W 2001 roku przyjechała do Polski grupa amerykańskich uczennic, które napisały sztukę o Polce ratującej w czasie wojny żydowskie dzieci. Z dnia na dzień po latach zapomnienia Irena Sendlerowa stała się bohaterką mediów i symbolem wszystkich tych, którzy mieli odwagę sprzeciwić się złu.
Do zorganizowania pomocy potrzebny był sprawnie działający system, pieniądze i siatka zaangażowanych osób, gotowych zaryzykować życie. Jak wspominał profesor Bartoszewski, „łatwiej było znaleźć mieszkanie do przechowania skrzyni broni niż dla jednego Żyda”.
Irena Sendlerowa, kobieta, która niewątpliwie robiła rzeczy wielkie, zasługujące na podziw, i to w najtrudniejszych czasach, wyłania się w tej książce powoli spośród grona ludzi, których złączył wspólny los – ratujących i ratowanych. Tych, którzy udzielali schronienia, i tych, którzy schronienia szukali.
To opowieść o niezwykłych Polkach i uratowanych przez nie setkach dzieci.
Anna Bikont (born 17 July 1954) is a psychologist and writer associated with the Gazeta Wyborcza newspaper since its inception in 1989. Her book 'Le Crime et le Silence' won the European Book Prize in 2011.
Bikont was born in Warsaw. Anna Bikont got her MA in Psychology in the Warsaw University, and worked there until 1988. Between 1982 and 1989 She was an underground Solidarity activist; co-founder and editor of Tygodnik Mazowsze weekly, Poland's largest underground publication. She was a co-founder of Gazeta Wyborcza works as journalist for the Gazeta Wyborcza where she still works today as senior journalist.
In 2011, 'Le crime et le silence' the French edition of her 2004 non-fiction book My z Jedwabnego won the European Book Prize.
Miałam wobec tej książki duże oczekiwania, tyle się o niej mówiło, nominowało do nagród, nagradzało... Nie zawiodłam się. Po spotkaniu z Anną Bikont na Warszawskich Targach Książki wiedziałam też, że nie jest to tak naprawdę biografia Ireny Sendlerowej, a raczej portrety wielu ludzi, którzy byli z nią związani. Sendlerowa stanowi oś łączącą ich wszystkich. Jest to też kawał polskiej historii, tej mniej znanej i chlubnej, o której nie uczymy się w szkole.
To, co zachwyciło mnie w tym reportażu, to ogrom pracy, jaki autorka włożyła, by dotrzeć do źródeł. Tekst roi się od przypisów, co w polskim reportażu rzadko się jednak zdarza; jest też oczywiście obszerna bibliografia, z dokładnymi numerami i sygnaturami wykorzystanych dokumentów, a nie tylko ogólną listą, jak to często bywa. A sama historia? Czyta się dobrze, choć to lektura wymagająca dużego skupienia ze względu na ogrom informacji i nazwisk. Bikont nie obala mitu Sendlerowej, lecz po prostu urealnia jej postać, która obrosła w przeróżne mity. Nie umniejsza jej zasług, lecz oddaje także sprawiedliwość wielu innym osobom, z którymi Sendlerowa współpracowała i które ona sama często wymieniała jako niezwykle zasłużone dla ratowania życia żydowskich dzieci, a jednak niewiele się o nich mówi, albo wcale. Podtytuł "W ukryciu" jest bardzo znamienny, bo nie chodzi tylko o to, że Sendlerowa działała tak podczas wojny, ale także o to, że jej postać jest, mimo tylu opowieści o niej i jej obecności w mediach w ostatnich latach życia, nadal bardzo enigmatyczna. To była z pewnością kobieta niezwykła, lecz pełna sprzeczności, "nieoczywista", jak pisze Bikont. Czasy, w których przyszło jej żyć, również takie były. Ludzie przyjmowali różne strategie przetrwania nie tylko w czasie wojny, ale także w czasach komunizmu i po 1989 roku również. Sendlerowa pomagała ratować Żydów nie ze względów ideologicznych czy religijnych, ale ze zwykłej, ludzkiej przyzwoitości. Byli i tacy, jak Jan Dobraczyński, przed i po wojnie zagorzały antysemita, który zrobił sobie niejako przerwę i był jednym z głównych organizatorów pomocy dla żydowskich dzieci. Został nawet odznaczony tytułem Sprawiedliwego wśród Narodów Świata. Po wojnie Sendlerowa pozostała społeczniczką, choć wiązało się to ze współpracą z ówczesną władzą. Można jej zarzucać przynależność do PZPR, ale czy to umniejsza jej zasługi na rzecz pomocy innym? Ona sama budowała wokół siebie pewną otoczkę, opowiadając o sobie historie, które niekoniecznie się wydarzyły albo których nie mogła być świadkiem, czasem zaprzeczając sama sobie. Jej biografię próbowała napisać Teresa Torańska, ale poddała się w obliczu tylu niezgodności w życiorysie Sendlerowej, których ona sama nie zamierzała prostować. Biografia autorstwa Anny Mieszkowskiej to z kolei raczej autobiografia Sendlerowej, która sama dostarczała tekst i nie pozwoliła autorce nawet przeprowadzić ze sobą wywiadu.
Z reportażu Bikont wyłania się portret bardzo ciekawej, niejednoznacznej kobiety, ale także wiele innych portretów zwykłych i niezwykłych ludzi w koszmarnych czasach. Spotkanie autorskie na Targach prowadził Maciej Zaremba Bielawski, który przyznał, że do lektury podchodził dwa razy. Za pierwszym musiał książkę odłożyć po jakichś 60 stronach, bo tak przytłoczyły go opisy okrucieństwa, jakim wykazywali się niektórzy Polacy wobec Żydów w czasie wojny. Ja miałam ten sam problem, musiałam robić sobie przerwy w czytaniu, żeby to wszystko ogarnąć umysłem. Nie chodzi tu o sam fakt, że nie wszyscy Polacy byli bohaterscy i krystaliczni, jak to się obecnie próbuje przedstawiać, bo to jest dla mnie oczywiste. Bardziej przerażały mnie po prostu argumenty tych, którzy nie tylko Żydom nie pomagali (bo że ktoś się bał, to można przecież zrozumieć), ale aktywnie im szkodzili. Sama autorka zresztą mówiła na spotkaniu, że ona też nie może pojąć niektórych postaw ludzkich i części swoich bohaterów (Dobraczyńskiego na przykład) po prostu nie rozumie.
Dla mnie ten reportaż to przede wszystkim świetna robota historyczna. Dobrze, że takie książki wychodzą i do tego dostają prestiżowe nagrody. To chyba znak, że nie jest u nas jeszcze tak źle z mówieniem zarówno o chlubnych, jak i mniej chwalebnych kartach polskiej historii.
W tonie zachwytów nad tą książką widziałam też sporo zarzutów, które miały w sumie to do siebie, że były dość trafnymi uwagami do treści i identyfikowały jako słabości rzeczy, które mnie się akurat podobały, więc jedyne, co mogę z tym zrobić, to ostrzec postronnych, na co się piszą, biorąc ten tytuł do ręki. To nie jest do końca "biografia" Sendlerowej, z przyczyn, które stają się jasne, gdy zaczynamy czytać książkę Bikont - ta Sendlerowa, którą znamy (nawet jeśli świadomie nie staraliśmy się wiele na jej temat dowiadywać), nie istnieje; przynajmniej nie w tej postaci, w jakiej pamięta ją zbiorowa pamięć. I winna temu jest nie tylko medialna i państwowa maszyna, która "przerobiła ją na swoje", nie tylko liczne ludzkie pomyłki, zagubione dokumenty, albo ewentualnie jej własna pod koniec życia może już nie najlepsza pamięć, ale też coś co trudno nazwać inaczej niż skłonnością do konfabulacji samej bohaterki. W pewnym momencie tytułowa bohaterka książki po prostu kłamie, a Bikont ją nie tyle rozlicza, ile jej to skrupulatnie wylicza, usiłując wyłuskać prawdę spośród mitu, ale też nie ujmować Sendlerowej bohaterstwa, które faktycznie wykazała. To jest książka stojąca przypisami (warto sięgać po papier nie ebooka), a w przypisach są nie tylko źródła, ale też niekończące się rozważania na temat tego, która z podanych wersji jest bardziej prawdopodobna, lub co mogło a co nie mogło się zdarzyć. Pod tym względem to rzecz daleka od typowego polskiego reportażu, a bliska rzetelnej pracy naukowej. Dla mnie na wielu poziomach fascynująca, choć słyszałam też głosy zawiedzionych - niewątpliwie narrację to ma szarpaną, wielu bohaterów, w których można się gubić, i jak zwykle w temacie sporo smutnych prawd o ludzkości. Wydaje mi się też, że wymaga ona trochę wiedzy bazowej i ma pewien próg wejścia, którego pewnie sama Bikont siedząc w "temacie" od lat, nie dostrzega. Mimo wszystko, udało się tej książce połączyć w mojej głowie kilka faktów, które znałam, ale których nie umiałam ułożyć w całościowy obraz. No i dała mi materiał na trzy godziny rozmowy, a nadal mogłabym dalej (sama końcówka, o 90-letniej Sendlerowej i budowaniu jej mitu jest niesamowita - i ciężko nie czytać tego w porównaniu z aktualną awanturą na linii polsko-żydowskiej).
Bardzo dobra kolejna książka Anny Bikont która zmusza do zastanowienia się nad losami tych którzy ratowali, byli ratowani i tymi którzy byli po drugiej stronie.
Jeśli ktoś nastawia się na czytanie biografii Ireny Sendler, to raczej się zawiedzie. Jest to raczej historia ludzi, którzy ratowali, i tych, którym dzięki temu udało się przeżyć. Bikont kilkakrotnie zaznacza, że niemal wszystko, co dziś wiemy o życiu Sendlerowej, to informacje, którym nie do końca możemy wierzyć. Zachowało się niewiele poszukiwanych przez autorkę dokumentów, a sama główna bohaterka książki opowiadała o różnych zdarzeniach za każdym razem inaczej - i rzadko kiedy którakolwiek z wersji brzmiała prawdopodobnie.
Najciekawsze wydały mi się chyba ostatnie rozdziały. O ostatnich latach życia Sendlerowej, o tym, jak została "odkryta", jak stała się symbolem, i jak się do tego ustosunkowała. Nie da się ukryć, że to w smutny sposób interesujące, z jaką łatwością Sendlerową zawłaszczyła sobie nasza katolicka prawica, zupełnie wymazując z przedstawianej światu wersji jej lewicowość i ateizm, i jak gładko poszło im zrobienie z twardej, trudnej i skomplikowanej kobiety czułego anioła, wybielonego wręcz nie do poznania.
Dużą wartość miał też dla mnie fragment o innych autorkach książek o Sendlerowej, w tym jednej niedoszłej, która po zebraniu materiałów straciła do swojej pracy serce.
Oczywiście nie spodziewałam się po Bikont niczego innego, miałam do niej jako do badaczki pełne zaufanie, ale cieszy mnie, że potrafiła zachować tak duży dystans i przedstawić Irenę Sendler tak obiektywnie. Wiem, że to trudne, bo nie da się tak głęboko wejść w czyjś życiorys, zwłaszcza w historie tak dramatyczne i bolesne, i podchodzić do tego na zimno. Opisana przez Bikont Sendler to bezsprzecznie bohaterka, lecz także osoba niełatwa do zrozumienia, niekiedy wzbudzająca niechęć, a przy tym również obarczona ogromną traumą ofiara wojny.
Niestety "Sendlerowa. W ukryciu" to też opowieść o ludzkiej obojętności, zawiści, pazerności i okrucieństwie. Nie jest to pokrzepiająca opowieść o ratowaniu dzieci, nie ma tu ani odrobiny optymizmu - i słusznie, bo i skąd miałby się wziąć.
Odczuwam pewien niedosyt, i pod względem wiedzy, i emocji, dlatego w zasadzie oceniam na 4+, ale zaznaczam 5 gwiazdek, bo Bikont wykonała niesamowitą robotę, której wielu by nie podołało.
Świetna książka, Bikont jak zawsze rewelacyjnie faktograficznie. Zaskakująco sporo tła - są rozdziały, gdzie o Sendlerowej jest kilka zdań, a 25 stron o kimś innym. Ale całościowo Bikont dokonała rzeczy trudnej - udało jej się przedstawić Sendlerową po ludzku i bohatersku jednocześnie; bezlitosnie tropić mitomanię, której całe zagony, a jednocześnie nie zrzucić Sendler z piedestału na jaki zasłużyła. Wyborna książka.
Anna Bikont to reportażystka doskonała. Drobiazgowa, dociekliwa, szczera, bezkompromisowa, ale i czuła, starająca się zachować neutralność i obiektywizm. Sięgając po temat życia Ireny Sendlerowej, porwała się na świętość, postać znaną w Polsce i zagranicą, gloryfikowaną i wykorzystywaną do promocji Polski. O Sendlerowej mówi się tylko z estymą i podziwiem, nie sprawdza się prawdziwości podawanych faktów, bo jak podważać taką personę.
Bikont odważyła się i próbowała dotrzeć do prawdy. Jej celem nie było obalenie mitu czy ujęcie zasług Sendlerowej, a raczej próba poznania jak najwięcej szczegółów z życia tej kobiety. Okazuje się bowiem, że Sendlerowa miała skłonności od opowiadania różnych historii, mieszania faktów, powtarzania historii zasłyszanych i po odkryciu jej zasług współkreowała dość mityczny obraz swojej osoby.
Mam bardz0 mieszane uczucia co do tej książki. Zajęła mi dużo czasu i cieszę się, że to już koniec, a jednocześnie tak mi jakoś nie bardzo. Z początku strasznie mnie denerwowała narracja autorki. Taka chaotyczna i poszarpana. Z czasem się trochę przyzwyczaiłam, ale nie do końca. Nie mam na myśli, że książka jest niezrozumiała, po prostu jest, wg mnie, rozbiegana myślowo, zbyt emocjonalna. Oceniłabym ją bardziej na 2,5* niż na 3, ale niech tam. Książkę przeczytałam, ale czy poznałam lepiej Irenę Sendlerową? Nie wiem. Jest to historia kobiety, która z całą pewnością zrobiła wiele, ale nie robiła tego sama. Jest to historia kobiety, która sama tworzyła historię i historie, nie zawsze prawdziwe. Pamięć to zabawny system, który czasem pamięta to czego nie było. Z całą pewności ta książka burzy, czy raczej przebudowuje, wyobrażenie jakie posiada o Sendlerowej przeciętny człowiek. Ponownie pojawia mi się w głowie pytanie czy to dobrze? Nie wiem. Pod koniec książki jedna z jej poprzednich biografek (która w końcu książki nie wydała), mówi, że Sendlerowa to mit, a mitów lepiej nie ruszać. To chyba najlepsza puenta tej opowieści.
Nigdy już nie spojrzę tak samo na domy przy linii otwockiej. Świetny i mocno dający do myślenia koniec, choć sama książka trochę mnie uśpiła w trakcie - może temat jest mi zbyt znany? Czekam na tłumaczenia na języki obce - warto polecić znajomym z zagranicy.
Rzeczywiście najlepsza książka 2017 roku. Poziom wykonanego przez Annę Bikont researchu, sprawdzanie każdej, najmniejszej nawet informacji wyznacza standardy dla innych reportażystów (do których prawdopodobnie większość autorów nie da rady czy nawet nie będzie chciało dorównać). Godziny spędzone w archiwach, na rozmowach, na docieraniu do prawdy widać na każdej stronie - sprawia to też, że książkę trzeba czytać powoli i uważnie. Autorka mierzy się z narodowym mitem bohaterki bez wad, która własną piersią wydarła "złym Niemcom" 2500 dzieci - Bikont jednak doskonale pokazuje, że to wszystko odbyło się inaczej, niż mówiono nam na lekcjach polskiego, historii albo przy okazji premiery któregoś filmu na ten temat, odczarowując obraz Sendlerowej. Jednocześnie jednak "Sendlerowa. W ukryciu" nawet wykazując (zaskakująco) liczne nieścisłości w micie nie pretenduje do roli pozbawiającego lud gminny złudzeń dzieła - zamiast tego stara się dociekać prawdy i przedstawić rzetelny życiorys pewnej działaczki. I dobrze, bo dzięki temu ocenę pozostawia każdemu czytelnikowi z osobna. Pozycja obowiązkowa.
Odkłamuje Sendlerową jako świętą, dodając jej ludzkich cech czyniąc ją jeszcze ważniejszą. Polecam mimo, że czyta się źle chyba z winy rozległych przypisów, których nie udało się wpleść bezpośrednio w historię.
Pod wieloma względami warta przeczytania książka. Przedstawia historię rodem z Krainy Metaksy, niestrawną dla wielbicieli literalizmu.
Kto nie zgadza się z tym, że "pomnikowa" Sendlerowa mogła np. całe życie należeć do PZPR, albo że nigdy nie odnaleziono listy uratowanych przez nią dzieci, listy zapisanej na bibułkach i zakopanej w słoiku, albo że - to już w ogóle przechodzi ludzkie pojęcie - Sendlerowa konfabulowała tu i ówdzie, np. że uratowanych przez nią dzieci było dwa i pół tysiąca, bo było ich mniej (jakby liczby miały tu największą wagę...); albo że, święty Boże, święty Mocny, osobiście nie wyprowadzała żydowskich dzieci z getta, lecz "jedynie" organizowała i zarządzała całym tym niebezpiecznym procederem; no a że dla Żyda Adama Celnikiera, którego ukrywała, zostawiła męża (tego Sendlera, którego nazwisko zachowała, bo z domu była Krzyżanowska) i może te dzieci ratowała ze względu na niego (tak jakby to cokolwiek zmieniało...); więc jeśli kogoś "drażni" "wywlekanie" takich opowieści, będzie i reportaż i jego autorkę Annę Bikont szkalować, opluwać, wiadoma, nudna, do bólu przewidywalna reakcja...
Anna Bikont przedstawia obraz migotliwy, wyłaniający się ze sprzecznych, czasem wykluczających się relacji. Dekonstruuje narodowo-ojczyźniane mity (ratowali wszyscy, powszechnie, Sendlerowa - przykładna katoliczka, żona, matka itd. Zresztą Bikont świetnie dokumentuje, że Sendlerowa ani katoliczką nie była, do kościoła nie chodziła, księżom się nie spowiadała; matką była trudną - a mówi o tym jej córka; małżeństwa się jej nie układały (dwukrotnie się rozwiodła). Komunizm ją prześladował, ale w UB siedziała trzy tygodnie, a nie trzy miesiące, jak opowiadała. Z pracy jej nie wyrzucono, przeciwnie, całe życie pracowała na stanowiskach społecznie zaangażowanych, robiła rzeczy, które chciała i kochała robić. Gdzie nie tknąć: niejednoznaczność, nieoczywistość, zgroza dla literalizmu.
Książka Bikont nie jest biografią od kołyski po grób. I choć jej rdzeń to opowieść o Irenie Sendlerowej, to gęsta jest od historii innych ludzi: ratujących, ratowanych, szmalcowników i obojętnych. Sendlerowa, bez środowiska co najmniej kilkudziesięciu osób, którym medale Sprawiedliwych należałyby się w równym stopniu co jej, nie miałaby szans uratować prawdopodobnie nikogo.
Świetna książka, nie tylko faktograficznie, ale i koncepcyjnie: przemyślana w konstrukcji, świadoma złożoności tematu; w niczym nie umniejszająca szlachetności ratujących Polaków, ale też nie przemilczająca powszechnej podłości tychże w czasach pogardy.
Wymęczyła mnie ta książka. I nie chodzi o treść, która z oczywistych powodów jest trudna. Ale kumulacje wydarzeń, faktów, nazwisk. Wszystko to doskonale udokumentowane, co podnosi wartość faktograficzną, ale zmniejsza przyjemność z czytania. Do tego język Bikont, niestety nie zawsze było mi z nim po drodze i momentami sporo czasu musiałam poświęcić, by odszyfrować sens zdania. Wszystko to jednak warto znieść, by poznać prawdziwą historię Ireny Sendlerowej, ateistki, rozwódki i lewaczki, a jednocześnie ikony środowisk narodowo-katolickich. Świetny też pomysł znalazła Bikont na przedstawienie czytelnikowi Sendlerowej, nie jest to zwykła biografia, niewiele dowiemy się o młodości Sendlerowej, czy o jej życiu prywatnym. To w większości historie dzieci, które dzięki pomocy Sendlerowej (mniejszej lub większej), wydostały się z warszawskiego getta i przeżyły Zagładę. To co mnie jednak najbardziej zadziwiło w tej opowieści, to ilość sprzeczności, półprawd, niedopowiedzeń i zwykłych kłamstw, które dotyczą Ireny Sendler i z którymi przekonująco rozprawia się Anna Bikont. Część z nich opowiadana przez samą Sendlerową, z różnych (często kompletnie niezrozumiałych) pobudek, część przez ludzi którzy chcieli jej pomóc, a jeszcze kolejna porcja to wynik plotek i głuchego telefonu. Niesamowite tez jest, jak te wszystkie informacje znalazły swoje drugie życie i były publikowane i we wcześniejszych biografiach bohaterki, czy w słynącym ze sprawdzania faktów „The Economist”. Mimo tego odkłamywania przeszłości bohaterki biografii, Bikont z ogromnym szacunkiem podchodzi do Ireny Sendler. Podkreśla jej zalety, zdolności i charakter prawdziwej społecznicy. Pokazuje ją, jako dobrego i godnego najwyższego szacunku człowieka. Jednocześnie jednak pokazuje że nie ma ludzi idealnych. Nie ma bohaterów bez skazy. Po co wiec wybielać czy idealizować?
Bardzo dobra książka. Świetna robota reporterska. Oto Irena Sendlerowa schodzi z piedestału i staje się człowiekiem :)
„(…)Jeden z dyrektorów Cepelii: „A pani na Żydówkę nie wygląda”. Ja na to: „A pan na antysemitę też nie”. Tamże, s.49.
„Ten, kto widział Warszawę 17 stycznia 1945 roku, nie mógł jej ocenić inaczej, jak umarłe miasto i miasto umarłych. Dopalające się szczątki domów zniszczonych przez barbarzyńcę jeszcze na chwilę przed odwrotem, gruzy, mnóstwo niepogrzebanych ciał” – opowiadała Irena Sendlerowa w grudniu 1945 roku na zjeździe naczelników opieki społecznej w Łodzi. Kilka lat później wspominała powojenne miesiące pracy w Wydziale: „Mróz, brak zupełnie mieszkań, a mimo to do Warszawy ciągnęły setki tysięcy jej mieszkańców. Rząd ogłasza, że Warszawa zostaje nadal stolicą, tylko że nikt nie ma gdzie spać, nie ma co jeść i nie ma w co się ubrać, a trzeba działać, i to szybko”. Urzęduje na ulicy Bagatela 10, gdzie „ w lokalu be drzwi, bez okien, bez żadnych mebli, bez atramentu i obsadek” mieści się Wydział Opieki. Pracownicy, sami głodni i w połatanych ubraniach, dzień i noc próbują organizować pomoc. Kiedy znajdują lokal na nowy ośrodek opieki, odgruzowują tylko pomieszczenia i zaraz wysyłają tam setki odwszonych uciekinierów, choć nie zorganizowano jeszcze łóżek. Sendlerowa do pracy wyrusza co rano z Okęcia, gdzie nadal mieszka”. Tamże, s.274-275.
Tak powinna być napisana biografia. Bardzo dużo cytatów, odniesień do tego co zostało napisane, powiedziane, opublikowane lub znajduje się w archiwach. Polemika z wcześniejszymi biografiami, wskazywanie przemilczeń, mitologizowania. To nie jest hagiograficzna opowieść o człowieku - symbolu, to opowieść o osobie, jej woli działania, ale również o rzeczywistości, w jakiej żyła. Chociaż najwięcej miejsca poświęcone jest czasowi okupacji, to kontekst przedwojenny i konsekwencje decyzji, wyborów, powojenne uwarunkowania polityczne również są bardzo wnikliwie przedstawione. Anna Bikont opowiada o wojnie, szmalcownictwie dla pieniędzy, zabawy, z niechęci, dla rozrywki. Antysemityzmie wyrastającym z przedwojnia, podsycanym przez Niemców, ale również tym, który miał się całkiem dobrze w okresie powojennym. Sendlerowa początkowo jakby w tle, by za chwilę być w centrum uwagi, jako osoba pełna odwagi, poświęcenia, ale i sprzeczności, zalet, wad. Postać z krwi i kości, a nie z pomnika. Wydawać by się mogło krytyczny, demitologizujący obraz Sendlerowej w żaden sposób nie wpływa na moje postrzeganie tej osoby.W niczym nie umniejsza jej zasług, a wręcz odwrotnie, podkreśla. Poza tym książka napisana w bardzo dobry, intrygujący, przyciągający uwagę sposób.
Dwa fakty, o których powinien wiedzieć przyszły czytelnik tej książki: to książka historyczna i nie jest to biografia Sendlerowej. To nie zarzuty. Anna Bikont przeprowadziła bardzo drobiazgów śledztwo i dokładną analizę źródeł. Każdy fakt jest poparty odpowiednim cytatem i przypisem. Sendlerowa jest tu zaś tłem, symbolem. Pozostaje nim mimo odbrązowienia. Anna Bikont nie zrzuca jej z piedestału, może jedynie go obniża i stawia na nim obok inne osoby, stojące dotąd w cieniu. Oddaje też głos ratowanym, wydobywa ich z mroku historii i przez większą część książki na nich się koncentruje, a historię Sendlerowej przeplata w tle. Bardzo ciekawa i ważna książka, kolejny głos, który zamiast budować puste, populistyczne legendy stara się zmierzyć z ulotną prawdą historyczną.
Kilkadziesiąt stron bibliografii niech zaświadczy wymownie o ogromie pracy, jaką Anna Bikont włożyła w powstanie tej książki. Rozczaruje się ten, kto szuka wzruszającej opowieści o Sendlerowej, szmuglującej z getta uśpione niemowlęta. Nie odbierając Sendlerowej należnego jej szacunku, Anna Bikont rozprawia się taktownie z narosłą wokół niej mitologią. W tworzeniu której, co dość zaskakujące, miała swój udział sama Sendlerowa. Kawał potężnej lektury.
Niesamowita książka: o bohaterstwie, o podłości, o płynności pamięci i o tym, jak zawodna pamięć kształtuje postrzeganie historii. A także o tym, jak ta historia kooptowana jest na potrzeby polityki i propagandy.
Niesamowicie skrupulatny risercz, jestem pod wielkim wrażeniem ogromu pracy jakiej wymagało napisanie tej książki i odwagi, jakiej wymagała walka z mitami narosłymi wokół postaci Sendlerowej.
Szalenie wciągająca lektura. To nie tylko biografia tytułowej bohaterki, ale też strzępki kilkudziesięciu innych życiorysów uratowanych i ratujących. Pierwszy plan - Sendlerowa, którą autorka nieustannie sprawdza i wyniki tego sprawdzania nie przestają zadziwiać. Drugi plan jest w mojej opinii jeszcze ciekawszy - opowieść o (re)konstruowaniu tożsamości ocalonych.
Bardzo nierówna książka. Momentami gubiłem się w nadmiarze szczegółów, a w innych miejscach miałem wrażenia prześlizgnięcia się autorki nad faktami, pytaniami. Najmniej z książki dowiadujemy się o samej Sendlerowej, dużo więcej o historii Żydów po aryjskiej stronie, polskim antysemityzmie i społecznej praktyce budowania mitów.
Opowiadaja dzieci Sendlerowej. Ksiazka ktora pokazuje skale bohaterstwa, czlowieczenstwo i antysemityzm i pokazuje tez, ze niezalrznie od trgo czy czlowiek byl bohaterem, chcial zachowac sie po ludzku czy po prostu zarobic za Żydach, ratował zycie. Koszmarne sa te losy. Bardzo potluczeni sa ci ludzie. Ale zyja.
Odkładam tę książkę wykończony. Czytałem ja długie miesiące, starając się podążać za każdy przypisem, każdą dygresją. Faktograficznie bardzo ciekawe, fascynująca historia, ale forma jest dla mnie absolutnie nieprzystępna.
4.5: rzetelnie napisana biografia, bez mitologizowania, widać (choćby z rozmiarów bibliografii) ile pracy autorka w przygotowanie tej książki. podobały mi się również "dodatkowe" materiały w postaci historii ocalałych/ocalonych z Zagłady dzieci.