Jump to ratings and reviews
Rate this book

Nieprzysiadalność

Rate this book
Autobiografia Marcina Świetlickiego

Marcin Świetlicki — jeden z najwybitniejszych polskich poetów współczesnych, który z sukcesem łączy dwa pola działań: literaturę i muzykę — w obszernej autobiograficznej rozmowie z Rafałem Księżykiem, mistrzem wywiadu rzeki.

Z reguły nieskory do zwierzeń i pilnie strzegący granicy prywatności, w tej książce Świetlicki opowiada zaskakująco otwarcie o swoim życiu, nie pomijając epizodów bolesnych, trudnych, a nawet dramatycznych, nie popada jednak nigdy w tani sentymentalizm ani celebrycki ekshibicjonizm.

„Mogłem uczestniczyć w panelach, jeździć na stypendia, w radiu i telewizji czytać z kartki swoje wiersze, które nie byłyby takie, jakie są, tylko byłyby takie, żeby się wszystkim podobały. Mogłem tak zrobić, być może byłbym spokojniejszy, byłbym szczęśliwszy. Mogłem tak wybrać, ale tak nie wybrałem”.

W opowieściach Marcina Świetlickiego pojawiają się między innymi najważniejsi twórcy pokolenia „brulionu”, muzycy zespołu Świetliki, dziennikarze i redaktorzy "Tygodnika Powszechnego", malarze Grupy Ładnie, legendarne postacie sceny muzycznej, artyści z którymi na przestrzeni lat przyjaźnił się, wadził, współpracował. Niezwykły zmysł obserwacji oraz ironiczne spojrzenie pozwalają Świetlickiemu tworzyć żywe i kapitalnie uchwycone portrety indywidualne i środowiskowe. Wyłania się z tego odmalowany z odrębnej perspektywy zapis przemian Polski ostatnich czterdziestu lat.

Prawdziwie fascynujący, wielowymiarowy autoportret wybitnego artysty, człowieka dojrzałego i doświadczonego. Wątki biograficzne przeplatają się tu z refleksjami dotyczącymi nie tylko sztuki, ale także przyjaźni, miłości, rodzicielstwa, lojalności, wiary, pokusy autodestrukcji i woli przetrwania.

652 pages, Hardcover

First published October 26, 2017

12 people are currently reading
98 people want to read

About the author

Marcin Świetlicki

45 books52 followers

Ratings & Reviews

What do you think?
Rate this book

Friends & Following

Create a free account to discover what your friends think of this book!

Community Reviews

5 stars
37 (28%)
4 stars
61 (47%)
3 stars
23 (17%)
2 stars
6 (4%)
1 star
1 (<1%)
Displaying 1 - 14 of 14 reviews
Profile Image for Paweł.
389 reviews46 followers
December 2, 2018
Dobrze, że zaznaczono "autobiografia", bo faktycznie to Świetlicki o Świetlickim. Rafał Księżyk jest tłem absolutnym i tylko wtóruje, dopowiada, wręcz zdaje się telepatycznie odczytywać o czym Świetlicki chce powiedzieć. Ostatecznie dodałem trzecią gwiazdkę, bo lubię twórczość Marcina Świetlickiego i ciekawe dla mnie było takie bliższe poznanie, ale mam takie uczucie, które sam Świetlicki w końcówce książki potwierdza, że to tylko jego wersja i być może mocno naciągana.
Profile Image for Czarnuch.
25 reviews1 follower
July 3, 2025
absolutnie potrzebna lektura dla każdego fana twórczości Swietlickiego. mimo tego, ze ksiazka jest ogromna, to poeta twierdzi, ze wiele spraw i tak nie zdradza - chce je zapisać we własnej autobiografii. książka ważna dla interpretacji wierszy, ponieważ wiele jest po prostu z życia wziętych. w szoku byłem nawet gdy sie dowiedziałem o genezie niektórych. mozna tez dostac wiele polecajek filmowych, muzycznych, literackich i krakowskich. chwała również dla dziennikarza, Rafała Księżyka - ma ogromną wiedzę nie tylko na temat Swietlickiego, ale również literatury czy muzyki. bedzie mi brakować tej książki.
Profile Image for Wojciech Szot.
Author 16 books1,429 followers
April 21, 2020
“(...) jestem poetą. To żaden wybór. To konieczność.”

Czy ktoś z Państwa spodziewał się, że Świetlicki udzieli wywiadu Księżykowi? Nieliczni pewnie się znajdą, ale czy ktoś spodziewał się, że ten wywiad będzie miał ponad sześćset stron?! Nie widzę lasu rąk. To się wydarzyło - Świetlicki opowiedział nam prawie całego siebie. Nie do końca nadal znajduję uzasadnienie tej książki. Z pewnością powstała po to, by mógł Świetlicki zwolnić kilku swoich biografów, ułatwić pisanie licencjatów i magisterek przyszłym polonist(k)om i osobom studiującym kulturoznawstwo, póki jeszcze ono istnieje. Może też po to, by wyjaśnić narastające wokół niego mity, przekłamania i odpowiedzieć na kilka pytań, których do tej pory unikał. Choć czy one się pojawią? 600 stron sugeruje ostre polemiki i potyczki rozmówców. Uprzedzę zakończenie tego tekstu - w “Nieprzysiadalności” ich nie znajdziecie. Mimo przerażającej formy przeczytałem i sam zadaję sobie pytanie - po co ja to właściwie zrobiłem? Lektura zajęła mi 14 godzin roboczych, kosztowała nabycie kilku książek, jedną rezygnację z wyjścia do kina i kilkadziesiąt zakładek w kolorze jaskrawym. Po co?

Powód pierwszy - legenda. Może buntowaliście się Gajcym, Bursą, Wojaczkiem. Ja się nie buntowałem, ja nabywałem krytycznego dystansu wobec rzeczywistości poznając poezje Świetlickiego. Zmęczony “poezją niewolników”, w której “drzewa mają krzyże” odkryłem, że można w poezji wyrażać codzienność, że można to robić pozbywając się bezpiecznego dystansu, co drażniło mnie u Szymborskiej, czy w ogóle odrzucając pewien rodzaj niekonsumowalnego artystycznego pierdolenia, które widziałem u Zagajewskiego, czy za które - mając lat 14 - uważałem Miłosza i Herberta, bo perspektywy szkolnego poznawania poezji nie są szerokie i raczej kanonizująco-katastryczne. Świetlicki zasłynął buntem przeciwko Polkowskim, którego dzisiaj pamiętają tylko nieliczni, co uznać należy za dziejową sprawiedliwość. Błoński i Wyka pisali o twórczości Jana P., że “nie przeminie, kiedy przeminą jej czasy” i dzięki takim cytatom wiem, że sądzić możemy jedynie przeszłość, przyszłość potrafi nas zaskoczyć. Od zbuntowanego brulionowca po legendarnego artystę - wszystko to w dwadzieścia pięć lat. Świetlicki buduje swoją legendę konsekwentnie a “Nieprzysiadalność” nie powstałaby gdyby nie narcyzm głównego bohatera, potrzeba wygłaszania mądrości życiowych i krytyki współczesności często przestrzelonej i jakby kulą w płot. Nie przypada mi do gustu jego marudzenie na młode pokolenie, ktorym zbliża się do swych krytyków z początku lat 90. Marcinowi Świetlickiemu w 2017 trzeba by czasem przypomnieć jego (I Barana i Sendeckiego) “Wiersz półfinałowy”

Napisalibyśmy wiersze
pełne niezłych idei
lub jakichkolwiek.
Ale, drogi Julianie,
żadna nie stoi za oknem.
Tak, za oknem ni chuja idei.

Drogi Marcinie, za naszym oknem za chuja nie ma idei. Choć przyznać trzeba, że bywasz niespójny w tym narzekaniu, bo jednak cieszy cię, że teraz “archetypowych mężczyzn wśród młodzieży już się nie uświadczy. Wcale nad tym nie boleję, bo tacy ludzie wywołują wojny”.

Mam wrażenie, że często Świetlicki próbuje komuś dowalić, wymachuje fikcyjną szabelką ale trafia w pustkę. “Nie podejrzewam, żeby współcześni lewacy byli wrażliwi społecznie, oni używają wrażliwości społecznej do swoich celów, a to zupełnie co innego”. Jakie to cele już się nie dowiemy, ale one są. Puszczamy oczko, wszyscy łapią sugestię… Działacze lewaccy w “dobrym sensie” to tacy, co “działają na rzecz przyzwoitości”. Macie ideę jak to rozumieć? Bo ja mam wrażenie, że za oknem u Świetlickiego też “ni chuja idei”. Oczywiście to poza i żart, oczywiście Świetlicki za chwilę powie coś lewackiego i znowu nie da sobie przyprawić gęby. O Gombrowiczu to ja dzisiaj trochę jeszcze napiszę. Idźmy do drugiego powodu, dla którego przeczytałem “Nieprzysiadalność”.

Powód drugi - voyeryzm. Kto z kim pił, kto z kim sypiał i kto kogo zostawił i dlaczego? Obietnica odpowiedzi na te pytania nadal przyciąga mnie do lektury wywiadów z Pilchem, dzienników Pilcha i Pilcha prozatorskiego. Świetlicki jakby chciał zająć jego miejsce, stąd w “Nieprzysiadalności” wyjątkowo dużo osobistej historii, dużo kobiet, jest syn i ojcostwo, są bary, knajpy i kumple. Jest to czego się po Świetlickim spodziewamy. Ale jak chcecie, bym Świetlickiemu przykleił łatę seksisty i mizogina to nie pozwolę, bo mówi poeta, “Kobiety zadają mądre pytania. Nie zawsze chce się je słyszeć. (...) Kobiety uzupełniają, w swoich wierszach bardzo często cytuję kobiety. One dodają dużo mądrości do moich wierszy, które z zasady są najprawdopodobniej szowinistyczne i głupkowate i nazbyt proste. Kobiety dodają komplikacji Dodają poezji moim niepoetycznym wierszom. Kobiety wiedzą więcej. (...) Z kobietami trzeba rozmawiać i słuchać ich”. To dalej jest podział świata na mężczyzn i dopełniające je kobiety, ale taki, na który chyba możemy przystać (“peotyczniejsze są kobiety od kolegów”). Nie oczekiwałbym więcej, patrząc na to jak starszy o pięć lat od Świetlickeigo Janusz Rudnicki wyraża się na tematy feministcyzne to myślę, że to trzeba po prostu przeczekać. Kiedyś odejdą.

Powód trzeci - Świetliki. Nic na to nie poradzę, że “Ogród koncentracyjny” to jedna z najważniejszych płyt w moim życiu. Księżyk jest dziennikarzem muzycznym i to w książce czuć - dużo więcej uwagi poświęcone zostało muzycznym dokonaniom Świetlickiego, są one ciekawiej opowiedziane i dla fanów to na pewno “biała księga”, konstytucyjnie obowiązkowa lektura. “Zespół założyłem, robiłem różne rzeczy okołoliterackie. Wcześniej niczego takiego nie bylo w poezji. Poeci jeździli na stypendia, robili swoje małe interesiki. W PRL-u był nawet poeta telewizyjny Ernest Bryll, nieustannie na ekranie. Natomiast ja byłem gwiazdą rocka, w cudzysłowie dużym, bo fani rocka do tej pory o mnie nie słyszeli. Sprzedaję bardzo dużo książek w porównaniu z moimi kolegami poetami i oni mnie traktują jak jakiegoś Michaela Jacksona wśród poetów”.

Powód czwarty. Świetlicki jako ulepszona wersja Paulo Coelho. Te cytaty, te zdania. “(...) antysemici są brzydcy i nieciekawi”, “Sztuka, jeśli nie jest niebezpieczna, to nie jest sztuką” i wiele innych. Frazowanie Świetlickiego nawet w wywiadzie, który pewnie kilka redakcji przeszedł jest literacko ciekawe i jest niewyczerpanym źródłem cytatów i anegdot. Na wikiquote znajdziecie sporo złotych myśli krakowskiego poety, zapewne niedługo dojdzie drugie tyle. Ja tam lubię się popławić w tych ładnych zdaniach. To jest pływanie dość płytko i blisko brzegu, ale też przyjemnie relaksujące.

Powód piąty. Bibliografia. Świetlicki przywołuje dziesiątki książek, które go inspirowały lub które po prostu były ciekawe. Nie wiedziałem, że pierwsze wydanie “Iwony, księżniczki Burgunda” ilustrował Kantor, miło mi się zrobiło gdy Świetlicki przywołuje Czycza, który autorem jest niesłusznie zapomnianym. “Batalion misiów” Krzysztofa Jaworskiego, “Pod wulkanem”, “Szwambrania” Lwa Kassila z ilustracjami Bohdana Butenki (pierwsze wydanie ilustrował Andrzej Mierzejewski), “Książę Homburg” von Kleista (“taki Rafał Wojaczek niemieckiego romantyzmu”), “W rzecz wstąpić” Michała Choromańskiego, Dickens. Coś tam sobie kupiłem, coś pożyczyłem, mam co czytać do 2020 roku. Dzięki, Marcin!

Będzie to książka ciekawa i wartościowa dla historyków i historyczek literatury, wszystkich zafascynowanych bruLionem, “flupami w piździe” i debiutanckimi wierszami Stasiuka. Odkryjecie komiks, który powstał do piosenki “Henryk Kwiatek” (rys. Jan Rusiński), choć sam Świetlicki komiksów raczej nie lubi i akceptuje nawiązania do nich wyłącznie na obrazach Maciejowskiego (“Smutne Pismo We Wtorek”!). Będzie to historia bohatera, który z jednej strony mówi: “Wprawdzie piszę ponure rzeczy, ale życiowo to optymistą jestem wierzę, że wydarzy się jeszcze mnóstwo ciekawych historii”, a z drugiej stwierdza, że “Wszystko się psuje i niszczeje”. Te pozy Świetlickiego bywają nieznośne i pretensjonalne, gdy mówi, że jego ideą jest “drażnić, sypnąć soli na rany” ma się wrażenie, że liczy się skandal, żeby znowu na niego wyrzekali. Dla narcyza nie ma niczego gorszego niż milczenie i samotność Świetlicki w swojej samotności się pławi publicznie, co szczególnie widać na fejsie, gdzie łatwo się go wywołuje do różnych spotkań. “Adrenalina to jest coś, czego potrzebuję“. Myślę, że media społecznościowe ułatwiają jej dopływ, bo jeszcze nie trzeba się ruszać.

Czytając “Nieprzysiadalność” można odnieść wrażenie, że Marcin Świetlicki to człowiek już dawno emerytowany. Tymczasem przytomnie patrząc jest to mężczyzna w sile wieku, który jeszcze chyba sporo ma przed sobą. Chciałby w to wierzyć. Starcza gęba, którą czasem przymierza poeta jest gestem rodem z Gombrowicza, rodem z wiersza “Polska”, gdzie pisze “wydaje im się, że mają swojego poetę”, albo tak: “Mam pięćdziesiąt pięć lat, ale boję się, że już jestem na krawędzi wiarygodności scenicznej”. Może się wydawać, że po lekturze tych sześciuset stron poznamy Świetlickeigo, ale on się wymyka i szuka własnych ścieżek, na które może kiedyś nas ponownie wpuści. “Nieprzysiadalność” nie powinna nas zwieść - Świetlicki jest już gdzie indziej, już myśli nad nową tragedią, bo “jak nie ma tragedii, trzeba ją sobie wymyślić”. Pisze: “Już od raz staję z boku. (...) Nie wiem, kiedy ciemność całkowicie zapadnie”.

Na marginesie chciałbym wspomnieć o autorze wywiadu. Praca Księżyka to temat na osobny esej - z jednej strony potężna robota, facet jest fantastycznie przygotowany, spędził nad tym dziesiątki godzin i naprawdę przegadał ze Świetlickim prawie całe jego życie, a z drugiej strony jest to mocno pozbawione charakteru, pewnie celowo ale zabrakło mi choć odrobiny polemik i próby pokierowania Świetlickim w inną stronę, niż by poeta chciał.

“Ta rozmowa jest uboższa o moją autocenzurę, nie opowiadam wcale o wielu ważnych dla mnie kobietach, zwłaszcza o jednej, ale jak będę pisał prawdziwą autobiografię, to może się odważę być maksymalnie szczery. Ale to nastąpi za wiele lat”. Ufff. Może doczekam, póki co poleca się “Nieprzysiadalność”, bo z pewnością znajdziecie swoją listę powodów, dla których jednak daliście się wciągnąć w tą dziwną opowieść.
216 reviews1 follower
December 31, 2017
Rezygnując z suspensu, na pewno będę do tej książki wracał.

Przed powrotem będę musiał jednak się przygotować. Moja znajomość twórczości Świetlickiego ogranicza się do płyt Świetlików i Zgniłości, kilku koncertów tychże zespołów oraz trylogii "kryminalnej". Świetlicki to jednak przede wszystkim poeta o czym wiedziałem ale nigdy nie zadałem sobie trudu dotarcia do źródeł i zdobycia jakiegoś zbioru jego wierszy. A że większość rozmów toczy się właśnie wokół wierszy, to dość dotkliwie odczułem ich nieznajomość. Trochę się boję że okaże się
iż, cytując Kazika, słowo pisane do mnie nie przemawia i niewiele z tych wierszy zrozumiem.
Na razie pokrzepiający jest fakt że po pierwsze, jak tak panowie sobie o tych wierszach dyskutują to wygląda to dość logicznie a po drugie, czasem sam autor przyznaje że nie pamięta co wtedy miał na myśli i nie wie co o tym teraz powiedzieć.

Nie wiem jak te rozmowy wyglądały ale Księżyk wydaje się dość biegły w znajomości wszystkiego co Świetlicki napisał. Może czytał wybiórczo i układał pytania pod to co mu się rzuciło w oczy ale kilka razy zaskoczył mnie tym że w luźnej dyskusji na jakiś temat nawiązuje do konkretnego wiersza który jakoś tam jest z tematem powiązany. Mam tym większy szacunek że jeszcze w trakcie lektury pożyczyłem zbiór Wiersze i okazuje się, że jest tego naprawdę sporo.

Co do samej treści - dużo zaskoczeń. Zdałem sobie sprawę jak bardzo uległem kreowanemu, nie wiem czy bardziej przez bohatera czy media, wizerunkowi postaci i jak mało ten wizerunek ma wspólnego z rzeczywistością. Rzeczywistość oczywiście na plus w stosunku do wizerunku. Do tego mnóstwo smakowitych anegdotek i ciekawych historyjek. To co może martwić (lub intrygować) to fakt, iż w którymś miejscu pada stwierdzenie, że może zdradzi jakąś tajemnicę jeśli za wiele lat napisze prawdziwą autobiografię.

Edytorsko bez zarzutu - znalazłem zero literówek, czytelny układ stron, porządne wydanie. Zdjęć na tyle dużo że pierwszy raz w tego typu wydawnictwie nie mam wielkiego niedosytu. Oczywiście gdyby było jeszcze więcej to też bym się nie obraził ale naprawdę nie ma co narzekać.

Czas czytania: 12,5h.
Profile Image for Bartosz Marzec.
34 reviews
May 21, 2021
Czytam równolegle zbiór utworów Marcina Świetlickiego pod tytułem „Wiersze” (2011) i wywiad-rzekę z tymże poetą przeprowadzony przez Rafała Księżyka a zatytułowany „Nieprzysiadalność. Autobiografia” (2017). Autobiografią tom ten jednak nie jest, co zaznacza sam Świetlicki, twierdząc, że kiedyś napisze „prawdziwą autobiografię” („Ta rozmowa jest uboższa o moją autocenzurę, nie opowiadam wcale o wielu ważnych dla mnie kobietach, zwłaszcza o jednej, ale jak będę pisał prawdziwą autobiografię, to może się odważę być maksymalnie szczery. Ale to nastąpi za wiele lat”).

Równoległa lektura pozwala na nowo odczytać utwory poety. Zawsze je lubiłem, pociągał mnie ich mrok i tajemniczość, ale zarazem bliskość konkretu i ton daleki od patosu. Teraz, znając konteksty, lubię je jeszcze bardziej. Chciałbym jednak napisać tu o „Nieprzysiadalności” (notabene wiadomo, że JP z dobrze znanego wiersza i jeszcze lepiej znanej piosenki to Jerzy Pilch, ale właśnie z książki dowiedziałem się, że „jedna kobieta” to ówczesna żona Świetlickiego, a „druga” to matka jego dziecka. Tak więc sytuacja rzeczywiście była nerwowa).

„Nieprzysiadalność. Autobiografia” liczy prawie 650 stron, na których Świetlicki opowiada o swoim życiu: od dzieciństwa w podlubelskich Piaskach (zamykanie się na strychu!), przez nieukończone studia, które poskutkowały wzięciem w kamasze, po ponowną, już udaną próbę „zdobycia” Krakowa. To telegraficzny skrót, wątki można by mnożyć... No dobra, jeszcze garść: młodopoetyckie środowisko „bruLionu”, praca korektora w „Tygodniku Powszechnym”, początki Grupy Ładnie. Kobiety, alkohol, psy. Klucze, chodzenie, noce. Mnóstwo linków do literatury, poezji, muzyki. Ale także, nie bądźmy już tacy świętoszkowaci, kłótnie, afery, romanse. Całą książkę pokreśliłem ołówkiem i będę do niej wracał.

Jaki Świetlicki wyłania się z tej autonarracji? No właśnie nieprzysiadalny. Tu mu niewygodnie, tam mu niedobrze. Ani go pod włos, ani z włosem; choć to w zasadzie wiadomo, bo od dawna w ten właśnie sposób poeta Świetlicki sam siebie przedstawia. W czasie lektury przypomniał mi się wywiad-rzeka z prof. Małgorzatą Szpakowską, która w rozmowie ze swoimi niegdysiejszymi doktorantkami, a dziś uznanymi badaczkami kultury, równie konsekwentnie wymyka się kategoriom czy przyporządkowaniom. „Outsiderka” – to tytuł tego wywiadu. I outsiderem jest też Świetlicki, z tym że o ile u prof. Szpakowskiej taka postawa wyrasta z inteligenckiej niezależności, o tyle u Świetlickiego, tak mi się wydaje, główną rolę odgrywa ego poety.

Może też z tego powodu rola Rafała Księżyka – choć dziennikarz jest znakomicie przygotowany – ogranicza się w „Nieprzysiadalności” do prowadzenia rozmowy. Księżyk nie zahacza ani nie polemizuje, mimo że sam Świetlicki znany jest przecież z tego, że nie gryzie się w język. To niestety nie jest wywiad o tej temperaturze, co pasjonująca rozmowa Piotra Kletowskiego i Piotra Mareckego z Andrzejem Żuławskim. Tym niemniej zdecydowanie polecam, nawet jeśli nie jesteście czytelniczkami Świetlickiego czy fanami Świetlików (byłem raz na koncercie w Radomiu; doszło do jakieś pyskówki kogoś z publiczności ze Świetlickim i poeta zapowiedział, że do Radomia więcej nie przyjadą. Taka aferka. Swoją drogą o kreacji scenicznej w „Nieprzysiadalności” też można przeczytać).
Profile Image for Przemysław Skoczyński.
1,422 reviews50 followers
May 31, 2020
Czy ja jestem wiarygodny? Raczej nie, bo w temacie Świetlickiego jestem ultrasem i znajduję tu wszystko czego oczekiwałem. To pozycja wartościowa pod wieloma względami. Przede wszystkim sam bohater może się uzewnętrznić, a jak widać lubi i chyba chce. Świetlicki opowiada barwnie i potrafi odnaleźć swój całkowicie niezależny głos zarówno w tematach związanych z kulturą, jak i nieszczęsną polityką. Księżyk nie jest "ciężkim" rozmówcą, właściwie podrzuca kolejne tematy bez specjalnej polemiki. Daje się poecie wygadać i chyba o to chodziło, by można było to umownie nazwać "Autobiografią". Przeczytałem kilka opinii, że wychodzi tu mocno ego bohatera. Powiem szczerze, że jeśli tak to świetnie, bo bywa przez to mega ciekawie, ale ja nie nazwałbym tego jednak megalomanią, raczej wyrazistością, byciem "jakimś" w świecie, który pełny jest przeraźliwie jednolitej papki. Że interlokutor czasem się gubi i sobie przeczy? Doskonale, jest bardziej wiarygodny, bo nie ma nic gorszego niż jednoznaczność, zakładam że u artysty potrzeba bycia niejednoznacznym jest intensywniejsza. Być może największą wartością jest tu jednak próba ocalenia od zapomnienia atmosfery wokół pism literackich, a co za tym idzie środowisk pisarzy, poetów, a także konkretnych tytułów książek, płyt czy przedstawień. Wbrew temu co może się wydawać studentom polonistyki, to co działo się w czasach świetności "NaGłosu" czy "brulionu" nie jest powszechnie znane i dotarcie to tych historii przez opowieść Świetlickiego wydaje się dobrym pomysłem. Pomijam wątek muzyczny, bo dla fanów Świetlików i licznych pobocznych muzycznych projektów bohatera jest to po prostu rzecz obowiązkowa.
Profile Image for Gregory.
339 reviews9 followers
March 26, 2023
Jeśli ktoś lubi twórczość Świetlickiego, to to będzie bardzo przyjemna lektura. Tak było w moim przypadku. Nie wiem jednak jakby to było, gdyby dać to do ręki komuś, kto nie kojarzy zupełnie tego gościa. Pewnie by się wynudził. Fajnie było poczytać o kulisach powstawania kultowych (dla niektórych) pieśni czy wierszy. Jest tu sporo tytułów okołoświetlikowych do przesłuchania, zwłaszcza dla kogoś kto nie śledzi wszystkiego co jest wydawane na krajowym rynku muzycznym. Ogólnie bardzo przyjemna lektura. Ode mnie 4/5. Generalnie zachęciło mnie to coś do sięgnięcia po kolejne "wywiady rzeki". Zawsze to jakaś odskocznia od prozy i można sobie pomyśleć "A co ja wtedy robiłem?".
Profile Image for Dobiasz.
117 reviews21 followers
May 31, 2018
Nie wierzyłem, że Księżykowi uda się zmusić Św. Marcina do wyjścia z pozy i formy. No i się nie udało. (Auto)biografii jest tu jakieś 25 %. Reszta książki to dość rozpaczliwe i głównie bezskuteczne próby wyciągnięcia z bohatera czegoś ciekawego. Księżyk drąży, tonami cytuje panaświetlikowe wiersze, chwyta się fraz i słów, a Świetlicki odpowiada jak to on — wymijająco, oględnie, nie wiem, nie pamiętam, może wtedy tak było, teraz już nie wiem, czy to ważne, może to prawda, a może i nie. Chyba najnudniejszy z całej tej serii wywiadów-rzek. Tylko dla psychofanów.
Profile Image for Piotr.
85 reviews
February 18, 2019
Dużo wiadomości z życia Świetlickiego, Księżyk solidnie go przemaglował w rozmowach. Pytanie, ile z tego to konfabulacje i podkolorowany obraz wydarzeń.

Tak, jak lubię twórczość Świetlickiego, tak ta pozycja ogromnie mnie zmęczyła, bo też i osobowość samego głównego bohatera (która aż wylewa się z kartek) jest na dłuższą metę strasznie męcząca.

Podejście do życia rodem z jego twórczości minus poczucie humoru daje mało strawny rezultat. Szkoda.
Profile Image for Krzysztof Dziamski.
6 reviews2 followers
November 16, 2019
Ta ksiazka to bardziej index nazwisk ludzi, ktorzy sie przewineli przez zycie Swietlickiego, kto gdzie kiedy kogo spotkal z kim i jak, w glowie sie kreci! Dajcie zyc....
O samym zyciu Swietlickiego ciezko cos znalezc a jak juz sie uda to sa to najlepsze momenty ksiazki. Lepiej jak Swietlicki nie mysli o sobie w kontekscie innych ludzi.
Displaying 1 - 14 of 14 reviews

Can't find what you're looking for?

Get help and learn more about the design.