Norwegia – kraj Ibsena, egalitarnego „prawa Jante”, surowej przyrody i zamożnych obywateli. Społeczeństwo harmonii, otwartości na reformy i troski o wspólne dobro, dbające o równouprawnienie, tolerancję i sprawiedliwość. Czy jednak na pewno Norwegia jest realizacją wolnościowej utopii?
Najlepszy kraj na świecie to analiza głębokiej sprzeczności tkwiącej w historii norweskiej kultury od XIX wieku po dziś – wtedy ujawniającej się w pojedynku między tak zwanymi patriotami a partią inteligencką, obecnie w tarciach wewnątrz norweskiego „reżimu dobroci”. To również pamflet, który rzuca światło na norweski talent godzenia sprzeczności: między radykalizmem a konserwatyzmem, religijnością a sekularyzmem, indywidualizmem a komunitaryzmem, utopijnymi ideami i zdrowym rozsądkiem.
Nina Witoszek, uznana polska historyczka kultury od lat mieszkająca w Norwegii, wkłada kij w mrowisko politycznej poprawności. Świeże spojrzenie, ostre pióro, odwaga polemiki, bezlitosna ironia i doskonała znajomość norweskiej kultury. Jej książka to moralna biografia Norwegii – kraju który zadziwia, prowokuje i inspiruje do przemyśleń na temat idealnej demokracji i społeczeństwa dobrobytu.
Spodziewałam się czegoś zupełnie innego, ale po lekturze jestem usatysfakcjonowana. Bardzo podoba mi się spojrzenie autorki na Norwegię i sposób w jaki ją przedstawia. Najlepszy kraj na świecie nie jest wcale najlepszy, ale pod wieloma względami Norwegii do tego miana rzeczywiście niewiele brakuje.
Dużo historii, sporo polityki, mnóstwo nieznanych mi nazwisk, a więc uogólniając, „Najlepszy kraj na świcie” jest dosyć wymagającym, szczególnie dla amatorów norweskiej kultury (a w tym mnie), reportażem/tekstem popularnonaukowym. Muszę przyznać, że było ciekawie i na pewno kształcąco, ale protekcjonalny ton autorki, próby manipulacji w narzucaniu swoich opinii czy posługiwanie się błędnym lub po prostu krzywdzącym nazewnictwem odrzucają. Książka dostarczyła mi nowej wiedzy, więc doceniam, a jednak do „Najlepszego kraju” już chyba drugi raz nie wrócę((;
dużoo naukowego słownictwa, nazwisk, a także politycznej przeszłości Norwegii ostatecznie bardzo mnie ciekawiła i pomimo mojej ujemnej wiedzy na temat historii i polityki tego kraju dużo wyniosłam z tej książki :))
Spodziewałam się reportażu popularnonaukowego, a otrzymałam pracę naukową. Terminologia i sposób pisania bardzo nieprzystępne, acz niezwykle interesujące. Zdecydowanie lektura nie do poduszki.
Lektura książki Niny Witoszek to prawdziwa przyjemność, wymaga jednak od czytelnika uwagi i pewnej wiedzy na temat Norwegii. Z pewnością jednak czas z nią spędzony nie będzie stracony.
"Your time is limited, so don't waste it" (Steve Jobs) - mało ostatnio czytam, nie mogę więc marnować tych jakże cennych 20 minut w pociągu, kiedy czytam bez zamykania oczu, na coś, co nijak we mnie nie zostaje. Po 44% porzucam, gdyż tak jak kręci mnie Skandynawia, tak nie czuję potrzeby zgłębiania esejów filozoficznych/prac naukowych/pamfletów na ten temat (no i nie mam na to czasu).
This woman just bashes you with her intelligence. It is a wonderful read. This time about Norwegian complacency, and she is spot on. Witoszek does not hold back on anything, and criticizes and provokes left right and center.
Nie chcę oceniać tej książki. Wybrałam ją po tytule i okładce, spodziewałam się czegoś innego. Początek skomplikowany o historii literatury i kultury Norwegii, druga cześć bardziej mnie zainteresowała, wiec jednak cieszę się że NAJLEPSZY KRAJ NA ŚWIECIE nie trafił jednak na Polkę DNF.
Ksiazka wielopoziomowa, mozna po nie dalej zglebiac temat lub uznac ze ta podstawowa wiedza nam wystarczy. Na kazdej stronicy mamy cytaty, tytuly, nazwiska, mozemy smialo wglebiac sie w temat. Kilka motywow powraca i te zapamietamy. Zapamietamy tez moze kilka nazwisk. Poczatek ksiazki byl za intensywny, martwilem sie ze sie pogubie, potem jakos zlapalem rytm. Ksiazka ma rowniez wydzwiek polityczny, bardzo krytyczny stosunek do skrajnej lewicy, co moze niektorych czytelnikow bardzo podenerwowac. Ale nie chodzilo tu o prowokwanie, tylko o pokazanie intelektualnego obrazu tego kraju. Brakowalo mi troszeczke historycznego kontekstu, ale kontekst ideologiczny i kulturowy byl ujety rewelacyjnie. Porownania z Polska bardzo ciekawe. Przed przeczytaniem nie wiedzialem o Norwegii niczego, teraz wydaje mi sie ze wiem tak troszeczke. Ksiazka uczy jak myslec o krajach i ich sukcesach i porazkach.
Literaturę skandynawską bardzo lubię (i nie chodzi o kryminały, których raczej unikam). Reportaży o krajach skandynawskich też już kilka zaliczyłam. Ten zdecydowanie należy do tych bardziej wymagających. Jest intelektualnie, merytorycznie, badawczo. Jest to krótka forma, ale z pewnością nie do szybkiego przeczytania. Jest dość ciężko. Nie jest to książka dla osób zupełnie zielonych w kulturalnych, społecznych, politycznych aspektach Norwegii. Taki czytelnik po prostu nie wyniesie z te książki wiele. Jest tu mnóstwo odniesień, nawiązań, nazwisk, które niezorientowanemu czytelnikowi za wiele nie powiedzą.
It's clearly not an introductory level read, not for me with my state of knowledge about Norway being zero.
I didn't get far into the book, but the language was already quite a challenge for me - intellectual, with obscure references, sometimes pretentious.
I don't blame the book for being demanding when I found it on a library shelf and borrowed without any prior knowledge about it. However, if the word "pamphlet" would be included in the title on the cover that would at least make me suspect it's not a regular nonfiction, which I was expecting.
Przewrotny tytuł z podtytułem w zasadzie oddają charakter książki. Jednak z pewnymi zastrzeżeniami. Nie jest to pamflet agresywny, choć język Niny Witoszek jest soczysty. Ale mimo błyskotliwych, prześmiewczych skojarzeń i porównań, jednak, mam wrażenie, przeważa w książce fascynacja Norwegią i Norwegami. Kraj, w którym rządzi „reżim szczęśliwości”, gdzie historycznie partia Patriotów uzyskała trwałą przewagę nad Inteligentami, ale jedni z idei drugich jakoś tam zawsze potrafili korzystać. Społeczeństwo umiaru, które odrzuciło model krwiożerczego kapitalizmu, uosabianego przez tzw. American Dream, na rzecz swojego własnego dobrostanu. Ludzie, którym obce są romantyczne, mesjanistyczne zrywy, siłę czerpią z przyrody, chłopskiego, zdrowego lecz oświeconego rodowodu, w którym głęboko zakorzenione jest poczucie wspólnotowe.
Nieżyczliwy czytelnik mógłby zarzucić książce brak spójności. To co w jednym rozdziale autorka obśmiewa, gdzie indziej stanowi jej zdaniem podwaliny norweskiego fenomenu. Tak, na przykład, podobnie jak w innych europejskich krajach, obserwujemy też w Norwegii schyłek antyautorytarnej lewicy (jako jej prominentnych przedstawicieli wymienia Witoszek Orwella, Koestlera, Havla, Michnika, Kowalowa), Jej miejsce zajmują rożne cyklopowe, czytaj jednookie, stwory. Z właściwą sobie swadą nazywa te formacje Bobasami, Lewicą ambiwalentną, Lewicą sprostytuowaną i Lewicą pampersową. Z drugiej strony, pomijając obrazoburczą terminologię, która mnie akurat nie razi, w jednym z końcowych rozdziałów rozprawia się autorka z popularnym wśród wolnorynkowców poglądem na temat skandynawskiego socjalizmu. Twierdzi mianowicie, iż nieprawdą jest, że zanim państwa nordyckie zajęły się sprawiedliwą dystrybucją wspólnego bogactwa, kapitaliści musieli je wypracować. Jako współczesny przykład podaje norweski Fundusz Naftowy, czyli zarządzany przez PAŃSTWO [podkreślenie moje] fundusz emerytalny, który gwarantuje obecnie każdemu obywatelowi kapitał wyjściowy wysokości około pół miliona złotych.
Jest w książce wiele innych ciekawych spostrzeżeń i śmiałych tez, większość, także tych najbardziej kontrowersyjnych, obudowanych bogatą literaturą (115 przypisów, bibliografia liczy sporo ponad sto pozycji). „Nam w Norwegii mózg nie uderza do głowy. Dlatego jesteśmy tak szczęśliwi” - usłyszała autorka od przygodnego rozmówcy, który znał jej poglądy. Bardzo interesujące są rozważania o imigrantach w Norwegii, nie tylko muzułmanach, także Polakach. Z kolei o prysznicu, który zgotował Norwegom na wyspie Utøja niejaki Anders Behrig Breivik, Nina Witoszek pisze: „Długo wisiało to w powietrzu. Poczucie, że życie w „reżimie dobroci” jest za dobre, by było prawdziwe i trwałe. Nie ma raju bez węży - i nie ma najlepszego miejsca na świecie bez zagrożeń”. Jeszcze ważniejszy jest opis, jak Norwegowie zmagali się z tą traumą, w porównaniu do innych narodów, nie wymienionych z nazwy, które ostatnio spotkała podobna tragedia.
Norwegię znam głównie z książek Jo Nesbø. Nina Witoszek przyznaje, że niezbyt liczni norwescy przedstawiciele kultury wysokiej, na czele z Henrikiem Ibsenem, raczej kontestowali niż podziwiali obyczajowość i wzorce postępowania swoich ziomków. Ona najwyraźniej starała się połączyć wodę z ogniem, pisać o plusach dodatnich i plusach ujemnych najlepszego kraju na świecie. Bardzo jestem ciekawa, co sądzą o książce, która w Norwegii ukazała się w 2009 roku, mieszkańcy tego raju.
"Ludzki umysł jest jak spadochron: niebezpieczny, jeśli się nie otworzy" - Frank Zappa
Ocena przede wszystkim za dogłębność analizy i ważne przybliżenie Norwegii, wskazanie na wartości wypracowane przez Norweżki i Norwegów, na których można budować Nową Europę. Natomiast niektóre tezy Autorki są z lekka "zaśniedziałe".
Zupełnie nie przekonuje stanowisko Autorki wobec zachowania przepisu o obrazie uczuć religijnych, który powinen "być, żeby nim straszyć, a nie go używać" (przepis uchylony przez Norwegię; w Polsce odpowiednik wciąż obowiązującego 196 KK). Czy rzeczywiście jesteśmy w stanie mówić o rozwiniętym i odpowiedzialnym społeczeństwie, jeżeli bat do bicia dalej będzie w domu, nawet gdy jest zamknięty na dnie ciemnej szafy? Czy jednak należy go na dobre wyrzucić i szukać innego rozwiązania problemu? A może "problemu" wcale nie ma, bo poczucie "obrazy uczuć religijnych" to przejaw zgubnej dla społeczeństwa nadwrażliwości jednostki, nadmiernie eksportujące do społeczeństwa swoje wewnętrzne przeżycia? Stanowisko autorki zasadza się na postawie plemiennej starszyzny, która nakazuje dbać o symbole (po części egoistycznie), gdy symbole te już się pół wieku temu przeterminowały. Jeżeli symbol w społeczeństwie sam nie jest w stanie się obronić to stracił swoją funkcję i nie ma dłużej racji bytu, a nie należy go otaczać drutem kolczastym (ad odesłanie do papieża i katolicyzmu, użytych przez Autorkę dla obrony spornego przepisu).
Książka jest pamfletem jak sama autorka wskazuje czyli z zasady subiektywna opinia, która będzie próbować przekonać czytającego do tezy autora. Opierać będzie się na polityce - przeważnie - i w krótki zwięzły sposób opisywać będzie narrację, która niekiedy będzie określana nawet propaganda. Dostajemy tutaj 200 stron przeładowanych analiz autorki na temat politycznej i kulturowej stronie Norwegii. Na podstawie bardzo wysublimowanych książek, wystąpień czy wręcz dyskusji albo wypowiedzianych publicznie fraz autorka kreuje obraz Norwegii w której żyje. Książka wysoko przeintelektualizowana. Pamfletem przestała być chyba po pierwszej stronie. Mam wrażenie, że słowo pamflet ładnie brzmi i bardzo intelektualnie więc aby dodać sobie jeszcze więcej z wyższości to zostało ono tutaj użyte. Książka zawiera bardzo dużo wniosków które są wyciągnięte z prozy jednego autora czy wręcz zdania rzuconego na spotkaniu przez jakiegoś polityka czy profesora i na tej podstawie odpowiada na swoje tezy dlaczego i w jaki sposób zachowują się Norwegowie. Nie ma oparcia na żadnych danych a powtarzane są tylko bzdury o tym, że Norwegia przed odkryciem ropy była jednym z uboższych krajów.
Trochę nie wiem co mam zrobić z tą książką, bo miała niby ciekawe momenty, ale sporo było też momentów, w których autorka chyba nie mogła się oderwać od swoich osobistych uraz (szczególnie w stosunku do środowiska akademickiego). Może 8 lat temu, gdy książka była wydana, wiatry historii wiały inaczej, ale dzisiaj denerwowanie się na lewicę, że nie odróżnia dobra od zła, a równocześnie bronienie Izraela ma nieprzyjemny posmak. Przedziwnie czyta się też ogólnie ranty na lewicę, które są dla mnie w dużej mierze puste, bo niewiele jest analizy realnych działań na lewicy, a bardziej gestów i tego jak denerwujące jest to, że lewica samą siebie traktuje zbyt poważnie, a często nie ma racji. Książka sięga dosyć głęboko w historię, a przy poświęcania mnóstwo miejsca na to jak denerwująca się lewica, niemal brak opowieści o stosunku Norwegów i Norwegii do nazizmu chociażby. Autorka jest w jakiś sposób przekonana o swojej „niepoprawności politycznej” jakby wyjawiała jakieś wielkie tajemnice, a nie robiła ranty na multikulti i lewicowych akademików, które od dawna można usłyszeć w mediach.
Wiem, że podtytuł "pamflet" mógłby uzasadniać stronniczość i kontrowersyjność, czytanie jednak tego tekstu z każdą kolejną stroną sprawiało mi wiele trudności w akceptacji zarówno formy narracji (język, mieszanie stronniczości z obrazoburczością, wysublimowane słownictwo z anglicyzmami, kolokwializmem i celowo śmiesznymi puentami, które wcale śmiechu nie budziły), jak i kolejności wywodu. Nie zgadzam się z wieloma autorami, których teksty czytam, w tym przypadku jednak zetknęłam się z niespodziewaną pewnością, śmiałością mocno krytycznych uwag z zupełnym brakiem szacunku i powierzchowności w traktowaniu poglądów przeciwnych. Przykładowo, argumenty przeciwników stanowiska Witoszek traktowane są płytko, upupiająco i momentami po ludzku zupełnie uwłaczająco, a to wszystko zestawione jest z bijącą pewnością własnej racji i wynikającej stąd (?) wyższości moralnej, intelektualnej czy też nawet politycznej.
Może być. Temat bardzo ciekawy, ale potraktowany strasznie pobieżnie, wszystko o czym autorka pisze aż się prosi o rozwinięcie. Książka nie jest ani trudna, ani wymagająca; styl balansuje na granicy naukowego i publicystycznego, ale nie ma tu niczego niejasnego, niezrozumiałego czy wymagającego lektury z czołem lśniącym od potu. Główny problem to pobieżność i skrótowość; gdyby autorka poświęciła na całość 500 stron zamiast 170, to by było super, a tak jest szybko, chaotycznie i trochę bez konkluzji..
Spodziewałam się zupełnie czegoś innego, ale jestem w pełni usatysfakcjonowana tym, co dostałam. A dostałam krytyczne i na wskroś humanistyczne rozważania o równości, tolerancji, demokracji i znaczeniu wartości i tradycji europejskich w nowoczesnym świecie. That being said, mimo że nie podzielam całości poglądów autorki - szczególnie o ustawodawstwie dotyczącym obrazy uczuć religijnych - a ton wywodu nierzadko wydawał mi się zbyt protekcjonalny, to sposób argumentacji zdecydowanie zmusza do refleksji.
Książka na pewno nie dla wszystkich czytelników, zwłaszcza nie dla tych oczekujących ciekawostek turystycznych opisanych przez osobę mieszkającą w danym kraju jakiś czas i oprowadzającą turystów po wybranych miejscach. Jest to interesujące opracowanie naukowe dostarczające informacji społeczno-polityczno-gospodarczo-kulturalnych wraz z pewnym tłem historycznym, inspirujących do myślenia i może nawet weryfikacji własnego spojrzenia na Norwegię. Autorka przedstawia bardzo ciekawą ocenę społeczności norweskiej. Wprawdzie od wydania książki minęło 8 lat, ale i tak warto było przeczytać.
Nietypowo o Norwegii – próba wytłumaczenia źródeł kulturowej i politycznej współczesności w Norwegii. Ciekawa, ale na pewno nie jako pierwsza lektura o tym kraju – wymaga wcześniejszej wiedzy, bez tego część treści nie trafia do czytelnika. Dodatkowym minusem może być język publikacji – książka bardziej naukowa niż popularnonaukowa, wymaga uwagi i zdecydowanie nie jest to lektura na relaks jak się nie ma na czasu i energii by poświęcić więcej uwagi prezentowanym treściom.
Momentami męczące i irytujące manieryzmy autorki sprawiły, że w połowie byłem blisko porzucenia książki, jednak warto było ja dokończyć. Druga połowa zdecydowanie ciekawsza, nie próbuje na siłę szokować czytelnika ani nie szuka taniej kontrowersji. Aczkolwiek styl mi do końca "nie leżał".
Ciężkostrawna, przeintelektualozowana, akademicka pitololo. Przerost formy nad treścią. Dane anegdotyczne. Nie wiem czym jest ta książka, ale na pewno nie tym, czym miała być. To ani nie jest pamflet, ani nie o tym, że Norwegia (nie) jest najlepszym krajem na świecie.
Miejscami było mi się ciężko skupić na czytaniu ze względu na to, że było to napisane ciężkim językiem. Jeżeli ktoś nie ma podstawowej wiedzy na temat historii, kultury i literatury Norwegii, to będzie miał problem ze zrozumieniem niektórych rzeczy.
początkowo bardzo nudna, pod koniec zaczęło się robić ciekawie. Jest to książka dla osób które już czytały/wiedza co nieco o norwegii. Dużo nieznanych mi nazwisk oraz tematów nie interesujących mnje.