„Afganistan był, jest i będzie polem bitwy o Azję”.
Na to właśnie pole bitwy zaprasza nas Elżbieta Cherezińska. Jej „Turniej cieni” to pełna rozmachu powieść historyczna, w której sercu toczy się jedna z najciekawszych rozgrywek geopolitycznych minionej epoki: wielkie starcie pomiędzy lwem a czarnym dwugłowym orłem; rywalizacja imperium brytyjskiego i carskiej Rosji o dominację w Azji Centralnej, o kontrolę przepływów, o Indie. Brytyjczycy ochrzcili ją mianem „wielkiej gry”, terminem ukutym przez porucznika Arthura Conolly’ego z 6. pułku kawalerii bengalskiej, rozpropagowanym następnie przez Rudyarda Kiplinga w powieści „Kim”. Dla Rosjan była tytułowym „turniejem cieni”.
W „Turnieju cieni” prawda płynnie przechodzi w fikcję. Powieść nie zastąpi podręczników historii ─ ale i nie do tego pretenduje. Elżbieta Cherezińska ze swobodą i gracją porusza się po historii świata, przenika dziesięciolecia, chwytając kolejne polskie wątki i łącząc je w intrygującą całość. Zmyślnie wyszywa fabułę z historycznych zdarzeń i postaci (wszyscy wymienieni bohaterowie to postacie historyczne), by ─ jak stwierdza w posłowiu ─ „wydobyć z cienia bohaterów, dziewiętnastowiecznych Polaków, których życiorysy zdawały się wymarzone, aby przedostać się na strony powieści”.
Wydobyci z cienia, bohaterowie Cherezińskiej fascynują. Ogromem determinacji, ogromem odpowiedzialności. Czy i nas byłoby stać w kluczowych momentach na tego typu poświęcenia? Na zmierzenie się ze świadomością, że niektóre rzeczy „były, są i będą”?
Ich skomplikowane dzieje przypominają nam ważną lekcję, którą tamci musieli zapewne już wtedy pojąć: karty rozdaje geografia, ale to ludzie muszą je rozgrywać.