John Lennon ma sto dwadzieścia lat i komponuje piosenki wyłącznie dla bogatej, pięknej i szaleńczo w nim zakochanej kobiety. Alfred Ulver, psychiatra hochsztapler, utrzymuje się głównie z pracy swojego cyfrowego klona i sesji cochingowych. Lizę Trommer, skromną krawcową, odwiedza w domu dawno zmarły ojciec, który uciekł z Forever, wirtualnego świata spokojnej starości. Alskopp, dumny i potężny król smoków Drumloftu, wydał ostatnie tchnienie na londyńskiej Tottenham Court Road. Uderzenie skrzydeł motyla może zmienić losy świata. Upadek smoka zmienia, i to diametralnie! Rzeczywistość i światy wirtualne okazują się być połączone znacznie ściślej, niż się to dotąd wydawało i nie są tym, za co je uważano. Co jest prawdziwe, a co urojone? Kim jesteśmy, a kogo jedynie odgrywamy? Czy śmierć jest ostateczną granicą, a jeśli tak, to kto mieszka za nią?
Kiedy w księgarniach święci laury najnowsza powieść Istvana Vizvary'ego, ja postanowiłem sięgnąć po debiut literacki autora, czyli Vivo. Sugerując się opisem wydawcy na okładce spodziewałem się fantasy-sience, a otrzymałem, ku mojemu zadowoleniu i zaskoczeniu powieść cyberpunkową, którą czyta się błyskawicznie i to nie bez powodu. Książka ma kilka poziomów, według których można ją rozpatrywać i rozumieć. Jest to opowieść przygodowa i jako taka dostarcza mnóstwa rozrywki i frajdy swoim humorem i trzymaniem czytelnika w napięciu. Z drugiej strony jest to ambitne SF, stawiające pytania o to czy tak naprawdę nie żyjemy w czyjejś symulacji i czy jesteśmy albo musimy być odpowiedzialni względem światów i tworów, które przyjdzie nam stworzyć lub które już powołaliśmy do życia i co tak naprawdę jest prawdą a co tylko wirtualną rzeczywistością. Vivo zostało wydane w 2017 roku, ale jak to często bywa w przypadku dobrej fantastyki naukowej, wyprzedziło swój czas i jest dziełem ponadczasowym, w którym można się zanurzyć i odkrywać jego jeszcze inne poziomy. Jestem przekonany, że każdy znajdzie tu coś dla siebie, jeśli tylko znajdzie odwagę, by zejść tak głęboko w światy Vivo, jak tylko można, próbując znaleźć rozwiązanie tego co jest prawdziwe, a co urojone? Czy jesteśmy sobą czy kogoś odgrywamy? I czy czyjaś śmierć jest naprawdę końcem wszystkiego czy też nie? Serdecznie polecam Wam Vivo, bo jest tu co czytać i się zachwycać. Dla mnie genialne! Tak dobra i dojrzała fantastyka i to w debiucie zdarza się rzadko!!! Za książkę dziękuję @takczytam.poznan
Poziom absurdu momentami (długimi momentami ;) ) wybija poza skalę. Uśmiałam się, ale trochę się też wzruszyłam. Nie dam rady być obiektywna - autor kupił mnie Beatlesami.