Żurnalista to zwykły facet, ale który chce kochać i być kochanym. Chce nie mieć wątpliwości w to, że mnie kochasz. Bo ja nie pozwolę byś przez chwilę zwątpiła. Dam Ci uśmiech na twarzy, a Ty bądź moja codzienną inspiracją. Kimś do kogo będę adresował każdy swój uśmiech. Każdą swoja łzę, gdy się wzruszę. Nie ukrywam niczego, bo jestem silny i zdecydowani, a zarazem słaby i wrażliwy. Chce kochać, a Ty czego pragniesz?
Moja książka to opowieść o tym kogo kochałem i kogo chce kochać.
"Miłość, po prostu" to książka, która niestety do mnie nie trafiła, a szkoda, bo zapowiadała się naprawdę dobrze. Jest to zbiór kilkunastu tekstów i wierszy dotyczących kobiety i miłości do niej. I powiem tak: pojedyncze wiersze są naprawdę dobre, podobałyby mi się, gdybym nie znała całej historii, której właściwie i tak do końca nie znam, bo została przedstawiona w bardzo chaotyczny i często sprzeczny ze sobą sposób. Jest wiele niejasności i moim zdaniem to nie jest na plus, bo po przeczytaniu tej książki jestem tylko zdezorientowana i zła (cóż, przynajmniej wzbudza emocje). Jak dla mnie relacja przedstawiona w tej książce nie jest zdrowa. Odnoszę wrażenie, że opiera się na miłości czysto fizycznej, a gdy już pojawia się jakiś wiersz, dzięki któremu chcę zmienić zdanie, to potem jest dłuższy tekst, który psuje moje całe wyobrażenie na ten temat. Chyba najlepiej podsumowują to słowa książki: "(...) Wróć, zmienię się. Na miesiąc albo pięć. Później znowu będę sobą"
Nie wiem, ta pozycja do mnie nie trafiła, ale może wam przypadnie do gustu, bo z tego co wiem, to sporo osób się nią zachwyca
jestem ogromną romantyczką, do tego zakochaną.. dlatego w 100% dotarły do mnie te teksty. Szczerość i delikatność tych wierszy można porównywać do "Mleko i miód". Lecz i tak bardziej urożsamiam się z "Miłość, po prostu"💔💔 kocham!
Autor mówił: „Ta książka to urywki myśli i nieprzespanych nocy (...) Ona jest głównie listami rzuconymi do ogniska, które chwilę później chciałem ratować. W przeciwieństwie do siebie...” I wiecie, ja to widzę. Domyślam się, ile łez zostało wylanych między jednym, a drugim słowem. Ile smutku, żalu i złości, ile... miłości zostało wlanej w „Miłość, po prostu”. I może to trochę chaotycznie, ale... Ale w taki piękny sposób. I bardzo mi się podoba ten piękny chaos.
Nie trafia do mnie 4/5 wierszy. Niektóre z nich są toksyczne, obleśne i nurzące. Autor romantyzuje tutaj fakt, że jego wybranka go zostawiła natomiast On nie ma ochoty się z nią pożegnać. I robi to niestety w niepokojąco obsesyjny sposób. Dodatkowo w jednym wierszu najpierw wspomina jak bardzo ją kiedyś kochał no i oczywiście nigdy nie pokocha tak innej. Potem mówi o miłości do innej kobiety i całość zbioru jest zagmatwana. Mogłabym wybrać 5 wierszy które moim zdaniem mają faktycznie ciekawy przekaz i zostawiaja coś ważnego ale jest to zdecydowanie za mało.
Tu powinno się znaleźć 4,5 gwiazdki zamiast 4, ale niestety nie jest to możliwe. Jestem zachwycona tym, co zostało napisane w tych utworach i myślę, że nie poprzestanę na tym jednym tomiku. Część z tych tekstów dotarła do mnie bardzo mocno, a cześć mniej, lecz każdy z nich był w jakiś sposób wartościowy.
Jak „ść” tego samego autora podobało mi się, tak tym się bardzo rozczarowałam. Mam wrażenie, że więcej było tu miłości czysto fizycznej, a nie miłości duchowej. Jak już niektóre fragmenty mi się zaczęły podobać, to niszczyły je ciągłe wzmianki o seksie, które z resztą były obrzydliwe.
Znów to samo, pseudo „poezja”, z której nie wynika ABSOLUTNIE nic. Celem poezji jest zmuszenie odbiorcy do refleksji i samodzielnej interpretacji tekstu, co nie ma tutaj miejsca. Czułam się, jakbym czytała teksty jakiejś nastolatki wypisującej do swojego chłopaka. Żenada