Odejście Krzysztofa to dla mnie wielka strata, ale także ślad, który po sobie zostawił, który razem po sobie zostawiamy. To już się stało. Nawet gdybym nigdy nie zrobiła więcej żadnego filmu, pozostanie to, co zrobiliśmy razem. Możesz powiedzieć o swoim związku z Krzysztofem, że to była wielka miłość? Tak. Ze wszystkim potknięciami, ale tak. Każdemu życzę, żeby przeżył coś takiego.
Dług, Mój Nikifor, Plac Zbawiciela, Papusza – wybitne filmy, o których słyszał prawie każdy. Za ich sukcesem, obok Krzysztofa Krauze, stoi jego partnerka w pracy i życiu – Joanna Kos-Krauze. Artystka, niezwykły człowiek, silna kobieta. Ostatni film, Ptaki śpiewają w Kigali, ten chyba najtrudniejszy, w Afryce, zrobiła już sama. Ukończyła go po śmierci męża. Ta książka to nie jest zwykły wywiad rzeka. Osobista rozmowa z Joanną Kos-Krauze przeplatana jest reportażami z Rwandy, kraju, którego mieszkańcy muszą nauczyć się żyć na nowo, a który stał się drugim domem Joanny. Temat tej książki również nie jest błahy. Jest to przepiękna, choć momentami dotkliwa opowieść o sile miłości, determinacji i przebaczenia. O sile kraju, który odbudowuje się po wojnie domowej, i sile kobiety, która przeżywa swój osobisty koniec świata i się po nim podnosi.
Znakomita rzecz, połączenie rozmowy o życiu z Krzysztofem, o wspólnie nakręconych filmach, o jego odchodzeniu i żałobie, z reportażem o Rwandzie. Wróciły wspomnienia - obie panie doskonale w swoich rozmowach i rozważaniach oddały i nazwały moje odczucia związane z Rwandą, tyle że ja się tam nie odnalazłam na tyle, by móc zostać. Nie zdobyłam się też na odwiedzenie wszystkich opisanych miejsc pamięci. Wyjeżdżałam stamtąd po prawie dwóch latach wręcz z niejaką ulgą, bo czułam, że się tam duszę. Choć myślę o tym kraju i ludziach tam poznanych bardzo często, i coraz częściej łapię się na tym, że chciałabym wrócić i zobaczyć, co i jak się zmieniło, odwiedzić dawne koleżanki i kolegów z pracy... Za kilka dni rozpoczną się kolejne obchody rocznicy rozpoczęcia ludobójstwa, Rwanda wtedy zamiera na kilka tygodni. Wspomnienie tego miesiąca żałoby jest wciąż dla mnie jednym z tych najbardziej wstrząsających i trudnych do pojęcia doświadczeń. Nawet ptaki wtedy nie śpiewały... A ostatni film Joanny Kos-Krauze nosi akurat tytuł "Ptaki śpiewają w Kigali", nie widziałam go niestety, ale mam nadzieję to nadrobić!
Moim zdaniem największym problemem tej książki jest to, że ona tak naprawdę powinna być dwoma lub nawet trzema osobnymi książkami. To wywiad-rzeka o związku Joanny Kos-Krauze z Krzysztofem, o ich twórczej pracy i filmach, jakie stworzyli, pomieszane z minireportażami z Rwandy. Z początku, gdy książka skupiała się na ludobójstwie, byłam bardzo zaciekawiona. Ale później, gdy zaczęły pojawiać się rozdziały o filmach czy życiu prywatnym byłam zagubiona i może nawet trochę zniesmaczona? Raz czytasz rozdział o masakrze, później o filmie gangsterskim, znów wracasz do tematu Rwandy, a później do relacji pary. I tak przez całą książkę… Nie wiem, skąd decyzja o łączeniu tego, moim zdaniem bardzo nietrafiona. Ale poza tym jest tu kilka naprawdę ciekawych wątków i przemyśleń, które na długo zostaną mi w głowie. Myślę, że mimo wszystko warto ją przeczytać. Chociaż z panią Kos-Krauze chyba bym się nie polubiła, a niektóre jej wypowiedzi aż mnie mroziły.
This is a book about so many different things, the author's life, both professional and personal, her career and the movie industry, and also about the genocide in Ruanda. I don't know much about this country so I'm glad I could extend my knowledge. She tries to get to the bottom of the mass-murders and explain how it happened. The author has a second home there and I'm amazed she's doing so well in such a difficult country. I'm curious about her movies and intend to see them at some point as I haven't done it.