Owiane tajemnicą, nieznane miłosne listy do Haliny Poświatowskiej.
Opowieść o miłości i przyjaźni Haliny Poświatowskiej i Ireneusza Morawskiego. Ona – poetka chora na serce. On – niewidomy literat. Poznali się pod koniec 1956 roku. Tak rozpoczął się jeden z najpiękniejszych romansów w polskiej literaturze XX wieku. Ale kiedy Haśka wyjechała na operację serca do Stanów Zjednoczonych, zostały im tylko listy. Aż do dziś niepublikowane. Choć sama adresatka przygotowywała je do druku, Ireneusz nie zgodził się na ich wydanie. Dziś czyta się je jak najpiękniejszą opowieść o uczuciu dwojga nadwrażliwców i najczulszy portret genialnej poetki. Miliony miłośników Poświatowskiej poznały Ireneusza Morawskiego dzięki Opowieści dla przyjaciela. Po ponad pół wieku spełnia się jedno z największych marzeń Haliny – listy trafiają do czytelników.
Opracowanie: Mariola Pryzwan
Zgódź się, żebym je pokazała ludziom, żebym je pokazała wydawcom. Mnie nawet nie zależy tak bardzo, żeby były drukowane natychmiast, możesz czekać – możesz czekać i wydrukować je wtedy, kiedy mnie już nie będzie, ale chcę, koniecznie chcę wiedzieć, że one będą wydrukowane. One są piękne, lepsze, mój drogi, od mojej książki i, daruj, ale lepsze od Twoich opowiadań; im nie wolno umrzeć. - Halina Poświatowska
"tylko mnie pogłaszcz... ucałuj! zaduś! potem już będzie wszystko, jak zechcesz." piękna książka o miłości, tęsknocie, smutku i pożądaniu; napisana w tak poetycki sposób, że można czytać w kółko, wszystkie zdania po kilka razy i wciąż się zachwycać.
"Nieraz myślę, czy dwudziesty wiek to nie przypadkiem wiek potwornej pozy, która ludzi zamęcza i drażni, ale jest ich jedyną wartością."
Głupio jest recenzować czyjeś listy, bo co ja mam niby komentować, sposób, w który ktoś postąpił, uczucia które nimi targnęły czy estetykę tych wiadomości? No dobrze, wartość artystyczną raczej tak, bo rzadko ktoś już tak pięknie pisze jak Morawski, jakby czytelnika, ale tylko Haśkę zagarniał w jedną drobną pięść, a świat wymykał mu się ciągle. Jednak mogę opisać, jakie wrażenie sprawiła na mnie ta książka. Listy Morawskiego to jedna z najpiękniejszych rzeczy, jakie miałam przyjemność przeczytać. Są przepełnione dowcipem, erotyzmem, autoironią, tęsknotą, ogromnym żalem i miłością, miłością, która wzrasta i opada, miłością i którymś gatunkiem nienawiści, trzymają się razem za ręce. Fakt, że w zbiorze nie umieszczono listów Haśki nawet nie przeszkadza, da się odczuć, co mogło znajdować się w odpowiedziach; może bez nich jest nawet pełniejszy. Te słowa bardzo mnie poruszyły i otworzyły chyba moje oczy na pewne własne doświadczenia; są piękną pamiątką przyjaźni i rozrywającej mały świat miłości; są również odbiciem własnych czasów. Cieszę się, że Morawski wyszedł z ostatniego rzędu.
Zbiór listów wzbogacają wycinki utworów obu autorów oraz ich liczne fotografie.
Mogę z całego serca polecić każdemu.
"Trudno jest mijać w poczuciu fikcji, której urzeczywistnienie można by kiedyś nienawidzić."
cudowne doznanie literackie, klimat i intymność tych listów wprawiły mnie w lekką melancholię. dlaczego przestaliśmy wyznawać swe uczucia w ten sposób???
Są takie miłości, które wybrzmiewają z pełną mocą, ponieważ pozostają niespełnione. Jedną z takich historii jest relacja Haliny Poświatowskiej i Ireneusza Morawskiego – jej przyjaciela, bratniej duszy, ukochanego (choć nie w powszechnie używanym znaczeniu). Nie mam jednak wątpliwości, że jeśli spojrzymy z perspektywy Ireneusza, to Halina była dla niego miłością najprawdziwszą i namacalną, nawet jeśli sam długo walczył z tym uczuciem.
"Tylko mnie pogłaszcz" jest bogato ilustrowanym zbiorem listów do Poświatowskiej, lirycznym monologiem, relacją z kraju od momentu, gdy poetka wyjechała do Stanów Zjednoczonych. To błyskotliwe sprawozdania z kulturalnego życia Polski, a także źródło ciekawych spostrzeżeń na tematy polityczne.`
Z korespondencji wyłania się obraz Morawskiego, jako niezwykle interesującego, oczytanego młodego mężczyzny o bardzo lotnym umyśle i niejednokrotnie ciętym humorze, który dobrowolnie przystał na układ duchowej relacji. Jednak z czasem układ zaczął mu ciążyć swoim niedopowiedzeniem i niespełnieniem, a Morawski nie potrafił, lub nie chciał z niego zrezygnować.
Ponieważ "Tylko mnie pogłaszcz" zawiera jedynie listy skierowane do Poświatowskiej, czasem zdarzało mi się w nich pogubić. Nie jest to jednak wina opracowania, gdyż temu nic nie można zarzucić. Przypisy są uzupełnione bardzo skrupulatnie a Mariola Pryzwan dołożyła wszelkich starań, by czytelnik mógł jak najpełniej przeżyć tę lekturę. Przyznaję jednak, że czytając niektóre listy, poniekąd wyrwane z kontekstu, czułam się jak obcy człowiek uczestniczący w spotkaniu starych znajomych, którzy mają swoje żarty, gry słowne, skróty myślowe, których ja, siłą rzeczy, nie mogę pojąć.
"Tylko mnie pogłaszcz" jest zbiorem pięknie napisanych listów miłosnych, pełnych nadziei, ciepła, uszczypliwych żartów, ale również żalu i poczucia odrzucenia. Choć wydaje się to nieprawdopodobne, listy Morawskiego są równie liryczne i melancholijne jak wiersze Poświatowskiej. Jeśli lubicie takie sentymentalne lektury, to ta pozycja z pewnością Wam się spodoba.
Nie do wiary, że autorka opracowania i redaktor uznali, że należy dodać pod tekstem przypisy kim byli Kolumb, Gomułka, Przyboś, Wyszyński czy Andrzejewski, Słowacki, Skłodowska-Curie i Chopin (kolejność przypadkowa). Na 234 str. tekstu z mnóstwem zdjęć, podano 369 (sic!) przypisów! Nasuwają się pytania: dla kogo przeznaczona jest ta książka? Dla kogo są przypisy? Trudno bowiem myśleć, że ktoś kogo interesują epistoły mało znanego prozaika ma braki w podstawowej wiedzy kulturowej. Same listy - piękne, inteligentne i przejmujące... dlatego walczyłam z okiem uciekającym za przypisem.