Bohater prozy Waldemara Bawołka ma pięćdziesiąt lat i zajmuje się trzema rzeczami: utrzymywaniem przy życiu starej matki, paleniem tanich papierosów i piciem tanich alkoholi oraz próbami przerobienia swojej przeszłości. Jego życie toczy się nie na zewnątrz, lecz w środku – w myślach meandrujących pomiędzy rytualnie powtarzanymi czynnościami a znanymi na pamięć rozmowami.
Echo słońca to opowieść o "przeciętnych Polakach" podszyta nienazwaną tęsknotą i żalem za czymś, co nawet nie tyle minęło, ile nigdy się nie zdarzyło.
Ciężka lektura, okazała się być zupełnie nie w moim guście. I dodatkowo w zasadzie o niczym. Bo co można powiedzieć o 50 letnim samotnym mężczyźnie, którego codziennością są tanie papierosy i alkohol? Przebłyski z życia codziennego, niektóre spostrzeżenia całkiem trafne, ale otoczka w jaką została ubrana ta historia, pozbawiona sensu. Może miało być refleksyjnie? Nie wiem. Ciągłe rozstrząnie przeszłości przez głównego bohatera, momentami niezrozumiałe przemyślenia, jawa pomieszana z rzeczywistością, denerwujące przeskoki fabularne - dla czytelnika będą raczej nużące niż inspirujące. Mimo to, podobał mi się wątek syna opiekującego się matką. Dość dobrze opisana relacja zależnych od siebie ludzi. Niektóre dialogi wręcz wyjęte z życia. Doceniam także język. Niekiedy bardzo poetycki, dopracowany, dobrze oddający emocje oraz uczucia postaci.
To było moje pierwsze spotkanie z prozą Bawołka i cieszę się, że w końcu się z nią zapoznałam. Podoba mi się bardzo pióro autora, gibkość języka, a i treść niczego sobie, bo jednak obraz bezrobotnych i samotnych facetów w średnim wieku, opiekujących się starzejącymi się matkami to nieczęste zjawisko w literaturze. Bawołek świetnie odmalowuje szarość życia w małym mieście i rozterki bohatera, któremu życie jakoś tak przeleciało i w wieku 50 lat wciąż beznadziejnie tęskni za dawną miłością. Mimo dość smętnej atmosfery nie była to dla mnie lektura przygnębiająca, może właśnie przez ten bardzo plastyczny język i humor, który pojawia się znienacka tu i ówdzie. Fajne, na półce jeszcze jeden Bawołek stoi i z chęcią się za niego niedługo zabiorę.
Zaskakująco dobra książka. W literaturze polskiej rzadko spotyka się bohatera, który nie jest z wielkiego miasta, którego osiągnięciem jest zdobycie zasiłku na opiekę nad matką i kilka dni w trzeźwości. Polska prowincjonalna, która w kulturze się nie pojawia, bo jest nieatrakcyjna a wbrew wszystkiemu istnieje i właśnie taką przedstawia nam Bawołek. Niewiele się w tej książce dzieje a zarazem tak wiele to mówi o bohaterach. Znam takich synów, którzy żerują na starości matki. I znam takie matki, które jedyne oparcie mają w synu pijaku. Jak ją czytałem to przed oczami miałem niektórych bohaterów programu "Chłopaki do wzięcia". Podoba mi się styl pisania Bawołka i z chęcią sięgnę po jego inne książki.
DNF na 60%. Jeden z lepszych DNF-ów jakie ostatnio czytałam. Były momenty, że nawet myślałam o niej jako 4/5. Ale za połową już odpuściłam. Nie dla mnie, choć było blisko bo lubię jak języka jest więcej niż akcji. Przyznam, że odpuściłam bo… za dużo koleżków, za mało matki. * „Jak tu się uśmiechnąć do takiego smutnego człowieka?”
Nie mam pojęcia, o czym właśnie przeczytałam - czy o trudnej relacji matki i dorosłego syna, czy o codzienności głównego bohatera, czy o relacjach międzyludzkich... Może o wszystkim po trochu? Nie porwała mnie ta książka, wynudziłam się, nie zostanie ze mną po jej lekturze żadna głębsza myśl.