Ta kobieta nigdy nie miała imienia. Gorgonowa – tak mówiła o niej cała Polska, która z zapartym tchem śledziła przebieg najgłośniejszego procesu dwudziestolecia międzywojennego i jednego z najgłośniejszych w historii polskiego sądownictwa. Oskarżonej zarzucano brutalny mord na siedemnastoletniej Lusi, którego miała dokonać ostatniej grudniowej nocy 1931 roku. Od tego momentu Gorgonowa stała się najczarniejszym z czarnych charakterów II Rzeczpospolitej.
O matkę upomniała się córka Ewa. Była dzieckiem wyczekiwanym. Jej przyjścia na świat z niecierpliwością wyglądali najwięksi wydawcy gazet w całym kraju. Urodziła się 20 września 1932 roku. Z jej narodzin cieszyło się całe więzienie przy Kazimierzowskiej. Tylko matka powtarzała: „Dziecko urodzone za kratami będzie napiętnowane na całe życie”.
Po latach życia jako „córka morderczyni” osiemdziesięciopięcioletnia Ewa podjęła walkę o uniewinnienie matki. O nocy z 30 na 31 grudnia 1931 roku i zamordowaniu Lusi Zarembianki opowiadała tak, jakby widziała wszystko na własne oczy. Wierzyła w niewinność matki, ale nie potrafiła jej dowieść. Podrzucała nowe tropy i teorie, a w mediach kolejny raz pojawiło się pytanie, czy to Gorgonowa zabiła Lusię.
Cezary Łazarewicz, autor Żeby nie było śladów, znów prowadzi śledztwo. Tym razem próbuje rozwiązać dwie zagadki. Nie tylko ustalić, czy Gorgonowa była winna, ale także co się z nią stało po zwolnieniu z więzienia 3 września 1939 roku.
This book is yet another try to solve the murder which happened in the early 1930s in Poland and which is still remembered and discussed. An interesting read.
Brakuje dwóch rzeczy - mapki z rozkładem pomieszczeń dla tych, którzy nie mają wyobraźni przestrzennej (ja!) oraz dokładniejszego opisu miejsca zbrodni po jej dokonaniu, bo potem wyskakują różne fakty w trakcie książki. Zakończenie - wow!
Kto by pomyślał, że sprawa morderstwa z 1931 roku może obudzić w czytelniku tak wielkie emocje. Tamtej grudniowej nocy ktoś zamordował nastoletnią Elżbietę „Lusię” Zarembiankę. O zbrodnię natychmiast oskarżono Ritę Gorgonową, kochankę ojca i opiekunkę dzieci. Łazarewicz idzie tropem Gorgonowej, zgłębia realia historyczne, analizuje tło społeczno-obyczajowe. Nic nie umknie jego czujnemu oku. I dobrze. To jedna z tych spraw bowiem, które zasługują na sprawiedliwość.
3,5/5 To najlepsza z przeczytanych przeze mnie książek Łazarewicza. Czemu? Bo dotyczy bardzo ciekawej historii, o której jak by nie pisano to się w dużej mierze sama obroni. Styl pisania nadal pozostawia wiele do życzenia - suchy, nieangażujący, urywany. Nie sądzę, by autor napisał jeszcze kiedyś książkę na tak interesujący temat bym sięgnęła ponownie po cokolwiek spod jego pióra. O tej sprawie usłyszałam parę lat temu w jakimś podcaście na YT (chyba u Stanowo) i bardzo mnie ona zainteresowała (swoją drogą - podcast był lepszy niż ten reportaż). Interesująca - pod względem okoliczności - zbrodnia, specyficzna rodzina, fascynujący proces sądowy. W książce mamy opisane wszystko, choć w wielu momentach dość pobieżnie. Dla mnie osobiście sytuację ratują przytoczone fragmenty mów końcowych obrony i oskarżenia podczas procesu Gorgonowej (fantastyczne) oraz całkiem nieźle rozwinięty wątek dalszych losów jej i jej potomków. Tego chyba w podcaście nie było. Duży plus za całkiem sporo fotografii. Byłam zaskoczona, że w ogóle są, bo u Czarnego to niespotykane. Książka jest krótka i konkretna i choć zazwyczaj wolę w tę stronę to mam tutaj trochę niedosyt, bo można byłoby to napisać lepiej.
Sprawą Gogonowej ponoć żyła cała II RP, dziś temat już przysechł i mało kogo elektryzuje* - generalnie dla mojego pokolenia morderstwo w Brzuchowicach to historia nieznana, dlatego dobrze, że Cezary Łazarewicz zdecydował się na jej odkurzenie.
Reportaż mimo niewielkich rozmiarów jest bardzo treściwy i konkretny. Łazarewicz dosyć szczegółowo opisuje śledztwo, przewód sądowy i wszelkie kontrowersje z nim związane, dokładnie też przygląda się tragicznym losom głównej bohaterki sprawy, czyli Margarity Gorgon, oraz jej córek zmuszonych do życia w powojennej Polsce z piętnem "Gorgonichy". Wreszcie autor dostępnymi dzisiaj metodami stara się dociec prawdy o morderstwie z 1931 roku.
Koronkowa robota, to niezwykle solidny reportaż, który od początku wciąga czytelnika w gąszcz przypuszczeń i domniemywań - myślę, że warto, bo to naprawdę "koronkowa robota".
*Tak wiem, że film to klasyk i zamierzam go obejrzeć, ale dowiedziałem się o nim dopiero z książki Łazarewicza.
Świetnie napisany reportaż i dobrze zgromadzone informacje wraz z całą bibliografią. Aż człowiek chciałby wiedzieć co tam się stało.. moje przeczucie mówi mi, że to nie była Gorgonowa, ale czy kiedyś się tego dowiemy?
Łazarewicz prowadzi czytelnika przez jeden z najsłynniejszych procesów lat 30-tych i robi to fenomenalnie: drobiazgowo, skrupulatnie, obiektywnie. Łazarewicz nie próbuje dowieść winy, ani niewinności Gorgonowej. Nie odpowiada na pytania. Portretuje epokę i przybliża tę zatrważającą historię, pozwalając czytelnikowi opowiedzieć się po jednej ze stron.
W nocy z 30 na 31 grudnia 1931 we wsi pod Lwowem doszło do makabrycznej zbrodni – zginęła córka Henryka Zaremby, Lusia. Dziewczyna została uderzona w głowę ciężkim narzędziem, co spowodowało jej natychmiastową śmierć. Zwłoki odkrył młodszy brat Lusi, Stanisław. Kto mógł dokonać czegoś tak potwornego?
Podejrzenia padły na Ritę Gorgonową, guwernantkę, a właściwie kochankę Henryka Zaremby, z którą ten miał kilkuletnią córkę Romusię. Kobieta zaczęła pracę u Zaremby w 1924 roku, szybko jednak ich relacja przekształciła się w bardziej zażyłą. Rita prowadziła dom, zajmowała się dziećmi, którym zastępowała matkę (zamkniętą w zakładzie psychiatrycznym), a później również zastępowała Zarembie żonę. Początkowo sytuacja ta odpowiadała wszystkim, jednak z czasem zaczęły narastać konflikty. Tarcia narastały szczególnie między dorastającą Lusią, a Gorgonową. Zaremba ostatecznie postanowił przeprowadzić się ze starszymi dziećmi do Lwowa, zostawiając Ritę na wsi. Datę przeprowadzki ustalono na 1 stycznia 1932 roku. Plany pokrzyżowała zbrodnia.
Pierwszym wyrokiem jaki zapadł w tej sprawie, była kara śmierci. Po ponownym rozpatrzeniu sprawy sąd uznał winę oskarżonej, jednak skazał Ritę „tylko” na osiem lat więzienia – złagodzenie kary motywowano tym, że zbrodni dokonała pod wpływem silnych emocji.
Czy Rita Gorgonowa była winna? Tego nie dowiemy się już nigdy. Nie zachowały się do naszych czasów żadne dowody, które można zbadać ponownie. Dzięki tej książce możemy jednak przyjrzeć się najsłynniejszemu procesowi Polski międzywojennej, co było dla mnie bardzo ciekawym doświadczeniem. Polecam również film Sprawa Gorgonowej z 1977 roku w reżyserii Janusza Majewskiego.
Trudno się oderwać od książki. Bardzo dobrze zrekonstruowany proces i oddana atmosfera panująca w ówczesnej Polsce. Poza tym trzymające w napięciu współczesne śledztwo i poszukiwania Gorgonowej. Książka Łazarewicza w sposób przemyślany i logiczny porządkuje dotychczasową wiedzę o wydarzeniach sprzed osiemdziesięciu lat. I wciąż trudno jednoznacznie orzec, czy Gorgonowa była winna czy nie.
Podobało mi się i czytało się bardzo szybko, trochę jak powieść. Wszystko opisane, odatowane, a Łazarewicz pisze przyjemnie, jaśnie i nie zajmuje żadnych stron. To jedna z tych niewyjaśnionych tajemnic przedwojennej Polski - i taką pozostanie, bo kimkolwiek był sprawca, zabrał tę wiedzę do grobu.
Bardzo solidny i wciągający reportaż, świetnie oddany klimat dwudziestolecia, ale wciąż mam w pamięci "Sprawę Grzegorza Przemyka", która zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie i silnie mną wstrząsnęła, a z tej perspektywy "Sprawa Gorgonowej" po prostu nie jest aż tak dobra.
O sprawie Gorgonowej słyszeli w Polsce już chyba wszyscy. Choć od zbrodni minęło już prawie 90 lat wciąż wywołuje ona emocję i poruszenie, a na usta ciśnie się pytanie - zabiła, czy nie?
O zbrodni do której doszło w noc przed Sylwestrem 1931 roku w Łączkach oglądałam już kilka programów i podcastów, a i parę wzmianek w literaturze miałam też okazję przeczytać. W zależności od autora danego materiału mogłam się w nich spotkać z opinią, że Gorgonowa była winna lub niewinna, że była osobą dobrą i skromną, jak i że cechowała się agresją i bezczelnością, wspominano, że dochodzenie przeprowadzo dokładnie lub wręcz przeciwnie - że śledczy absolutnie nie mieli się czym pochwalić i mnóstwo śladów pominęli, a później sędziowie skupiali się tylko na tych poszlakach, które były wygodne dla stwierdzenia, że Gorgonowa faktycznie winną była.
Autor tego reportażu nie wydaje żadnego wyroku. Nie mówi nam nic o tym, czy jego zdaniem Rita dokonała zbrodni, czy też nie. Serwuje nam jednak ogromną ilość materiału na podstawie którego czytelnik może poczuć się jednym z ławników i dzięki niemu wydać swój własny wyrok. Oczywiście, dla niektórych to może być ogromna wada całej książki. Jeśli sięgacie po "Koronkową robotę" z myślą, że wreszcie poznacie konkretną odpowiedź na to pytanie - zabiła czy nie - to będziecie zawiedzeni, bo odpowiedzi w niej nie ma i prawdopdoobnie nigdy już jej nie będzie.
Opowiadając o samej Ricie autor prezentuje nam jedynie opinie innych na jej temat. Tych, którzy z Ritą się spotkali i mieli okazję z nią rozmawiać. I ponownie to do nas należy decyzja, który z zaprezentowanych profili psychologicznych uznamy za ten jeden prawdziwy.
Dużym plusem książki jest to, że autor nie skupia się tylko na samej zbrodni i procesie, ale też interesują go dalsze losy Gorgonowej oraz jej córek. Z tymi drugimi udało mu się spotkać, co relacjonuje w swoim reportażu może trochę zbyt skromnie. Być może też jest on pierwszym, który wysuwa przypuszczenia, jakoby Rita Gorgonowa została zamordowana w 1946 roku.
Książka fenomenalnie ciekawa, w której nie ma miejsca na nudę. Cezary Łazarewicz potrafi świetnie zainteresować czytelnika historią, która jemu samemu wydała się na tyle interesująca, że napisal o niej książkę. Całość okraszona zdjęciami, z których każde jest opisane.
Bardzo polecam! Zarówno jeżeli historia Gorgonowej jest Wam dobrze znana, jak i jeśli jeszcze nigdy - jakimś cudem - o niej nie słyszeliście.
To już drugi reportaż tego autora i kolejny bardzo dobry! Czy istnieje jakiś fanclub pana Cezarego Łazarewicza? Trafia do mnie jego styl pisania. Jest niezwykle rzeczowy ale w niewymuszony sposób
ciekawa, szybko się czyta, ale reportaże Czarnego przyzwyczaiły mnie do pewnego poziomu, którego ten chyba jeszcze nie osiągnął. co nie znaczy że nie jest dobrze napisany, bo wprost przeciwnie - wciąga. tylko że nie powala na kolana.
Pan Łazarewicz jest jednym z moich ulubionych autorów polskiej literatury faktu. I tym razem nie zawiódł ale to nie jest jego najlepsza praca.
Jezeli czytelnik oczekuje jednoznacznego wyjaśnienia sprawy Gorgonowej to się rozczaruje. Autor przedstawił bardzo wyraziście fakty i opinie opowiadające się za i przeciw jej winie, bez torturowania czytelnika swoimi osobistymi przekonaniami w tej sprawie. Jest to rzetelny reportaż. Wiele pracy włożono w wywiady z wciąż żyjącymi świadkami i ich rodzinami, przegląd archiwów, a nawet lokalne oględziny miejsc powiązanych ze sprawą. To jest profesjonalna dziennikarska robota.
Jedyne co można by moim zdaniem ulepszyć to redakcję i warsztat pisarski. Nie jest to tak pisarsko dopracowane jak książka o Przemyku, gdzie autor w wyrafinowany sposób kieruje (ale nie manipuluje) emocjami czytelnika. Nie jest to kwestia tematu, bo oba były bardzo ciekawie ale raczej mniej lub bardziej lepszego okresu pisarskiego autora.
Bo nie ulega wątpliwości, że umiejętności i doświadczenie są, niemniej literatura faktu, jak każda inna, potrzebuje weny/muzy. Tutaj jakby owa muza była ciut dalej ale jak daleko to wie tylko sam autor.
Doskonała robota! Historia przedstawiona w sposób interesujący - z wielu punktów widzenia, z uwzględnieniem mnóstwa źródeł. Po wszystkim zostajemy z paroma znakami zapytania, ale nie mamy poczucia, że temat został niedopracowany - ta sprawa to po prostu wielka zagadka i jedyne, co nam pozostaje, to podziwiać autora za to, jak dobrze się do swojej pracy przyłożył.
Świetny reportaż! Czytałam z zapartym tchem, nie wiem jakim cudem nie słyszałam nigdy o sprawie Gorgonowej, mimo że tematem true crime interesuję się od paru lat. Cieszę się, że trafiłam (całkiem przypadkowo) na tę książkę.
Po reportaże Cezarego Łazarewicza mogę sięgać w ciemno! Kolejny raz ze spotkania z autorem wychodzę wielce usatysfakcjonowana. A zdradzę, że wcale pewności co do mojego pozytywnego odbioru akurat tej książki Łazarewicza nie miałam. Idźmy dalej - ze wszystkich wydanych tytułów reportażysty “Koronkowa Robota” interesowała mnie najmniej. Jest jeszcze “lepiej” - praktycznie w ogóle nie planowałam po nią sięgać w ciągu najbliższych kilku/kilkunastu lat. Ale, że szalenie ciekawi mnie najnowszy reportaż Łazarewicza to w oczekiwaniu aż popularność i szum wokół „Na szewskiej” opadną (jak książki wyskakują mi z lodówki to tracę zainteresowanie, nie tykam) postanowiłam wrócić do dawno porzuconego nadrabianie jego poprzednich książek. I wybór padł na “Koronkową Robotę”, bo znam siebie i wiem, że gdybym teraz po nią nie sięgnęła - to nigdy (albo optymistyczna wersja - za kilka lat).
Teoretycznie miałam pewność, że ta książka musi być dobra - bo w końcu Łazarewicz jest autorem (jego „Tu mówi Polska. Reportaże z Pomorza” to jedna z moich najulubieńszych książek. Wywarła na mnie tak ogromne wrażenie, że niektóre teksty do dziś siedzą mi w głowie), ale jednak temat głośnej sprawy Rity Gorgonowej wyjątkowo mnie nie pasjonował (tak sądziłam) - słuchałam kilku podcastów, coś tam czytałam i byłam przekonana, że lektura okaże się festiwalem nudy i ziewów. Chyba nie muszę wspominać, że oczywiście się myliłam.
Łazarewicz bardzo drobiazgowo i rzetelnie opisuje całą sprawę - prawdopodobny przebieg morderstwa i motyw, sięga po relacje rodziny oraz osób w jakiś sposób powiązanych z zabójstwem, dodatkowo przybliża sylwetki głównych „bohaterów” historii. Nawet dla osób dobrze obeznanych z tą jedną z najsłynniejszych spraw kryminalnych w historii Polski ten reportaż to skarbnica nowych informacji. Jednak to nie ten teoretycznie przewodni wątek true-crime będący istotą książki kupił mnie najbardziej, a obraz ówczesnego społeczeństwa, realiów życia w międzywojennej Polsce, sposób relacjonowania sprawy przez „media” i jej odbioru przez ludzi czy w końcu w ogóle całe nagłośnienie sprawy jako „największego skandalu” tamtych czasów. Doskonale “Koronkowa Robota” sprawdza się jako reportaż historyczny! Ale i śledczy! Łazarewicz tropi powojenne losy Gorgonowej i jej najbliższej rodziny. Fascynujący, pełen tajemnic, ale i doskonale pokazujący ludzkie okrucieństwo, skłonność do wykluczenia i ślepej wiary w zabobony jest ten wątek! Nie lubię określeń „pozycja obowiązkowa” czy „must-read” - używam ich tylko w stosunku do książek, których ja osobiście wiem, że przegapić nie mogę. Napiszę więc tak - „Koronkowa robota” to jeden z tych tytułów po których sięgniecie będę gorąco wszystkich bliższych i dalszych znajomych i nieznajomych gorąco (i usilnie!) namawiać - i nie ważne czy ktoś jest miłośnikiem reportażu czy preferuje inne gatunki. Książka Łazarewicza o sprawie Gorgonowej to tak pierwszorzędna reporterska robota i kawał fascynującej historii, że wielką stratą byłoby się z nią nie zapoznać.
O sprawie Gorgonowej dowiedziałam się podobnie jak autor książki - od babci, która twierdziła, że tak naprawdę po latach do zabójstwa Lusi przyznał się ogrodnik-gwałciciel.
Cezary Łazarewicz pieczołowicie - z akt i ówczesnych gazet, szeroko relacjonujących przebieg tego głośnego procesu - odtwarza argumentację oskarżenia i obrony. Świadkowie tamtych wydarzeń już nie żyją, więc rozmawia z tymi, którzy badali tę sprawę przed nim, dziećmi świadków. Krok po kroku poznajemy dowody rozpatrywane w sprawie - oglądamy je ze wszystkich stron, szukamy słabych punktów w hipotezach oskarżycieli, w metodach ich działania. Łazarewicz przedstawia też alternatywne teorie, które pojawiały się w czasie rozprawy czy później. Sprawnie odmalowuje willę w Brzuchowicach - nie gniazdo rozpusty, ale domowe piekło, które sobie nawzajem zgotowali domownicy. Poznajemy smutne losy Gorgonowej, kobiety porzuconej przez własną matkę, która za każdym razem, kiedy coś w życiu zyskiwała, za chwilę to traciła - kolejnych mężów, dzieci, stabilizację życiową. Nie sposób jej nie współczuć. Podobnie jak obydwu jej córkom, których życie toczyło się w cieniu matki-morderczyni. Dostajemy też spójny obraz prawdopodobnych wojennych i powojennych losów Gorgonowej, uciekającej przed własną złą sławą. I wreszcie historię ogrodnika, który w opowieściach babć przyznawał się na łożu śmierci do popełnienia zbrodni, za którą skazano Gorgonową.
Mimo że Łazarewicz nie stawia kropki nad i, z kart książki wyraźnie wynika, kto zabił. Kawał dobrej reporterskiej roboty tym trudniejszej, że wykonywanej po tylu latach, przy braku żyjących świadków, po wojennej zawierusze, która utrudnia odnalezienie śladów ludzi i zniszczyła instytucje. Czyta się z zapartym tchem.
Bardzo czekałam na tę książkę i absolutnie się nie zawiodłam! Naprawdę dobry reportaż. W pierwszej części autor dokładnie opisuje proces Rity Gorgonowej. Sporo z zawartych tu informacji już znałam - chociażby ze świetnego filmu "Sprawa Gorgonowej". Autor wiele uwagi poświęca jednak reakcjom opinii publicznej i roli prasy. Takie ujęcie tematu nadaje mu bardziej uniwersalny charakter i pozwala dostrzec, że pewne mechanizmy nie są znakiem wyłącznie naszych czasów. Najciekawsza jest jednak druga część, która jest próbą prześledzenia dalszych losów osób związanych z tą historią oraz przeanalizowania procesu ze współczesnej perspektywy. Zdecydowanie polecam, wciąga jak dobry kryminał ;)
Bardzo sprawnie napisana, bardzo wciągająca książka, która kusi czytelniczkę obietnicą, że rozwiąże "najgłośniejszą sprawę dwudziestolecia międzywojennego". I opowiada o tej sprawie w bardzo ciekawy sposób, ale, ostatecznie, tego rozwiązania nie podaje (bo podać nie może), co jednak w jakiś sposób zawodzi.
Sprawą zabójstwa Lusi Zarembianki żyła cała Polska, pilnie śledząca przebieg procesu Gorgonowej. Czy była winna? Czy tak potwornego mordu mogła dokonać kobieta i matka? Co się stało z Gorgonową po opuszczeniu więzienia we wrześniu 1939 roku? Nowymi tropami, nowymi motywami przekazywanymi przez córkę Gorgonowej, Ewę, próbuje podążyć Cezary Łazarewicz, próbując jednocześnie odnaleźć ślady Gorgonowej, po której zaginął ślad od chwili wyjścia z więzienia. Równie poruszająca jest historia Ewy, która urodziła się w więzieniu i przez całe życie żyła z piętnem córki morderczyni.
Początkowo ciekawy reportaż, drugą połowę już jednak wymęczyłam. Bardzo jednak podoba mi się teza obrończyni Gorgonowej, mówiąca że nastoletni chłopcy opowiadają farmazony podczas pełni księżyca 🌝🌝🌝🌜
Pierwsza część to w sumie streszczenie tego, co się wie z filmu i internetów. Natomiast druga była bardzo potrzebna i daje o wiele głębszy pogląd na sprawę.
PRL. W niskonakładowym “Prawie i Życiu” ogłoszono konkurs na tekst, “który zwiększy sprzedaż gazety. Żurek [Edmund] zaproponował cykl artykułów o najgłośniejszym przedwojennym procesie karnym. Skąd wiedział, że chwyci?”, pyta Cezary Łazarewicz w zdecydowanie największym tegorocznym hicie reporterskim. “Koronkowa robota. Sprawa Gorgonowej” to też - przepraszam autora za to określenie - samograj. Oczywiście, można było to zepsuć, ale jest Łazarewicz za starym wyjadaczem i zbyt utalentowanym autorem, by to zrobić. Wyszła opowieść wciągająca i choć przez ⅔ lektury myślałem, że to zasługa materiału źródłowego, to na koniec Łazarewicz dał mi popalić i pokazał klasę reportera śledczego, a nie tylko niezwykle zdolnego sprawozdawcy i kompilatora.
Po tym przydługim wstępie podaruję sobie tzw. rozwinięcie i przejdę do podsumowania, bo co tu wiele gadać - historia jest znana, Łazarewicz ją doskonale opowiada i łączy wszystkie dotychczas opisane wątki, a na końcu pokazuje, po co w 2018 roku znowu czytać o Gorgonowej. Coś, co miało być hitową książką, kandydatką na listy bestsellerów, stało się wstrząsającą opowieścią o polskiej historii. Jeśli myśleliście, że Łazarewicz poszedł na łatwiznę i - jak redaktor Kąkol w “Prawie i Życiu” - wziął po prostu chwytliwy temat i go opracował, to się mocno pomyliliście. Choć oczywiście nie miałbym nic przeciwko temu, by w kolejnej książce reporter Łazarewicz zabrał się za kogoś mniej znanego, wydobył z historii postać mniej ważną i pokazał nam, czemu powinni��my o niej pamiętać.
Czytajcie “Koronkową robotę”. Znowu zobaczycie, że Polska to straszne miejsce.
Czy Łazarewicz 'pogania martwego konia' jak powiedzieliby anglosasi i połowa internetu? Sprawa Gorgonowej - nazwisko nomen omen znaczące - morderstwo przypomnijmy przedwojenne, ktorego rozprawa już dawno została rozwiązana, a prawie wszystkich zainteresowanych od lat toczy robak - jednak nadal pozostaje w świadomości publicznej. Niczym kwestia Przemyka (również przez Łazarewicza opisana, zresztą wybitnie), Karola Kota, niezliczonych Wampirów z XYZ i innych spraw nierozwiązanych lub rozwiązanych w sposób wątpliwy.
Gorgonowa miała wszystko - motyw, sposobność, narzędzie. Miała również przeciw sobie opinię publiczną. Jako kobieta o wątpliwym statusie matrymonialnym (mąż w Stanach, ze zrujnowanym zdrowiem, nie utrzymujący żadnego kontaktu, może nawet martwy) żyjąca w mezaliansowym związku nieformalnym z żonatym (przynajmniej oficjalnie, żona w zakładzie psychiatrycznym, ubezwłasnowolniona) bogatym (w założeniu, na pogrzeb córki chciał się zastawiać) ojcem, który zatrudnia ją w charakterze bony. Nawet akt jej narodzenia nie jest niewinny, Margarita bowiem jest pogrobowcem, dzieckiem, które przyszło na świat po śmierci biologicznego ojca.
Prasa i hieny dostali Gorgonową na talerzu. W procesie obrony dochodziło do rzeczy, które tylko prasa brukowa mogła spłodzić, a plotki o np. kazirodczych tendencjach pleniących się w domu Zarembów mogły wyjść z każdej strony. Sprawa zresztą była pożywką dla tworzenia takowych Młoda dziewczyna zamordowana we własnym łóżku, ślady zidentyfikowane przez lekarza sądowego jako oznaki gwałtu, krew gromadząca się pod łóżkiem, ojciec, który początkowo nie zauważa, że córka przekroczyła już bramy Hadesu, stający wśród oskarżonych.
Językowo "Koronkowa robota" balansuje na tym mitycznym punkcie zero, na perfekcyjnej przejrzystości. Od czasu do czasu tylko pojawiają się osobiste wycieczki, szczypty złośliwości wobec nieudolności władz, tendencyjności prasy.
Na początku, we wstępie, Łazarewicz usprawiedliwia swoją ingerencję, swoją sectio cadaveris prośbą potomkini Gorgonowej, medialnie znanej z próby odczarowania czarnej legendy przodkini. Jest to, obok opisanego na końcu osobistego śledztwa, najbardziej osobisty element książki, najbardziej odległy od tafli przeźroczystości. Łazarewicz nie 'odgrzewa kotleta', bardziej zadaje pytanie, czy istniała jakakolwiek szansa, że Gorgonowa nie była pozbawioną serca uwodzicielką i zimnokrwistą morderczynią, a raczej ofiarą swoich czasów, konwenansów i nagonki prasowej.
Cezary Łazarewicz ma talent do pisania reportaży, od których ciężko sią oderwać nawet na chwilę, takie emocje budzą. Sprawa Grzegorza Przemyka, o której również pisał, wycisnęła mi łzy z oczu. Teraz było podobnie.
Tytułowa sprawa Gorgonowej należy do jednego z najgłośniejszych procesów międzywojennej Polski. Ja nie kojarzę już szumy wokół tej nieszczęsnej kobiety, dopiero po reportażu wydawnictwa czarnego zaczęłam trochę zgłębiać temat. Autor w sposób niezwykle ciekawy prowadzi czytelnika przez samo morderstwo, jak i śledztwo oraz późniejszy proces sądowy.
Dzisiaj nie sposób już dojść, czy Rita Gorgonowa była winna, czy też nie, ale z całą pewnością ofiarami tego mordu stało się więcej osób: i sama Gorgonowa, której życie stało się pasmem nieszczęść i kalumni, ale również jej bliscy, przede wszystkim dzieci, które do końca życia musiały mierzyć się ze stereotypami i niesprawiedliwością oraz wyzwiskami: "Gorgonicha". Ogrodnik z Brzuchowic do swojej śmierci, dla swoich potomków, walczył o dobre imię.
Zgadzam się ze słowami Ireny Krzywickiej: "ludzie lubią skazywać". "Ludzie lubią sprawować władzę i lubią, żeby były jakieś tej władzy efekty".
Zastanawiam się, czy obecnie, kiedy obowiązuje zasada domniemania niewinności ta historia potoczyłaby sie inaczej?