Prawdziwa gratka dla wszystkich tęskniących do przygód ze świata Belorii! Wyjątkowe Kroniki Belorskie, w których spotkamy się ze starymi przyjaciółmi, poznamy nowych niesamowitych bohaterów i przeżywać będziemy kolejne niezwykłe przygody.
Rozległe są ziemie Belorii i zawsze jest na nich miejsce na wielkie czary! Albo chociaż wesołą opowieść. Czy warto wierzyć w horoskopy? Czy aby na pewno niemowlęta są nieszkodliwe? Czy można komuś sprzedać pomyślny los? Na jaką przynętę łapie się nekromantów? Jak pozbyć się konkurencji? Co jest silniejsze: magia, wiara czy dębowa laga? Jeśli chcecie otrzymać odpowiedzi na te i inne pytania, oraz spotkać się ze starymi przyjaciółmi i poznać nowych, to jest książka dla was!
Легкое и веселое чтение на пару вечеров. Где-то более удачное, где-то менее. Но одно могу сказать точно - сказочная страна Белория, где водятся эльфы, вампиры, оборотни и всякие разные кракозяблики, стала почти реальной. Познакомилась я с ней, читая "Верных врагов" , а этот сборник сделал ее осязаемой и не вызывающей сомнений. Разные ниточки связались в один клубок, картинка стала целостной.
Больше всего понравилась последняя повесть "Пророчества и иже с ними". Герои, насколько я поняла, новые, ранее не встречавшиеся в других произведениях Громыко. Чудесные образы получились! Продолжение "Верных врагов", повесть "Капкан для некроманта", оказалась довольно средненькой, но ее я прочитала в первую очередь, так как ооочень хотелось узнать, а как же там дальше дела идут у Шелены и Вереса :) Остальные рассказы повольно стабильные, ни в высь, ни вниз.
Po "Kroniki Belorskie" absolutnie nie planowałam nigdy sięgać. Po prostu, wbrew ochom i achom fandomu sprzed lat, za cyklem o Wolsze aż tak nie przepadałam. Co dziwniejsze, preferowałam "Rok szczura". Kaprys. Wola losu, impuls, dziwne pragnienie mózgu by powrócić w znane rewiry. Jak zwał tak zwał.
Jeżeli ktoś cenił twórczość Ukrainki za humor i swojski świat, to się nie zawiedzie. Czyta się lekko, uśmiech od ucha do ucha, czasami z pewnymi nawiązaniami do znanych i lubianych postaci z cyklu. Problemem jest to, że książka jest mocno nierówna. Składa się z jakby dwóch części. Pierwszą czyta się znakomicie, druga ciągnie się jak nie wiem i modliłam się o rychły koniec. Brakowało tego czegoś, co przyciągnęłoby czytelnika. Swoją drogą, mam wrażenie, że relacje między rodzeństwem w ostatnim opowiadaniu stało się podstawą pod charaktery Ryski i Żara z "Roku Szczura"
Ostatnia wyprawa do Belorii, w którą autorka zabiera czytelników nie w towarzystwie dobrze znanej z wcześniejszych książek rudowłosej wiedźmy czy mniej popularnej zgryźliwej zielarki, acz postaci dotychczas trzecioplanowych oraz całkiem nowych. Podróż ta składa się nie z jednej i długiej przygody, ale pomniejszych opowieści rozrzuconych w czasie na przestrzeni co najmniej kilkunastu dekad.
Takie podejście (wraz ze standardowym dla autorki humorem i lekko swojskim klimatem świata) czyni z Kronik Belorskich pozycję przyjazną dla osób niezaznajomionych z wcześniejszymi pozycjami z uniwersum. Ponadto epizodyczne występy bohaterów z poprzednich książek są miłym smaczkiem dla weteranów cyklu - niemniej część z nich może być niezrozumiała dla niewtajemniczonych.
Ogólnie dobre czytadło na odstresowanie i poprawę humoru.
Kroniki Belorskie dalej napisane są w uwielbianym stylu Olgi Gromyko, ale niestety nie jest to wystarczająco by określić je jako świetną książkę. Ten zbiór opowiadań zawiera kilka lepszych, kilka gorszych opowiadań, które koniec końców w pewnym stopniu się ze sobą łącza, ale mimo wszystko wydają się dość losowe. Brakuje też głównych bohaterów cyklu o Wolsze, którzy wspomniani są kilka razy jako postacie przejawiające się w tle, lecz żadne opowiadanie de facto się na nich nie skupia.
Ten tom serii był dla mnie dość rozczarowujący, uważam, że opowiadania mogłyby być ciekawsze a końce niektórych historii bardziej „dowiązane”. Mimo to, nie jest to zła książka, czyta się przyjemnie i bez wątpienia warto ją przeczytać jeżeli jest się fanem serii. Mi jednak pozostawiła pewien niedosyt...
"Naszym ogrodnikiem był staruszek około siedemdziesiątki, który już sam przypominał omszały pieniek. I nikt nie miał sumienia go wykarczować, żeby się natychmiast nie rozsypał. Pewnego razu babcia wyskoczyła do ojca z pretensjami, że przez tę działalność charytatywną w ogrodzie niedługo zalegną się mawki, na co on odciął się, że niby jedną już mamy i na złość teściowej podniósł ogrodnikowi pensję" - fragment książki
Kroniki Belorskie to bardzo dobre zwieńczenie i uzupełnienie cyklu. Wszystkie opowiadania łączy to, co od pierwszej lektury ujęło mnie w twórczości Olgi Gromyko – lekkie pióro, dowcip i często zaskakujące zakończenie. Jednym słowem, fani autorki nie powinni być rozczarowani
Широка земля Белорская, и во все времена есть в ней место подвигу! Или хотя бы веселой байке. Стоит ли доверять гороскопам? Так ли безобидны младенцы? Продается ли удача? На что ловят некромантов? Как избавиться от конкурента? Что сильнее: магия, вера или дубовый дрын? Где водятся кентавры? Чего боятся боевые маги? Всевидящи ли пифии?
сборная солянка много из чего, что я уже читала, но последний рассказ ничего.
немного смущают попытки в юмор про секс, потому что они какие-то неловкие, как у подростков, но при этом недостаточно наглые, чтобы быть как у подростков. и в итоге получается какое-то ни рыба ни мясо.
Не знаю как пропустила эту книгу, когда залпом поглощала все о мире Вольхи, но очень рада, что так произошло. Было чудесно найти еще нечитанную книгу и провести день в ее компании!