Małe miasteczko, zwykły poniedziałek, wieczór. Grupa nastolatek spotyka się na opuszczonym poddaszu. Jedna z nich przechodzi inicjację, która ma być jej przepustką do tego zamkniętego klubu. Trochę dziwnych rytuałów, wymiana fantów i… po wszystkim. Dziewczyna jednak nie wraca do domu. I życie żadnej z uczestniczek tego wieczoru nie będzie już takie samo. Wydarzenie to wpływa również na życie ich rodzin, sąsiadów, którzy już zawsze będą podejrzliwie na siebie spoglądać, szukając tego, który nie wahał się zrobić krzywdę młodej dziewczynie. A zasłony w oknach będą już zawsze szczelnie zasłonięte. Czy można ufać ludziom, którzy nas otaczają? Co ukrywają osoby pozornie dobrze nam znane?
Pomysł może i nie był zły, ale co z tego, jeśli główna bohaterka jest głupia i strasznie irytująca. Jej myśli zmieniają się zadziwiająco często, nawet jak na nastolatkę. Wydaje jej się chyba, że jest drugim wcieleniem Sherlocka Holmesa i Herkulesa Poirot razem wziętych. W tej książce nie ma żadnego bohatera, którego można polubić. Poza tym autorka w niektórych momentach próbuje używać poetyckiego języka co w ogóle jej nie wychodzi, a w dodatku książka w wielu miejscach jest niekonsekwentna. Zakończenie jest po części zaskakujące (podejrzewałam przez chwilę tego bohatera, ale potem zmieniłam swoje podejrzenia), ale to nie ratuje tej książki w moich oczach.
Dawno tak bardzo nie zirytowało mnie zakończenie książki. Mnóstwo nieistotnych szczegółów o losach trzecioplanowych postaci, rozwiązanie akcji w mojej opinii bezsensowne. Książka miała momenty, w których mnie wciągnęła i zaintrygowała, ale mniej więcej od połowy do końca była dla mnie dużym rozczarowaniem.
Cztery licealistki spotykają się na opuszczonym strychu. Jedna z nich ma właśnie dołączyć do zamkniętego klubu. Następnego dnia okazuje się, że nowoprzyjęta dziewczyna zniknęła. Żadna z dziewcząt nie przyznaje się do tego, że spotkały się poprzedniego dnia. Julia w końcu się odnajduje, ale nic nie pamięta. Policja o jej porwanie podejrzewa niepełnosprawnego mężczyznę - niemowę. Jednak kiedy on jest w areszcie znika druga dziewczyna. Justyna zostaje znaleziona martwa. Sąsiedzi, znajomi nie wiedzą co myśleć. Teoretycznie, za tymi wydarzeniami może stać każdy. Wszyscy stają się nieufni i podejrzliwi. . Książka napisana jest z perspektywy Marzeny - bystrej dziewczyny, która stara się dowiedzieć co się stało, połączyć wszystkie elementy układanki. Czasem miałam wrażenie, że czytam jej pamiętnik. Podobało mi się, że narrator czasem zwraca się bezpośrednio do czytelnika. W powieść wplecione są również wypowiedzi osoby odpowiedzialnej za wszystkie wydarzenia oraz znającej niezidentyfikowanej kobiety. Historia wykreowania przez autorkę pozytywnie mnie zaskoczyła. Jest inna niż te, które już czytałam. Samo zakończenie jest dokładnie takie, jakiego często brakuje w książkach. Autorka daje czytelnikowi wybór czy chce dowiedzieć się kto był mordercą czy woli żyć w błogiej nieświadomości. Ja oczywiście musiałam poznać prawdę i nie żałuję. Przyznam, że przez moment nawet podejrzewałam tą osobę Ale później skierowałam swoje podejrzenia na kogoś innego 😉 . Ta książka to idealny przykład tego, że polscy autorzy nie ustępują autorom zagranicznym, a nawet są od nich lepsi!
Zacznę może od tego, że od początku tak naprawdę można się w nią wciągnąć. Od początku jesteśmy wplątani w całą akcję, więc nie trzeba długo czekać na jej rozwinięcie.
Jednak muszę tutaj zaznaczyć, ze jest to powieść, którą nie czyta się szybko. Przez nią się nie przelatuje. Mogę powiedzieć, że wręcz nawet na odwrót. Trochę mi się dłużyła. Zwłaszcza środek, bo końcówkę i początek szybko się czyta, ale na środku akcja bardzo zwalnia.
W sumie nie mogę się przyczepić do początku i końca, ale trochę więcej powiem o środku. Przeze wszystkim wkurzała mnie taka bezczynność policji. Bohaterka czasem okrywała więcej niż oni, bo policja tak naprawdę stała w miejscu. Może mi się tak wydawało, ponieważ nie wiemy zbytnio, co robi ta policja. Autorka niezbyt tutaj rozpisuje ich pracę, przez co sami nie jesteśmy zbytnio uświadomieni.
Kolejną rzeczą, która mnie denerwowała to polskie imiona. Polskie miasta czy krajobrazy w książkach mi nie przeszkadzają, ale inaczej jest w przypadku polskich imion, których w powieściach po prostu nie mogę znieść. Co więcej czasem naprawdę wkurzało mnie to, że bohaterka każdej osobie przypisuje jakieś przezwisko. Przez co z początku nie można się w tym wszystkim połapać. To tak naprawdę są takie szczegóły, ale po prostu zwróciłam na nie uwagę.
Mam bardzo mieszane uczucia co do tej książki, dlatego nie dostała ona najwyższej oceny. Wątek tej tajemnicy, którą związała się czwórka dziewczyn oraz cała otoczka w postaci dziwnych mieszkańców bloku, w którym mieszka główna bohaterka, jest całkiem ciekawy i ma pewien potencjał. Niestety po przeczytaniu czułam, że nie został on w pełni wykorzystany. W książce jakby pojawiają się wskazówki, które mogą nam sugerować, kto jest porywaczem, ale ostatecznie okazuje się, że niektóre są tylko wyprowadzeniem na manowce i to jeszcze dość ordynarnym. Podoba mi się atmosfera książki, ponieważ jest taka ciężka, mroczna, nagle każdy staje się podejrzanym. Główna bohaterka - nomen omen aspirująca do zostania pisarką określa swoje otoczenie jako miasteczko Twin Peaks. I faktycznie coś z tego klimatu w tej książce jest. Jednak zakończenie pozostawia niedosyt.
Kilka licealistek spotyka się na starym strychu, by odprawić rytuał przyjęcia jednej z nich w poczet grupy. Jednak dziewczyna znika. Gdy się odnajduje, niczego nie pamięta. Atmosfera w małym miasteczku gęstnieje, gdy ginie jedna dziewczyn biorących udział w wydarzeniach na strychu. Nawet dobrze się czytało - trzyma w napięciu. Nie za długa, nie za krótka.
Jak dobrze znasz ludzi, którzy Cię otaczają? Czy dążenie do poznania prawdy za wszelką cenę zawsze wychodzi wszystkim na dobre? Ile zapłacisz by ją poznać?
Małe miasteczko pod Warszawą, zwyczajny poniedziałkowy wieczór. Opuszczony strych, cztery nastolatki i spotkanie, które miało być inicjacją i przepustką do elitarnego klubu. Parę rytuałów, wymiana prezentów i po wszystkim. Spotkanie, które zmieniło życie dziewczyn i całego miasteczka. Bo jedna z nich, Julia nie wraca do domu po spotkaniu klubu. Co się z nią stało? Co ukrywają sąsiedzi, nauczyciele, znajomi, koledzy i koleżanki? Czy ktoś coś widział, czy ktoś coś wie? To zaginięcie zmienia życie wszystkich, a kolejne wydarzenia, które pociągnął za sobą ten poniedziałkowy wieczór gmatwają całą sprawę jeszcze bardziej.
"Ostatnia chowa klucz" to bardzo nierówna książka. Nie można też jednoznacznie określić czy jest to thriller, kryminał, powieść dla młodzieży czy dramat obyczajowy, bo wszystkiego jest tu po trochu. Mimo że jest kilka fajnych momentów w fabule, to akcja powieści nie zachwyca. Myślałam, że będzie to w stylu Miasteczka Twin Peaks czy Belfra, zaginęła dziewczyna, każdy coś wie, każdy coś ukrywa, i główni bohaterowie próbują dowiedzieć się co stało się z zaginioną. Wszystko na to wygląda, ale nie, autorka poszła w innym kierunku. Z powieści, która mogłaby być dobrym thrillerem robi nam się mix gatunków. Bo jest tu porwanie, zbrodnia, tajemnicza śmierć, a to wszystko polane sosem obyczajowego dramatu i nastoletnich rozterek.
Marzena, główna bohaterka, cierpiąca na paniczny lęk przed ciemnością, nastolatka, marząca o karierze pisarki, mająca skłonność do nadawania ludziom przezwisk, obserwatorka zachowań ludzkich, to bohaterka, której nie obdarzyłam szczególną sympatią. Gdy jej koleżanka zaginęła zamiast powiedzieć całą prawdę ukrywa fakty przed policją, które być może powstrzymałyby całą lawinę zdarzeń, które nastąpiły po tym zaginięciu. Zamiast tego wbija sobie do głowy, że sama poprowadzi śledztwo i dowie się prawdy. Gdy Julia się odnajduje, to zazdrości jej tego jak obchodzą się z nią ludzie, jest zazdrosna o swojego chłopaka, Pawła. Martwi się tym, że odsuwa się od niej, chce mu się oddać tylko po to by jej nie zostawiał, nie boi się ciąży, ale tego, że chłopak ją rzuci. Naprawdę, oto dowód: " (...) Chciałam mu się oddać, by ode mnie nie odszedł. (...) To żałosne, wiem, ale przecież mogło znów rozpalić płomień między nami." Swoimi poczynaniami doprowadza do większego zamieszania a i do kolejnej tragedii. Można tłumaczyć takie postępowanie wiekiem, że to jeszcze dziecko i w ogóle, ale czy szesnaście lat nie zobowiązuje do odpowiedzialności za swoje czyny i do posiadania choć odrobiny zdrowego rozsądku?
Powieść czyta się szybko, przeplatana jest ona wstawkami z przemyśleń przestępcy i kobiety, która ma z nim bliski kontakt, tak wynika z tych przemyśleń. Rozwiązanie, którego domyśliłam się sama, znajduje się na samym końcu książki, w kopercie, którą czytelnik musi rozciąć(!), tak rozciąć, choć serce krwawi na takie zabiegi i przeczytać pewien list, który wszystko wyjaśnia. Czy jestem usatysfakcjonowana zakończeniem powieści? Nie do końca, było ono zbyt dramatyczne, a samej motywacji przestępcy było poświęcone zbyt mało miejsca, czułam niedosyt.
Była to moja pierwsza powieść pani Ałbeny i mam nadzieję, że kolejne zachwycą mnie bardziej. Bo "Ostatnia chowa klucz" przytłoczyła mnie ilością nieszczęść i dramatu w niej obecnej, główna bohaterka nie podbiła mojego serca, a pomieszanie gatunków zbiło mnie z tropu, czułam się trochę rozczarowana, być może dlatego, że nastawiłam się na coś innego. Ale polecam Wam byście sami sięgnęli i przeczytali i wyrobili własną opinię, wszak te lubią się różnić, ile ludzi, tyle opinii. ;) Podoba mi się okładka tego wydania, ale powiększyłabym druk, bo taka mała czcionka nie ułatwia czytania, szczególnie wieczorami, ale to jedyny zarzut do wydawnictwa. :) Czytajcie i dzielcie się swoimi wrażeniami, a ja biorę się za kolejne tytuły pani Ałbeny !
Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Zwierciadło.
Cóż. Po absolutnym uwielbieniu cyklu o Uczniach Hippokratesa, spodziewałam się dobrej książki. Cóż za rozczarowanie. Po wciągającym początku i fajnie nakreślonej akcji, dostajemy nastoletnią romantyczną dramę i zdarzenia pełne chaosu. Nastolatki cykają się policji z powodu jakiejś pierdoly, same chcą rozwiązać zagadkę i złapać przestępcę. Do tego niekompetentna policja, trylion postaci bez sensu. Męczące przemyślenia głównej bohaterki i takie zamieszanie z romansami i potencjalnymi dziećmi, że ja już serio nie wiedziałam kto z kim i po co. Samo rozwinięcie zagadki było po prostu głupie i dalej nie kumam czemu ten człowiek to zrobił. przez całą książkę mam wrażenie, że bohaterowie kryją albo usiłują znaleźć kogoś, kto po kryjomu zjadł kawałek tortu, a nie dopuścił się poważnych przestępstw. A w sumie to wszyscy dorośli wiedzieli kto ale nie powiedzieli. Nie czuć powagi przestępstw, plus opieszałość policji i nastoletni Sherlockowie Holmesowi robią z tego komedie.
Tak naprawde to ta książka prawie wcale mi się nie podobała. Marzena jako bohaterka jest nie do zniesienia, wpycha się na ludzi, rani wszystkich pod pretekstem „pomocy”. Podejmuje głupie decyzje a my widząc z zewnątrz wiemy od razu że wszystko tylko pogarsza. Czytając tą książkę tylko się za nią wstydziłam. Na początku nie potrafi podjąć decyzji i nic nie robi tylko stoi jak manekin z boku i się przygląda, a na końcu angażuje się za bardzo i tylko utrudnia wszystkim życie. W ogóle te dziewczyny zachowują się jak by nie wiadomo co się stało na tym strychu a tam wcale nic nie było. Tak się „boją” ale kryją tą swoją głupią tajemnice jak by było warto za nią zginąć. Podobało mi się tylko wyjaśnienie na końcu czyli ostatnie dwie strony. Wielki mi kryminał, może bardziej nastoletni dramat. Zupełnie nie warto 2 gwiazdki.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Gdyby nie ostatnie kilka stron, ocenilabym tę książkę dużo niżej. Chaotycznie i bezsensownie napisany wątek romantyczny, groteskowe, splycajace problem podejście do pedofilii i losowe śmierci jako próba ożywienia fabuły nie są elementami tekstu dobrze świadczącymi o umiejętnościach twórcy. Mimo co chwila spadających na główną bohaterkę nieszczęść, autorce nie udało się wzbudzić we mnie współczucia do osoby skądinąd tak skrzywdzonej przez los. Słowo, kt��re najlepiej podsumowuje pozycję "Ostatnia chowa klucz" to moim zdaniem "chaos". Prawdopodobnie nawet niezamierzony. Nie polecam i cieszę się, że mam już to za sobą.
Gdy w małym miasteczku znika młoda dziewczyna, praktycznie każdy staje się podejrzanym. Po pewnym czasie dziewczyna odnajduje się, jednak niczego nie potrafi sobie przypomnieć. Niespodziewanie znika kolejna dziewczyna. Czy ona także się odnajdzie? Czego tak naprawdę chce porywacz? I kim on właściwie jest? Czy można jeszcze ufać sąsiadom? Marzena stara się poznać prawdę, ale czy to na pewno dobry pomysł?
Atmosfera jest ciężka i mroczna. Książka wciąga, czyta się ją szybko i przyjemnie. Osobiście jestem fanką zagadek i tajemnic, więc historia mi się spodobała. Dodatkowo czytelnik może sam zadecydować, czy chce poznać sprawcę, co jest bardzo pomysłowym rozwiązaniem.
Z zainteresowaniem śledziłam losy czterech bohaterek, jednak zakończenie okazało się dla mnie zbyt przewidywalne. Myślę jednak, że dla osób rozpoczynających swoją przygodę z tym gatunkiem książka będzie bardzo dobrą propozycją. Mnie natomiast finał pozostawił z poczuciem niedosytu i wrażeniem niewykorzystanego potencjału.
PS: Ciekawi mnie, co takiego zrobił Pani Ałbenie chłopak o imieniu Paweł, że w każdej książce jawi się on jako największy łamacz serc XDD
Historia całkiem ciekawa, jednak zbyt dużo przemyśleń bohaterki. Akcja raz szybka, raz wolna. Czasem wolałabym, aby autorka bardziej wytłumaczyła pewne fakty, a nie ogólnie rzuciła wszystko na stół. Zakończenie zaskakujące choć brałam je pod uwagę.