Pod koniec ubiegłego wieku kwestia dotycząca dyskusji na temat stopnia politycznego uwikłania Heideggera w nazizm mogła wydawać się medialnie zamknięta – nie w tym sensie przecież, żeby powiedziano już „wszystko”, co jest do powiedzenia, lecz w tym, że spory angażowały już przede wszystkim tylko znawców i specjalistów. Taki był stan rzeczy w roku 2014, kiedy to z siłą, jakiej trudno byłoby się jeszcze spodziewać, nadeszła czwarta faza zmagań z przeszłością filozofa – zainicjowana tym razem publikacją przeznaczonych przez niego samego do druku prywatnych zapisków o charakterze notatek filozoficznych pod nieco osobliwie dwuznacznie brzmiącym dziś tytułem Schwarze Hefte. Owe „czarne zeszyty” – w liczbie trzydziestu czterech zeszytowych notatników z czarnymi obwolutami – Heidegger prowadził skrupulatnie od lat trzydziestych niemal do samej śmierci, decydując testamentarnie, aby wydano je jako zwieńczenie publikacji dzieł zebranych. Wykonawcy testamentu podjęli decyzję o niewielkim przyśpieszeniu tej edycji – do końca liczącej ponad sto tomów Gesamtausgabe pozostało jeszcze kilka – i jesienią 2014 roku opublikowano dwa pierwsze, a niedługo potem dwa kolejne obszerne woluminy, zawierające mniej więcej połowę zapisków (obejmujących lata 1931-1948); brakujące pięć książek znajduje się już w zapowiedziach. Publikacja ta poróżniła wielu jeszcze przed premierą, a po wydaniu obrosła do dziś – a więc w stosunkowo krótkim czasie niespełna dwóch lat – kilkuset artykułami i kilkunastoma książkami (a kilka kolejnych można znaleźć w dostępnych już zapowiedziach wydawniczych). Jedną z istotniejszych prac na ten temat jest publikacja Petera Trawnego, profesora filozofii, dyrektora Instytutu Martina Heideggera na Uniwersytecie w Wuppertalu, w końcu także wydawcy kilku tomów dzieł zebranych myśliciela, między innymi, co nie bez znaczenia, właśnie Czarnych zeszytów. Faktem, który stanowi o zapalności zapisków filozofa, jest wyłaniające się z nich swoiste (metafizyczne?) uprzedzenie w stosunku do Żydów – pośród dotychczas przypisywanych Heideggerowi rozlicznych błędów nie było w zasadzie programowego antysemityzmu, pomijając znaną i uwarunkowaną historyczno-osobowo wulgarną (przedwojenną) niechęć wobec rzekomo narastającej obecności Żydów np. w przestrzeni uniwersyteckiej. Mając na względzie związki przyjacielskie, zawodowe, filozoficzne, a nawet uczuciowe wydawało się mało prawdopodobne, aby należało kiedyś przewartościować istotnie swoje mniemanie także w tej kwestii. Publikacja Czarnych zeszytów zmusza jednak do tego rodzaju rewizji, ponieważ zawarte w nich odnośne pasaże – jakkolwiek stanowią one jedynie ułamek (tj. kilkanaście stron) objętości książek – nie pozostawiają wątpliwości, że postawę filozofa należy określić mianem antysemickiej, na dodatek wykorzystującej najbardziej prostackie i powierzchowne stereotypy, zgodne z ówczesnym (nie tylko niemieckim zresztą) duchem czasu, co miejscami, jak będzie starał się to pokazać Peter Trawny, próbuje na nowo, po raz kolejny, odpowiedzieć – podejmując zadanie relektury – na pytanie, jak wykładać całościowy światoobraz wyłaniający się ze wszystkich pism filozofa. „Heidegger, myśliciel wydarzenia, oddany jednej – jedynej, zwykł podkreślać – myśli transponder zapomnianej istoty bycia, we własnym mniemaniu filozof bez biografii, sam już dawno temu stał się trwale kontrowersyjnym wydarzeniem w intelektualnej historii Zachodu – tyleż jako filozof, co jako człowiek, postać, figura (boleśnie fałszywego) zaangażowania”. Arkadiusz Żychliński
When it comes to Trawny and other Heideggerians, his milkshake does bring all the boys to the yard. All Heideggerian sophists squirm in the face of Trawny, relapsing into altogether much too crude, coarse and commonplace thinking. Trawny's work is seriously challenging and easily misunderstood. Much to my surprise, he offers much more arguments against the presence of any viable conception of antisemitism in Heidegger than for. To be clear: I am deeply convinced that he has what you may call a 'hidden agenda', although I am of course of the opinion that this agenda is apparent.
The itinerary of the book is largely unclear and seems associative. It structurally expounds a 'contamination' in Heidegger's thought - a concept that he admits is Heideggerian (I was thinking more Derridean, but whatever). As Trawny explicitly states, one cannot really think through the consequences of this contamination. Ultimately, one must rather attempt the thought of the problem itself and determine how to understand it. Thinking is mutilated by Heidegger. Thinking must bear its proper pain, having been lead astray by Heidegger. Such consistent appeals are entirely consonant with Heidegger's appeal to the thought of Being. The idea that Heidegger reminds us of the darkest pages of our history and we could be thankful for it - is this not the gist of Trawny's essay? Is it not now that we can finally carry the weight of being a German on our shoulders, or that we can start 'trusting the trail of tears' (Celan [so yeah, not the 'Trail of Tears' - sorry])? Unlike the often very complex rhetorical questions posed in Trawny's book, which allow him to avoid drawing any conclusions or condemnations, mine one should simply answer with 'yes'.
It strikes me that at the very least profound irony befalls this whole discussion. Surely, one could ponder the question of Heidegger's nazism long and hard, but perhaps that's altogether not as urgent as Trawny makes it out to be. Trawny's work is not coincidentally 'contaminated'; its train of thought forcefully moves within the Heideggerian framework, further mythologizing it. Let me guess: only in the vicinity of the ultimate obscurity of this problem can a secret become pertinent for us all, and will we be at the height of our thinking? What about all the other worries mankind has?
As part Heidegger enthousiast, I can imagine this to be a pretty profound and touching narrative for most. Peter Trawny is a brave and erudite man and I regret that he's become such a controversial figure (among people he should be getting respect from). But as so much more than part Heidegger enthousiast, I can only giggle at the reception this is getting and shake my head at the often confusing state of philosophical discourse.
3.8?? An sich ein schlüssiges Werk, welches sehr interessante Parallelen und Bezugspunkte in der Argumentation herstellt. Aber Trawny scheut sich vollends, Heidegger Antisemitismus zuzuschreiben. Manchmal finden sich auch komische Formulierungen im Text...Aber an sich ein sehr guter Einstieg in das Thema.