Wszystko zaczęło się w nadmorskim miasteczku, przez które przejeżdżała Bogusia. Nazywało się Pogodna – któż nie chciałby tam mieszkać? Skoro zaś los dawał jej znaki: a to czarny kot wygrzewający się na parapecie, a to tabliczka „Do wynajęcia” na jednej z uroczych kamieniczek, dziewczyna nie zastanawiała się długo.
Bogusia postanawia spełnić swoje wielkie marzenie i otwiera w Pogodnej małą kawiarenkę, w której można napić się aromatycznej czekolady i zjeść ciasto własnej roboty. Sklepik z Niespodzianką staje się ulubionym miejscem spotkań mieszkańców Pogodnej, a Bogusia zaprzyjaźnia się z energiczną radną Adelą, wrażliwą Lidką, która prowadzi lecznicę dla zwierząt, piękną Konstancją i panią Stasią, która jest dobrym duchem miasteczka.
Dzięki nim przekonuje się o sile kobiecej przyjaźni, która w trudnych chwilach okazuje się największą wartością.
Czy Bogusia pozna w Pogodnej również smak miłości? Jaką cenę zapłaci za spełnienie marzeń? Czy będzie warto?
Jestem rozdarta, jezeli chodzi o ta ksiazke. Zaczyna sie bardzo infantylnie, na tyle, ze mialam ochote ja odlozyc. Dalam jej jednak szanse. Historia rozkrecila sie potem, chociaz w dalszym ciagu okreslenie, ktore przychodzi mi do glowy, aby opisac glowna bohaterke, to przerozowniona dziecina. Ksiazka zakonczyla sie jednak tak, ze odrazu siegnelam po drugi tom, a teraz czekam zniecierpliwoscia na trzeci. Plusem tej ksiazki sa ciekawe przepisy kucharskie.
Z powieściami Katarzyny Michalak mam tak, że do tej pory nie mogłam ich czytać bez przewracania oczami z irytacji. Zaczęłam, więc przyświecać mi myśl, że czas wyczytać jej książki i się po prostu ich pozbyć. Postanowiłam zacząć od serii „Sklepik z niespodzianką” i powiem Wam, że to była prawdziwa niespodzianka. Bogusia Leszczyńska wraca do Polski z pracy na emigracji w Holandii. Zamierza w Warszawie otworzyć kwiaciarnie za zarobione pieniądze. Przypadkiem jednak trafia do miasteczka Pogodna, które znajduje się nad Bałtykiem. Z miejsca zakochuje się w niewielkiej kamieniczce, którą wynajmuje od razu i otwiera „Sklepik z niespodzianką”, gdzie oprócz sprzedaży tzw. Kurzułapek, czyli wszystkich tych rzeczy, które stawiamy do ozdoby na meblach, a one łapią tylko kurz, serwuje również najlepszą gorącą czekoladę oraz ciasta w całym mieście. Tu poznaje Adelę – łamaczkę męskich serc, Lidkę – panią weterynarz marzącą o rodzinie, Konstancję – tap madl oraz Stasię – cudowną staruszkę. Czy w Pogodnej Bogusia pozna smak upragnionej miłości? Byłam bardzo pozytywnie zaskoczona, gdy zaczęłam czytać „Sklepik z niespodzianką”. Wcale mi to nie przypominało twórczości Katarzyny Michalak. Kilka razy nawet sprawdziłam okładkę czy to faktycznie jej imię i nazwisko tam widnieje. Bohaterowie nie byli tacy sztuczni, wręcz przeciwnie czułam w nich i w ich problemach realność. Nie przewracałam z irytacji oczami. Byłam wręcz ciekawa, co się wydarzy i jak zakończy się pierwszy tom. Bogusia jest młodą kobietą, której serce najpierw bije szybciej dla malarza Igora, a potem w jej życiu pojawia się Bartek Potocki oraz Wiktor Potocki – jego ojciec. I nie myślcie, że autorka zrobiła nam tu trójkąt, gdzie Bogusia biega raz do Bartka, a raz do jego ojca. Katarzyna Michalak zrobiła to w sposób dobry i bardzo mnie to zaskoczyło. Na dodatek to zakończenie! Uwierzcie mi, że tego kompletnie się nie spodziewałam. No musiałam sięgnąć po kolejny tom, bo pojawienie się TEJ postaci w końcówce kompletnie mnie zaskoczyło. Podsumowując mocno mnie zaskoczyła ta książka, ale na szczęście na plus.
"Gdy kogoś kochasz, nie przeliczasz tej miłości na uczynki. Nie licytujesz: ja dałam tyle, ty dałeś tyle. Po prostu... ofiarowujesz, nie myśląc o zapłacie." ~ Katarzyna Michalak, Sklepik z niespodzianką. Bogusia, Warszawa 2011, s. 132.
Książka jest jak słoik miodu z malutką łyżeczką dziegciu. Jest świetna na oderwanie się od otaczającej rzeczywistości, a właśnie po to są takie książki, prawda? Ma mnóstwo wad, z literackiego punktu widzenia, ale nie o to chodzi. Wiem, po co sięgam, dlaczego chcę przeczytać taką "bajkę dla dorosłych" i wiem, czego się spodziewać. I dostaję to i jestem zadowolona. Nie czyta się takich książek po to, żeby skrytykować styl, drobne niekonsekwencje i szczegóły mające się nijak do rzeczywistości. Osoby piszące opinie krytyczne chyba powinny to brać pod uwagę? Nie o to tu chodzi, proszę państwa! A dla tych, którzy "Sklepiku..." jeszcze nie czytali: polecam, z ostrzeżeniem, że na początku poziom bajkowości i infantylności może irytować, w środku się rozkręca a końcówka jest taka, że natychmiast musi się sięgnąć po drugą część!