Kiedyś analizą otaczającej nas rzeczywistości zajmowali się socjologowie. Dzisiaj robią to blogerzy. PigOut, który o sobie mówi „głodny, zły i brzydki”, przemierza bezkres sieci, by wyłapać w niej to, co trzeba zauważyć, obśmiać, wytknąć. „Świnia ryje w sieci, czyli z pamiętnika hejtera” to katalog współczesnych, często absurdalnych mód i fascynacji przepuszczony przez filtr gigantycznego poczucia humoru ze sporą dawką sarkazmu autora. A jako bezpiecznik - zdrowy rozsądek. Uwaga! Niebezpiecznie śmieszne. I trochę straszne.
Na plus tej książki zdecydowanie działa to, że jest zabawna w taki trochę niepoprawny sposób. na pewno nie trafi to w poczucie humoru każdego, ale moje zawsze było skrzywione, więc doskonale się dogadaliśmy. Jest ona w formie zbioru anegdotek i prywatnych myśli autora i podoba mi się, jak zgrabnie zostały połączone w jedną całość, dzięki czemu nie mam wrażenia takiego oderwania od rzeczywistości.
Ale ja kompletnie nie wiem, dla kogo jest ta książka, po co ona powstała (poza skokiem na kasę) i na dłuższą metę jest to po prostu męczące. Bo co innego wpaść co jakiś na bloga, bo autor jest bloggerem (nie znam bloga) i przeczytać pojedynczy wpis, a co innego mieć je zebrane w jedną całość, a przecież nie będę 250 stron męczyć pół roku. Także cóż...
Zabawny zbiór felietonów i historyjek z życia mężczyzny, Polaka i pracownika korpo. Dużo śmiechu, przeczytałam całość w jeden wieczór - dobrze wchodzi. ;)
PigOut jeśli to ma być śmieszne to meh. Taki zabawny hurr durr intrnetowy śmieszek, a zaśmiałem się dopiero na 13 stronie. Okładka i spis treści nie były zabawne, a miało być "śmiesznie już od pierwszych stron". A tak serio serio, to nawet nie ma tragedii, choć jako fan PigOuta wiernie czytający jego posty w mediach społecznościowych nieco się zawiodłem. Zastanawia mnie też po co w takiej książce spis treści. Nadzieja autora na łatwą nawigację podczas imprezy "hej przeczytam wam fajny tekst śmieszny boki zrywać ha ha ha, zaraz to taki tytuł i ta strona, mówię wam witki opadają" ? Bez sensu.
Ogólnie i krótko rzecz ujmując, na wydanie papierowej książki dumnie stojącej na półce to za mało. Fajny gość na blogowe heheszki czy przytomne i celne wyśmiewanie bieżących wydarzeń popkulturalnych czy otaczającej nas rzeczywistości w krótkich tekstowych formach. Postać książki że zlepkiem żartów to jak dzisiejsze filmy pana Vegi. Dwa lata po wydaniu to jak czytanie książki z historii z nieco przestarzałymi żartami sytuacyjnymi, ze spostrzeżeniami zabawnymi w momencie ich powstawania, bardziej dla samego autora niż czytelnika, powiedzmy kilka lat po wydaniu książki już mocno nieaktualne.
I żeby nie było, książka jest zabawna i chwilami można niekontrolowanie smiechnąć w autobusie (co mi też się zdarzyło podczas lektury), ale bardzo niskie poczucie własnej wartości i zakompleksienie autora popycha go do zbyt wielu "pocisków" wobec samego siebie, z których nie wychodzi zabawny żart, a zażenowanie i współczucie dla autora. Być może ta książka to forma autoterapii. No może dobrze, że drugiej części nie ma w papierze. Tak nieco na siłę 5/10.
Czytadło do wanny, na kibel, w przerwie na fajce - zbiór felietonów/artykułów na różne tematy, napisane wartko i szalenie dowcipnie. Parę razy się mocno śmiałem, za to duży plus. Kolejny - za to, że bloger wydał książkę i nie jest to pozycja motywacyjna typu "sky is the limit". Nie żałuję wydanej kasy, aczkolwiek chciałoby się, aby autor popełnił jakieś dłuższe opowiadanie, literaturę piekną, a nie swoje spostrzeżenia wobec świata - ma ku temu predyspozycje i talent językowy znakomicie powyżej przeciętnej.
Na początku było naprawdę super . Ale Później te historie trochę przekoloryzowane chociaż nie twierdzę że autorowi przytrafiły się na prawdę , ale śmiech nie do opanowania w pewnych momentach . Z tego względu polecam jeżeli chcecie się naprawdę pośmiać 👍
W kategorii prosta i łatwa rozrywka - oceniam wysoko. Bogate słownictwo, sporo wulgaryzmów, ostre oceny na bieżąco. Nada się jako odskocznia od literatury ambitnej:)