PigOut jeśli to ma być śmieszne to meh. Taki zabawny hurr durr intrnetowy śmieszek, a zaśmiałem się dopiero na 13 stronie. Okładka i spis treści nie były zabawne, a miało być "śmiesznie już od pierwszych stron". A tak serio serio, to nawet nie ma tragedii, choć jako fan PigOuta wiernie czytający jego posty w mediach społecznościowych nieco się zawiodłem. Zastanawia mnie też po co w takiej książce spis treści. Nadzieja autora na łatwą nawigację podczas imprezy "hej przeczytam wam fajny tekst śmieszny boki zrywać ha ha ha, zaraz to taki tytuł i ta strona, mówię wam witki opadają" ? Bez sensu.
Ogólnie i krótko rzecz ujmując, na wydanie papierowej książki dumnie stojącej na półce to za mało. Fajny gość na blogowe heheszki czy przytomne i celne wyśmiewanie bieżących wydarzeń popkulturalnych czy otaczającej nas rzeczywistości w krótkich tekstowych formach. Postać książki że zlepkiem żartów to jak dzisiejsze filmy pana Vegi. Dwa lata po wydaniu to jak czytanie książki z historii z nieco przestarzałymi żartami sytuacyjnymi, ze spostrzeżeniami zabawnymi w momencie ich powstawania, bardziej dla samego autora niż czytelnika, powiedzmy kilka lat po wydaniu książki już mocno nieaktualne.
I żeby nie było, książka jest zabawna i chwilami można niekontrolowanie smiechnąć w autobusie (co mi też się zdarzyło podczas lektury), ale bardzo niskie poczucie własnej wartości i zakompleksienie autora popycha go do zbyt wielu "pocisków" wobec samego siebie, z których nie wychodzi zabawny żart, a zażenowanie i współczucie dla autora. Być może ta książka to forma autoterapii. No może dobrze, że drugiej części nie ma w papierze. Tak nieco na siłę 5/10.