Może to będzie zaskoczeniem, ale chciałabym przede wszystkim pochwalić ta książkę ze względu na wielkość liter (osoby z wada wzroku doceniają takie rzeczy), przepiękne zdjęcia i bardzo miły w dotyku papier. Nie żeby zawartość była kiepska, wręcz przeciwnie! Niemniej jednak, przyjemność jaką sprawiła mi ta lektura była też w dużej mierze spowodowana tym w jaki sposób ta książka została wydana.
Ale do rzeczy - mogę z czystym sumieniem polecić tą książkę, bo jest moim zdaniem bardzo sprawnie napisana biografia autora, który ma talent do snucia wciągającej opowieści o górach. Na całe szczęście nie ma w tym patetyzmu Krakauera i od razu rzuca się w oczy fakt, że Piotr Pustelnik nie jest jakimś przypadkowym człowiekiem, który wymyślił sobie pewnego poranka, że ot, zdobędzie Mount Everest. Książka chronologicznie przedstawia kroki, które do tego prowadziły i wydarzenia, które go do tego przygotowały. Musze przyznać, że mimo, iż nie żyłam w czasach PRL, to opowieści o trudnościach jakie napotykał autor z kolegami przy wyjazdach, sprawią, ze książka robi się bardzo swojska i kibicujemy Pustelnikowi jeszcze bardziej. Jestem bardzo zadowolona z lektury, urzekły mnie zdjęcia i cóż, polecam!