Nocni Łowcy, Supernatural, Caraval – brzmi znajomo? Sięgnij po serię Circus Lumos i daj się oczarować!
Alicja jest w ostatniej klasie liceum, do tej pory jej życie przebiegało spokojnie, by nie powiedzieć, że nudno. Jednak los bywa przewrotny, a seria nieprzewidzianych zdarzeń rzuca ją na głęboką wodę magii i miłości. Kiedy poznaje Hadriana z Circus Lumos, wie, że nic nie będzie takie jak dawniej.
Demony atakują waszą duszę, niszczą was od wewnątrz. Budują w ludziach zło i tak zakorzeniają się w świecie. Im więcej w ludziach ciemności, tym ciemniejszy robi się świat. Im bardziej się im poddajecie, tym są silniejsze. Pokonać je można tylko swoją własną światłością. Sercem.
Absolwentka koreanistyki na Uniwersytecie Warszawskim, a zarazem miłośniczka podróży dalekich i bliskich. Pierwszą powieść napisała w podstawówce w całkiem grubym zeszycie w kratkę, którego okładkę ozdobiła zawijasami wykonanymi korektorem. Jest zakochana w urokliwych zakątkach Gdańska. Spacerując pomiędzy jego wąskimi ulicami, notuje wszystkie pomysły, światy i sceny, które ożywają w jej głowie. Gdy pisze, porzuca rzeczywistość, lecz poza tymi incydentami stara się twardo stąpać po ziemi. Najchętniej czyta Johna Greena i Carlosa Zafóna, z sentymentem powraca do Harry’ego Pottera. Uparcie wierzy w magię i spełnianie marzeń, a uśmiech traktuje jako lek na wszystkie zmartwienia.
TO BYŁO TAK ZŁE. Czemu? Beznadziejny styl autorki, brak sensu w wielu sytuacjach i absurdalność - oto z czego składa się ta powieść. Tej pani dziękuje.
raczej 2.75/5☆ Fajny pomysł, z potencjałem, ale wciąż to młodzieżówka taka jak wszystkie inne, mocno inspirowana Nocnymi Lowcami. Są i wady, i zalety. Ale lekko się czytało.
Lektura obowiązkowa dla miłośników Darów Anioła, Cyrku nocy oraz… Mean Girls. Król Kier to nowa przygoda, tajemnicza magia, historia doprawiona nastoletnim życiem i miłością nie z tej ziemi! Nie mogę się doczekać następnego tomu. (takie coś ode mnie przeczytacie na skrzydełku w książce, jaram się)
+ jeju tyle fajnych rzeczy, nie wiem o czym nie mówiłem w filmie :o + rodzina Lumos która fascynuje niczym złote trio - za mało cykru w cyrku
Nie rozumiem krytki na tę książkę 🤷♀️ Jest to zwykła rozrywka, co prawda, ale nie jest zła! Czyta się ją błyskawicznie i jest to fajna pozycja. Lepiej zaopatrzcie się odrazu w drugą część, bo będziecie ciekawi, co się dzieje dalej. Można ją przewidzieć, ale jest to suuper zabawa!! Najbardziej lubię Stellę! Ja polecam 😁
No błagam. Jest mi trochę przykro ze książka nie tylko brzmi znajomo jak Nocni Łowcy czy supernatural, ale jest wręcz skopiowana. Motyw, zachowania, czy dary Hardiana są takie ciut zalatujące możliwościami nocnych łowców. Daje 2, bo chce dać szanse autorce, bo wiem ze to jej debiut. Mimo wszystko, na drugi tom podwyższam poprzeczkę i jak będzie trzeba, to zmieszam ja z błotem bardziej niż niż Cat na yt.
Aż się szarpnę na kilka zdań na temat książki. Spoilery będą, więc rzetelnie ostrzegam.
Temat cyrku jest mi bardzo bliski, dlatego nie jestem w stanie przejść obojętnie obok czegoś co jest związane z cyrkiem.
Widziałam, słyszałam, że książka dobra nie jest, ale też kilka osób się nią zachwycało, dlatego przeczytać trzeba. Sprawdzić na własnej skórze.
Oj, i co to za sprawdzanie było...
Liczyłam na coś oryginalnego, ciekawego, czegoś naszego, „polskiego”, unikatowego. Motyw magicznego cyrku? Dziękuje był w „Cyrku Nocy” (o wiele lepszym zresztą). Scena jak po smsie facet wpada do dyskoteki, jakby miał manie prześladowczą? Nie było czasem czegoś takiego w Greyu? Ekipa, która walczy z demonami niewidocznymi dla zwykłych ludzi? Chyba pani Clare się już na ten temat „troszkę” rozpisała. Oculus? Starszy pan, chyba w wieku świata? Od razu skojarzył mi się z Parnassusem (kto nie oglądał filmu polecam). Trójkąt miłosny? - tu się chyba wysilać nawet nie będę. Podejrzewam, że mogłabym się dopatrzeć jeszcze kilku podobieństw, ale pewnie nie czytałam tych książek, którymi autorka się inspirowała.
Fabuła była oczywiście do bólu przewidywalna, a do tego dostaliśmy bohaterów idiotów, choć nie wiem czy to był zabieg celowy? Czy to miało być zabawne? Zdecydowanie bohaterka- licealistka, w klasie maturalnej, która poznaje chłopaka z Indii i pyta go o pióropusze, bo nie wie, że Hindusi i Indianie to zupełnie dwie inne bajki -zabawna nie jest. Główna bohaterka, która nie jest w stanie domyślić się, że jej chłopak ją olewa i zdradza też zbyt wielkim rozumem nie grzeszy. Już pominę fakt, iż nie jest w stanie z nim zerwać i nadal się z nim spotyka chociaż jest zakochana w innym. I chyba mój ulubiony „festiwal głupoty” - grupa z Cirus Lumos, do której należy Hadrin tfu Hadrian (nowy ukochany głównej bohaterki Alicji) ukrywa się przed tymi „złymi” zmienia miejsca zamieszkania, ogólnie ucieka. I wiecie co oni robią, żeby ich nikt nie znalazł? Urządzają wystawy cały czas używając tej samej nazwy. Geniusz, po prostu geniusz...
Co dalej moi mili? Autorce chyba w początkowej wersji wyszła za krótka książka. Tak naprawdę fabuła odbyłaby się bez całej części do studniówki włącznie. Po co nam było Adam i Oskar? Po co nam był Maks? Tego to jeszcze zrozumiem, bo wiadomo młodzieżówka bez trójkąta miłosnego to nie młodzieżówka. Właściwa akcja zaczyna się dopiero po studniówce, czyli gdzieś po 1/3 książki?
Pamiętacie o motywie cyrku? O nazwie cyklu „Circus Lumos”? Wiecie ile w tej książce cyrku? Mniej niż opowieści o Adamie i Oskarze (którzy do książki nie wnoszą zupełnie nic).
Nasza główna bohaterka jest licealistką, maturzystką, ale wiecie co? Chyba bardzo się zmienił świat nastolatków od czasów kiedy ja byłam nastolatką. Która nastolatka omawia sobie prawa fizyki np. podczas jazdy na łyżwach? A takich „kwiatków” jest wiele ;)
Zdecydowanie moją ulubioną sceną była scena, kiedy Alicja i Hadrian byli w łóżku. Całowali się namiętnie, ona rozpinała mu koszulę, on też zaczął ją rozbierać. I wtedy spytał czy jej zimno. A jej zimno było. W związku z czym Hadrian opatulił ją kocem i pobiegł szykować herbatę. Tak. Dobrze myślicie Hadrian ma 13 lat i boi się kobiet. A przepraszam, jednak nie ma 20 lat i boi się kobiet.
Jedna z ostatnich scen również zasługuje na uznanie. Po ataku złych magików posiadających demoniczne moce Hadrian oświadcza Alicji, że musi wyjechać. Nie może jej narażać, musi uciekać. Alicja pogrąża się w bezdennej rozpaczy i tak trwa kilka dni, aż przychodzą do niej przyjaciele z interwencją. Jedno z nich mówi „idź, powiedz żeby został, albo jedź z nim”. Alicja w te pędy wpada do autobusu, jedzie do Hadriana i wiecie co? Tak, dokładnie, mimo, że minęło kilka dni. On obawiał się ataku złych magików, mieli uciekać to czekali te kilka dni. Jednak Alicja nie zastała go w domu, bo poszedł już na dworzec. Zastała jedynie Amelię - jedna z grupy Circus Lumos. Obydwie dowiadują się, że cała ekipa została zdradzona przez Konrada i najprawdopodobniej Hadrian jej w niebezpieczeństwie. Konradzie, ja czytelnik uprzejmie dziękuje Ci, że postanowiłeś poczekać z urządzeniem zasadzki kilka dni, na Alicję, żeby mogła pomoc Hadrianowi a potem zostać porwana.
I już chyba zakończę ten mój festiwal narzekania, dodam tylko, że niektóre strony biją takim patosem, jakbyśmy czytali pamiętnik 13-latki, a nie historie maturzystki.
To pora na plusy :) +szybko się czyta +podnosi ciśnienie + szybko się czyta
Ale wiecie co jest najgorsze w tym wszystkim? Moja skłonność do masochizmu. Przeczytam drugi tom. Może jest nadzieja. Może się okaże po co był Adam i Oskar.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Byłam przygotowana na coś gorszego, co nie znaczy, że jest dobrze. Mam mnóstwo uwag, wśród których prym wiedzie pytanie: gdzie jest tytułowy cyrk? Autorka poświęciła temu wątkowi jakieś dwa rozdziały, a pozostała część książki to miłosno-imprezowe rozterki nastoletniej głównej bohaterki przeplatane z fanfikiem książek Cassandry Clare. Zdecydowanie za dużo podobieństw do Nocnych Łowców. Ponadto główna bohaterka jest szalenie irytująca, infantylna i zachowuje się jakby cały świat kręcił się wokół niej. Sprawia wrażenie osoby dość płytkiej, jest niezdecydowana i niezdarna w bardzo negatywny, przerysowany sposób. Do tego dochodzi masa (sic!) błędów językowych, niezgrabności stylistycznych, górnolotnych i wszechobecnych porównań - te ostatnie chyba miały podnosić walory artystyczne, ale jest ich zbyt dużo i są pozbawione sensu. Tego rodzaju „wpadki” bardzo zaburzają odbiór tekstu, a powinny zostać wyłapane i skorygowane w procesie wydawniczym. Wiem, że to młodzieżówka, a w dodatku debiut, ale wypadałoby zachować pewne standardy poprawności, bo momentami książka bardzo męczy przez to, w jaki sposób została napisana. Co na plus? Doceniam umieszczenie akcji w Gdańsku, Pannę Ninę (podoba mi się to imię, pasuje do kota) i całkiem udany rozdział poświęcony kolacji, na którą rodzice Alicji zaprosili Hadriana. Nie wiem, dokąd ta historia zmierza, ciężko cokolwiek przewidzieć, ale żywię gorącą nadzieję, że będzie lepiej.
Zmiksuj Dary Anioła, Caraval, Zmierzch, Polskę i powstanie Król Kier. :) Czy to źle? Nie mam na myśli, że ta książka jest sklejką kilku książek (jak np. Czerwona Królowa..), ale podczas czytania mocno mi się one kojarzyły. :) Szczególnie DA! :O Czuję, że to dopiero wstęp, wstęp do czegoś ciekawego. Pierwszy tom długo się rozwija, a akcje z drugiej połowy mogłyby być lepiej poprowadzone, ale w ogólnym rozrachunku mi się podobało. :) Jestem ciekawa tego co dalej się wydarzy w tej historii, szczególnie po takim zakończeniu. Pomysł na fabułę bardzo ciekawy, niech żyją magicy! <3 Coś czuję, że kolejne tomy będą lepsze, to tylko kwestia czasu by się o tym przekonać. Osobiście polecam. :)
Po wielu negatywnych opiniach bałam się czytać tej pozycji, ale ostatecznie przypadła mi do gustu, a ja coraz bardziej czuję się przekonana do polskich autorów. Utożsamiłam się z główną bohaterką, znalazłam z nią bardzo wiele cech wspólnych. Świat Cirus Lumos mnie sobą oczarował, a do tego bardzo cieszy mnie fakt, że nie zostaliśmy od razu do niego wrzuceni. Oczywiście było widać, że to dopiero debiut tej autorki, początkowo styl mnie do siebie nie przekonał, bo pomimo że czytało mi się lekko oraz szybko to niestety czasem czułam się, jakbym czytała opowiadanie z wattpada. Im jednak dalej, tym lepiej. Biorę się od razu za drugą część, ponieważ po tej końcówce jestem bardzo ciekawa dalszych losów Hadriana oraz Alicji.
Wow. Pierwszy raz mam taki dylemat co do oceny książki . Po mimo że ta książka nie była wybitna daże ją nie wytłumaczoną miłością . Przez pierwsze 200 stron byłam przekonana że nie dam więcej niż 2 gwiazdki. Ot taka obyczjówka z lekkim wątkiem fantastycznym ,w którym bohaterka nie bierze aktywnego udziału. Przyjemny styl pisania, fajny wątek romantyczny Ale oprócz tego żadnego bum. Później zaczęła się akcja , która czasami mnie frustrowała A czasami bardzo mi się podobała. Dalej akcja rozkręca się i rozkręca, wsiadamy na kolejkę górską, którą niesie nas w dół i w dół aż dochodzimy do 2 ostatnich rozdziałów po których wnioskuje że nie wiem czy wytrzymam do urodzin z 2 częścią. Jedyne co jeszcze trochę gryzlo mnie w tej książce, to dziecinnosc głównej bohaterki, pomimo jej wieku , i można by wpleść więcej rodziny Hadriana którego kocham.
Jedyne co zapadło mi w pamięć z tej książki to fakt, że pierwsza połowa jest opisem nudnego życia szkolnego głównej bohaterki, z wątkiem jej nieudanego związku, którego przerwanie następuje o wiele za późno. Akcja rozpoczyna się jak juz nadmieniłam od połowy, dialogi są sztywne, a bohaterka jest irytująca. Pod koniec dzieje się za dużo, ma się wrażenie że autorka próbuje nadrobić nudny i długi wstęp zbyt szybkim zakończeniem
Przez połowę książki nie ma żadnej fantastyki, tylko miłosne rozterki Alicji (głównej bohaterki). Kiedy pojawia się nowa postać wiadomo, że będzie ważna bo moment spotkania jest napisany przesadnie. Wolałabym, żeby to była zwykła osoba i z czasem zrobiła się ważna, a nie odrazu. Styl pisania okropny, ale idzie się przyzwyczaić. Fabuła to...Demony atakujące świat, kobieta, która dostawała od męża jakieś tajemnicze środki i urodziła dziecko z ciemną mocą, ludzie, którzy chronią innych przed demonami. Mówi Ci to coś? Fabuła z wątkami pd Nocnych Łowców, autorka próbowała coś sama wymyślić, ale tylko drobne elemety w całym opisie magicznego świata. Bohaterowie: Alicja jest wzorowana na Clary, nie mocno, ale widać to, bo nagle okazuję się, że ma supermoc, co nie jest wyjaśnione w tym tomie. Hadrian jest wzorowany na Jasie, ale nie ma jego genialnych tekstów, ma trochę bardziej ustabilizowane emocje. Ten bohater bardzo mi się spodobał. Tristan jest wzorowany na Sebastianie. Niedość, że mają podobny sposób pochodzenia (próbuje przez spoilerów xd) to obydwoje są ci źli.
I ogólnie ci wojownicy podobno tacy dobrzy w bitwach, a z każdej ratuje ich ktoś kogo tam nie miało być. I to co się działo na końcu, to żenada. Dlaczego on się wycofał? Tak jakby autorka zabrnęła za daleko i szukała wyjścia na łatwiznę. Jeszcze nie rozumiem dlaczego główny zły pojawił się już na pierwszej większej bitwie. Serio nie mógł poczekać na jakiś finał?
O „Królu Kier” jeszcze niedawno było bardzo głośno w społeczności książkowej. Zarówno przed premierą, jak i chwilę po niej można było przeczytać mnóstwo recenzji wychwalających tę powieść. Z czasem jednak zaczęły się pojawiać głosy znacznie mniej pozytywne, krytykujące wiele aspektów tej historii. Byłam bardzo ciekawa, do której grupy ja będę się zaliczać po przeczytaniu książki Aleksandry Polak. Kiedy w końcu po nią sięgnęłam, już po przebrnięciu przez kilka pierwszych rozdziałów wiedziałam, że moja opinia nie będzie należała do tych pozytywnych. Okazało się, że poza pięknym wydaniem, które ładnie prezentuje się na półce „Król Kier” nie ma zbyt dużo do zaoferowania.
W stosunku do tej powieści nie miałam praktycznie żadnych oczekiwań. Owszem, fabuła zapowiadała się całkiem nieźle, ale spodziewałam się po prostu lekkiego młodzieżowego romansu z nutką fantasy. Motyw cyrku wydał mi się dość intrygujący, a poza tym chciałam przekonać się, jak z gatunkiem YA radzą sobie polscy autorzy. „Król Kier” pokazuje, że niekoniecznie dobrze.
Niezbyt często jakaś powieść nie trafia do mnie tak bardzo, że mam ochotę całkowicie porzucić jej czytanie. Książka Aleksandry Polak wywołała u mnie takie uczucie z jednego, niezwykle istotnego powodu – przez główną bohaterkę. Spotykałam się już z różnymi przypadkami dramatyzującej nastolatki, ale Alicja pobiła na głowę większość z nich. Ta dziewczyna jest po prostu straszna. Nie dość, że okropna z niej egoistka, to jeszcze załamuje swoją infantylnością i w wielu przypadkach zadziwiającą głupotą. Oczywiście, ma wrażenie, że cały świat kręci się tylko wokół niej, posiada również wyjątkowo wysokie poczucie własnej wartości. Chociaż najbardziej denerwowała mnie jej skłonność do wyolbrzymiania nawet najmniej ważnych kwestii do rangi ogromnego problemu. Rozumiem, że ludzie są różni i może znajdą się osoby, które mają podobne priorytety do Alicji, ale na pewno będą oni nieliczni. Ta dziewczyna przejmowała się takimi głupotami, na każdym kroku podkreślając ich wagę, do tego stopnia, że już po kilku stronach byłam tym zwyczajnie zmęczona i zirytowana.
Mimo wszystko liczyłam, że wraz z biegiem akcji Alicja w końcu zmądrzeje, jak to często bywa z główną bohaterką powieści tego gatunku. Cóż powiedzieć…chyba miałam nadzieję na zbyt wiele. Kiedy w końcu zaczyna robić się niebezpiecznie i inni wymagają od niej racjonalnego zachowania, dziewczyna robi całkowicie odwrotnie. Gdyby jeszcze od tego zależał tylko jej los, dałoby się przymknąć na to oko. Sęk w tym, że przez jej pozbawione jakiejkolwiek logiki decyzje również inni bohaterowie są stawiani w trudnej i ryzykownej sytuacji.
Na temat tej postaci mogłabym wylewać żale w nieskończoność, więc przerwijmy w tym momencie i przejdźmy dalej. Oprócz Alicji w „Królu Kier” pojawiają się również inne, o wiele ciekawsze osoby. Przede wszystkim Hadrian, który niby jest takim typowym przykładem „chłopaka marzeń”, ale ma w sobie coś takiego, że bardzo przyjemnie się o nim czyta. Podobnie sprawa się ma w przypadku reszty ekipy Circus Lumos. Ci bohaterowie są dobrym materiałem na ciekawą historię, chociaż obawiam się, że to, co zostało przedstawione czytelnikom w tym tomie może stanowić wszystko, co będziemy wiedzieć na ich temat. Mam nadzieję, że to moje przypuszczenie się nie sprawdzi, bo naprawdę szkoda by było, gdyby te dwie/trzy informacje przedstawione przez autorkę miały nam wystarczyć.
Nie będę się szeroko wypowiadać na temat fabuły, bo nie wydaje mi się, żeby było warto. Trudno znaleźć w niej cokolwiek oryginalnego – w większości powtarza schematy znane powszechnie czytelnikom literatury młodzieżowej. Można w niej znaleźć elementy charakterystyczne dla wielu innych książek YA, również mających w sobie wątek fantastyczny. Autorka zmiksowała to wszystko i umieściła w swojej powieści, dodając parę własnych elementów. Nie wpłynęło to zbyt mocno na korzyść „Króla Kier”. Bardzo niewiele momentów jest trudnych do przewidzenia, a wydarzenia, które obserwujemy w trakcie lektury zdarzają się być pozbawione racjonalności i logiki.
„Król Kier” to nie jest powieść, którą będziecie czytać z ekscytacją i szybkim biciem serca. Nie ma tu zbyt dużo trzymających w napięciu wydarzeń, przez co wciągnięcie się w akcję może być dość trudne. Gdy zaczęłam czytać tę książkę, przebrnęłam przez pierwsze kilka jej rozdziałów, a następnie bez żalu odłożyłam, by wrócić do niej dopiero w następnym tygodniu. Wtedy też dobrnęłam do końca i dowiedziałam się, jak autorka zdecydowała się rozwiązać fabułę tego tomu. Na tle całej powieści zakończenie wypadło naprawdę dobrze (ba, mogło być nawet lepiej, gdyby nie głupota głównej bohaterki). Ostatnie strony wzbudzają chęć poznania dalszego ciągu tej historii i to właśnie one spowodowały, że planuję sięgnąć po kontynuację. W samej końcówce wpadłam na pewną hipotezę dotyczącą kolejnych wydarzeń i jestem naprawdę ciekawa, czy się ona sprawdzi.
Jak widzicie, moim zdaniem „Król Kier” nie należy do grona zbyt dobrych powieści. Najlepszym aspektem tej książki jest oprawa graficzna, a jej wnętrze nie ma zbyt dużo do zaoferowania. Jeśli nie przeszkadza Wam wybitnie irytująca główna bohaterka, przewidywalna oraz schematyczna fabuła i mimo wszystko zdecydujecie się sięgnąć po tę książkę, dajcie znać, jakie są Wasze odczucia na jej temat. Może komuś z Was się spodoba? W końcu gusta są różne 😉
Zdecydowanie jedna z gorszych książek jakie przeczytałam; nie się nie pokrywało, zachowanie Alicji było iracjonalne i głupie. Czytając co chwilę zalewało mnie zażenowanie i cofałam się aby sprawdzić czy przypadkiem nie przegapiłam jakiegoś fragmentu.
Fabuła o której jest mowa w opisie rozgrywa się na 50 stronach? Cała reszta to związek głównej bohaterki z praktycznie obcym cyrkowcem (stalkerem).
Ogólnie 1 połowa była dosyć normalna i przyjemna ale gdy zaczęłam czytac druga polowe mialam ochote wywalić ta ksiazke i zapomniec… Strasznie dużo nawiązań bylo do Pottera💀 bohaterka zgłupiała bardzo od pewnego momentu albo było coś typu 2 strony wcześniej ,,ściągnęłam lyzwy” pozniej za te 2 strony znowu że ściągnęła łyżwy😭 Wiekszosc bohaterów była bez charakteru i nie do zapamiętania.
Totalnie zmarnowany potencjał. Wydaje mi się, że autorka zbyt skupiła się na głównej bohaterce, która i tak wyszła beznadziejnie. Była wręcz nijaka, z czasami uwidocznił się jej egoizm, powierzchowność i infantylność. Pomysł może był ciekawy, ale szkoda bo został kiepsko rozwinięty. Zamiast o historii Circus Lumos, dostajemy na początku 100 stron o życiu szkolnym głównej bohaterki. Jedną z ciekawszych postaci była Stella, której wątek mam nadzieję będzie rozwinięty w kolejnych częściach. Jeżeli miałabym je w ogóle czytać to tylko dla niej. Dodatkowo w tej książce jest dużo absurdalnych sytuacji.
Cieszę się, że pani Aleksandra ma tak płynny i lekki styl, ponieważ mogłam rozkoszować się tą niebanalną historią o magii, walce sił ciemności i światłości oraz miłości (choć ta ostatnia interesowała mnie akurat najmniej).
Od samego początku należało się spodziewać, że idealny dzień Alicji okaże się totalną klapą. Studniówka - która z nas nie marzyła o wieczorze jak z bajki (lub nadal marzy)? Nasza główna bohaterka zaplanowała go od początku do końca, przewidując wszystkie tragedie, jakie mogły się wydarzyć. No, prawie wszystkie poza jedną, która kompletnie zmieniła jej życie. Generalnie książka przypominała mi trochę rollercoaster, choć z mniejszym ładunkiem adrenaliny. Alicja zjeżdża kolejką szczęścia, aby wspiąć się na wyżyny złamanego serca, po czym znów gna na łeb na szyję ku krainie szczęśliwości. Niestety, powieści nie udało się mnie aż tak zaskoczyć - raczej głównie pod koniec, przy ostatnich rozdziałach. Dlatego mam nadzieję, że kolejny tom będzie bardziej obfitujący w zaskoczenia. W tym jednak mogłam zanurzyć się w pełnym magii i grozy świecie, który Alicja poznała dzięki Hadrianowi. Sam wątek miłosny jakoś mnie nie irytował, bywał nawet uroczy, ale bardziej byłam żądna wieści o talentach cyrkowców, o ich tajemnicy! (…) prawdziwa miłość jest inna. Jest dzika, surowa, i choć ogólnie jest do bani, muszę przyznać, że rzeczywiście zaskoczyła mnie swoim wyjątkowym pięknem. Alicja to bohaterka, do której ciężko mi się odnieść. Na początku miałam ją za osobę zupełnie pozbawioną asertywności przez sytuację z Maksem. Jednak spotkanie z Hadrianem zmieniło nie tylko jej życie, ale także i ją. Stała się bardziej stanowcza, częściej walczyła o swoje szczęście. Maksowi najchętniej ukręciłabym głowę za bycie przykładem dupka totalnego. Jego totalnym przeciwieństwem jest Hadrian - facet idealny, może nawet trochę zbyt wyidealizowany. Bardzo polubiłam także jego rodzinę, a podczas spędzonego u nich wieczoru, uśmiech nie schodził mi z twarzy. Pozytywnymi postaciami okazali się również Julia i Edward - obydwoje pozytywnie zakręceni, empatyczni i dbający o Alicję.
To, co urzekło mnie najbardziej, to sam klimat powieści. Przez większość powieści błądzimy po omacku, próbując odkryć sekrety Hadrina i Circus Lumos. Prawda okazuje się może nie tak znowu zaskakująca, ale zadowalająca. Zdecydowanie polecam książkę osobom, w których życiu brakuje magii codzienności, iskry mogącej rozświetlić życie! :)
BOHATEROWIE Naszą główną bohaterką jest niewątpliwie Alicja i niestety, ale muszę przyznać, że jest ona najsłabszym ogniwem tej historii. Autorka wykreowała ją jako jedną z tych dziewczyn, których w realu zdecydowanie się nie lubi. Dlaczego? Wszystko za sprawą denerwującego zachowania i absolutnie braku jakiejkolwiek osobowości. Postać była do bólu papierowa, a jej naiwne działania niejednokrotnie doprowadzały mnie do szewskiej pasji. Nie podobało mi się również, jaka bierna była w obliczu sytuacji z Maksem, chociaż powinna dawno zareagować. Nie wyczułam także chemii między nią a naszym cyrkowcem, a sam Hadrian okazał się kolejną postacią bez większego polotu. A szkoda, bo potencjał drzemie w nim ogromny. Niestety, nie znalazłam w tej książce bohatera, którego obdarzyłabym szczególną sympatią, bo nawet Edward, który zapowiadał się na ciekawą postać, ostatecznie został pochłonięty przez schemat, na którym został oparty. Muszę przyznać, że zabrakowało mi w Królu kier postaci, która "pociągnęłaby" całą tę historię do przodu. Jakieś pomysły ewidentnie były, ale niestety z przeniesieniem ich na kreację bohaterów poszło już słabiej.
MAGIA? Czytając opis okładkowy nastawiałam się na książkę w pełni fantastyczną, wypełnioną magią, niewiarygodnymi wydarzeniami i tym podobnymi. Jak się jednak okazuje, powieści bliżej do obyczajówki z domieszką magii, niż do YA fantasy. Wszystko skupia się bardziej na Alicji i jej szkolnym życiu i miłości, niż na fantastycznych światach czy postaciach. Właściwie, można się pokusić o stwierdzenie, że dopiero ostatnie sto stron wprowadziło jakiś faktyczny element fantastyki. Wprawdzie jest to dopiero wstęp do serii, więc nie można oczekiwać, że od razu zostaniemy wciągnięci w zawiłe magiczne intrygi, jednak mam wrażenie, że gdyby autorka bardziej skupiła się na wątku fantastycznym, zamiast na perypetiach Alicji i jej absurdalnym zachowaniu, książka zyskałaby o wiele bardziej, bo pomysł na tę "nierealną" część książki był bardzo dobry i ciekawy. Nie będę tu zdradzała szczegółów, by nie odbierać nikomu przyjemności samodzielnego poznawania historii, jednak mimo zaczepienia się jakichś schematów, pomysł miał potencjał. Mam nadzieję, że w drugim tomie zostanie on wykorzystany lepiej, niż miało to miejsce w debiucie. Zwłaszcza, że zakończenie pierwszego tomu pozostawiło intrygującą furtkę dla kontynuacji. Tylko czy po tę kontynuację sięgnę? Z przykrością stwierdzam, że chyba jednak nie.
STRUKTURA Król Kier podzielony jest na numerowane rozdziały, w których narrację pierwszoosobową prowadzi Alicja. Dzięki temu możemy lepiej ją poznać i chociaż spróbować zrozumieć jej zachowanie. Jednak w moim przypadku doprowadziło to do jeszcze większego braku sympatii do tej dziewczyny. Myślę, że wprowadzenie drugiego narratora nieco poprawiłoby tę sytuację, bo mielibyśmy chociaż chwilę ucieczki od denerwującej bohaterki. Szczególnie, jeśli byłaby to postać, którą łatwo da się polubić czy też zrozumieć. Przechodząc do stylu pisania autorki, tutaj też mam pewne zastrzeżenia. Podczas lektury było trochę zgrzytów i miałam wrażenie, że całość napisana jest bardzo nierówno. Były momenty bardzo ładne, wręcz idealne do stworzenia cytatu, jednak zdarzały się też takie, w których tekst brzmiał bardziej jak wypracowanie szkolne niż powieść.
PLUSY I MINUSY Żeby tak do końca nie krytykować, warto zauważyć kilka plusów. Pomysł na wątek fantastyczny był ciekawy i opatrzony kilkoma intrygującymi zwrotami, zgrabnie wplecionymi w akcję. Przyznam, że jednego z nich zupełnie się nie domyśliłam, gdyż chyba moja czujność została uśpiona i po coraz większym uczuciu rozczarowania nie spodziewałam się, że jeszcze coś może mnie w tej książce pozytywnie zaskoczyć. Także zakończenie daje nadzieję na to, że drugi tom będzie już bardziej dynamiczny i skupiony na wątku właściwym, bez tych "szkolno-Maksowych" zawijasów. Jednak... Wielkim minusem była Alicja i jej często irracjonalne zachowanie, o którym już zresztą wspomniałam wyżej. Dziewczyna tak bardzo działała mi na nerwy, że chyba stanie na moim prywatnym podium znienawidzonych bohaterek literackich. Tuż za tym pojawia się kolejna wada, tj. fakt, iż w pewnym momencie miałam wrażenie, że autorka trochę pogubiła się w swojej historii. Chciała rozwinąć zbyt wiele wątków i chyba w jej głowie wyglądało to nieco inaczej, niż wyszło to w rzeczywistości, bo w efekcie to, co interesowało mnie (i mam wrażenie, że nie tylko mnie) najmniej, zajmowało w tej książce najwięcej miejsca. Dodatkowo, brakowało mi wielowymiarowości bohaterów, którzy jakby na siłę mieli być albo dobrzy, albo źli, nic pomiędzy, a także przeszkadzało mi swego rodzaju wybielanie niektórych postaci, momentów itd. Tak jakby autorka bała się trochę namieszać i wprowadzić trochę kolorów, zamiast tej idealnej rodzinki, przyjaciół itd. Poza jedną postacią, wszystko było zbyt oczywiste i jednoznaczne.
PODSUMOWUJĄC Król kier to opowieść o miłości i magii, która miała w sobie potencjał, jednak w moich oczach został on niemal doszczętnie zrujnowany. Nijakie postacie, dominacja warstwy obyczajowej nad fantastyczną, chociaż to ta druga była o wiele bardziej interesująca i niestety, ale pojawiające się zgrzyty podczas lektury. To wszystko składa się na fakt, iż książka pozostawiła mnie ze sporym rozczarowaniem. Na plus przemawia jedynie umieszczenie kilku ciekawych zwrotów akcji i ogólny pomysł na historię. To niestety nie wystarczy, by móc z czystym sercem polecić tę książkę. Wiem jednak, że wśród młodych ludzi, zafascynowanych lekkimi, niewymagającymi seriami ze szkołą i małym wątkiem fantastycznym w tle, na pewno znajdą się też osoby, którym ta historia przypadnie do gustu. Ja niestety lektury nie zaliczam do udanych i raczej nie sięgnę po drugi tom, nawet jeśli zakończenie to jeden z lepszych elementów tej książki i daje nadzieję na tendencję wzrostową. Decyzję, czy odważycie się sięgnąć po wprowadzenie do serii Circus Lumos pozostawiam więc Wam samym. Kto wie, może Wasze odczucia po przeczytaniu będą lepsze niż moje? Tego Wam życzę! ;-)
Słyszałam tyle negatywnych opini o tej pozycji i według mnie sa nieuzasadnione. Styl jest dobry, fabuła co prawda podobna do “Alicji w krainie zombie” oraz “Dworu cierni I róż”, ale pamiętajmy, że to debiut autorki, polskiej autorki🇵🇱, a nasz produkt powinniśmy chwalić i promować. Bohaterowie sa dobrze wykreowani, a akcja wartka. Biegnę do biblioteki po kolejny tom. 😝
Alicja jest zwyczajną osiemnastolatką - chodzi do liceum, przygotowuje się do zbliżającej się matury, ma chłopaka Maksa i zwariowaną najlepszą przyjaciółkę Julię. Wydawałoby się, że wiedzie szczęśliwe, wręcz sielankowe życie, ale w noc studniówki zostaje brutalnie pozbawiona złudzeń, a następujące po tym wydarzenia wywracają cały jej świat do góry nogami. Dziewczyna nie spodziewa się, że wystawa grupy cyrkowej Circus Lumos, na którą zaciąga ją Julia dla poprawy humoru, otworzy jej oczy na świat magii, a złamane serce na tajemniczego Hadriana. Wraz ze światłem przychodzi jednak mrok, a wraz z miłością - niebezpieczeństwo. Kiedy Alicja poznaje sekrety Circus Lumos, zostaje uwikłana w odwieczną walkę, od której nie ma odwrotu…
Gdybym miała podsumować tę książkę jednym zdaniem, brzmiałoby ono tak: “Gdyby ‘Dary Anioła’ i ‘Zmierzch’ miały dziecko, byłby nim właśnie ‘Król Kier’”. Nie wiem, na ile było to zamierzone, ale w powieści widać wyraźne wpływy tych dwóch serii, z nutką “Caravalu” i “Cyrku Nocy”. Czy to dobrze, czy źle, to już każdy musi ocenić sam, zgodnie z własnym gustem czytelniczym.
Chociaż “Król Kier” został napisany przez polską autorkę, a akcja dzieje się w Gdańsku, przez pierwszych kilkadziesiąt stron nie mogłam pozbyć się wrażenia, że czytam amerykańską powieść dla młodzieży. Sposób przedstawienia liceum Alicji i rządzącej nim kliki plastikowych panienek, chłopak z drużyny sportowej, czy użyte w tekście wyrażenia (serio, czy ktokolwiek w Polsce mówi, że doszedł z chłopakiem do drugiej bazy?) - wszystko to budzi jednoznaczne skojarzenia z książkami YA i serialami ze Stanów. Może dla kogoś będzie to zaletą, dla mnie niestety trochę zgrzytało.
Z bohaterami w tej powieści różnie bywa, jednych polubiłam bardziej, innych zdecydowanie mniej. Alicja niestety w ogóle nie przypadła mi do gustu, jak na osiemnastolatkę chwilami wydawała się być zbyt dziecinna i głupiutka, zawiodła mnie też swoją niekonsekwencją w stosunku do osoby, która ją skrzywdziła. Ma także tendencję do przejmowania się nie tym, czym akurat powinna, a w stosunku do problemów wyznaje filozofię “oj tam, oj tam”. Pod pewnymi względami bardzo mocno kojarzyła mi się z Bellą ze “Zmierzchu” - jest niezdarna, zakochuje się w chłopaku, który ma nadnaturalne moce i mieszka z grupą podobnych sobie osób, którą nazywa rodziną, chociaż technicznie nią nie są; odwiedza z chłopakiem wspomnianą rodzinę, która jest zafascynowana jej zwykłym ludzkim życiem, po czym ta znajomość staje się dla dziewczyny niebezpieczna... Brzmi znajomo? Honoru bohaterów “Króla Kier” broni Hadrian, który może też jest trochę sztampowy, ale lubię takich przystojnych, tajemniczych chłopców ;) W książkach, oczywiście! Generalnie ekipa z Circus Lumos obfituje w kilka ciekawych charakterów i żałuję, że autorka nie poświęciła większej części książki na dokładne opisanie tych postaci, bo chętniej poczytałabym trochę więcej o nich, a mniej o rozterkach sercowych Alicji. Bohaterowie drugoplanowi, do których należy zaliczyć też wspomnianą Julię i Edwarda - kolegę Alicji ze szkoły, zdecydowanie kradną show postaciom pierwszoplanowym.
Jeśli liczycie na książkę, wypełnioną magiczną atmosferą od początku do końca, to niestety możecie się trochę zawieść - pierwsze ⅔ “Króla Kier” skupia się bardziej na samej Alicji i jej związkach, na rozwijającym się między nią a Hadrianem uczuciu, a dopiero w ostatniej ⅓ dostajemy więcej akcji i konkretniejsze wprowadzenie do magicznego świata, stworzonego przez autorkę. Tutaj z kolei przychodzi pora na porównanie do Nocnych Łowców ;) Ale nie będę pisać dokładnie, kto, dlaczego i z kim z ekipy “Darów Anioła” mi się kojarzy, żeby nikomu nic nie zdradzić. Kto czytał obie książki, na pewno zrozumie, o co mi chodzi. W każdym razie “Król Kier” to pierwszy tom serii, z tego względu to zrozumiałe, że mniej w nim akcji, a więcej informacji wprowadzających czytelnika w świat przedstawiony.
Pod względem języka książka jest przyjemna, może chwilami za bardzo uderza w górnolotne tony, ale czyta się ją łatwo i szybko. Narracja jest pierwszoosobowa, wszystkie wydarzenia poznajemy więc z perspektywy Alicji. Pojawia się też trochę humoru, który umila lekturę.
“Król Kier” nie jest powieścią wybitną, autorce niestety nie udało się uniknąć pewnych schematów, obecnych w zagranicznej literaturze young adult. Nie mniej jednak jest to całkiem przyjemna książka, z którą miło można spędzić czas. Jeżeli lubicie romanse z nutką magii i historie o odwiecznej walce dobra ze złem, debiut literacki Aleksandry Polak powinien przypaść wam do gustu.
Często wspominam o tym, że lubię czytać książki polskich autorów, szczególnie jeśli są to debiuty. Wtedy jestem w stanie przymknąć oko na kilka niedociągnięć i zrozumieć, że każdy kiedyś zaczynał od zera i trzeba dać szansę początkującym osobom próbującym zaistnieć na polskim rynku wydawniczym (co wbrew pozorom wcale nie jest takie łatwe!). Już sama okładka "Króla Kier" przyciąga uwagę czytelnika, sprawia, że chce on sprawdzić, co kryje się na kartach tej powieści. Tak było i ze mną. Jak na prawdziwą okładkową srokę przystało, kiedy zobaczyłam oprawę debiutanckiej książki Aleksandry Polak, wiedziałam, że muszę ją mieć. Po przeczytaniu opisu tylko utwierdziłam się w tym przekonaniu. A jak przebiegło moje pierwsze spotkanie z twórczością młodej polskiej pisarki? Zapraszam na recenzję.
Alicja jest zwyczajną dziewczyną, nie należy do szkolnej elity, nie wyróżnia się niczym szczególnym na tle rówieśników. Poznajemy ją, gdy jest w ostatniej klasie liceum i trwają przygotowania do studniówki. Kilka dni przed jednym z najważniejszych wydarzeń w życiu maturzystów, Alicja przestaje dogadywać się ze swoim chłopakiem Maksem. Najlepsza przyjaciółka dziewczyny postanawia zainterweniować i zabiera Alę do cyrku, aby ta chociaż na chwilę zapomniała o swoich problemach. Bohaterka poznaje tam tajemniczego chłopaka Hadriana, który jak się później okaże, wywróci jej życie do góry nogami...
Długo zastanawiałam się, co napisać na temat "Króla Kier". Nie potrafię jasno powiedzieć, czy książka mi się podobała, czy też nie, mam co do niej bardzo mieszane uczucia. Ma sporo zalet, ale niestety tyle samo wad. Zacznijmy jednak od początku. Po okładce, tytule oraz opisie książki wydawać by się mogło, że będzie ona powieścią fantastyczną, w której główną rolę będzie grał cyrk. Muszę Was jednak wyprowadzić z błędu. Mimo że magia pojawia się w "Królu Kier", to dzieje się to dopiero około dwusetnej strony, jednak z cyrkiem nie ma ona za wiele wspólnego - jedynie grupa uzdolnionych magicznie osób nazywa się Circus Lumos. Przez pierwszą połowę ksiązki autorka skupia się tylko i wyłącznie na wątku miłosnym i problemach sercowych Alicji, która boryka się między wyborem jednego z dwóch kandydatów na chłopaka. Kiedy wreszcie udaje jej się podjąć decyzję, to do świata naszej bohaterki z impetem wpada magia. Muszę przyznać, że miałam problem z przestawieniem się z typowej powieści Young Adult na książkę z gatunku fantastyki. Myślę, że jakby oddzielić obie części kreską i dopisać każdej z nich brakującą połowę, to powstałyby dwie bardzo dobre książki. Połączenie, które zastosowała Aleksandra Polak wprowadziło do "Króla Kier" niepotrzebny chaos oraz wywołało we mnie mieszane uczucia.
Co do bohaterów, to są oni niestety bardzo schematyczni. Kiedy poznawałam losy Alicji, jej rozterki sercowe oraz problemy, to w tyle głowy miałam cały czas postać Belli ze "Zmierzchu", a także Clary Fray z "Darów Anioła". Hadrian to typowy rycerz na białym koniu, idealny, nieskazitelny, każda kobieta marzy o takim mężczyźnie - szkoda tylko, że tacy żyją tylko w książkach. A Maks to bohater "zapchaj dziurę" - w końcu na trójkąt miłosny muszą składać się trzy osoby.
Niestety podczas lektury można zauważyć niedoświadczenie autorki oraz Jej niewyćwiczony warsztat. Z bólem serca muszę stwierdzić, że Aleksandra Polak miała naprawdę dobry i kreatywny pomysł na świetną powieść, jednak gorzej poszło Jej z wykonaniem. Niektórym pewnie będą przeszkadzać liczne powtórzenia, bardzo prosty język oraz urywanie wątków w najciekawszych momentach, ja jednak przymknęłam na to oko i wierzę, że z tomu na tom będę zauważać zmianę, jaka zajdzie w stylu oraz warsztacie pisania autorki. Mimo wszystkich niedociągnięć książkę czytało mi się szybko i przyjemnie, chociaż były takie momenty, przez które ciężko było mi przebrnąć.
Po przeczytaniu "Króla Kier" mam mieszane uczucia, jednak nie skreślam jeszcze młodej, debiutującej na polskim rynku wydawniczym autorki. Jestem bardzo ciekawa, co pokaże w następnym tomie, jak rozwinie się Jej warsztat, styl oraz jak rozegra się dalej wątek magiczny. Mam nadzieję, że problemy miłosne zejdą na drugi plan i będziemy mogli cieszyć się tym, czego oczekujemy od tej serii, czyli magią w najczystszym wydaniu!
Jeśli lubicie dawać szansę debiutującym autorom, to koniecznie musicie sięgnąć po "Króla Kier" i wyrobić sobie własną opinię. Nie oczekujcie jednak powieści z efektem wow, podejdźcie do niej na luzie, a może miło się zaskoczycie ;)
„Król kier” to debiutancka powieść Aleksandry Polak wydana przez wydawnictwo Czwarta Strona w 2017 roku. Jest to pierwsza książka z trylogii „Circus Lumos”.
Akcja powieści to życie nastoletniej Alicji, którą poznajemy w trakcie przygotowań do balu studniówkowego. Alicja stara się pozostać na uboczu, nie chce stać się tematem szkolnych plotek. Studniówkowy scenariusz przebiegł jednak inaczej, więc aby odreagować tę noc udaje się ze swoją przyjaciółką Julią do cyrku. Poznaje tam Hadriana, przez którego życie Alicji zaczyna się zmieniać…
To czego oczekujemy po przeczytaniu opisu książki poznajemy dopiero w drugiej połowie książki, a doświadczamy wręcz pod sam koniec. Przez większość stron jest to powieść obyczajowa, w której dopiero z czasem pojawiają się elementy nadnaturalne. Czy to źle? To zależy. Przez taki układ książkę łatwo podzielić na dwie części, ale jeśli pierwszą część mamy traktować jako wstęp do historii, to jest on zdecydowanie za długi.
Książkę czyta się szybko. Podczas lektury przeszkadzały mi jednak liczne porównania, które, mimo że zazwyczaj trafne, to według mnie umniejszały realności myśli czy dialogów. Bohaterów bardzo łatwo jest polubić i przywiązać się do nich. W zachowaniu bohaterów najbardziej przeszkadza mi postawa głównej postaci, a w szczególności jej zdolność do szybkiej asymilacji w nowych sytuacjach. Bardzo fajną rzeczą jest wprowadzenie motywu cyrku. Choć trwa on bardzo krótko, to od momentu pojawienia się w namiotach cyrkowych czuje się jego klimat bardzo długo.
Jednym z zarzutów wobec „Króla kier” są zapożyczenia z innych książek. A raczej wiele elementów, które kojarzą się z innymi pozycjami. Ja nie czytałem pozycji, do których porównywany jest „Król kier”, więc nie mam poczucia, że gdzieś to już słyszałem. Dla mnie zdecydowanym minusem było zbyt wiele romansu, a zbyt mało fantastyki (której tak naprawdę oczekiwałem słysząc, o czym jest ta książka), choć ten problem prawdopodobnie zostanie rozwiązany w następnych tomach.
Podobnie jak wiele osób, mam problem z oceną. Wiele elementów było fajnych i oryginalnych, wiele również nie zagrało. Z jednej strony oryginalny pomysł, z drugiej schematyczność. Ale biorąc pod uwagę, że jest to debiut autorki i powieść young adult, to jest dobrze. Nie jest to lektura wymagająca, ale mimo swoich błędów powinna spodobać się grupie docelowej.
Czy jest tu ktoś kto będąc dzieckiem nie był zafascynowany cyrkiem choć przez chwile? Te pokazy, sztuczki, akrobacje już same w sobie są niezwykle magiczne. A co dopiero gdyby przenieść je do świata fantazji! Myślicie, że cyrk zyskałby na tym jeszcze więcej magii? Jeśli jesteście naprawdę gotowi się przekonać jakby to było to zapraszam Was do tajemniczego świata Króla kier.
„Są na tym świecie rzeczy, które nas krzywdzą, a pragniemy ich bardziej niż czegokolwiek innego. Umysł mówi: „Uciekaj” i już obracamy się, by biec, ale nogi prowadzą nas w drugą stronę.”
Debiutancka powieść Aleksandry Polak nie wywarła na mnie piorunującego wrażenia. Wręcz nawet trochę męczyłam się z tą książką. Czytając jej opis spodziewałam się magicznej historii, która przeniesie mnie do enigmatycznego świata cyrku. Niestety już po kilku pierwszych rozdziałach zauważyłam, że ten wątek został całkowicie zdominowany przez życie uczuciowe głównej bohaterki. Ten zabieg sprawił, że zamiast dobrze zapowiadającej się fantastyki otrzymałam dość schematyczny i przewidywalny romans, przez co „Król kier” stracił odrobinę w moich oczach. Winę jednak za to w większości ponosi mój wiek. Wydaje mi się, że historia ta jest przeznaczona dla zdecydowanie młodszego czytelnika, który ma więcej wspólnego z poruszanymi tematami.
Na moją ocenę również bardzo duży wpływ miał początek książki. Bo o ile prolog mnie zachwycił to następne kilka rozdziałów sprawiły, że moja euforia szybko opadła. Aleksandra Polak zdecydowanie za dużo czasu poświęciła na wprowadzenie czytelnika do głównej fabuły. Dopiero tak naprawdę kilka ostatnich rozdziałów zaczyna nadrabiać braki z początku książki. Sytuacja w jakiej znaleźli się tam bohaterowie staje się bardziej intrygująca, mroczna i zarazem zaskakująca. Wszystko to za sprawą zastosowania motywu walki dobra ze złem oraz pojawieniem się czarnego charakteru. Na dodatek wreszcie zaczyna dziać się prawdziwa magia.
Drugim największym plusem „Króla kier” oprócz wspaniałego prologu są bohaterowie. Okazali się barwni, ciekawi i niezwykle rzeczywiści, chociaż autorka moim zdaniem trochę zbytnio wyidealizowała postać Hadriana.
Nie byłabym sobą, gdybym nie wspominała również o okładce, która idealnie odwzorowuje klimat cyrku. Już na pierwszy rzut oka widać, że każdy detal został pieczołowicie dopracowany. Nie wiem jak Czwarta Strona to robi, ale ich okładki zawsze zachwycają. Chyba nie będzie przesadą, gdy powiem, że pracują tam najlepsi graficy.
„(…) prawdziwa miłość jest inna. Jest dzika, surowa, i choć ogólnie jest do bani, muszę przyznać, że rzeczywiście zaskoczyła mnie swoim wyjątkowym pięknem.”
Choć „Król kier” nie jest bez wad to warto po niego sięgnąć i na własnej skórze poczuć tę odrobinę magii cyrku. Polecam zwłaszcza młodszym czytelnikom, ponieważ wydaje mi się, że zdecydowanie bardziej docenią tą historię.
Aleksandra Wszystkie cytaty pochodzą z książki „Król kier” autorstwa Aleksandra Polak.
Król kier jest to debiutancka książki polskiej autorki Aleksandry Polak. O samej pisarce nie wiem za dużo ponieważ nie udało mi się znaleźć jakiś konkretnych informacji. Sama historia opowiada o Alicji, uczennicy ostatniej klasy maturalnej, która przygotowuje się do matury. Jej najlepszą i chyba jedyną przyjaciółką jest Julia. Pewnego dnia odwiedza wystawę cyrku Circus Lumos, który jak później się okazuje nie jest zwyczajnym cyrkiem, a osoby tam występujące nie są „normalnymi” ludźmi. Właśnie na tej wystawie poznaje Hadriana. To właśnie w tym momencie rozpoczyna się cała historia. Na tyle okładki książka przyrównywana jest do Nocnych Łowców, Supernatural i Caraval. Znam każdy z tych tytułów i muszę przyznać, że co do tych dwóch ostatnich to mam wątpliwości to do Nocnych Łowców mogę tę książkę przyrównać. Chociaż styl pisania Clare dużo bardziej mi odpowiada. O książce dosyć trudno mi dużo napisać. Jest to dobry debiut. Jednak podczas czytania przelatywała mi jedna myśl, że jest to książka bardzo poprawna, ale nic ponad to. Przez ponad pół książki nie dzieje się praktycznie nic ciekawego. Mamy opis spotkań Alicji z Hadrianem, jej przemyśleń i dni w szkole. Dopiero pod sam koniec zaczyna się robić interesująco, jest dużo więcej akcji. Mamy zdrady, walki i potwory. Liczę na to, że w kolejnym tomie właśnie to od akcji zacznie się książka. Co do samych bohaterów to można ich polubić, chociaż Hadrian to taki typowy idealny chłopak bez żadnych wad, a Alicja to typowa nastolatka, trochę niedojrzała i płytka. Co do samej oprawy książki nie mam żadnych zastrzeżeń. Bardzo podoba mi się okładka (uwielbiam fioletowy kolor), wstawki przy każdym rozdziale, to, że tak ładnie się błyszczy. Czarta strona przy wydaniu się postarała. Podsumowując to wszystko. Książkę polecam tym co chcą przeczytać coś lekkiego z elementami fantastycznymi.