Józef Hen portretuje Michała de Montaigne jako człowieka, który był dzieckiem swojej epoki i jednocześnie ją wyprzedzał. Ojciec filozofa postanowił wychować syna według ideałów Erazma z Rotterdamu, więc otoczył go nauczycielami łaciny i odizolował od rówieśników. Dzięki temu mały Michel czytał co prawda klasyków w oryginale, ale nie zaznał beztroskiego dzieciństwa, a francuski stał się dopiero jego drugim językiem. Nic dziwnego, że nabrał dystansu do środowiska, w którym żył. Swoją bezludną i cichą wyspę Wielki Sceptyk odnalazł później w wieży zamku w Montaigne, gdzie medytował i tworzył swoje największe dzieło ? Próby. Są one świadectwem jego intelektualnego indywidualizmu: sprzeciwiał się fanatyzmowi religijnemu w dobie wojen religijnych; był zwolennikiem praw człowieka, gdy inkwizycja stosowała tortury; ignorował zabobony i przepowiednie w czasach, gdy wierzyli w nie wszyscy, a na paryskim dworze karierę robił Nostradamus. Ja, Michał z Montaigne? to już klasyczna, ale wciąż poruszająca i żywa biografia szesnastowiecznego myśliciela racjonalisty, ukazana na tle szerokiej panoramy renesansowej Francji.
Zdecydowanie polecam lekturę; i to z kilku powodów:
1) Autor daje bardzo plastyczny rys fascynującej, burzliwej epoki, osadza bohatera mocno w kontekście czasu i wydarzeń;
2) Opowiada o Montaigne’u, jako o „pisarzu–myślicielu mimo woli”, o mężu szlachetnym, sędzi, człowieku ostrożnym, który chcąc zawsze zachować rozsądek i umiar dochodzi do wniosków i formułuje prawdy, jakich nikt przed nim nie wyartykułował. Człowiek swojej epoki wykracza poza nią;
3) Naśladując metodę Montaigne’a, Józef Hen niby w sposób przyczynkarski, jakoby od niechcenia, posługując się cytatami i tylko niekiedy puentując sytuację własną opinią, jednak konsekwentnie i wyraźnie szkicuje postać bohatera. Wie, dokąd zmierza i pióro go nie myli.
4) Może nie jest to zaskakujące, zważywszy na charakter pisarstwa Montaigne – filozofa humanisty, ale książka świetnie rezonuje z dzisiejszą rzeczywistością;
5) Hen w mistrzowski sposób stosuje „metodę rekurencyjną”: tak jak Montaigne zamierzał jedynie w upamiętnić dzieło przyjaciela, Stefana de La Boétie, tak i Hen „tylko” wywołuje jego postać, co daje mu pretekst do przypomnienia kilku ważnych prawd; a do tego, zdaje się zostawiać w tym szeregu trochę miejsca i dla czytelników…
Książka jest dzieckiem swego czasu (lata 70.-80.). Widać to w doborze bibliografii, w aluzjach do ówczesnego klimatu, może nawet w tempie i stylu narracji. A jednak czyta się ją z dużą przyjemnością: język jest piękny, staranny, mistrzowski.
Cieszę się, że nie miałem okazji przeczytać tej książki tuż po jej pierwszym wydaniu. Nie tylko mniej bym zrozumiał, ale i przyjemność wejścia w świat przedstawiony wydaje się teraz pełniejsza.
Książkę polecam nie tylko "montenistom", ale także osobom zainteresowanym humanizmem i rozwojem filozofii - a wszystko to na tle historycznych wydarzeń we Francji późnego renesansu. Lekkie pióro i dziennikarski styl Hena sprawiają, że z ciekawością podążamy krok w krok za Montaigne'em w jego podróży przez życie. Autor nie stroni zarówno od relacjonowania najintymniejszych detali z życia Montaigne'a, jak i od rzetelnego opisu powstawania najsłynniejszego i aktualnego do dziś dzieła "Próby".
Bardzo mieszane uczucia odnośnie tej książki. Z jednej strony ogromna wiedza autora, widać, że przeczytał chyba wszytko, co było wydane do tamtej pory w różnych językach. Z drugiej strony chaotyczny styl pisania. Miejscami aż ciężko pojąć wszystko, np. tło historyczne, wydarzenia polityczne i spiski mieszają się niesamowicie mocno. Ale za to przepiękna końcówka, wzruszyłam się.