„Kolacja dla wrony” była lekturą września 2023 w Dyskusyjnym Klubie Książki przy Bibliotece Miejskiej w Rawie Mazowieckiej. Rozmowa o tej książce wyjątkowo często i uparcie meandrowała, uciekała w najbardziej odległe skojarzenia oraz refleksje; i nic dziwnego, gdyż „Kolacja dla wrony” to wybór baardzo krótkich, rożnorodnych stylistycznie i tematycznie form literackich przypominających najbardziej zbiór notatek z codziennych refleksji i skojarzeń zapisywanych na bieżąco i wrzucanych do pudełka, a potem wydanych w formie książki. Właśnie incydentalnych, pojawiających się znikąd refleksji i skojarzeń, a nie przemyśleń, opowiadań czy innych „poważnych” rozważań czy konstatacji. Jedni z nas mają takie myśli częściej, inni rzadziej. Sądząc jednak z braku tożsamych znaczeniowo synonimów dla refleksji i skojarzenia w rozumieniu błyskawicznej, ulotnej i często błachej obserwacji, połączenia faktów i wypracowania nowej interpretacji, zastanawiającej, nierzadko oryginalnej, nowatorskiej, ale nie burzącej świata i niczego niezmieniającej, wielu z nas, przynajmniej przez znaczną część życia, takich efektów pracy mózgu u siebie nie obserwuje.
Okazało się, że wszyscy w Klubie akurat też takie skojarzenia miewają i dla takich czytelników książka Jonathana Carrola będzie lekką i przyjemną, ale na pewno niewnoszącą nieczego odkrywczego lekturą. Mocniejszy powiew oryginalności odczują na pewno czytelnicy, których nie trapią takie samoistne myśli. Kto by jednak tego zbiorku nie czytał, musi docenić niesamowite pióro autora i swobodne operowanie różnymi konwencjami literackimi. Inna sprawa, że ze względu na to, iż każdy tekst jest „z innej parafii” i są one przemieszane bez widocznego ładu czy klucza, nie da się całości czytać bez przerw, bez odsapnięcia, nabrania dystansu i zresetowania się. No i trzeba uczciwie wspomnieć, że tytułowa „Kolacja dla wron” jest jednym z najsłabszych elementów w zbiorku, podobnie jak teksty wprowadzające do innych, „pełnowymiarowych” dzieła autora, które na szczęście zgrupowane są pod koniec, więc łatwo je przebrnąć z rozpędu.
Oceny w klubie wypadły następująco: nie było nikogo, komu by się książkia nie podobała, dla dwóch osób była OK, a pozostałe (3) stwierdziły, że się im podobała. Nikomu nie podobała się bardzo, nie mówiąc o tym, by ktoś uznał ją za niesamowitą. W tym jednak wypadku oceny są mniej wążkie od kluczowej konstatacji, że nie po miesiącu, ale może już tygodniu czy dwóch, absolutna większość czytelników niczego, lub prawie niczego, już z tej lektury nie będzie pamiętać.