Najsłynniejsza historia miłosna naszego kręgu kulturowego, wpisana w realia powojennej Anglii. Tristan lat czterdziestych, naznaczony koszmarem okupacji i powstania warszawskiego, przybywa z wypalonej wojną Polski jak z końca świata.
Czy symfonia Cesara Francka działa równie silnie jak napój nieopatrznie podany niegdyś przez wierną Brangienę? A Londyn, współczesny Las Moreński, czy będzie schronieniem czy zgubą dla Michała i Katheleen, zwanej Kasią? Czy miłość - jak w starej opowieści - zwycięży nawet śmierć?
Maria Kuncewiczowa was a Polish writer and novelist. She studied music and literature in Kraków, Warsaw and Paris. She initially wrote for literary magazines under a pseudonym, and published her first book in 1926. In 1938 she was awarded the Gold Laurel (Złoty Wawrzyn) of the Polish Academy of Literature. After 1939 she lived in France, England and the United States. From 1962-1968, she lectured in Polish literature at the University of Chicago. Around 1969, she returned to Poland, to live in Kazimierz nad Wisłą, and in the years 1970-1984 she spent the winter months in Italy. She won a number of literary awards in Poland during her lifetime.
Her most famous work is Cudzoziemka (translated to English as The Stranger), considered one of the most prominent Polish psychological novels of the interwar period. Kuncewiczowa also wrote an English-language guide to Polish literature, Modern Polish Prose (1945) and edited an anthology of Polish contemporary literature in English, The Modern Polish Mind (1962). Her house in Kazimierz Dolny has been a branch of the Vistula River Museum since 2005.
nie spodziewałem się, że ta powieść aż tak mi się spodoba. Po przeczytaniu cudzoziemki myślałem, że inne teksty Marii są słabsze, mniej popularne przez to, że to właśnie Cudzoziemka była tą udaną lekturą, może tą ostatnią, najlepszą, doszlifowaną. Okazuje się, że wręcz przeciwnie, Tristan 1946 jest równie genialny, przemyślany, rozpracowany, bogaty i zaskakujący. To moja druga lektura Kuncewiczowej i mogę powiedzieć, że jej teksty mają jej zapach, każde słowo emanuje jej geniuszem, jej niesamowitym stylem pisania i oryginalnością. Jestem w stanie uwierzyć, że od trzeciej lektury nie będę potrzebował nazwiska, ponieważ rozpoznam ją po jej “charakterze pisma”
"myśmy mieli być inni myśmy mieli wszystko o sobie wiedzieć bez mówienia mieliśmy być dla siebie matką ojcem i dzieckiem (...) co to jest słowo? Tylko to co dwoje ludzi czuje bez słów jest prawdą".
Ale to była książka.
Po pierwsze — to opowieść o miłości. Miłości w różnych jej wymiarach: rodzicielskiej i romantycznej. Szczególnie ten drugi wątek prowadzony jest niezwykle ciekawie. To nie jest tylko reinterpretacja legendy o Tristanie i Izoldzie — Michał, Kathleen i Bradley (czyli król Marek) są postaciami z krwi i kości, z własnymi historiami i psychologiczną głębią. Ich miłość jest skomplikowana, pełna niejednoznaczności, dzięki czemu jest autentyczna. Ale jeśli to jest książka o miłości, to jest to także książka o rozczarowaniach — o tym, że często kochamy samo "marzenie" o miłości, a nie drugą osobę, o tym, że sama miłość nie wystarcza, gdy nie ma pomiędzy ludźmi zrozumienia i dobrej komunikacji. Te gorzkie rozczarowania bolą, tym bardziej, że często wynikają z ludzkich słabości, których moglibyśmy uniknąć.
Po drugie — to opowieść o sztuce i jej granicach, o tym, jak wpływa na nasze życie. Motyw Tristana i Izoldy przewija się tu jak nić, która spina rzeczywistość bohaterów. Legenda zdaje się spełniać tylko dlatego, że ludzie chcą, by się spełniła ("Tristan i Izolda nie mieli dzieci, więc myśmy chcieli być tacy, jak oni. Nie z tego świata" — to kwintesencja tej myśli). Życie naśladuje sztukę, a nie odwrotnie (Oscar Wilde miałby powód do satysfakcji! Bradley, zakochany w młodości i pięknie, nosi w sobie coś z Henry’ego Wottona).
Po trzecie — to książka o perspektywach. O różnych spojrzeniach na świat: oczami polskiego żołnierza, który najpierw trafia do Anglii, a potem do Ameryki; młodej lekarki, która staje się aktorką; matki, która ucieka przed wojną; emigranta, który za granicą odnajduje coś, czego nigdy nie znalazł w ojczyźnie. Każdy z nich widzi świat inaczej, przez pryzmat własnych doświadczeń i wyborów.
To książka o języku i jego granicach, o narodach i ich podziałach, o poszukiwaniu tożsamości i swojego miejsca w świecie. A przy tym wszystkim — Kuncewiczowa napisała ją z mistrzowską lekkością i wyczuciem. Pani Mario, chylę czoła.
Dałabym 5 gwiazdek gdyby koniec był inny. Ciekawa historia i technika pisania, świetne opisy psychologiczne postaci. Książka długa ale wciąga.
Historia miłości pomiędzy dwojgiem młodych ludzi z trudną przeszłością. Michał i Kathleen uparcie dążą do życia ponad schematy, bez małżeństwa, dzieci i zbytecznego zdawania relacji z dnia powszedniego. Łudzą się że ich więź oparta na porozumieniu dusz przezwycięży wszystko i wszystkich, ale w obliczu piętrzących się problemów, miłość powszednieje a związek przeradza się w walkę.
Głęboko zapadnie mi w pamięci cytat:
"Nie daj w siebie wmówić, że tam musisz być, gdzie już nie jesteś. Wszystko się kończy, i sprawy, i miejsca, a człowiek musi iść naprzód... Na świecie nic nie ginie, tylko się zmienia... ty, chłopcze, zmieniaj się, tylko nie giń..."
Podchodziłem do tej powieści chyba milion razy, bo była dla mnie pogmatwaną operą mydlaną w powojennym stylu. Drugą rzeczą która mi nie odpowiadała to początkowy brak zależności z celtyckim mitem do którego nawiązuje tytuł. Na szczęście niedawno udało mi się przeczytać całość i zdecydowanie bardziej zrozumiałem zarówno myśl autorki i jak linkowanie do Tristana i Izoldy. Polecam, ale zdecydowanie nie dla każdego.
Gdzie kończy się gra, a gdzie zaczyna się prawdziwe ja? Serce mi pękło. Niebywała. Rozłupująca na kawałki, uzależniająca, podtrzymująca tlące się światło nadziei tylko po to, by przemieniło się w ulotny dym.