Wymazane to miasteczko na Dzikim Wschodzie, położone między Lasem, W Którym Rosną Same Trujaki a parkingiem dla TIR-ów „Tijuana”. Kilka bloków postawionych na bagnach, w próżni. W tej scenerii, zapełnionej całą galerią oryginałów, rozgrywa się przewrotny romans, harlequin à rebours. Wszystko odbywa się tu na odwrót niż w klasycznej historii miłosnej. Pięknego Damiana fascynują jedynie ciała stare, grube i porozciągane, a królowa pieczarek Alexis ma wobec niego podstępny plan. Historia pęcznieje od żądz i emocji.
Urodzony w 1975 we Wrocławiu, mieszka w Warszawie. Studiował filologię polską, potem pisał doktorat, ale zarzucił pracę naukową i poświęcił się wyłącznie twórczości literackiej. Debiutował zbiorem opowiadań Copyright (wyd. Zielona Sowa, Kraków 2001), następnie wydał powieść Lubiewo (wyd. Korporacja Ha!art, Kraków 2005 i 2006) i kolejny zbiór opowiadań Fototapeta (wyd. W.A.B., Warszawa 2006). Wydał także audiobooka z własną interpretacją Lubiewa (Kraków 2005). Wraz z Piotrem Gruszczyńskim autor teatralnego scenariusza na kanwie Lubiewa (TR Warszawa, próba czytana odbyła się w listopadzie 2006).
W lipcu nakładem Wydawnictwa W.A.B. ukazała się drukiem druga po Lubiewie powieść Witkowskiego pt. Barbara Radziwiłłówna z Jaworzna-Szczakowej.
Laureat Nagrody Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek (za Lubiewo), Laureat Nagrody Literackiej Gdynia (za Lubiewo), Laureat Paszportu "Polityki" (za Barbarę...), Finalista nagrody literackiej NIKE 2006 (za Lubiewo), Nominowany do nagrody literackiej NIKE 2007 (za Fototapetę), Laureat Nagrody Poznańskiego Przeglądu Nowości Wydawniczych i Biblioteki Raczyńskich "Książka Lata 2007" (za Barbarę...)
W roku 2007 Lubiewo ukaże się w Niemczech (Suhrkamp), Wielkiej Brytanii (Portobello Books), Francji (Edition de Olivier), Czechach, Finlandii (Like), Szwecji (Modernista), na Węgrzech (Magveto Publishing House Ltd), we Włoszech (Saggiatore), w Izraelu, na Litwie i w Słowenii. Jak dotąd Lubiewo ukazało się w Rosji i na Ukrainie. Sprzedane zostały także prawa do sfilmowania książki. Barbara Radziwiłłówna została sprzedana do Niemiec i Holandii.
"Wymazane" to nowa powieść Michała Witkowskiego, która zabiera nas do małego, wymyślonego miasteczka gdzieś na północy Polski, gdzie jest zimniej niż w Suwałkach i do którego dojeżdża tylko jeden autobus. Wśród mieszkańców tytułowego Wymazanego jest Damian Piękny, czyli najpiękniejszy chłopiec na świecie. Damian kontemplował przez chwilę osiągnięcie czegoś w życiu, ale po chwili mu przeszło i postanowił stać się gwiazdą Instagrama.... tylko nie wie dokładnie co to znaczy... Nowa książka Witkowskiego jest o wiele smutniejsza i prawdziwsza (w calej swojej groteskowości) od innej prozy tego autora, z jaką miałam przyjemność się zapoznać. To na pewno nie jest książka dla każdego, ale też każdy wie, że Witkowski nie jest autorem dla każdego. Mi ten obrazowy, kolokwialny i miejscami wulgarny język bardzo się podoba, a miasto, które stworzył Witkowski ma w sobie takie elementy, z którymi może utożsamiać się każdy Polak. To była przyjemna lektura, choć ciężka i do bólu prawdziwa. Trochę o współczesnych młodych Polakach bez szans i perspektyw, trochę o wojnie, trochę o kumunie - może działo się odrobinę za dużo i wątki można by podzielić na co najmniej dwie książki, ale jest to nadal raczej wartościowa książka, którą powinien przeczytać każdy fan Witkowskiego - a może i jego przeciwnicy :)
Ale mi ta książka zrobiła mętlik w głowie, o ludzie.
Fabularnie jest wulgarna, brudna, niejednokrotnie czułam, jak wzdryga całym moim ciałem. Jest tu toksyczność, jest molestowanie, są tak okropne zachowania bohaterów przedstawione tak, jakby wszystko było OK. Ale może jednak nie? Może właśnie o to chodzi, że nie ma tu wyjaśniania czytelnikom jak świat powinien wyglądać. Że Witkowski wyrzucił z głowy największe 💩 i czytelnikom zostawił to do odbioru, do interpretacji?
Na jakimś dziwnym poziomie ta książka mnie zahipnotyzowała. Czytałam ją oburzona, obrzydzona, a jednocześnie wciągnięta w fabułę tak, że samą mnie to dziwiło. Kompletnie nie wiem, co o „Wymazanym” myśleć, dlatego zostawiam bez gwiazdek. Pisarsko jest wspaniale. Fabularnie to po prostu Sodoma i Gomora.
Epickie, tandetne, przegadane, przeurocze, nierówne. Niby z drugim, gorzkim dnem, ale to dno i ta gorycz są banalne. Niby za dużo tego wszystkiego, chciałoby się autora przywrócić do porządku i utemperować, kazać skreślać i wycinać, opamiętać się!, no ale wciąga. Witkowskiego świetnie się czyta, bierzesz 500-stronicową cegłę, myślisz, że będziesz ją męczyć miesiąc, a okazuje się, że można ją zaliczyć w dwie noce. Ale to jest dla mnie za łatwe. Za szybko wchodzi, a nie zostawia we mnie zbyt wiele. To, co mi się naprawdę i niezmiernie podobało, to przedwojenne i powojenne opowieści Alexis i babci Damiana. Reszta: tak na 3 - 3.5. Chciałabym kiedyś dać Witkowskiemu 5/5, albo chociaż 4/5. Niestety jeszcze nie teraz.
Nienawidzę, bo znowu po dobrej książce, takiej, gdzie czułem jak gładko szło mu pisanie ("Fynf-und-cwancyś"), Witkowski wydał coś, gdzie chyba męczył się z większością zdań i stron produkowanych na ilość.
Z tej książki da się wyciągnąć tylko historię 'miłości' Damiana i Alexis, która jednak tutaj jest wrzucona na koniec, po nudnych pierwszych 200 stronach nieciekawego stylem i treścią, w zamyśle zabawnego (?) opisu Wymazanego.
Nie rozumiem tej sinusoidy jakości Witkowskiego i mocno nad nią ubolewam. ZNOWU.
Damian Piękny ma w sobie urody w nadmiarze, więc nie potrzebuje jej u innych. Dlatego u kobiet pociąga go starość i w to w dodatku ta brzydka starość. Mieszka w niewielkim miasteczku Wymazane, daleko na wschodzie, przy granicy z Litwą. To miejsce z jednym blokiem, nie wiadomo skąd, tak jakby kiedyś było tu duże miasto, które ktoś potem wymazał, ale niedokładnie. Najważniejszym miejscem jest oczywiście Kościół. Mają tam też solarium, pocztę i gabinet psychiatry. Jest burmistrz Wacław Kiszka, gospodyni księdza i starsze panie przesadzające z narkotyzującymi tabletkami. Jest też bogata Alexis i nie brakuje też lujów, jak to u Michaśki. W Wymazanym stoi nawiedzone Tesco i jeździ nawiedzony tir bez kierowcy, a na tacce po frytkach objawia się Matka Boska. Czyli 100% Witkowskiego w Witkowskim! Autor zabiera nas do surrealistycznego i sprośnie baśniowego świata. Plotki, romanse, prostytutki, intrygi, morderstwo, czyli poznajcie wiejską wersję Dynastii !! Witkowski okazał się bardzo spostrzegawczym obserwatorem wiejskiego życia Polski B. Małomiasteczkowość oczywiście znacznie przerysowana i ironiczna. A spod tej całej perwersji i groteski, nieśmiało wyłania się też ckliwość, wrażliwość i uczuciowość. Jestem zachwycona i z pewnością jest to najlepsza książka Michała Witkowskiego, którą czytałam. Bardzo polecam !!!
Jedna z siedmiu gwiazdek (7/10 wg skali LC) za efekt zaskoczenia, a kolejna za poprawę nastroju.
Było to moje pierwsze literackie spotkanie z Witkowskim, którego nie lubię, mam wrażenie zbyt dużego parcia na szkło i celebrycenia jako sposobu na zwiększenie sprzedaży. Nawet jeśli robi to ironicznie, nie kupuję tego puszczania oka. Niemniej powieść, po początkowym szoku i obrzydzeniu, z każdą stroną dawała mi więcej przyjemności. Fabularnie jest to powieścidełko, oparte na zgranych do bólu schematach, ale napisane wyśmienicie. Postacie papierowe a jednocześnie na wskroś prawdziwe, z jednej strony menażeria jak w XIX-wiecznym cyrku, z drugiej w każdej z nich dało się zobaczyć realne osoby. Podziwiam sprawność językową autora, podziwiam dosadność, precyzyjnie skrojone zdania i do tego mnóstwo złośliwego humoru. Bawiłam się świetnie, polecam na stany doła psychicznego :)
Wymazane, miasteczko położone gdzieś za Suwałkami, gdzie jest zimno a jedzie się tam długo, by na miejscu spotkać plejadę postaci “jak z Witkowskiego”. Autor “Lubiewa” po raz kolejny udowodnił, że doskonale potrafi pisać - fantastyczne zdania, piękne mikroopowiadania, passusy brawurowe. To jeden z najlepszych stylistów języka, który od jakiegoś czasu karmi nas tą samą opowieścią o odmieńcach w Polsce drugoplanowej. Nawet gdy - jak w “Fynf und cfancyś” - wyjeżdżają oni poza polskie granice, to dalej są tymi dziwakami z Polski pozłotka, jak ładnie napisano na okładce “Wymazanego”. Niestety mnie to już nie przekonuje. Rozumiem, że Witkowski podpisał kontrakt na książkę i ileś tam znaków musiał wyrobić, ale “Wymazane” składa się z wątłej akcji przeplatanej uroczymi opowiastkami. Może czas pomyśleć o zbiorze opowiadań?
Z pewnością trochę kontrowersji wzbudzi główny motyw - bohater i jego upodobania - oto piękny i młody chłopak, który uwielbia seks z bardzo starszymi paniami. Im bliżej takiej do grobu, tym Damianowi mocniej stoi. Wymazanym rządzi Alexis, podstarzała właścicielka pieczarkarni, fermy lisów i milionów na kontach. Była kochanka Paramonowa, która świat zdobywa sprytem i łóżkiem. Ta dwójka musi się spotkać. Gdy Alexis zachoruje na raka, Piękny Damian zostaje wybrany na dziedzica fortuny, co niespecjalnie mu przeszkadza.
- Słuchaj… Damianek… Mam raka. A powiedziała to tak, jakby mówiła: “Mam trzydzieści kilo pieczarek nabyciu”. Zdębiałem. Po prostu wcisnęło mnie w fotel. Takie coś usyszeć od kobiet, z którą się przed chwilą odbyło dziki stosunek analn i każdy inny na podłodze, spermę stopą w skarpetę się wtarło w parkiet, znam ją od półtorej godziny, wcześniej tylko mity i klechdy o niej słyszałem… Nagle ona ma raka. I ja z tym rakiem się jebałem, leżałem na nim, a on centymetr ode mnie, pod jej skórą, ten rak cały czas był! Ja się tym rakiem jakby trochę zaraziłem!”
Do tego podlane jest to sosem, na który składa się mizoginia, seksizm i bufonada. Boję się czytać je na serio, traktuję “Wymazane” jak balladę o Polsce lat 90. i skutkach najntisów dla współczesności. Ale trochę mnie niepokoi nieposkromione wyśmiewanie się ze starości, w które Witkowski niekiedy się wpędza. Niezależnie od tego zdarza się Witkowskiemu wielokrotnie powtarzać to samo, nie mam dowodu, bo nie zakreśliłem ale miałem poczucie, jakby kilka razy było napisane literalnie to samo.
Przeczytałem pięćset stron książki napisanej fantastycznym językiem, w której jest nudna i przewidywalna fabuła, bardzo słabe zakończenie (i za dużo tych zakończeń) i doskonałe momenty. Kiedyś też oglądałem filmy “dla momentów”, ale dorosłem. I powoli wyrastam z Witkowskiego. Choć mięknę, gdy pisze Michaśka:
“Ten cały Witalij to już całkiem jak z Witkowskiego. Czytałem tego gościa, choć to pedryl straszny, nie daj Bóg, żeby mnie takiego pięknego spotkał kiedy w ciemnej uliczce, boby ze mnie nawet mokra plama nie została, lewatywa straszna mogłaby mnie spotkać piłą mechaniczną dwa.”
Będę marudził, kręcił noskiem, chlipał smutno, ale choćby Witkowski postanowił zbeletryzować przepis na sos tysiąca wysp, to będę go czytał. Bo jak mało kto z polskich autorów potrafi napisać zdanie. A to doceniam z roku na rok bardziej.
Bardzo lubię każdą powieść autora. Kocham to, jak opowiada i uwielbiam te jego nieco przegięte historie.
„W Wymazanym nie ma pracy. Baby zbierają puszki, butelki i szczaw. Grzybów nie zbierają, bo te jadalne u nas nie rosną. Jak ktoś na dobre utknie na przystanku i się zorientuje, że bez pracy tyle miesięcy, a jakoś nie umarł i dobrze się ma, to już mu się nawet nie chce po jakimś czasie szukać. Po co? Od rana na przystanku i jeden jedyny problem, skąd wziąć na piwo. Ci, co mają pracę, na pewno mają więcej problemów na głowie. I zawsze jakoś tak koło południa to piwo się pojawiało, mimo że każdy już wszystko, co mógł sprzedać, to właśnie wczoraj sprzedał, co mógł oderwać, bo z metalu, i zanieść do skupu, to już wczoraj oderwał. A metal nie malina, przez noc nie odrośnie”. Tamże, s.54.
„Nie jest niczym specjalnie wyrafinowanym, że przez wymazane płynie rzeka Wymazana, mimo że przez Paryż nie płynie rzeka Paryż, a przez Warszawę – Warszawa. Jednak w naszym miasteczku energii było mniej i nie starczało jej już na wymyślanie specjalnie nowych nazw. Wspomniałem już o pewnej niechęci miejscowych do nazw poszczególnych, trujaki to trujaki, nie żadne strzępiaki ceglaste – trujak i tyle, i tak dobrze, że nie „grzyb”. Zakład fryzjerski mistrza Walentego (w którym kiedyś pracowała Jagoda) nazywał się „Fryzjer Tipsy”, sklep mięsny miał szyld „Sklep mięsny”, dyskoteka nazywała się „Dyskoteka” (choć niektórzy mówili na nią „biblioteka”), stacja benzynowa nazywała się „Orlen”, sklepy: „Lidl”, „Dino” i „Tesco” sklep Mańki Badziewie to już był moim zdaniem top, bo w ogóle nie miał nazwy, chyba że za nazwę przyjąć wywieszony czasem napis „PETARDY”, zaś mówiło się na niego, jak wiadomo, PPP, a rzeka nazywała się Wymazana, i tak dobrze, że nie „Rzeka”. Salon kosmetyczny, bo oczywiście był, w Polsce Z może nie był szpitala, ale salon kosmetyczny zawsze. Więc zgadnijcie, jak się nazywał ten salon? No właśnie. Zakład fotograficzny mistrza Janusza nazywał się „Wesela – Pogrzeby – Przysięgi TANIO”. Kwiaciarnia pani Marysi, sprzedająca kwiaty ze szklarni Alexis, nazywała się „Maria”. Bardzo oryginalnie. No, bywały wyjątki, na przykład zakład pogrzebowy Tomasza Hutyry „Śmiertex. Dyskretnie i tanie przewozy przez Acheront” i przychodnia psychiatry w bloku na ulicy Soni Konopady „Persona”. Nazewnicze szaleństwo zaczynało się dopiero za granicami Wymazanego, na wielkim parkingu dla tirów „Tijuana”, własność: Alexis”. Tamże, s.69-70.
W moim odczuciu bardzo nierówna. Pierwsza połowa, ktorą męczyłam chyba 2 miesiące na 2 gwiazdki, potem zaskakująco wciągająca i przez kolejne 250 stron przepłynęłam w 2 dni (ta część na 4 gwiazdki). Najbardziej doceniam część dotyczącą przeszłości Alexis i i babci Damiana, a także, może brutalny ale w punkt, opis odchodzenia osoby zmagającej się z rakiem. Stąd ostateczna trója. Groteska, bardzo dosadne lecz trafne porównania, cięty język. Doceniam te rzeczy, a jednocześnie nie czuję tej książki. Zachwytów brak. Skojarzenia z Masłowską i trochę Gombrowiczem? Pierwsze spotkanie z twórczością Witkowskiego ciekawe, ale póki co nie mam ochoty na więcej.
Lubię czytać Witkowskiego dla języka, nawet gdy jest wulgarny, bo ta wulgarność jest niejako przyrodzona - ich akcja się w takich miejscach i środowiskach toczy, gdzie to nie razi. Ale to, moim zdaniem, najsłabsza jego powieść. Jak dotąd. Nawet kilka razy starał się tu otwarcie lansować swoją poprzednią powieść...Poprzez Damiana Pięknego...uch, "ałtorytet", że przech...j. A co, za słabo się sprzedaje? Cóż, ewidentnie i do jego własnej powieści odnosi się JEGO własne westchnienie z tej książki: Ech, coraz mniej kultury, coraz więcej wypoczynku... (...)
Autor jest niewątpliwie oczytaną i inteligentną osobą. To coś jednak nie jest nawiązaniem do żadnej europejskiej literatury, bez wątpienia książka chyba tylko chwytem marketingowym nawiązuje do Bernharda. Pomysł był może i dobry, by pokazać maleńkie miasteczko wymazane z mapy Polski w okresie transformacji ustrojowo-gospodarczej z losami jej pseudo kapitalistów. Dobrymi pomysłami.... jest wymazywane wybrukowane, tylko warszawskie historie z kiercelaka i różyca bronią tej opowieści. I to koniec a kto czytał ten trąba, gdzie to było?
Gdzież dawny Witkowski, u którego co krok (to prorok) się coś skrzy, jedno bardziej od drugiego i końca dobroci nie widać?! Owszem, są iskierki, skrzenia, perełki, ale no właśnie, iskierki, znaczy MAŁO, panie cacany. Och, oby Lubiewo 2 było powrotem do dawnej formy.
Z jednej strony jest to naprawdę dobrze napisane. Ta gawęda Witkowskiego naprawdę miło płynie i przyjemnie, szybko się to czyta. Z drugiej strony niewiele z tego wynika. Nie wiem do końca, o czym jest ta książka. Konstrukcyjnie - dosyć bałaganiarska. Trochę zmarnowany potencjał.
Moje pierwsze spotkanie z Witkowskim. Bardzo dobry warsztat i dużo pretensjonalności. Najlepsze fragmenty to opowieści o minionych dziejach (Babci Damiana, Alexis), tam są najciekawsze i pełne emocji historie. Współczesność opowiadana jest często bardzo rubasznie, czasem ta ironia się broni, czasem czułam przesyt i zmęczenie. Ale całość oceniam pozytywnie i chętnie jeszcze coś przeczytam od autora.