Jest tutaj duch Złotego Chłopca, który lubi czerwoną fantę. Jest miasto Pattaya, które wyrosło na wojnie i seksie ("Pięć dni miłości po pół roku śmierci!").
Jest Voramai, która pierwszy raz ogoliła głowę, kiedy jej córka Chatsumarn miała jedenaście lat. I inne szafranowe mniszki, których oficjalnie nie ma, chociaż przecież są.
Jest Poo, którą w jej kuchni w slumsie w Bangkoku odwiedził Jamie Oliver. Są i inne tajskie kobiety, które powinny być "jak porządnie złożony materiał".
Są też mężczyźni, którzy zaczęli znikać po tym, jak najpierw zniknęły ryby. Są kapitanowie, którzy smagają rybaków biczem z ogona jadowitej płaszczki.
Jest Nong Toom, transseksualna zawodniczka muay thai, która już nie walczy. I są inni ladyboys, którzy taśmują sobie genitalia.
Jest duch Starego Króla Stu Tysięcy Złotych Poduszek i są duchy wdowie, przez które mężczyźni malują paznokcie na czerwono.
Są drobne białe kwiaty jaśminu nawleczone na sznurki (jedna kosztuje od dziesięciu do dwudziestu bahtów; ile trzeba sprzedać, żeby zarobić na curry dla całej rodziny?).
Nie ma już J. Jej piękny, drewniany dom z ogrodem na północy Tajlandii, który nazwała Open Heart, stoi pusty i podupada. Tylko czasem odwiedza go wojsko, żeby sprawdzić, czy J. przypadkiem nie wróciła.
Jest Urszula Jabłońska, która te wszystkie historie dla nas opisała, żebyśmy otworzyli szerzej oczy i zobaczyli coś więcej niż tylko Kraj Uśmiechu z folderów turystycznych.
Dostałem dokladnie to, czego oczekiwałem. Zbiór różnych, zawsze ciekawych reportaży z i o Tajlandii. Dużo ciekawostek, dużo skrobania problemów czy zagdanien o których sie jedynie coś tam słyszało, a nie chce się czytać opracowań naukowych na ten temat. A wszystko napisane prostym, klarownym językiem bez silenia się na wygibasy w konstruowaniu narracji.
Bardziej zbiór opowiadań o Tajlandii niż temat handlu ludźmi, raczej nie dla fanów wyczerpywania tematu do końca, trochę o wszystkim, trochę o niczym, w sam raz dla osób, które szukają reportażu napisanego w bardzo przystępny sposób.
Dobra książka, dobry reportaż, ale bardziej jako przewodnik po Tajlandii i patologiach społecznych, występujących wszędzie, acz dostosowanych do uwarunkowań i przemian społeczno politycznych tego kraju. Szumna okładka i tytuł sugerujące temat przymusowej prostytucji i handlu ludźmi to delikatnie mówiąc zmyłka. Początkowo zadzierzgnięty temat prostytucji szokuje w sposób jaki został typowo dla reportaży podany, potem się rozmywa o dobrowolność tego zajęcia ukazywaną oczami bohaterek reportażu. Lecimy przez seks turystykę, przez prawa mniejszości seksualnych i transseksualistów, by w końcu przejść płynnie do handlu ludźmi ogółem, mnichów buddyjskich i ich dyskusyjnych operacji finansowych (toczka w toczkę jak w Polsce kościoła katolickiego), trochę niewolnictwa współczesnego na patologii w polityce kończąc. W międzyczasie gdzieś tam zabawne dość ujęcie zarabiania na objawieniach, które brzmi dość znajomo. Wyjąwszy skrajności zjawisk, po odsłuchu reportażu miałem wrażenie, że pozmienianie nazw Tajlandia i okoliczne kraje na Polska i okoliczne kraje będzie nadal tak samo prawdziwie w faktach. Ciekawe, nierewolucyjne, dobre (szczególnie w odsłuchu audiobooka), acz w żadnym razie tylko i wyłącznie o niewolnictwie seksualnym. Bez szału, ale można.
Okładka i tytuł sugeruje, że będziemy mieć do czynienia z solidnym reportażem na temat handlu ludźmi w Tajlandii. Niestety jest inaczej. Książka to taki zbiór mrocznych pocztówek z Tajlandii, trochę o prostytucji, traktowaniu transwestytów, slumsach, zmuszaniu ludzi do pracy za długi, krytyce władzy, juncie wojskowej, dość sporo o imigracji Rohindżów, ale to tylko zlepek zgrabnie opisanych historii poszczególnych osób, bez zadawania trudnych pytań, by nie zrazić interlokutora. Jak ktoś chce poznać mroczniejszą stronę Tajlandii, to ta książka może mu pomóc ją dostrzec, ale niekoniecznie pojąć jej rozmiary i zrozumieć. Po lekturze ma się wrażenie powierzchowności, pójścia na łatwiznę, gdyż żaden z tematów nie jest dogłębnie opracowany, a jedynie zapowiedziany. Szkoda.
PS. Zadziwił mnie jeden z rozdziałów, który jak autorka sama podkreśla jest zlepkiem z różnych -cudzych - artykułów, nie jest jednak zaznaczone, które fragmenty są zapożyczone. W nauce to się nazywa plagiat, w reportażu przeszło (a wg mnie nie powinno, w zachodnich reportażach wyraźnie zaznacza się cytaty).
Tajlandia jest zjawiskowo pięknym krajem, ale muszę powiedzieć, że po lekturze tej książki mam ochotę poprzestać na oglądaniu filmów przyrodniczych i zachwycaniu się widokami na ekranie telewizora.
Niby wiedziałam, że prostytucja to w Tajlandii bardzo duży problem i że sytuacja osób transseksualnych nie jest nawet w małym procencie tak wspaniała, jak chce się nam to wmówić. Kiedyś oglądałam też program dokumentalny o mężczyznach porywanych i zmuszanych do niewolniczej pracy na łodziach rybackich. Ale w swojej naiwności nie wyobrażałam sobie skali i ilości "problemów" (cudzysłów, bo to eufemizm), z jakimi zmaga się ten kraj. I zabierając się za lekturę, mimo iż tytuł, okładka i opis nie sugerowały bynajmniej, że będzie to lekka rozrywka, nie przypuszczałam, jak często wszystko będzie mi się przewracać w żołądku.
Jedyny pozytyw jest taki, że po raz co najmniej milionowy w moim życiu utwierdziłam się w przekonaniu, że na świecie żyje bardzo wiele naprawdę niesamowitych i silnych kobiet, które wzbudzają we mnie ogromny podziw.
Od strony reporterskiej nie jest to co prawda najlepsza książka - czuć, że autorka szuka jeszcze swojego stylu i że nie jest reporterką doświadczoną. W wiele tematów należało wejść głębiej, podejść do nich od nieco innej strony, zadać bardziej wnikliwe pytania. Ale mimo to uważam, że naprawdę warto... albo raczej trzeba tę książkę przeczytać. Zwłaszcza jeśli marzy nam się podróż właśnie do Tajlandii.
Jabłońska ukazuje Tajlandię mroczną, niesprawiedliwą, pełną konfliktów. Taką, jakiej nie pozna przypadkowy turysta. Ja też nie znam Tajlandii aż tak odpychającej - mimo wielu wizyt, mimo przyjaciół i licznych rozmów. Ciekawa jestem, ile czasu autorka potrzebowała, by zebrać te informacje i dotrzeć do chętnych do rozmowy Tajek i Tajów. Nasze przyjaciółki są w tej kwestii bardzo powściągliwe i mimo wielu lat znajomości, nie udało mi się z nich wyciągnąć niewygodnych dla Tajów informacji.
Reporterka pisze więc o ladyboys i ich wcale nie tak różowym życiu, o szkole gotowania w slumsach, o pracy prostytutek, które sponsorują całe pozostawione na prowincji rodziny, o duchach, o pełnej prostytutek Pattayi, o mniszkach, które oficjalnie wcale mniszkami nie są, o zawodniczkach muay thai, o mnichach, którzy wcale jak mnisi się nie zachowują, o rybakach, którzy giną w pracy i nikt nie wie, co się z nimi dzieje i wreszcie o fali uchodźców z Mjanmy. Nie ma tu ani jednego pozytywnego tematu, nie ma słowa o kraju uśmiechu, o pięknych krajobrazach, o pysznym jedzeniu, rozwoju gospodarczym, ale także nic o tsunami.
3.5 tytul mylacy, myslalam ze bedzie to reportaz o handlu ludzmi, a tak naprawde jest to zbior krotkich reportaży o? Wszystkim tak naprawde od slumsow przez prostytucje po monarchie. Duzo tresci, ale zaden temat nie zostal wyczerpany w stu procentach, jest to raczej wprowadzenie dla kogos kto nigdy nie interesował sie tym krajem.Rozdzial o osobach transpłciowych dosc mocno przestarzały
Tematyka bardzo ciekawa, autorka dotarła do interesujących historii i ludzi, ale napisane jak od reporterskiej sztancy, brak własnego literackiego stylu.
Z czym przeciętnemu Europejczykowi kojarzy się Tajlandia? Z lazurową wodą, białym piaskiem na plażach, drinkiem z parasolką, popijanym w hotelu na wakacjach all inclusive, relaksującym masażem... No dobra, niektórym pewnie z turystyką seksualną, i to nawet z bardzo młodymi dziewczynkami.
Tymczasem Tajlandia jest krajem dość niebezpiecznym, zarówno dla miejscowych, jak i dla uchodźców, ale także dla turystów. Przede wszystkim ze względu na znikanie ludzi bez śladu. Handel żywym towarem w różnych celach jest tam dość powszechny, O ile kobiety zatrudniane są w sex-biznesie, to mężczyźni bywają porywani do niewolniczej pracy na kutrach. Dzieje się tak ze względu na coraz mniejszą liczbę chętnych do tej ciężkiej pracy. Porwani często nigdy nie wracają do domu, choć czasem udaje im się uciec i osiedlić się na jakiejś pobliskiej wyspie.
Niebezpieczeństwo grozi też każdemu, kto opowie się przeciwko aktualnej władzy. Wszelkie wypowiedzi publiczne i te bardziej prywatne mogą oznaczać więzienie, a nawet śmierć. Z tego względu wielu Tajów mieszka poza granicami kraju.
Czego jeszcze dowiemy się z lektury? Dalej jest już mniej makabrycznie. Są teksty o mniszkach buddyjskich, sporach w świątyni, korupcji, o tym jak niełatwo być dorosłym dzieckiem tajskich rodziców, o upodobaniach Tajów do brutalnych scen w filmach...
Dobra lektura na czas, kiedy mamy ochotę ponarzekać na nasz parszywy los Europejczyka ;)
Czuję się obrabowana. W zamyśle ta książka jest wspaniała, bardzo dobry styl pisania, gdzie czuje że czytam porywającą powieść a nie reportaż, porusza bardzo dużo tematów i problemów które znajdziemy w Tajlandii. Brzmi pięknie jeśli chodzi o reportaż, prawda? Niekoniecznie. W wykonaniu ta książka tylko wspomina o danych problemach, nie poświęcając im zasłużonego miejsca na stronach, wspomnienie o czymś tutaj, by po pół stronie zacząć nowy rozdział całkowicie o czymś innym. Autorka wspomina, że prowadziła miejscami wywiady, jednak oprócz bardzo króciutkich wzmianek i rozdziałów tego materiału tu brak. Z ciekawości sprawdziłam dorobek autorki jednak w żadnym innym miejscu, nie znalazłam wzmianek o publikacji tych wywiadów. Plus za bibliografie do każdego rozdziału, dzięki czemu mogę przeczytać co więcej po tym jednym wielkim niedosycie. Suma summarum czułam się jakbym czytała skrypt albo streszczenie.
bardzo mocno zdenerwowała mnie ta książka. milion tematów i wątków, a każdy z nich jest opisany w "dwóch zdaniach". wg mnie ten reportaż został napisany na kolanie, na poczekaniu. jestem zawiedziona. oprócz niektórych faktów o handlu ludźmi nie dowiedziałam się niczego nowego. ehhhhhh przeczytałam większość tej książki w samolocie i uznałam, że poświęcę jeszcze te dodatkowe pół godziny i ją dokończę.
Mam mieszane uczucia co do tej książki. Spodziewałam się bowiem rzetelnego materiału o handlu ludźmi w Tajlandii i niestety pod tym względem się zawiodłam, gdyż nie dostałam tego, co sugeruje tytuł i okładka. Z drugiej strony, uzyskałam kilka drobniejszych historii na tematy, o których miałam nikłe pojęcie (bądź wcale nie zdawałam sobie sprawy z ich istnienia). Zostały one wprawdzie potraktowane dosyć płytko i raczej naświetlają dany problem a nie dogłębnie go analizują, ale na pewno zainteresowały mnie na tyle, by sięgnąć jeszcze po literaturę o tej tematyce.
Dobry, mocny reportaż, z solidnymi odnośnikami i przypisami. Trochę chaotyczny w doborze tematów ale z myślą przewodnią która staje się jasna dopiero pod koniec i spaja te tematy - Tajlandia to kraj który ma swoje problemy ale na każdy problem są ludzie którzy z nim walczą i dają nadzieję na poprawę sytuacji.
Myślę, że po przeczytaniu tego reportażu ciężko będzie nie chcieć zdzielić po twarzy osobę, która powie, że w Azji to może i mają mało i żyją skromnie, ale przynajmniej są szczęśliwi i się dużo uśmiechają.
Początek jest nieco rozczarowujący - "generyczne" historie biednych dziewczyn szukających zarobku w mieście, przemoc, wyzysk i źli turyści. Potem jest o ladyboysach i ich problemach, plus o lalkach i ludziach zamieszkanych przez duchy. Dopiero gdzieś od połowy pojawiają się bardziej dla mnie interesujące odniesienia do tajskiej kultury, buddyzmu i historii współczesnej.
Czegoś tam się dowiedziałam, wiele nie było dla mnie szczególnym zaskoczeniem. Po przeczytaniu nie mam poczucia, żebym którykolwiek z poruszonych tematów naprawdę szczegółowo zgłębiła i zrozumiała lepiej, niż przed lekturą.
Irytujące było dla mnie rozbicie jednego rozdziału na trzy fragmenty - miało to wywołać suspens i rozumiem cel tego zabiegu, ale na mnie nie podziałało. Może dlatego, że dwie pierwsze części zawierały głównie opisy śniegu i sauny, a mało nowych informacji. Lepiej by się może sprawdziła klamra z dwóch bardzo krótkich fragmentów tego rozdziału.
Dość powierzchowne obrazki z Tajlandii, których jednak nie zobaczymy w pięknych broszurach dla turystów.
O ile nie są to historie, które już bym znała, o tyle mam też wrażenie że są to historie w większości już przez kogoś opisane. Kwiatkiem na kożuchu niech zostanie rozdział sklecony z opublikowanych artykułów prasowych... Ciemniejsza strona kraju, w którą zgłębiała się autorka wciąż pozostaje ledwie nadgryziona.
Highly readable collection of literary nonfiction focusing on dark sides of Thailand. The author describes life stories of people impacted by prostitution, slavery, or corruption. There is also a fair amount on transgender issues, religion, and Thai politics (including reverence of monarchy). Each of these topics could be a separate book, but readers can get a gist of these issues presented in a very digestible form.
I was worried it would be a book about prostitution and fetish in Thailand, which I'm not a big fan of, but fortunately not only. I had no idea about slave labour ships and kidnapping for ransom, just like in Somalia. The difference is they don't kidnap foreigners but the locals and make them call the family for money. And many other problems that tourists don't see. Very informative book.
Bardzo dobry zbiór. Trochę duży rozstrzał tematów i część dość płytko, ale bardzo dobre jako początek przygody z Tajlandią. Bardzo fajne wyczucie u autorki.
Super książka! Porusza tematy, ktorych nie powiązalibyśmy z turystyczna Tajlandia. Szczególnie doceniam za poruszenie kwesti Rohingya i współczesnego niewolnictwa.
zaczynałam z myślą, że będzie o prostytucji ale okazało się ze porusza wiele różnych tematów. jeśli ktoś mało wie (jak ja) i chciałby wiedzieć coś więcej to polecam
Jak to często bywa ze zbiorami reportaży - także ten okazał się nierówny. Część reportaży świetna, część z kolei za krótka, by zaciekawić czytelnika. Ogólnie jednak myślę, że warto ten zbiór przeczytać, na pewno poszerza spojrzenie na Tajlandię.