Najbardziej niewygodne prawdy o niemieckiej historii, kontynuacja bestsellerowych Żydów i Sowietów.
Trzecia po bestsellerowych Żydach i Sowietach książka z niepoprawnego politycznie cyklu autora Obłędu ’44 i Paktu Ribbentrop–Beck.
W Niemcach Piotr Zychowicz jak zwykle zmusza czytelnika do przemyślenia i ponownej oceny spraw – jak nam wmawiano – nie podlegających dyskusji. Burzy mit Hitlera ultraprawicowca, w rzeczywistości zatwardziałego lewaka. Pisze o fatalnych błędach Niemców we wschodniej Europie, gdzie początkowo witani jak wyzwoliciele, swoją ludobójczą polityką zaprzepaścili szansę na błyskawiczne pokonanie Sowietów. Szuka źródeł niemieckiego rasizmu w południowej Afryce i spiera się z Davidem Irvingiem, historykiem skazanym za negowanie Holokaustu. Pisze o Polakach w Afrikakorps, domu publicznym w Auschwitz oraz o hinduskich esesmanach. Prowadzi czytelnika przez pola bitew i obozy śmierci, zagląda do gabinetów nazistowskich ideologów i sztabów sił zbrojnych. A nade wszystko zastanawia się, jak do tego wszystkiego mogło dojść…
Piotr Zychowicz jest publicystą historycznym. Pisze o drugiej wojnie światowej, zbrodniach bolszewizmu i geopolityce europejskiej XX wieku. W swoich koncepcjach nawiązuje do idei Józefa Mackiewicza, Władysława Studnickiego, Stanisława Cata-Mackiewicza oraz Adolfa Bocheńskiego. Znany z antykomunistycznych i antyendeckich poglądów. Jest zwolennikiem wielonarodowej Rzeczypospolitej. Opowiada się za prowadzeniem Realpolitik i zajmuje krytyczne stanowisko wobec polskich przywódców z lat 1939-1945. Surowo ocenia politykę Józefa Becka, Władysława Sikorskiego i Stanisława Mikołajczyka. Zarzuca im chciejstwo, naiwność i zbyt hojne szafowanie polską krwią. Operację „Burza” i decyzję o wywołania Powstania Warszawskiego uważa za błędy. Absolwent Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego. Był dziennikarzem „Rzeczpospolitej” i tygodnika „Uważam Rze” oraz zastępcą redaktora naczelnego miesięcznika „Uważam Rze Historia”. Obecnie jest redaktorem naczelnym miesięcznika „Historia Do Rzeczy” i zastępcą redaktora naczelnego tygodnika „Do Rzeczy”. Jest jednym — obok Jerzego Haszczyńskiego i Katarzyny Zuchowicz - z inicjatorów akcji „przeciwko polskim obozom“ zorganizowanej w 2005 roku przez dziennik „Rzeczpospolita”. Napisał książki "Pakt Ribbentrop-Beck", "Obłęd '44" oraz "Opcja niemiecka"
Zychowicz (jak zwykle) "dowozi". Aczkolwiek tym razem (moim zdaniem) porusza się po temacie tak wyeksploatowanym, że ciężko tu o efekt zaskoczenia, albo otwarcie nowego, "świeżego" (mało znanego opinii publicznej) wątki - aczkolwiek nawet to czasem mu się udaje.
Na wszelki wypadek ostrzegam - książka jest dołująca. Bardzo. Przygnębiająca, dobijająca i "mechaniczna" w relacjonowaniu bestialstw i okrucieństw wojny. Jeśli więc oczekujesz lekkiej i łatwej lektury, to ... nie tym razem.
Przekornie zacznę od tego, co mi się w tej książce nie podoba. Otóż spojrzenie na naszych zachodnich sąsiadów wyłacznie przez pryzmat IIWŚ. My czasami mamy wrażenie, że to zawsze tak wyglądało, że od Cedyni tłukliśmy się głównie z nimi a oni nie ustawali w wysiłkach germanizacyjnych - a to, mimo wszystko, jest rażące uproszczenie. Więc przynajmniej 1 rozdział konktekstu historycznego IMHO dodałby tu dużo wartości. No, ale mamy hakenkreuz na okładce, więc w sumie powinniśmy czuć się ostrzeżeni.
OK, a co mi się podobało? Przede wszystkim to, że autor zaczyna na pewnym pułapie wiedzy i nie przechodzi przez "oczywiste oczywistości". Czyli faktycznie skupia się na tych nieco mniej znanych historiach: np, Własowcach, czy Hindusach w SS. Oraz wjeżdża w tematy bardziej kontrowersyjne: jak wiele o holocauście wiedział słynny austriacki malarz pokojowy albo na ile ideologia nazi była prawicowa a na ile lewicowa.
Czy warto "Niemców" przeczytać? Zdecydowanie tak. Solidna robota, dobrze się czyta (jeśli człowiek jest przygotowany na ciężar emocjonalny) i poruszane są tu (wciąż) kluczowe tematy - jak choćby to, że IIWŚ rozpętali i za jej okropieństwa odpowiedzialni są NIEMCY a nie jacyś pół-wirtualni "NAZIŚCI".
Miałem ostatnio trochę zastrzeżeń do Sowietów, więc do "Niemców" podchodziłem ostrożnie, ale muszę powiedzieć że ta część znacznie bardziej przypadła mi do gustu. Nowa książka Zychowicza wydaje się być lepiej wyważoną lekturą, z większa ilością analiz i ze świetnym doborem materiału: dlaczego Hitler nie mógł wygrać wojny (lub dlaczego był idiotą), czy wiedział o Holokauście i czy go planował, co robili z jego rozkazami jego podwładni, co by się stało gdyby Polacy sprzymierzyli się z Niemcami i wiele innych. Do tego kilka fascynujących (wcale nie czarno-białych) historii ludzkich jak zdrada Pułkownika Stauffenberga czy Generała Własowa. Dla fascynatów historii pozycja obowiązkowa!
Z chęcią sprawdzę jeszcze Żydów, ale mam nadzieję że cykl będzie kontynuowany. "Polacy/Francuzi/Brytyjczycy/Amerykanie. Opowieści niepoprawne politycznie" mogłyby być równie ciekawą lekturą.
Fantastyczna książka, pokazuje Niemców i nazistów od ich strony od której na co-dzień ich się tak nie kojarzy. Nawiązuje do faktu, że tak naprawdę partia nazistowska była to partia lewicowa która brała inspiracje z bolszewizmu, a sam Hitler wzorował się na Stalinie. Wreszcie dogłębnie opisuje dlaczego przez własną głupotę Hitler przegrał z Rosją Radziecką i to że Wermacht i jego tradycyjnie prawicowi oficerowie mieli kompletnie inne podejście. Gdyby nie postawa nazistów, na terenach Białorusi, Ukrainy i Rosji ludzie tak już nienawidzili komunistów, że Hitler mógł łatwo zebrać milionową armię i te wojnę wygrać. Opisuje Własowców. Też głupotę i wydawanie ludzi przez kraje zachodu ludzi którzy uciekli NKWD. Na końcu zbrodnie popełniane przez zwykłych Niemców, a także jak ten cały zbrodniczy mechanizm działał, serdecznie polecam.
Cytaty:
Raczej półinteligentem. Intelektualista to człowiek otwarty na rozmaite idee, gotowy o nich dyskutować i je rozważać. Hitler zaś od początku miał bardzo skonkretyzowane poglądy. Bardzo ciasne, jednoznaczne i oparte na uprzedzeniach.
Wszystkie inne dokumenty, którymi dysponujemy, świadczą o tym, że niemiecki przywódca w swoich zabiegach o pozyskanie Polski był szczery.
Po co Hitlerowi była Polska? Potrzebował jej do podboju znienawidzonego przezeń Związku Sowieckiego. Polska miała trzy główne cechy, które czyniły ją bardzo atrakcyjnym partnerem do takiego przedsięwzięcia. Po pierwsze, miała znakomite położenie strategiczne względem Rosji bolszewickiej. Po drugie, miała potężne siły zbrojne. Po trzecie wreszcie – te siły zbrojne miały doświadczenie w walce z bolszewikami. Już raz, w roku 1920, Polacy ich pokonali.
To imponowało Hitlerowi? Bardzo. Uważał Polaków za naród znakomitych żołnierzy i fanatycznych antykomunistów. Chciał ich mieć po swojej stronie. Wyjątkową atencją darzył Józefa Piłsudskiego – pogromcę armii Tuchaczewskiego, byłego socjalistę, który był typem silnego przywódcy, nie ukrywającym swojego krytycznego stosunku do demokracji.
Jak zareagowali na propolski zwrot Hitlera Niemcy? Dla wielu z nich było to niepojęte. Od 1918 roku powtarzano im bowiem, że Polska jest wrogiem numer jeden. Wszystkie rządy Republiki Weimarskiej prowadziły niezwykle wrogą politykę wobec Warszawy, domagały się zwrotu Pomorza, Poznańskiego i Śląska. Potencjalnego partnera do rozbicia Polski widziały zaś w Rosji bolszewickiej, czego złowrogim wyrazem był podpisany w 1922 roku pakt z Rapallo. Niemcy utrzymywali z Sowietami tajne kontakty wojskowe i wywiadowcze wymierzone w Polskę. Po dojściu do władzy Hitler rozbił całą tę koncepcję. W 1934 roku podpisał pakt z Polską i kazał zerwać wszelkie antypolskie konszachty ze Związkiem Sowieckim.
Być może trudno, ale my nie mówimy o wyobrażeniach, tylko o faktach. Te plany się zachowały. I przez ich pryzmat należy rozumieć całą politykę zagraniczną Niemiec w latach trzydziestych. Hitler właśnie dlatego zniszczył prosowiecką i profrancuską Czechosłowację, aby wyrąbać sobie południowy korytarz do ataku na Związek Sowiecki. A na Gdańsku zależało mu tak bardzo, bo bez tego miasta nie miałby szans powodzenia atak korytarzem północnym. To był kluczowy port, przez który musiałoby iść wojsko z Rzeszy do Prus Wschodnich. Paradoks polega więc na tym, że żądanie przyłączenia Gdańska było nie tyle ruchem antypolskim, ile antysowieckim.
Czyli minister spraw zagranicznych Józef Beck, odrzucając ofertę Niemiec, uratował Stalina? Tak. To straszliwy paradoks historii. Beck uratował Stalina. Jakie to miało skutki dla Polski, dobrze wiemy.
Zachowując rząd, Polska mogła w dogodnym dla siebie momencie starać się wyjść z sojuszu z Niemcami. Tak jak w rzeczywistej historii zrobiły to Włochy czy Rumunia. Polska mogłaby skupić wokół siebie te kraje lub porozumieć się z Wielką Brytanią i Stanami Zjednoczonymi. Możliwości było sporo. Natomiast wchodząc do wojny z Niemcami w 1939 roku i tracąc swoją państwowość oraz armię, Polska straciła wszelkie możliwości manewru. W efekcie przegrała całą wojnę.
Obawiam się, że ta przyjaźń ograniczała się tylko do relacji między rządami, ale nie dotyczyła społeczeństw. Niemcy pozostali niezwykle niechętni wobec Polaków. Nie mogli im zapomnieć powstań śląskich, nie mogli się pogodzić, że po I wojnie światowej Polacy odebrali im część terytoriów. Do tego dochodziły stare antypolskie stereotypy. W ciągu tych kilku lat polsko-niemieckiego odprężenia nie udało się ich wyplenić. Gdy więc wiosną 1939 roku – gdy Polacy odmówili Hitlerowi wspólnej wyprawy na Związek Sowiecki – znów przestawił on propagandę na tory antypolskie, Niemcy uznali to za powrót do normalności.
Oczywiście, że protestowało. Wielu oficerów Wehrmachtu było zniesmaczonych i przerażonych tym, co się wyrabia w Polsce. Słali do władz niezliczone raporty i protesty. Choćby generał Johannes Albrecht Blaskowitz, który uważał postępowanie wobec Polaków za skandaliczne i niedopuszczalne. Kosztowało go to zresztą karierę.
Wśród niemieckich kobiet na Wschodzie występowały trzy postawy. Współudział, obojętność i protest. Oczywiście najwięcej kobiet nie robiło nic. Gdy działo się coś strasznego, odwracały głowy, zaciągały firanki. Ile z nich angażowało się w zbrodnie? Trudno powiedzieć. Zapewne mówimy o tysiącach, wielu tysiącach młodych Niemek. Ze zrozumiałych względów bardzo trudno to jednak obliczyć.
Gdy mówimy o kapo, nie możemy nie wspomnieć o żydowskich Sonderkommandach. Były więzień Auschwitz Primo Levi nazwał je „najbardziej diaboliczną ze wszystkich zbrodni narodowego socjalizmu”. Były to specjalne oddziały żydowskich więźniów, których zadaniem była bezpośrednia pomoc w dziele Holokaustu. Gdy obozy w czasie wojny stały się miejscem masowej zagłady, ktoś musiał wykonać „brudną robotę”. Robić rzeczy, których nie chcieli robić esesmani. Jakie rzeczy? Członkowie Sonderkommanda prowadzili żydowskich więźniów do pomieszczeń, w których się oni rozbierali. Golili im głowy, segregowali ich rzeczy. A następnie wprowadzali do komór gazowych. Potem usuwali ciała zamordowanych i palili je w krematoriach. Miażdżyli kości, których ogień nie spopielił, rozrzucali prochy.
Mimo to inni więźniowie nienawidzili członków tej formacji. Nazywali ich „żydowskimi mordercami”. Podobnie jak kapo, ludzie z Sonderkommanda mieli dostęp do lepszego jedzenia. Brali je choćby z ubrań i bagaży ludzi z całej Europy, których przywożono do gazu. Jedli więc oliwki z Grecji, gęsinę z Węgier czy sery z Holandii. Mieszkali w przyzwoitych warunkach, nosili przyzwoite ubrania. Potępiając ich, nie brano jednak pod uwagę straszliwego psychicznego ciężaru, który dźwigali. Oczywiście byli wśród nich tacy, których ogarniała znieczulica i którzy czerpali korzyści ze swojej funkcji. Większość jednak cierpiała męczarnie. Wielu szukało zapomnienia w wódce. Podczas „pracy” działali automatycznie, jak w transie. Zachowywali się jak roboty. „Byłem jak żywy trup” – wspominał Emil Mah
A czy to prawda, że do niemieckiego wojska wcielano również polskich jeńców walczących przeciwko III Rzeszy w 1939 roku? Oczywiście. Krótko po kampanii wrześniowej zwalniano z obozów jenieckich żołnierzy polskich pochodzących z terenów wcielonych do Niemiec. Gdy taki żołnierz trafiał do domu i był w wieku poborowym, obejmował go niemiecki obowiązek służby wojskowej. Stawał więc przed komisją wojskową i był automatycznie wcielany do Wehrmachtu. Mundur polski zmieniał na niemiecki. Nie uznawano im jednak polskich stopni wojskowych.
A dlaczego w polskim wojsku byłym żołnierzom Wehrmachtu zmieniano tożsamość? Robiono to na wypadek, gdyby dostali się do niemieckiej niewoli. Gdyby Niemcy zorientowali się, że ujęli dezertera z własnej armii – natychmiast by go rozstrzelali. Mało tego, represje mogłyby spaść na jego, mieszkającą na Śląsku czy Pomorzu, rodzinę. A tak pod fałszywym nazwiskiem mógł spokojnie przesiedzieć w obozie jenieckim do końca wojny.
Już po I wojnie światowej w armii odradzającej się Rzeczypospolitej niezwykle ceniono sobie polskich podoficerów z niemieckiej armii cesarskiej. Byli bowiem znakomicie wyszkoleni i świetnie wypełniali swoje obowiązki. Podobnie było podczas II wojny światowej. W ogóle byli żołnierze Wehrmachtu w szeregach Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie spisywali się znakomicie. Walczyli bardzo dobrze. Bez wątpienia byli dla polskiego wojska dobrym nabytkiem.
Na jakich zasadach wcielano Polaków do Wehrmachtu? Po wcieleniu zachodnich województw II Rzeczypospolitej do III Rzeszy władze niemieckie uznały, że zgodnie z zasadami polityki rasowej tereny te są zamieszkane przez „ludność pochodzenia niemieckiego”. Nie mówimy tu o Niemcach etnicznych stanowiących w Polsce przed wojną mniejszość niemiecką. Ci dostali obywatelstwo Rzeszy z automatu. Chodzi o ludność autochtoniczną Pomorza i Górnego Śląska: Polaków, Ślązaków czy Kaszubów.
Właśnie dlatego w odniesieniu do Pomorzan i Ślązaków nie powinno się w zasadzie opatrywać pejoratywnym określeniem „folksdojcz” zaliczonych do trzeciej i czwartej grupy Volkslisty. Oni nie mieli wyboru. Za niewypełnienie ankiety, podanie fałszywych danych bądź nieprzyjęcie Volkslisty mogli trafić do obozu koncentracyjnego.
Rozumiem, że jeżeli władze wpisały młodego mężczyznę na Volkslistę – mógł się spodziewać powołania do Wehrmachtu. Człowiek, który stawał się obywatelem niemieckim, podlegał ustawie o powszechnej służbie wojskowej z 1935 roku. To jest istota sprawy. Polacy nie znaleźli się w Wehrmachcie z własnej woli, nie kochali Adolfa Hitlera i III Rzeszy. Przeciwnie, często byli polskimi patriotami. Do wojska wcielano ich, nie pytając o zdanie, przymusowo. To samo działo się we francuskiej Alzacji i w Luksemburgu. Tam używa się bardzo trafnego terminu „wcieleni wbrew własnej woli”.
Tak. Niemiecki korpus oficerski był niezwykle konserwatywny. To była specyficzna kasta. Ludzie dobrze wykształceni, o szerokich horyzontach, często pochodzący z rodzin arystokratycznych. To nie był elektorat NSDAP. Oficerowie byli wrodzy wszelkim rewolucyjnym zmianom. I zarazem, zgodnie z tradycją armii, apolityczni. Oficer niemieckiej armii nie mógł należeć do żadnej partii, włączając w to NSDAP. W efekcie wojsko stało się schronieniem dla wielu przeciwników reżimu. Nie oznacza to jednak, że ludzie ci byli demokratami. To są dzisiejsze wyobrażenia. Ja, jako badacz, staram się pokazywać prawdziwą historię, która była znacznie bardziej skomplikowana, niż to się może wydawać.
Zemsta Hitlera dosięgła nawet członków rodzin spiskowców. W październiku 1944 roku Gestapo zmusiło do samobójstwa feldmarszałka Erwina Rommla, który sprzyjał spiskowcom. W kwietniu 1945 roku w obozie we Flossenbürgu straceni zostali zaś dowódcy Abwehry, Wilhelm Canaris i Hans Oster.
Niesłusznie. Znacznie bardziej niż Drezno zniszczony został Wrocław. To, co się działo podczas oblężenia tego miasta przez Armię Czerwoną, przechodzi ludzkie pojęcie. To było jak tajfun. Dwie trzecie budynków mieszkalnych zostało obrócone w gruzy, przestało istnieć 70 procent szkół i 80 procent linii tramwajowych. Zerwane zostały wszystkie linie elektryczne. Ulice pokryło 18 milionów metrów sześciennych gruzów. Takich koszmarnych zniszczeń nie było nawet w Berlinie.
Oczywiście z tego, że walki, które we Wrocławiu toczyli Niemcy i Sowieci, były niezwykle zacięte. Bito się z fanatyzmem o każdą ulicę, każdy budynek i każde mieszkanie. Przede wszystkim jednak Twierdza Wrocław (Festung Breslau) broniła się najdłużej ze wszystkich miast III Rzeszy. Na przykład Berlin był oblegany dziesięć dni, Budapeszt sześćdziesiąt, a Stalingrad siedemdziesiąt trzy dni. Bitwa o Wrocław rozpoczęła się zaś w połowie lutego 1945 roku, a skończyła niemiecką kapitulacją 6 maja. A więc trwała trzy i pół miesiąca.
dlaczego bolszewicy tak masowo gwałcili kobiety? Nie ma na to pytanie prostej odpowiedzi. Przyczyn było wiele. Proszę pamiętać, że ludzie sowieccy przychodzili z państwa, w którym seks był tematem tabu. Ideałem kobiety lansowanym przez propagandę była kołchoźnica w roboczym kombinezonie, która zatraciła wszelkie kształty i ponętność. Wszystkie ludzkie instynkty były tłumione, bo cała energia i wszelkie uczucia miały się koncentrować w miłości do partii. Reżim bolszewicki był bardzo pruderyjny.
I w efekcie na ostatniej prostej do Berlina straty Armii Czerwonej były najwyższe. Tak, mówimy o kilkuset tysiącach ludzi poległych po przekroczeniu Odry. Tak wysokie straty to skutek zaciętego oporu Niemców, ale także taktyki sowieckiego dowództwa. Stalin za wszelką cenę chciał zdobyć Berlin, nim zdobędą go Brytyjczycy i Amerykanie. Dlatego rozkazywał Armii Czerwonej, aby posuwała się do przodu w zawrotnym tempie, nie zwracając uwagi na straty. Dochodziło do tego, że sowiecka artyleria ostrzeliwała własne, posuwające się do przodu jednostki. Na froncie panował potworny bałagan.
Na podstawie obszernej literatury – ten psychiatra jest miłośnikiem historii – może jednak postawić hipotezę, że o ile Stalin był schizofrenikiem paranoikiem, o tyle Hitler miał zaburzenia osobowości. Im dłużej trwała wojna, tym większe. Proszę pamiętać, że Hitler zażywał olbrzymie ilości silnych środków pobudzających. Rozmaitych pigułek i zastrzyków. To wszystko wpływało na jego nastroje i sprawność umysłową.
Taka strategia była jedyną szansą na odwrócenie losów tej wojny. Nie gwarantowała zwycięstwa, ale dawała na nie spore szanse. Wielu niemieckich generałów radziło Hitlerowi, aby zamienił operację „Barbarossa” w rosyjską wojnę domową. Przekonywali, że Rosję można pokonać tylko rękami Rosjan. Pojawiały się plany powołania pod broń milionowej armii ukraińskiej. Co rozsądniejsi Niemcy apelowali, aby ludność okupowanych sowieckich terenów traktować przyzwoicie i w ten sposób powstrzymać rozwój ruchu partyzanckiego. Hitler jednak wszystkie te projekty odrzucał. Był zaślepiony swoimi nacjonalistycznymi, rasistowskimi obsesjami. Ideologia narodowosocjalistyczna wyniosła go do władzy, ale również spowodowała jego upadek. I upadek Niemiec.
Tak, to wielki paradoks. Hitlerowi wyszło wszystko na opak. Chciał uczynić z Niemiec globalne imperium, a obrócił je w gruzy. Chciał przejść do historii jako największy z Niemców, a zapamiętano go jako największego zbrodniarza. Chciał zniszczyć bolszewizm, a spowodował, że bolszewizm rozlał się na pół Europy. To był człowiek przegrany, wszystkie jego plany spaliły na panewce. Pozostawił po sobie tylko zgliszcza. No i ten marny koniec, w czeluściach wilgotnego ciemnego bunkra. Nie tak to sobie wyobrażał… Ale jest takie stare powiedzenie: Nic lepiej nie ukazuje klasy przywódców i systemów niż to, jak upadają.
Wielu sowieckich żołnierzy natychmiast po dostaniu się do niewoli wypytywało nas, czy nie mielibyśmy dla nich jakiejś pracy, zdradzali ochotę pomaszerowania dalej z nami. Większość z nich szczerze pragnęła podjąć z Niemcami dzieło zniszczenia znienawidzonego systemu, który skolektywizował ich gospodarstwa i pociągnął za sobą tak wielkie ofiary.
Jak wynika z oficjalnych danych NKWD, do 10 października 1941 roku aresztowano 667 364 żołnierzy, którzy uciekli z frontu! Wielu z nich zostało rozstrzelanych. W pierwszych miesiącach kampanii Niemcom poddało się zaś około 4 milionów czerwonoarmistów. Obywatele Związku Sowieckiego nie chcieli bronić swojej „ojczyzny”.
W efekcie Związek Sowiecki zaczął się trząść w posadach i wszystko wskazywało na to, że lada dzień się załamie. Że uderzenie Wehrmachtu zainicjuje potężną eksplozję, która od wewnątrz rozsadzi czerwony łagier narodów. Dziś, po przeszło siedemdziesięciu pięciu latach od tych dramatycznych wydarzeń, nie ma najmniejszych wątpliwości, że Niemcy mogli bez trudu wygrać wojnę ze Związkiem Sowieckim w kilka tygodni. Aby to osiągnąć, musieli tylko rzucić jedno hasło. Tym hasłem było wyzwolenie. Wyzwolenie od kołchozów. Wyzwolenie od terroru, łagrów i więzień. Wyzwolenie od strachu i donosicielstwa. Wyzwolenie od powszechnego kłamstwa i piorącej mózgi propagandy. Wyzwolenie od piszczącej komunistycznej biedy. Wyzwolenie od bezbożnictwa. Wyzwolenie od szargania ludzkiej i narodowej godności. To hasło jednak nie padło.
Uosobieniem tej ludobójczej, rasistowskiej polityki stał się brutalny komisarz Erich Koch. Na powierzonej mu Ukrainie wprowadził rządy tępego terroru oraz – o zgrozo – utrzymał kołchozy. „Gdyby bolszewicy nie wymyślili kołchozów, my musielibyśmy to zrobić” – stwierdził. Właśnie tacy ludzie jak Koch zgubili Niemcy.
Historia ta jest kolejnym dowodem potwierdzającym starą tezę, że (narodowy) socjalizm to system, który stara się bezskutecznie rozwiązywać problemy, które sam stworzył.
Dzięki bezdennej głupocie Niemców system komunistyczny przetrwał najbardziej krytyczny moment i przeszedł do kontrofensywy. Przebywający wówczas w Sowietach Józef Czapski pisał: W wagonie w drodze do Moskwy opowiadał mi partyjny komunista o tych miesiącach, o nagminnym paleniu biletów partyjnych, o fali sabotażów. Oceniał on, ten wierny z wiernych, że wiązania trzeszczały, że ustrój sowiecki był wówczas u progu załamania od wewnątrz. Dopiero niewiarygodne z początku dla Rosjan wieści o nieludzkich, masowych, bezmyślnych okrucieństwach nazistów odwróciły nastroje.
Na pytanie, kto stworzył Armię Czerwoną, która wygrała II wojnę światową, kto z armii, która odmówiła walki w 1941 roku, stworzył armię, która w 1945 roku zajęła Berlin, może być tylko jedna odpowiedź. Tym człowiekiem był Adolf Hitler.
Są oni najlepszym dowodem, jak wielką historyczną szansę zaprzepaścił Hitler. Gdyby w 1941 roku niemiecki dyktator wystąpił do tych ludzi z manifestem wyzwoleńczym i zezwolił na ich nieograniczony werbunek – Niemcy mogliby w szybkim tempie wystawić setki wschodnich dywizji. Możliwości werbunkowe na olbrzymich okupowanych terenach wschodnich byłyby niemal nieograniczone.
Hitler nazywany jest często „największym zbrodniarzem w dziejach”. To pogląd nieprawdziwy. Historia znała większych masowych morderców. Bez wątpienia niemiecki dyktator był za to „największym głupcem w dziejach”. Człowiek ten swoją polityką doprowadził bowiem do największego triumfu bolszewizmu, którego rzekomo tak nienawidził.
Grupa niemieckich oficerów zapytała wziętego do niewoli bolszewickiego generała Michaiła Łukina, jak wygrać wojnę z Sowietami. Generał chwilę pomilczał, po czym powiedział krótko: „Dajtie mużyku ziemlu i on wasz”. Bez wątpienia był to mądry oficer.
Wśród sowieckich jeńców i robotników przymusowych pracujących na terenie Rzeszy wybuchła euforia. Liczba ochotników, którzy zgłosili się do ROA, kilkukrotnie przekroczyła jej przewidziane stany osobowe. Mało tego, na wieść o stworzeniu Rosyjskiej Armii Wyzwoleńczej na stronę Niemców znowu zaczęły przechodzić tysiące żołnierzy Armii Czerwonej. Zimą 1945 roku! Bez wątpienia to jedno mówi więcej o naturze bolszewizmu niż grube tomy naukowych rozważań.
„Wujka Joego”. W efekcie zaraz po zakończeniu II wojny światowej doszło do jednej z najbardziej haniebnych i obrzydliwych zbrodni w historii świata. Anglosasi, gwałcąc międzynarodowe konwencje o traktowaniu jeńców wojennych, wydali niemal wszystkich żołnierzy z antykomunistycznych formacji wschodnich w łapska bolszewików. A wtedy nastąpiła wielka rzeź. Zemsta Stalina na ludziach, którzy odważyli się przeciwko niemu zbuntować, była straszliwa. Olbrzymia część z nich została zamordowana przez oprawców z NKWD. Inni trafili do upiornych łagrów za kołem podbiegunowym, co na ogół równało się wyrokowi śmierci. Spośród miliona ocalała garstka.
Well writen historical analise of how we should think to consider Germans in secend world war, as nation divided . As and other I supose. Of How conservative wermacht officers tried to save situation when situation has been ruled by war and free will of shocking senselessness in favor of unnececery and disgraceful ackts of cruelty and murder.
This book prose the way I wonted to characterizase this conflict since college, drive factor to analize history furder.
There are however few thinks i wish i could debate upon, like idea of ewolution that determined general atraction towords dynamic politics.
But the book is masterpiece as it can give peace to uneasy mind that know that there is no time to describe history as yesterday, followed by today.
"Niemcy" Piotra Zychowicza to zbiór artykułów na temat III Rzeszy w okresie II wojny światowej, które w większej części ukazały się wcześniej w prasie. Autor wzbogacił go o teksty premierowe i pogrupował w kilka grup tematycznych. Jednym z tematów scharakteryzowanych szerzej jest Holocaust, a w zasadzie próba dowiedzenia, że nie był on z góry zaplanowaną akcją, a koncepcja fizycznego zgładzenia kilku milionów Żydów dojrzewała w miarę jak rozwijała się sytuacja na frontach i była bardziej oddolną inicjatywą funkcjonariuszy niższego szczebla, w której Hitler pełnił głównie rolę podżegacza. Uważam ten wywód za bardzo interesujący i wiarygodnie - choćby z psychologicznego punktu widzenia, oddający to co się wydarzyło. Chociaż Zychowicz nie opiera się w zasadzie na swoich badaniach, a jedynie korzysta z opracowań innych autorów, to jego zasługą jest, że popularyzuje tematy często zepchnięte w niepamięć (np. wcielanie do Wehrmachtu Polaków z terenów II RP zaanektowanych po 1939 r. przez III Rzeszę). Stara się również odkłamywać niektóre głęboko zakorzenione mity. Największy to oczywiście mit narodowego socjalizmu jako "skrajnej prawicy". To rzeczywiście zdumiewające, że partia spełniająca wszystkie typowe postulaty lewicowe, jak aborcja, eutanazja, eugenika, walka z kościołem katolickim, interwencjonizm państwowy w gospodarce, mająca nawet przymiotnik "socjalistyczna" w nazwie, może być uznawana za prawicę - i to skrajną.
Jest to kolejna książka z serii "Opowieści niepoprawne polityczne". Po "Żydach" i "Sowietach" Piotr Zychowicz postanowił pokazać w niekorzystnym świetle naszych zachodnich sąsiadów. Jak sam podkreśla celowo nie nazwał książki "naziści" ani "hitlerowcy". Z książki bowiem dowiemy się, że bardzo często zbrodni na Polakach i Żydach dokonywali zwykli obywatele i szeregowi żołnierze Niemiec, a sam Holokaust nie był z góry zaplanowaną akcją eksterminacyjną, a zaczął się można by rzec "z oddolnej inicjatywy". Autor wzbrania się także przez używaniem słowa "nazizm". Udowadnia on czytelnikom, że zbrodniczy system powinno się nazywać "narodowym socjalizmem" i że nazywanie Adolfa Hitlera ultra-prawicowcem nie ma kompletnie sensu, ponieważ zarówno od strony ideologicznej jak i gospodarczej III Rzesza była klonem komunistycznego Związku Radzieckiego.
Ciekawych wątków w książce jest bardzo dużo, ale nie chcę wspominać tutaj o wszystkich. Fanów ciekawostek historycznych zachęcam do przeczytania, a sam czekam na kolejną książkę tego autora.
trzecia część serii opowieści niepoprawnych politycznie. Pierwsza część to wywiady z uczonymi (polskimi oraz zagranicznymi) w zakresie historii Niemiec III Rzeszy, ujawnienie wielu faktw, o których nigdy wcześniej nie miałam pojęcia, jak chociażby początki niemieckich obozów koncetracyjnych ok. 1900r. w niemieckich koloniach w Afryce Następnie kilka działów odnośnie różncyh tematów -Niemcy a Żydzi, Niemcy a Polacy, Niemcy i opcje rosyjskie. Wiele tematów i stwierdzeń jest mocno kontrowersyjnych, natomiast liczne fakty wskazują na ich autentyczność. Przy okazji szczerze polecam również częśc pierwszą o Żydach, jak również część drugą- o Sowietach
Trudno zgładzić się ze wszystkimi tezami autora (w tym z optymistycznym spojrzeniem na współpracę z reżimem hitlerowskim przeciw bolszewizmowi), ale pisze ciekawie i dobiera bardzo interesujących historyków do prowadzonych przez siebie wywiadów. Pozwala na przedstawienie zarówno poglądów wpisujących się w jego narrację, jak i jej przeciwnych. Książka we wciągający sposób przedstawia różne aspekty funkcjonowania państwa niemieckiego, jego funkcjonariuszy i obywateli, od czasów dojścia Hitlera do władzy, aż po kres jego rządów.
Zychowicz is a popular Polish historian who started his career writing history sections of widely read periodicals. His political bent could be best described as conservative and anticommunist, and it shows in his writing.
This book is composed of interviews with a wide range of historians and Zychowicz’s own writing. The title Niemcy (i.e. Germans) shows that the author sees the whole nation as responsible for WWII and its atrocities. This statement can already raise eyebrows, but there are more questionable statements in the book. This is a third volume in a series called Politically incorrect history, after books on Jews and Soviets.
The main advantage of this book is covering a wide range of WW2/Holocaust topics. Including unorthodox approaches. Zychowicz managed to interview great historians, like Ian Kershaw, Roger Moorhouse, or Antony Beevor, but also cranks like David Irving. The first section, i.e. the interviews, is the strongest part of the book as it covers a wide range of topics and talks to specialists.
The weakest part is the opinion pieces by the author. For instance, he claims that NSDAP was a left wing party, because it had ‘socialist’ in its name. Other reasons for this belief is because Hitler read Marx, organised his party similarly to Bolsheviks, and was encouraging state interventionism. So that’s that :)
I feel like I learnt a lot from this book even though a lot of opinions were cringeworthy. I read it concurrently with Grossman’s Stalingrad so it was very interesting to read the story of general Paulus after his capture, but also lesser known stories like that of Subhas Chandra Bose or general Vlasov (and his Russian Liberation Army).