Smak w tej książce jest szczególny. Ze suszą mi się nie kojarzy. Jeśli już jesteśmy przy wrażeniach organoleptycznych, to na przykład ciekawe jest zestawienie między wymyślnymi daniami spożywanymi u Sowy & Przyjaciół czy w Tandoorze z posiłkami sporządzanymi z ludzkich organów, serwowanymi gościom specjalnym przez Karolinę van der Oord, właścicielkę m.in. Mysterium Vitae, specyficznej kliniki w Lubrańcu na Kujawach, w której...
Nie ma chyba takiej obrzydliwości, do popełnienia której bohaterowie Tomasza Sekielskiego nie byliby zdolni. Są to te same postaci, które poznaliśmy w Zapachu suszy, czyli w pierwszym tomie cyklu. Z tym że kolejno znikają one ze sceny, na ogół z hukiem. Hucznie, bo od dwóch zamachów, które przyniosły 167 ofiar śmiertelnych, zaczęło się również już w Zapachu... Ale ponieważ w Smaku... czasy przed i po się mieszają, także postaci tych, których zły los już zabrał, nadal mają wpływ na działania jeszcze żyjących. I walczących. Walczących o władzę? O przeżycie? O sprawiedliwość?
O sprawiedliwość, czyli o znalezienie sprawców zamachów walczy prokurator Agnieszka Ossowska. Teoretycznie. Bo dochodzenie nic się nie posuwa do przodu, choć pobocznych wątków ciągle przybywa. O władzę walczy pan prezydent z panią premier i ministrem sprawiedliwości. Znowu raczej teoretycznie, bo tak naprawdę nie wiadomo, kto za kim stoi i kto kim manipuluje. Tym bardziej, że przynajmniej do roli egzekutorów pretendują siłownicy i/lub cyborgi zza wschodniej granicy. Walka o wpływy? Polityczne? Biznesowe? A może po prostu zemsta?
Trudno racjonalnie oceniać tę książkę. To, co w pierwszym tomie dawało jakąś nadzieję, ze jest to jedynie wstępny zestaw obrazów, tworzących scenerię pod rozwój fabuły, Smak suszy, zamiast zacząć porządkować puzzle, jeszcze bardziej je miesza. A przy tym robi to - moim zdaniem - w sposób nie tyle nawet chaotyczny, co nieudolny. Oczywiście jakaś ciekawość jeszcze się tli, aby zobaczyć, czy/jak autor z tego brudnopisu wybrnie. Tak, bo właśnie skojarzenie z brudnopisem jakiegoś przyszłego thrillera przychodziło mi do głowy podczas lektury. A może intencją autora jest pokazanie, że kraj, który opisuje nie zasługuje na nic ciekawszego niż na jakieś wielkie BUUM? Jedno jest pewne z licznych odniesień do realnych sytuacji, ten kraj to Polska.