. trochę się droczę, bo „rozmowy w tańcu” to wielka draka, wypełniona i dowcipem, i wzruszeniami. tych drugich jest nawet więcej. wspaniała osiecka, w jej najlepszej wersji — dojrzała, a równocześnie ciągle nastoletnia, ciągle wiosenna. teraz jeszcze mocniej za nią tęsknię, nieustannie od lat żałując, że nigdy się nie spotkamy.