Człowiekowi wydaje się, że jest odporny na śmierć. Że jest objęty ochroną, chociaż inni przecież umierają. Pędzimy samochodami, skaczemy ze spadochronami, balansujemy na granicy życia, a jednak nigdy nic złego się nie dzieje. Nie patrzymy na śmierć z pokorą, bo przecież nas samych ona nie dotyczy.
Człowiek staje się dorosły nie wtedy, gdy ubrania robią się dla niego za ciasne, ale gdy wyrasta z własnego egoizmu.
Ola i Karolina poznają się w nietypowym miejscu, w nietypowej sytuacji. Dzieli je dziesięć lat różnicy, co w przypadku dziecka i nastolatki jest przepaścią. Znajdują jednak wspólny język i pokazują, że nawet w najgorszych okolicznościach można myśleć o innych. Ola istnieje naprawdę, postać Karoliny łączy w sobie doświadczenia wielu nastolatek, którym życie podstawiło nogę.
Ta historia ma dwa zakończenia – dobre i gorsze, bo tak działa prawo równowagi w przyrodzie.
To opowieść o skrajnych emocjach, potędze matczynej miłości, sile, jaką daje rodzina. O wielkiej aptece z marzeniami, które można dostać bez recepty. I o zwyczajnych, lecz niezwykłych bohaterach, którzy mierzą się z nieustępliwym pytaniem: kto ukradł im zwyczajne życie?
Te liczby są porażające ponad 11 tysięcy dzieci choruje na choroby nowotworowe. To o ich walce z chorobą, cierpieniu i rozpaczy rodzin młodych pacjentów na oddziałach onkologii opowiada Natasza Socha w Aptece marzeń.
Wszystko zaczęło się banalnie 5 - letnią Olę podczas spaceru zaczął mocno boleć brzuch. Po wizycie u lekarza matka usłyszała pewnego rodzaju wyrok - neuroblastemia czyli rak wątroby. Karolina, typowa nastolatka wychowana przez samotną matkę dowiaduje się najpierw o istnieniu brata, o którym wcześniej nie miała pojęcia. A niedługo potem dowiedziała się, że cierpi na chłoniaka. Świat dziewczyny i ich bliskich zmienił się. Dla Oli i Karoliny normą stały się miesiące w szpitalu, pośród lekarzy, pielęgniarek i dzieci takich, jak one. Dla rodziców normą stały się noce na karimacie na szpitalnych podłogach.
Ta historia wydarzyła się i wydarza się każdego dnia. Tak po cichutku, bez echa pośród łez i nadziei. Opowieść o kilkuletniej Oli jest autentyczna. Powstała z przeżyć Magdaleny Gref i jej córeczki o imieniu, Ola. Postać Karoliny jest zlepkiem wielu młodych pacjentów. Niby dwie niezależne opowiadania, a jednak mocno ze sobą splecione w jedność. Tak, jak z Karoliną i jej bratem związane są losy, każdego dziecka pojawiającego się na kartach powieści. Ich codzienności, marzeń i dramatu rodzin. Rodzice, bardziej niż ich pociechy nie mogą pogodzić się z diagnozą. Każdego dnia zadają pytanie, o to jak mają żyć. Główni bohaterowie zaś marzą. Marzą o czym? O poznaniu celebrytki muzycznej, byciu policjantem, zabawie z psem, czy jeszcze o wielu innych zwykłych rzeczach. Nie ma nic spektakularnego, lecz kolorowe marzenia, dziecka w ich wieku. Rzeczy łatwej do zrobienia, by wywołać uśmiech na ich małych twarzyczkach. Potrzeba tylko dobrej woli i serca niezdolnego odmówić choremu dziecku. Natasza Socha opowiada o codzienności i niezwykłości życia jednocześnie. O woli walce, pragnieniu pokonania choroby i niesieniu ulgi innym, nawet mierząc się często ze sprzeciwem białego personelu. To, on też stanowi nieodłączną część życia dzieciaków. Jedne pielęgniarki anielice, inne może troszkę za bardzo zasadnicze, surowy lekarz ale każde z nich ma na celu dobro podopiecznych. Każde z nich musi poznać, że marzenia innych warto spełniać. Nawet jeśli radość z nich może trwać chwilę. To i tak niesie ulgę i pozwala zapomnieć. Jednocześnie pośród optymizmu Apteki marzeń Socha nie boi się dotykać tego, co realne. Bólu i nieustannie obecnego widma śmierci. Śmierci przychodzącej o trzeciej nad ranem, gdy wszyscy śpią i nie czuwają, by ją przegnać. Przychodzi pocichu, znienacka i nieco nieśmiało. Obecna w myślach każdego dnia i sprawiająca zadanie pytania, czy to już dziś?
Natasza Socha nie tylko snuje pełną czułości opowieść o codzienności radzenia sobie z chorobą, która dotyka każdego - chorego i jego otoczenie, ale też mocno pokazuje konieczność oddawania szpiku. Genetyczny bliźniak, to ten mogący w prosty sposób uratować życie. To o oczekiwaniu na niego, testach na zgodność myślą i marzą bliscy pacjenta onkologicznego.
Apteka marzeń przepełniona jest delikatnością, czułością i takim zwykłym ludzkim dobrem. Stanowi idealne panaceum na codzienne marudzenie i dostrzeżenie, drogi czytelniku, że jesteś zdrowy i żyjesz. Natasza Socha poprzez prostotę opowiedzenia historii dwóch dziewcząt powala na łopatki, sprawia, że wzruszenie trudno opanować i wytrąca z marazmu. Z pewnością nie jest to powieść łatwa, ani przyjemna. Chyba to dobrze, bo z pewnością nie powinna taką być. Stanowi bowiem hołd złożony dzieciom chorym na różnego rodzaju nowotwory i ich rodzinom.
"(..)To nie jest tak, że przed urodzeniem losujemy karteczki z napisem "choroba" lub "beztroskie życie".
"Apteka marzeń" opisuje dwie historie. Ola i Karolina poznają się w szpitalu dziecięcym, na onkologii. Pomimo dużej różnicy wieku czy pochodzenia z dwóch różnych rodzin łączy je jedno - choroba, a właściwie RAK. Ola ma dwa latka, Karolina piętnaście, ale jak to mówią choroba nie wybiera. Obydwie muszą stawić jej czoła i odważnie przejść drogę przez chorobę mając za towarzyszkę chemię. Jedna z tych historii kończy się dobrze, druga niekoniecznie, ale obydwie z nich pokazują, że nigdy nie można się poddawać ani tracić nadziei.
Natasza Socha porusza w swej powieści niezwykle wzruszający, piękny jak i oparty na faktach obraz życia zarówno osób chorych na raka, jak i ich bliskich. To opowieść przede wszystkim o nieustannej odwadze i walce ze złem, z chorobą, z własnymi słabościami, ale także o potędze, sile rodzicielskiej miłości. To książka obok, której nie można przejść obojętnie, bo przypomina nam o tym co w życiu jest naprawdę ważne i pokazuje, że niezależnie od tego kim jesteśmy nic nie uchroni nas przed śmiercią.
Zgadzam się z polecajką Katarzyny Bujakiewicz, że to książka obowiązkowa dla każdego. W książce poznajemy losy Karoliny (Rolki) i małej Oli, które są pacjentkami oddziału onkologii dziecięcej. Pewnego dnia dziewczyny zaprzyjaźniają się. I to nie tak, że na tym oddziale nie ma uśmiechu czy barw tęczy. Bo tam one występują. Powieść porusza też tematykę matek, które czuwają przy łóżkach swych pociech. Natasza Socha w tej historii obala mity o nowotworach, np. że białaczką można się zarazić. A to nieprawda, to nie jest zwykłe przeziębienie. Główny wątek, jak wskazuje tytuł, to spełnianie marzeń. W czasie tak trudnym, jak choroba, dzieci marzą o różnych rzeczach: od spotkania ulubionej piosenkarki po zdrowie innego dziecka. I właśnie taką misję pełni Karolina. (Nie będę spoilerować o co dokładnie chodzi) Jest to też historia oparta na faktach. Pokazuje ona, że nie wolno poddawać się oraz żeby walczyć do końca. Mieć nadzieję, mimo złych rokowań. W czasie czytania bardzo podobało mi się relacje między bohaterami. Ich szczęście, że mają na kogo liczyć. Choć tak nie zawsze jest. To jedna z najlepszych książek, jakie czytałam w tym roku.
Książka opowiada prawdziwą historię Oli,która walczyła z nowotworem. Jest tu też postać nastoletniej Karoliny, która jest odzwierciedleniem wielu chorych nastolatek,które mimo choroby chcą działać. Książka jest poruszająca,jednak było coś co mnie irytowało. Szantaż emocjonalny do osób których denerwuje padający deszcz, żeby się przeszli oddziałem onkologicznym. Narzekanie na deszcz to nie zbrodnia. Cierpienie i choroby niestety są i to czy ktoś narzeka na pogodę tego nie zmieni. Historia zapada w pamięć i ujmuje dojrzałość chorych dzieci,jednak zirytował mnie nieco ten szantaż. Zakończenie faktycznie ściska za gardło i porusza duszę. Być może sięgnę jeszcze po powieści tej autorki.