Już się nie musisz obawiać, Polsko. Zawisza Czarny jest na posterunku!
Pochodzi z Wybrzeża Kości Słoniowej. Trafił pod opiekę emerytowanego żołnierza i mistrza sztuk walki pełniącego posługę misjonarską. Ten nauczył afrykańskiego chłopca bycia skutecznym na polu bitwy, pomógł mu zmienić ciało w broń, a przy okazji zaszczepił w umyśle polskie wartości, wpoił zasady patriotyzmu i ogromną miłość do nadwiślańskiego kraju. Podopieczny misjonarza, już jako dorosły mężczyzna, przybył do Polski, by krzewić prawdziwą, dobrze rozumianą polskość. Oto Zawisza Czarny!
Bohater trafia do Warszawy, gdzie z miejsca zostaje wmieszany w spisek tak zwanych polskich patriotów. W złożonej intrydze wezmą udział młodzi ambitni z Mordoru, uczestnicy rowerowej masy krytycznej, członkowie ONR-u, kibice Legii, a także podejrzanie popularny napój energetyczny Dumny Rodak.
Kto jednak stoi za całym tym zamieszaniem? I co znaczy być patriotą? O tym właśnie opowie Zawisza. Czarno na białym!
Człowiek, który nie potrafi usiedzieć w miejscu. Pisarz, komik stand-upowy, publicysta, podróżnik. Autor ponad dwudziestu książek, a także licznych opowiadań, słuchowisk, artykułów, sztuk teatralnych i scenariuszy.
Jakub Ćwiek powraca w stylu, którym urzekł mnie w Kłamcy - książce, dzięki której zacząłem sięgać po pozycje z półki "fantastyka"!
+ humor autora………… :') + aktualność książki pod kątem politycznym + udało się uniknąć stronniczości, każdemu dostaje się po równo! + POMYSŁ. - Ćwiek lubi pisać dziwne zakończenia, ale zaczynam się przyzwyczajać :)
to naprawdę dobra książka, która zapewni rozrywkę już od pierwszych stron. Jest pełna humoru, akcji i rożnej maści bohaterów. W szczególności powinna spodobać się osobom, które uwielbiają wątki patriotyczne, odniesienia do historii, których w tej książce mamy dość sporo oraz szybki bieg wydarzeń i intrygę. Nie mogę się już doczekać kolejnej części, którą przeczytam z ogromną chęcią.
Kuba Ćwiek to autor o tyle charakterystyczny, co wzbudzający dosyć skrajne odczucia. Niektórzy go uwielbiają, inni wręcz przeciwnie, narzekając zwłaszcza na zbyt dosadny język i niezbyt wyrafinowane fabuły. Ja zdecydowanie należę do pierwszej grupy i jestem przekonana, że fani jego twórczości nie będą Zawiszą rozczarowani.
Cóż, podobno książka wywoływała kontrowersje jeszcze, zanim została wydana. Osobiście polityką nie interesuję się zupełnie, mam od niej ludzi (a raczej ludzia). Jednak rozumiem, co w książce budziło sprzeciw. Mimo to uważam, że pan Kuba znów idealnie wszystko splótł i ja nie mam najmniejszego problemu z Czarny (dosłownie) Zawiszą.
I co ja mam napisać o stylu? Autor pisze jak zwykle płynnie, z werwą i typowym dla siebie humorem. Ciekawym dodatkiem było sposób mówienia Łokietków.
Jedynym, co mi wadziło, były konspekty polityczne, ale nie dlatego, że się ich nie spodziewałam - raczej, bo nie wszystkie zrozumiałam. W książce znajdziemy jednak pełno akcji i intryg, więc jak dla mnie polityka może zejść na drugi plan. Pan Kuba porusza też ciekawy temat w swojej najnowszej powieści - skłania ona do refleksji nad tym, co tak właściwie znaczy być patriotą. Idealnie wpasowała się także we współczesne realia. Chciałabym zobaczyć syrenkę Sawki! Dołączenie do teorii spiskowej Zakonu Krzyżackiego także dodało książce pikanterii.
Sawka to chyba moja ulubiona bohaterka. Zaskakująca, zdecydowanie pewna siebie i potrafiąca walczyć o sprawę, w którą wierzy. Sam Zawisza okazał się postacią raczej tajemniczą. Chętnie poznałabym go lepiej. Bracia Łokietki rozwalają za to system - ich sposób bycia i mówienia to coś, w czym można się zakochać w jakiś pokrętny sposób! Autor zestawił ze sobą postaci o różnych osobowościach i wyszedł z tego naprawdę zastanawiający miks. Został też wspomniany Dreszcz, który jeszcze przede mną, ale zdecydowanie chciałabym go poznać!
Podsumowując, zdecydowanie polecam książkę. To nie fantasy, a akcja najwyższych lotów z mnóstwem intryg i konspektów politycznych. No i musicie poznać Władka i Witka, koniecznie!
Chyba najbardziej spodobał mi się epilog... A wiec Zakon. Oraz jeszcze postac Fido. (Str.53-56/97-103)
''Nacjonalizm to dobra rzecz, bo trzyma obcych z dala od twojego domu. Ale jest też niebezpieczny, bo jak przesadzisz ze stawianiem granic, skończy się ruchaniem sióstr i wtedy napłodzisz debili.'' (Str.15)
Zatrzymała się, otworzyła torebkę i zaczęła w niej szukać. - Czegoś szukasz, Moniko? - W zasadzie czekam, aż sobie pójdziesz, ale jeśli znajdę przy okazji tę puszkę gazu, to też się nie zmartwię. (Str.109)
Walkę z własną słabością trzeba ćwiczyć nieustannie, by wykorzystywać raz na jakiś czas, w chwili próby. (Str.151)
Ot, choćby wolność. Walczyliśmy o nią, śniliśmy o niej, a gdy ją mamy, to najchętniej byśmy ją zabrali z powrotem. Dawkowali, obwarowali tysiącem warunków. Bo kiedy widzę czasem, co dziś znaczy bycie patriotą, to mam wrażenie, że ktoś tu coś odwrócił do góry nogami. (P.163)
-Tak sobie myślę, że kiedyś oburzyłbym się na to, co władze zrobiły z tym napojem, a dziś, z goryczą, bo z goryczą, mogę tylko przyklasnąć. - Nie, Pająku. To jawne skurwysyństwo i jeśli raz pozwolić rządowi na takie zagrywki, nawet w twoim mniemaniu w słusznym celu, to następnym razem zrobi to samo w innej sprawie, wiedząc już, że wolno mu wszystko. (P.164/165)
Miała dziwne poczucie, że gdziekolwiek szła, ludzie mieli w głowach tylko po jednej idei. Owszem, bardzo często słusznej, ale wciąż tylko jednej i w dodatku wykluczającej lub w najlepszym przypadku lekceważącej pozostałe. (Str.235)
Ten człowiek, przyznam wam i ufam, że się nie obrazicie, jest dla mnie kwintesencja polskości. Tak silny w swych słabościach i mądry w głupocie, że nie sposób się nie zachwycić. (Str.289)
Zawsze chciałam spotkać Superbohatera, ale nie Kapitana Amerykę ani Spidermana z Marvela czy Batmana z DC. Pragnęłam zobaczyć człowieka, który będzie Polakiem, który da popalić wszystkim przestępcom i innym rozbójnikom w naszym rodzimym kraju. W pewnym sensie moje marzenia spełnił Jakub Ćwiek. Zacznijmy jednak od początku. Wszyscy wierni kibice zmierzają do stolicy na ważny mecz piłki nożnej, który rozegra się między polską a hiszpańską reprezentacją. Z zamiarem kibicowania zjawia się w Warszawie również tytułowy Zawisza Czarny, zwany również pieszczotliwie Czekoladką. Jest on muskularnym, czarnoskórym mężczyzną, a jednocześnie- co może być kontrowersyjne- patriotą. Zwracał na siebie uwagę od razu, potężny “murzyn” ubrany w barwy narodowe, przez co został wplątany w sieć intryg, a wszystko za sprawą jednej teczki. Nasz dzielny Zawisza będzie musiał stawić czoła wszelkim przeciwnościom. A jak wiadomo, historia lubi zataczać koło… Książka jest bardzo przyjemna, wywołała we mnie szereg emocji, od radości aż do złości i smutku. Wszyscy bohaterowie są wykreowani niezwykle trafnie, żaden z nich nie jest przerysowany, w wielu z nich znalazłam element, który sprawił, że zaczęłam się z nimi w pewien sposób identyfikować sposób identyfikować. Powieść niesie przekaz o tym, kogo w dzisiejszych czasach można nazwać patriotą i jak cienka granica jest między patriotyzmem a nacjonalizmem. W dodatku autor ma naprawdę fajny styl pisania! Serdecznie polecam, świetne czytadło na zimowe wieczory i nie tylko :D
Nie będzie to moja ulubiona książka Jakuba Ćwieka, ale nie znaczy to, że mi się nie podobała. Pomysł na głównego bohatera i to, że w tej historii dostaje się po równo i lewej i prawej stronie, a raczej ich skrajnościom też jest super. Ciekawa i myślę, że zdrowa jest też koncepcja patriotyzmu, jaką autor wyznaje i na stronach Zawiszy Czarnego nam przekazał. Podobać się również może tempo książki i wartka akcja. Mi trochę zabrakło głębi, psychologii postaci. Gdzieś przeczytałem, że to książka wzorowana na starych, dobrych komiksach o polskich superbohaterach. Jeśli tak to nie mam pytań. W takim przypadku wszystko tu nabiera sensu i już nie ma się do czego przyczepić. Nawet okładka. W takim ujęciu tekst Pana Ćwieka jest fantastyczną rozrywką, podszytą głębszą myślą i doskonale spełnia swoją rolę. Bo Zawisza bawi, mimo że pokazuje Polskę w krzywym zwierciadle i mocno przerysowaną. Ale może taki obraz jest potrzebny, byśmy zrozumieli coś, zanim stanie się rzeczywistością? Myślę, że tak. Tak jak wspomniałem na początku wolę inne książki autora, na przykład Świętego z Centralnego czy moje ukochane Panie czarowne, na których zdobyłem autograf i dedykację od autora podczas Poznańskich Targów Książki, ale pisarz zapowiedział na końcu Zawiszy, że ten powróci, będziemy mieli więc szansę, by się do niego przekonać i bardziej polubić.
Książka zaciekawiła mnie swoim opisem. Sięgałam jednak po nią z pewnymi obawami, ponieważ już kiedyś próbowałam przeczytać jedną książkę autora (byli to Chłopcy) i cóż nie było to udane spotkanie. W połowie książkę odłożyłam i już nigdy do niej nie wróciłam. Było to 4 lata temu i teraz chyba dorosłam do stylu Ćwieka bo Zawisza mi się podobał i to tak, że przeczytałam ją w jeden dzień (wpływ na to mogła mieć też mała ilość stron). Historia opowiada o Zawiszy Czarnym i to dosłownie nasz główny bohater jest czarnoskóry. Poznajemy go, gdy przyjeżdża do Warszawy na mecz. W książce przewija się też bardzo dużo innych bohaterów: Gośka, Sawka, Witek, Władek, Świtoń... Na początku nie podobało mi się to jak szybko zostali wprowadzeni nowi bohaterowie, bo trudno mi ich wszystkich od razu zapamiętać. Jednak potem przyswoiłam kto kim jest. Autor w historii wplótł dużo wątków politycznych. Poruszył modny teraz motyw multi-kulti. Podoba mi się to, że książkę z jednej strony jest trochę abstrakcyjna i można traktować ją z przymrużeniem oka jednak z drugiej strony porusza dosyć ważny temat jakim jest patriotyzm. Czy prawdziwym patriotą jest osoba urodzona w Polsce czy może być nim też osoba urodzona w innym kraju o innym kolorze skóry?
Fanką Ćwieka już raczej nie zostanę, ale kurczę, w tych książkach jest coś, co każe mi je kończyć. Może to po prostu moja upartość, a może coś innego, ale jest to iście fascynujące. Co do samej powieści, to do połowy strasznie mi się dłużyła, na tyle, iż odstawiłam ją na kilka miesięcy. Jednak kiedy przeszliśmy do mięska, czyli scen walki i użalania nad sobą prawilnych ziomków spod trzepaka, to zaczęło być całkiem ciekawie.
Podoba mi się sam zamysł, naprawdę miał potencjał na dobrą karykaturę ówczesnego (i nie tylko) stanu politycznego. W jakimś stopniu to się nawet udało, ale brakowało mi rozwinięcia bohaterów czy bardziej pociągającej fabuły. To było najzwyczajniej w świecie zbyt łopatologiczne. Nawet nasz tytułowy Zawisza Czarny jest jakiś taki miałki. Nie zrozumcie mnie źle, polubiłam go, ot, taki tam spokokoleś, ale to taki spokokoleś ze studiów, z którym rzadko gadasz. Może gdyby było dłuższe? A może gdyby przedstawić to w formie komiksu? Myślę, że w graficznej wersji mogłoby się sprawdzić całkiem nieźle.
Ze wszystkich – czyli zawrotnych trzech – książek autora, z którymi miałam okazję obcować, ta podobała mi się najbardziej.
Szczerze powiedziawszy nie bardzo wiem co myśleć o tej książce – niby czuć w niej to charakterystyczne pióro Pana Ćwieka, jest akcja, są superbohaterowie, jest intryga i cała reszta, tylko jakoś zabrakło mi humoru. Choć to może tylko takie moje odczucie, bo autor porusza w tej książce problemy, które nie wywołują we mnie rozbawienia tylko złość i zażenowanie. Jedyne, czego jestem w tej chwili w stu procentach pewna to to, że moje poglądy na temat patriotyzmu całkowicie pokrywają się z poglądami Pana Kuby. Książka o Zawiszy Czarnym - śląskim superbohaterze na gościnnych występach w Warszawie, to całkiem dobra historia z bardzo ważnym przesłaniem. Dla niektórych może być pozycją czysto rozrywkową i zabawną, dla mnie jest historyjką o największych przywarach Polaków i bardziej mi się przy czytaniu chciało płakać niż śmiać (a czasami nawet rzucać przedmiotami, które akurat miałam pod ręką, bo mnie ludzka ignorancja, najzwyczajniej w świecie, wkurza). Według mnie każdy powinien ją przeczytać i skonfrontować ze swoimi poglądami.
Po "Kłamcy" przekonałam się, że od Ćwieka mogę kupować książki w ciemno i się nie zawiodę. Tak było i w tym wypadku, kiedy tylko ruszyła przedsprzedaż zamówiłam i pochłonęłam. Myślę, że Ćwiek odwalił kawał dobrej roboty, gdyż książka daje do myślenia o patriotyźmie, naszym kraju oraz naszych poglądach (tutaj odgrywa dużą rolę główny bohater Zawisza Czarny). Byłam ciekawa jak zostanie przedstawiony i się nie zawiodłam, a nawet polubiłam tego wielkoluda :D. Drugą postacią, która od razu mnie zachwyciła była taksówkarka Sawka. Pierwsze za co ją polubiłam, to charakter, a drugie samochód :D. Ostatnim plusem, który wymienię, aby nie zdradzać za dużo z fabuły jest to, że Ćwiek nawiązał do Batmana, za co ma u mnie ogromy plus!
Zabawna, obnażająca wszystkie uchybienia naszego społeczeństwa, pokazująca stereotypowe grupy społeczne. A bohaterem narodowym zostaje nie kto inny tylko Zawisza Czarny - Murzyn.
Mężczyzna przyjeżdża do Warszawy na mecz reprezentacji i w wyniku pomyłki otrzymuje tajne plany. Przy pomocy taksówkarki Sawki, matki Gośki i szalonego dziadka Sawki wpada w sam środek najniebezpieczniejszych wydarzeń w stolicy.
Żeby ta książka się spodobała trzeba mieć dystans do siebie i swojego państwa. Bez tego nie będziecie zadowoleni.
Jednak mimo wszytko rozczarowało mnie zakończenie. Nie pasowało mi, nie zwieńczyło historii. Przez to stała się powieścią na jeden wieczór bez szaleństwa.
Zawiszę, autorstwa Jakuba Ćwieka, kupiłem w ciemno po przeczytaniu kilku wcześniejszych jego książek (m.in cztery tomy Kłamcy, o których na pewno kiedyś tu napiszę), będąc pewnym, że dobrze wydaję pieniądze. W okolicach 70 strony zacząłem tracić tę pewność i nawet sprawdziłem, czy czasem nie pomyliłem sobie autora, albo czy to nie zbieżność nazwisk, ale nie, wszystko się zgadzało. I przez kolejne mniej więcej 70 stron ta wątpliwość była coraz mocniejsza, ale w pewnym momencie zaczęło się wreszcie dziać coś, co mnie zaintrygowało i szybko zmieniłem zdanie o Zawiszy.
Dopiero po rozpoczęciu czytania dowiedziałam się, że Zawisza Czarny łączy się z inną książką Ćwieka - Dreszczem. Czy wciągnęło mnie na tyle, aby i z tamtą się zapoznać? Kiedyś na pewno, ale parcia nie czuję. Ot, sympatyczny przerywnik pomiędzy innymi lekturami.
Żart o tym, że Zawisza Czarny (bo murzyn) pada już chyba w pierwszym rozdziale i jest zapowiedzią... nie, nie poziomu humoru, ale tego logicznie-nielogicznego-absurdu, który atakuje znienacka, pozostawiając czytelnika w konsternacji - czy ma się zaśmiać, zrobić facepalma, czy minę wtf. Innym przykładem niech będzie taka oto rozmowa: - Ale przecież on jest czarny! - Bo jest ze Śląska. To jaki ma być, niebieski?
Aż mi się przypomniał Grześ z Czterech Pancernych.
I to nie jest zarzut! Z jednej strony mamy dość ,,normalną" Warszawę - aczkolwiek przerysowaną - z drugiej absurdalne sytuacje, które są w swoim absurdzie logiczne, ale nigdy byś nie zgadł, że ktoś z tym nagle wyskoczy, a z trzeciej - jak odrzeć to wszystko z tego absurdu i pokrętne logiki, to zostaje intryga rodem z książek Dana Browna! (czego bohaterowie sami nie omieszkają wspomnieć)
Więc tak - polecam jako lekką lekturę na hamak albo ławeczkę na dworze, bo pogoda ładna. Nie zachwyciło i nie odebrało tchu, ale czasu spędzonego nie żałuję! I nadal uważam, że Zawisza to jeden z najsympatyczniejszych (tym razem dobrze napisałam!) książkowych bohaterów. No bo kto inny jeszcze potrafi ,,napiełdalać nieagresywnie"?
Bardzo przyjemna ale za krótka. Chciałoby się więcej akcji i rozwinięcia postaci a tutaj mamy taki szkic. Dobrze zarysowane i ciekawe postacie, całkiem udana fabuła ale czuć, że to temat potraktowany trochę po łebkach.
Mimo wszystko bardzo fajna lektura i chciałoby się więcej…
Fajna rozrywka na kilka godzin. Musze rowniez przyznac ze autor dodal szczypte swoich mysli na temat patriotyzmu, mediow itd. Trzeba przyznac ze ciekawe i trzezwe podejscie.