Powrót po ponad roku do "Sagi o Czarnoksiężniku" był niesamowicie odprężający. To co uznawałem za niewinną i naiwną historię stało się nagle wzruszającą i pouczającą przygodą.
Po tragicznych w skutkach wydarzeniach z poprzedniego tomu, Erling, Móri i Tiril znajdują się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Tak jak Erlingowi udaje się jakoś wykaraskać z opresji, tak Móri i Tiril walczą o życie, a raczej robi to jedynie kobieta, bo czarnoksiężnik znajduje się w stanie, który przypomina śmierć.
Na pomoc ruszają dzieci Móriego i Tiril - Dolg, najstarszy z rodzeństwa, a z nim siostra Taran i brat Villemann, bliźniaki. Towarzyszy im tajemniczy Cień, który poza samą chęcią pomocy Dolgowi stara się ugrać coś dla siebie, jednocześnie ukrywając swoją tożsamość.
Aby uratować ojca Dolg wyrusza na bagna w pobliżu Theresenhof. Ma znaleźć coś, co pomoże mu uwolnić ojca z rąk śmierci, ale dowie się co, dopiero kiedy to znajdzie.
W tym samym czasie pomiędzy matką Tiril a Erlingiem zawiązuje się nić porozumienia, a ich relacja coraz bardziej się ociepla, co już częściowo zapowiada ich przyszłe losy.
Na każdym kroku za bohaterami podążają członkowie Zakonu Świętego Słońca, którzy poszukują magicznych przedmiotów, w tym przedmiotu, którego szuka Dolg, aby rozwiązać tajemnice pozostawione im przez poprzednich dowódców Zakonu. Oczywiście nie przebierają przy tym w środkach, a morderstwa to dla nich chleb powszedni.
Nie jest to literatura najwyższych lotów, niezbyt angażuje czytelnika, a dialogi i sam opis świata wydaje się trochę przestarzały, ale bawiłem się przy tym świetnie. Chyba pierwszy raz od rozpoczęcia serii byłem w szoku (dokładnie po akcji z manifestacją dusz na bagnie) i poczułem szczery smutek poznając losy ludzi, którzy zakończyli swoje żywoty na bagnach.
Polecam!