W XII wieku kapłani Światowida uciekli przed chrześcijańskimi krzyżami na wschód. Schronili się nad Świtezią i tak pogańskie pomieszało się z chrześcijańskim – i miesza się do dziś. Miesza się też to, co było, z tym, co jest. Świętą wodę dowożą w cysternach, szeptuchy, chociaż używają telefonów komórkowych, od setek lat leczą tymi samymi metodami i nawet ludzie z miasta darzą je szacunkiem, a prosty człowiek na równi z mińskim intelektualistą zdają się żyć na pograniczu świata baśni, niewidocznych sił i namacalnej rzeczywistości. Woda i ziemia przykryły wprawdzie przeszłość, ale wciąż pamięta się i mówi o zalanych miastach, wioskach i podziemnych korytarzach. Obok tego, gdzieś po drodze działa się historia. Mongołowie, Rosjanie, bieżeńcy, Sowieci. Wszystko przeszło, ale i ciągle jakoś jest. Mateusz Marczewski wędruje po kraju żyjącym na granicy jawy i snu i niczym kronikarz zapisuje świat, który znika.
To nie jest proza podróżna, mimo że książka Mateusza Marczewskiego stanowi reporterski zapis jego podróży po Białorusi w 2012 roku. Łączy w sobie anegdoty historyczne, przyprawione tu i ówdzie szczyptą odniesień etnograficznych z szerszym spojrzeniem antropologicznym, któremu bardzo daleko do politykowania i redukowania Białorusi wyłącznie do osoby władającej nią dyktatora i wypaczeń ustrojowych będących dziełem jego dworu. Za tym reportażem stoi koncept. Pomysł częstego zbaczania z głównego szlaku, zapuszczania się w białoruski interior, nieprzebyte bory, dzikie puszcze, wędrówki gościńcami, po których wieli temu jechały pańskie karoce i chłopskie furmany, zagoszczenia wśród bezimiennych Białorusinów, którzy – jak pisze autor w podziękowaniach – przyjmowali go w swoich domostwach tak, jakby w ich słowniku nie istniało słowo „obcy”. Koliste jeziora Białorusi jest przykładem tytułu z serii Sulina, który poza świetnym pomysłem stojącym za jest bardzo dobrze napisany i świetnie skomponowany.
Odwiedzając Olmany, będące etnograficznym almanachem dla badaczy słowiańszczyzny, autor przywołuje rozmowę z Białorusinem, który wychwalając piękno przyrody swej ojczyzny zaperza się ideologicznie i mówi językiem propagandy, zarzucając Polakom nienawiść do Białorusinów. Uwaga ta spotyka się z natychmiastową ripostą Marczewskiego, który zaprzeczając stwierdza – chyba ze smutkiem – że cyt. My po prostu nic o was nie wiemy. Ten reportaż to mały krok naprzód w kierunku poznania białoruskiego oblicza, na które Mateusz Marczewski spogląda z czułością, o jakiej w wykładzie noblowskim wspominała Olga Tokarczuk.
O Bělorusku moc literatury není a to jak v češtině, tak polštině. Nicméně už jsem četl jak knihu o aktuální situaci v Bělorusku pojmenovanou Ojczyzna dobrej jakości, což je soubor reportáží z a o Bělorusku různých polských reportérů, tak knihu Łukaszenka. Niedoszły car Rosji od Andrzeje Brzezieckého, která byla celá věnováno jen životu a osobnosti běloruského diktátora Alexandra Lukašenka. Kulatá jezera je tedy má třetí kniha o Bělorusku a je zase trochu jiného. — Na rozdíl od předchozích svou knih je zde Lukašenkovi věnováno poměrně málo místa, což mi vzhledem k tomu, že jsem o té živé fosilii četl celou knihu, vůbec nevadilo. V této knize se autor vrací mnohem více a dál do minulosti země. Dokonce až do dob před příchodem bolševiků do země a připojení země do molocha zvaného SSSR. Na to že o reportážní knihu a tedy o žánr non.-fiction, tak je kniha psaná velmi poeticky s drobnými záblesky až magického realismu. — Najdeme zde romantické líčení přírodních krás, převyprávění stařičkých lidových legend ale i klasické reportážní líčení současného života a historických událostí. Autor se zde také věnuje otázce toho, jak Bělorusové hledali a hledají svoji národní identitu a jak se různě měnil vztah Běloruska, Polska a Ruska. Autor navštívil nejen hlavní město Minsk ale i další důležitá běloruská města jako je Vitebsk, Grodno, Pinsk, Mogilev nebo i menší či větší vesnice. Hodně je zde věnováno prostoru zejména legendám i faktům o podzemí měst a o jezerech, které daly knize nakonec jméno. — Ve velké zkratce bych knihu charakterizoval, že jde o setkání Marca Chagalla a Ryszarda Kapuscinského v zemi, kde se zastavil čas. Opravdu se to četlo hodně dobře a z těch tří jmenovaných se mi jezera líbila nejvíce. Doporučuji.
Sporo się z tej książki dowiedziałem o Białorusi, jej historii i tożsamości jej mieszkańców. Jej sporym atutem jest język, nie suchy reporterski, ale poetycki, nadający magiczną aurę opisywanym w książce miejscom, postaciom i wydarzeniom. Jedyny zarzut, który mam wobec książki, to nieco chaotyczna konstrukcja poszczególnych gawęd - wątki giną i znienacka powracają, co czytelnikowi (czyli mnie) może utrudniać zrozumienie intencji autora.
skłamałabym, gdybym powiedziała, że chętnie do niej wrócę, ale wrócę na pewno do poszczególnych rozdziałów, które są świetne: mów mi kim; idź pod ziemię; pies dynamit; kobieta która tańczy. chaotycznie o tożsamości i historii Białorusi, której się powszechnie nie zna. niestety nie kupiła mojej uwagi, pomimo krótkich rozdziałów wymęczyła swoją formą :((
Zlepek historyjek dających jakiś obraz współczesnej Białorusi. Miejscami chaotyczna, gubiąca wątek, miejscami nawet ciekawa, ale ogólna ocena raczej przeciętna. Czy przez to że nasz wschodni sąsiąd to niewdzięczny materiał na rasowy reportaż? Ciężko stwierdzić.
Trochę za dużo chaosu, trochę zbyt, miejscami, winietkowato, ale interesująco, frapująco pokazana Białoruś sprzed ponad dekady. Tytuł też trochę losowy, trudno.