Krótkie notatki z codzienności, raporty z załamań i zapiski z uniesień. Mikrohistorie z życia i z mężczyzn.
Chowamy w sobie krótkie historie i wielkie opowieści, doznania i ludzi. Niektórych mamy tylko na chwilę, innych przez całe życie. Każdy z nas myśli czasem, że nikt tego, co jest w naszej głowie i w sercu, nie zrozumie. I to prawda.
Poezja nie jest zrozumieniem – jest współodczuwaniem. To zbliżanie się do siebie, dzielenie się, odsłanianie rąbka duszy, wyjawianie szeptem tajemnicy. W poezji nie chodzi o to, by zrozumieć, ale o to, by poczuć.
Mam nadzieję, że odnajdziesz w tych wierszach mnie. Mam nadzieję, że poczujesz to co ja. Mam nadzieję, że odnajdziesz tutaj siebie.
Absolwentka I Liceum Ogólnokształcącego im. Mikołaja Kopernika w Łodzi. W latach 2005–2010 studiowała filologię romańską na Uniwersytecie Łódzkim, uzyskując tytuł zawodowy magistra. Jednocześnie odbyła studia licencjackie z kulturoznawstwa w specjalności kultura literacka. W 2009 studiowała na Université de Paris VII Diderot w ramach stypendium Socrates Erasmus.
W latach 2012–2016 odbyła studia doktoranckie na Uniwersytecie Łódzkim. W 2017 uzyskała stopień doktora nauk humanistycznych w specjalności literaturoznawstwo na podstawie rozprawy doktorskiej Francuskojęzyczna literatura świadectwa pisarzy o polsko-żydowskich korzeniach: Anna Langfus i Piotr Rawicz przygotowanej pod kierunkiem prof. dr. hab. Grzegorza Gazdy.
Od 2018 pracuje na stanowisku asystenta w Katedrze Teorii Literatury w Instytucie Kultury Współczesnej Wydziału Filologicznego UŁ.
Początkowo publikowała wiersze na Instagramie, stając się pierwszą w Polsce znaną instapoetką, czyli autorką publikującą swoje wiersze w mediach społecznościowych. W styczniu 2018 Wydawnictwo Otwarte wydało tomik Ciarkowskiej Chłopcy, których kocham z jej własnymi ilustracjami. Tomik miał skrajne recenzje – od entuzjastycznych po bardzo krytyczne[5][6].
W 2019 ukazała się pierwsza powieść Ciarkowskiej Pestki poświęcona dojrzewaniu nastolatki/młodej kobiety. W 2021 Ciarkowska wydała też powieść Dewocje opisującą religijność małego miasteczka
Była zaangażowaną katoliczką. Oficjalnie wystąpiła z Kościoła. Deklaruje się jako osoba niewierząca.
Wykażę się tu odrobiną zdobytej wiedzy, która nie pozwala mi już patrzeć na poezję współczesną w sposób bezkrytyczny. Ciarkowska ma duży potencjał, ale jeśli 9 wierszy i jeden list można uznać za naprawdę dobre, na cały 300-stronicowy tomik, to coś tu chyba jest nie tak. Można zauważyć kilka problemów: fragmenty wielu wierszy są naprawdę głębokie i piękne... jednak potem autorka kwituje je jakimś banałem, który dobrze będzie wyglądał na instagramie albo sprawiał, że przekaz stanie się absolutnie oczywisty. Zastanawiam się też, po co poetka dzieli to dzieło na części, jeśli one niczym się nie różnią? Tematyka, treść, odwołania do morza są wymieszane, jednocześnie wciąż krążąc wokół tego samego tematu i żadna z nazw działów nie oznacza znaczącej zmiany - oprócz ostatniej, gdzie w ogóle zmienia się forma. Muszę jednak dodać, że oprawa graficzna tomiku jest genialna, nadaje klimatu i pozwala zanurzyć się w tych wierszach. "Zanurzyć" - dosłownie. Prawdę mówiąc, sądzę też, że poezja Ciarkowskiej została wydana na fali popularności Rupi Kaur - styl i forma są podobne, skupiamy się na romantycznych emocjach. Mam nadzieję, że następne podejście będzie bardziej udane.
Gdy następnym razem usłyszę krytykę współczesnej poezji z użyciem argumentów typu: że banalne, że czemu nie Poświatowska, że to nie wiersze, a hasła na pinteresta..., odpowiem słowami Anny Ciarkowskiej: "Poezja nie jest zrozumieniem - jest współodczuwaniem."
Jakie to szczęście, że duszy się nie prasuje, że się ona gniecie, a w tych zgnieceniach wygodnie mogą ułożyć się wiersze takie jak z tomiku "Chłopcy, których kocham" Anny Ciarkowskiej. Wiedziałam, że się tam zadomowią, gdy tylko otworzyłam ten tomik, gdy tylko przeczytałam wstęp o współodczuwaniu i odsłanianiu rąbka duszy. Już wtedy wiedziałam, że będę w tej książce często zaginać rogi, oznaczając ulubione fragmenty.
"Potrzebuję słowa na uspokojenie. Jednego słowa, które sobie zasuszę na płasko w jakiejś książce, które sobie schowam do portfela jak rybią łuskę."
Wiersze te są krótkie, jasne, ciche. Jak puste muszelki, do których wchodzisz szukając perły, a znajdujesz siebie. Są czasem tak bliskie, że można je sobie zapisywać na ciele. I czytając je po raz pierwszy wie się, że przeczyta się je po raz drugi.
"Jesteśmy przypadkiem, więc zdarzajmy się częściej."
Z pewnością ten tomik skojarzy się z "Mlekiem i miodem" Rupi Kaur. Jest tak samo prosty w przekazie, ale przy tym nie tnie aż tak głęboko jak wiersze Rupi, prędzej omywa miękkimi falami - zwykle ciepłymi, ale czasem zdarzają się lodowate. Zatem jeżeli lubisz Rupi Kaur, polubisz z pewnością wiersze Anny Ciarkowskiej (doskonałe nazwisko swoją drogą, bo przy niektórych wierszach aż się ma ciarki...).
"Są ludzie, którzy zostają w kąciku ust, w załamaniach rąk. Gdy myślisz, że są już najdalej, gdzieś najbliżej serca słyszysz znajome kroki. Nie mów, że to przejdzie. Nie mów, że to przeminie. Bo ja czasem budzę się w śnie, w którym ktoś został."
Ale wiersze to nie wszystko. Są jeszcze ilustracje - przy każdym wierszu, cudne i delikatne, zarazem proste, ale wiele mówiące. Wydanie książki także jest przepiękne. Już samo wzięcie do ręki sprawia niesamowitą przyjemność. Okładka, grubość papieru, piękne odcienie turkusu i oceaniczna zieleń... Dbałość z jaką została wydana jest godna podziwu.
"Przepraszam, czy mogę się u ciebie schować? Czy możemy zbudować z koca kryjówkę na jedną noc i dwoje ludzi? I zostawmy nas na chwilę samych."
Czytając wiersz za wierszem, miałam wrażenie, że podczytuję czyjś pamiętnik, że zaglądam przez niedopięty guzik mankietu i widzę żyły, że obserwuję kosmyk, który wymknął się z doskonale zapiętego koka, że siedzę w czyjejś kuchni, widzę niedopitą kawę i kilka okruszków chleba na stole. Czytając te wiersze czułam niesamowitą bliskość po drugiej stronie. Współodczuwałam. I nie miałam wątpliwości, że ta druga osoba czuje smak herbaty w ustach, którą właśnie piłam.
"Chłopcy, których kocham" są swego rodzaju układanką światoczułych senności. Mimo, że brak tam oczywistej i łatwo dostrzegalnej spójności między wierszami, to podświadomie łączy je nić jedności - przede wszystkim estetycznej. Tomik został przez autorkę utrzymany w tonie bardzo sensualnym, delikatnym. W całej książce zaznaczyłam cztery wiersze i jeden, końcowy list. Te pięć utworów wywołało we mnie pewne zjawisko: emocjonalne, zmysłowe, myślowo-retrospektywne. W tych kilku mikrodziełach kryje się sens poezji - odczuwanie. Niestety pozostałe twory Anny Ciarkowskiej mnie nie zachwyciły. Jest to opinia całkowicie subiektywna - w każdym z nas inne sploty słów wywołują poruszenie. Lubię ten tomik za jego miękkość i plastyczność.
1. Przepiękne ilustracje 2. Rozumiem, że tomik opisany jest jako "krótkie notatki z codzienności, raporty z załamań i zapiski z uniesień", ale....: 3. Niestety duża część utworów była naprawdę płytka..? 4. Wiersze często składające się z dwóch, czasem trzech zdań. Zdarzały się też takie, które składały się z jednego zdania/równoważnika zdania/dwóch-trzech wyrazów... Zabieg bardzo instagramowy, coś na wzór "Mleko i miód" Rupi Kaur. Niektórym to się będzie podobać, niektórym mniej, 5. Tutaj nie chcę w żaden sposób oceniać, ale autorka, czy też podmiot liryczny ma chyba jakiś fetysz męskich pleców?? Ten motyw bardzo często powracał w utworach 6. Wiersze nie były jakieś odkrywcze, może bardziej chwytające chwilę i uczucie w danej sytuacji, ale nadal nie było to poruszające. Zlewały się, ich treść jest do siebie bardzo podobna. 7. Listy na końcu trochę lepsze 8. W jakiś sposób mnie raziło częste porównywanie postaci męskiej do kamienia, ryby, ostrygi...itp. itd.
2.5 ⭐️ Eh, cóż za rozczarowanie. Aż ciężko mi uwierzyć, ze ta sama autorka napisała tak dobre „Pestki”. Książka ma niby 314 stron, ale tekst jest na co drugiej stronie i tego teksu jest maksymalnie pare linijek w porywie do ćwierć strony ale raptem kilka razy. Ilustracje są bardzo ładne i w ogóle książka jest bardzo ładnie wydana, tylko po co? To jest książka która ładnie wyglada sama z siebie lub na zdjęciach na insta tylko ze to mija się z celem kompletnie. Bardzo nie chce umniejszać uczuć autorki bo mimo wszystko czuć w tych wierszach emocje aczkolwiek one są takie oczywiste i niby autorka na początku zaznacza, ze ma nadzieje ze odnajdziemy w jej słowach siebie i ze poezja to współodczuwanie z czym się zgadzam. No i tak większość osób pewnie odnajdzie siebie w którymś z wierszy, ale one są tak banalne że według mnie to o wiele za mało. Lubię nowoczesna poezję, ale to ze ktoś zapisze kilka zdań w formie poetyckiej nie robi z czegoś automatycznie wiersza. Szczególnie, ze są strony które dosłownie zawierają dwa wyrazy. Domyślam się, ze te dwa słowa miały dać czytelnikowi większy wydźwięk zostawione tak same sobie, ale niestety wcale tak nie było. Na te ponad 300 stron dosłownie garstka wierszy naprawdę mi się spodobała a to trochę za mało patrząc na całość. Listy na końcu też były dobre. Przeczytałam ją w jakąś godzinę, pare razy podczas czytania pomyślałam ze coś jest ładnie napisane lub narysowane, zamknęłam ją i niemalże od razu wszystko zapomniałam.
PS. Strasznie mnie odrzucały ciągle porównania mężczyzn i samej autorki do kamienia, ostrygi, ryby itd czekałam tylko na jakąś ośmiornice albo krewetkę.
Ponad połowa była co najmniej słaba i zupełnie do mnie nie trafiała, tak samo nie przemawia do mnie poświęcanie jednej strony na dwa wyrazy. Przykro mi ale nie potrafię tego odebrać jako wybitna poezję nawet jeśli te słowa mają jakieś znaczenie. Nie podoba mi się też (moim zdaniem) marnowanie papieru. Może i wygląda to ładnie i estetycznie ale nigdy nie odciągnie uwagi od słabej treści. Z całej książki najlepsze wrażenie zrobiły na mnie listy.
this the worst poetry book i have read. i haven't got any feeling and don't think anything during reading. i really love modern poetry but this wasn't for me
Pióro Ani Ciarkowskiej jak zawsze trafiło w moją wrażliwość. Kawał dobrej poezji, choć gdy tak teraz czytam jej coraz więcej, to myślę, że czytałam lepsze tomiki. Te wszystkie wiersze są jak układanka - niezwykle spójne. Bardzo mi się to podobało, czytałam z przyjemnością.
nie jestem wielką fanką poezji, ale listy na końcu bardzo mnie wzruszyły. rzeczy, z którymi się utożsamiam i te, z którymi jeszcze nie mogę. bardzo to wszystko intymne i bliskie, tak bliskie, że czasem czuje się to jak rozdrapywanie starej rany. boli i nie pozwala zapomnieć
Każdemu z nas zdarzają się w życiu takie chwile, które chcielibyśmy zatrzymać na zawsze, niczym w kadrze na fotografii. Zwykle ulatują, nim zdążymy się nimi nacieszyć. Są i momenty pełne tęsknoty czy bólu; te paradoksalnie zostają z nami na dłużej, wrastając w pamięć, odzywając się nawet po latach. Tom wierszy współczesnej polskiej poetki Anny Ciarkowskiej pod tytułem Chłopcy, których kocham to zbiór właśnie takich uchwyconych doznań i momentów.
Motywem przewodnim Chłopców, których kocham, co zdradza już tytuł tomiku, jest miłość - jej głębia, porywczość, namiętność, delikatność, intymność, wieczne przeczucie straty, wreszcie jej jakby nieuchronna przemijalność. W miłości każdy moment jest ważny, wart zapamiętania, każdy może być rozstrzygający. Spojrzenie, dotknięcie, pierwszy pocałunek, kroki rozstania, które rozbrzmiewają echem. Anna Ciarkowska iście wirtuozersko wyłuskuje z szarej powszedniości, uważnie przygląda im się z bliska, utrwala w garstkach słów i kolekcjonuje niczym w albumie ulotne chwile swych związków, spostrzeżenia, drobne zdarzenia, szczegóły, nadając każdemu z nich sens, unikalność, wagę i znaczenie. Tworzy dzięki nim i dokumentuje swoistą kronikę wplecionej w jej życie miłości. Zwieńczeniem tomiku są listy. Utrzymane w podobnym intymnym klimacie jak wiersze, zawierają cztery historie, dotyczące różnych faz związku - od jego niełatwego początku po rozstanie.
Poezja Anny Ciarkowskiej to mimo swej skromnej minimalistycznej formy ogromny wachlarz silnych i zróżnicowanych emocji, ujętych w słowa i metafory o różnym zabarwieniu - niektóre z nich są lekkie jak muśnięcie wiatru, inne - chłodne i gładkie, niczym kamyki w potoku, jeszcze inne - niespokojne niczym trzepot skrzydeł, to znów miękkie i ciepłe niczym futerko kotka. Odnosi się wrażenie, że do niektórych z tych wierszy można się przytulić, z innymi zaprzyjaźnić, jeszcze inne zdumiewająco miękko zapadają prosto w serce, przypominając o czymś dziwnie znajomym.
Mówiąc o Chłopcach, których kocham, nie sposób pominąć kwestii, która w tym przypadku wydaje się równie ważna, jak sam tekst. Czytanie tego tomiku to także wyjątkowa przyjemność estetyczna. Książka ma piękną, starannie dopracowaną szatę graficzną z oszczędną, stonowaną kolorystyką; szatę nawiązującą stylem do najlepszych klasycznych wzorców, od odpowiedniej jakości papieru po subtelną satynową zakładkę. Mało tego - każdemu z wierszy przypisana jest niepowtarzalna ilustracja autorstwa samej poetki, z których większość, podobnie jak wiersze, nawiązuje do marynistycznych klimatów, tworząc wraz z nimi miłą dla oka, utrzymaną w biało-błękitnej tonacji jednolitą całość.
Anna Ciarkowska przekonała mnie, że poezji nie trzeba się bać, że nie musi być trudna, i że chodzi w niej nie o doszukiwanie się sensu i analizowanie, a o współodczuwanie. Tomik Chłopcy, których kocham, mający w sobie lekkość i świeżość, sprawi być może, że nawet ktoś, komu ten gatunek literacki jest z gruntu obcy, odkryje w sobie przychylną sympatię wobec magii słów i odnajdzie w tych wierszach wrażliwy i czuły kawałek samego siebie.
3,5 robie reread bo mam zastoj czytelniczy i nie umiem sie zabrac za nic nowego. ksiazka piekna pelna cheesy wierszykow. mam wrazenie ze wiekszosc z nich jest niedokonczona choc ma potencjal. piekne listy z ktorych moim faworytem jest ten o numerze 4. moze autorka ma lekko zaburzona wizje milosci? nie mnie to oceniac choc takie odnosze wrazenia. chyba kazdy ma jakies zawilosci umyslu. pozdrawiam milej kawusi
SŁOWA Piszemy zdania, akapity, strony, czasami całe powieści. Tutaj mamy zaledwie kilka słów. A ładunek emocjonalny bywa większy, niż w 500-stronicowej księdze. Krótkie, proste, pozbawione rymów. A jednak zwracające uwagę i zapadające w pamięć. Słowa, które przekazują kobiece uczucia. Słowa, które zdradzają tajemnice. Słowa, które skrywają ogromny ból i rozczarowanie. Słowa, które napisane wyrażają więcej, niż mielibyśmy odwagę wypowiedzieć. Nie napiszę, że wszystkie teksty mnie zachwyciły, bo tak nie było. Były wiersze czy listy, których nie zrozumiałam aż tak do końca bądź nie wzbudziły we mnie większych emocji. Jednak była też zdecydowana przewaga tych, które miały w sobie coś, co sprawiało, że potrafiłam zrozumieć je na swój sposób, dopasować do siebie, czy swojego otoczenia. Dzięki temu czułam ten emocjonalny ładunek i to, co w moim odczuciu chciała przekazać autorka. I pozostając przy właśnie tej kwestii: było tu też coś, co w poezji lubię najbardziej - pani Ciarkowska nie narzuca nikomu tego, jak ma jej wiersze zrozumieć, dzięki czemu każdy może zrobić to na swój sposób i poczuć, jakby autorka obnażała nie tylko swoje uczucia, ale też i nasze.
DLA KOBIET, ALE O MĘŻCZYZNACH Nie ukrywam, że jest to tomik najbardziej skierowany do kobiet. W końcu kto zna lepiej ich uczucia, jak nie jedna z nich? Tylko kobieta będzie mogła zrozumieć listy, które autorka skierowała do mężczyzn ze swojego życia, czy notatki o codziennych problemach.Wszystkie teksty przywodzą na myśl mężczyzn, którzy pojawili się w życiu autorki i tego, jakie uczucia jej towarzyszyły w trakcie ich związków. I sądzę, że wiele z tych uczuć może pokryć się z odczuciami innych kobiet, będących czy to w bardziej czy też mniej szczęśliwych związkach. Dlaczego nie do końca dla mężczyzn? Bo to o nich tu mowa, a w dodatku z masą metafor i delikatności. Brak tu dosłownych, rzeczowych opowieści. Jest za to sporo przenośni utrzymanych w morskich klimatach. Mamy muszle, kamienie, jeżowce, przypływy i odpływy. A wszystko to bardzo pięknie komponuje się z miłością, zauroczeniami, a nawet rozczarowaniami.
STRUKTURA Chłopcy, których kocham, to zbiór krótkich wierszy, notatek oraz listów, które urzekają swoją prostotą i minimalizmem. Całość podzielona jest na dziewięć części - osiem z nich to właśnie wiersze i notatki, zaś ostatnia - dziewiąta, to cztery listy autorki do mężczyzn ze swojego życia. Tomik dopełniają też rysunki utrzymane w równie minimalistycznej stylistyce, które również są autorstwa pani Ciarkowskiej. Wiem, że mówiąc o poezji warto byłoby przeprowadzić chociaż małą analizę środków stylistycznych, jednak sądzę, że moglibyście za bardzo poczuć się jak w szkole, a nie chodzi mi o to, by zniechęcać Was do lektury. Wręcz przeciwnie. Zatrzymam się więc na braku rymów i całej masie wspomnianych już metafor, których zaletami często jest to, że każdy może zrozumieć je inaczej, próbując dopasować je do wydarzeń ze swojego życia. Dla miłośników estetycznych wydań dodam również, że twarda oprawa, grubszy papier i odcienie niebieskiego na okładce i kartkach w środku, to genialna kombinacja i niezwykle trafnie łączy się z wieloma morskimi metaforami, jakie się tu pojawiają.
PODSUMOWUJĄC Chłopcy, których kocham to tomik wierszy, listów, notatek, ale też i zbiór całej palety uczuć i emocji, które towarzyszą kobietom każdego dnia. Idealnie wpisują się w modną ostatnio minimalistyczną estetykę, ale nie tylko - potrafią również przywołać wspomnienia, wprowadzić w zamyślenie, może nawet w zadumę. Dla jednych będą wybawieniem i lustrem, w którym ujrzą swoje uczucia i myśli, zaś dla innych wydmuszką pełną pustych słów. Wszystko zależy od Ciebie - czytelniku, a także od Twojej wrażliwości i sympatii do nowoczesnego podejścia do poezji. Jeśli przypadł Ci do gustu tomik Rupi Kaur, warto sięgnąć również po naszą polską autorkę, bo jej twórczość jest równie klimatyczna, jak ta zagraniczna.
Było kwestią czasu, kiedy instagramerzy, jutuberzy i inni cyfrowi celebryci zaczną wychodzić z mediów społecznościowych i rozsiadać się coraz wygodniej na księgarskich półkach. Samo zjawisko mnie nie martwi, martwi natomiast jakość prezentowanych tekstów. Trochę mi słabo na myśl, że Piotr C. i Malcolm XD stoją grzbiet w grzbiet z Tokarczuk, Myśliwskim czy Pilchem. Przykro też, że przepustką do świata literatury jest liczba kliknięć pod kolorowym obrazkiem na stronie internetowej, a nie to, czy jej właściciel ma coś do przekazania.
Zbiorek Anny Ciarkowskiej to w zasadzie taka drukowana wersja instagramowego konta. Jest tu trochę ładnych zdań, są przyjemne metafory, można pocieszyć oko subtelną kolorystyką i skromnymi, ale urzekającymi grafikami. Przede wszystkim jednak jest rozgardiasz, nieład, mnóstwo banałów i przekonania, że poza portalem te "teksty" same się obronią. Ogromna większość niestety się nie broni. Ale choć niewiele z tego zostanie w głowie, pewnie czasem zdarzy mi się zajrzeć do "Chłopców..." po jeden czy dwa kawałki. Tak jak się zagląda do kuchennej szafki po niezdrową przekąskę. Taka guilty pleasure. Boli też trochę fakt, że ta duża książka w sztywnej oprawie jest wypełniona treścią może w 25%, ale to też najładniej wydane puste strony, jakie miałem w rękach.
Kolejny tomik poezji w moim czytelniczym dorobku i nie mam pojęcia, dlaczego najczęściej trafiam tylko na takie, które są złe lub znośne. Ten należy do tej drugiej kategorii, a wierszy, które w jakiś sposób spodobały mi się lub zmusiły do zatrzymania się przy nich na dłuższą chwilę jest raptem dziewięć, co według mnie nie jest zadowalającym wynikiem.
Wszystko jest takie mdłe, oklepane i ubrane w proste słowa, prosto z blogów motywacyjnych lub tumblerowych kąt, których wpisy kręcą się wokół nieodwzajemnionego uczucia i bólu po rozstaniu. Motyw morski też niezbyt mi przypasował, choć całość wydana jest w sposób piękny, bardzo sycący wzrok, jednak nie ratuje to faktu, iż samej treści dużo brakuje. Najciekawszą częścią książki są listy, w których sposób opisania relacji pomiędzy ludźmi bardzo mi się spodobał i to autorce naprawdę wyszło.
Ogólnie, tomik nie jest zły, ale raczej taki do przeczytania i zapomnienia, niż regularnych powrotów, wytartych od czytania stron, czy pozaznaczanych fragmentów, a to moim zdaniem jest wyznacznikiem tego, czy zbiór wierszy ma jakąś wartość.
Porównując z poprzednim tomem poezji który przeczytałam to ten jest wspaniały i cudowny ! W tym przypadku autorka piszę na początku że tu najważniejsze jest to co poczujemy czytając te wiersze a nie to ile zrozumiemy. A poczułam wiele uczuć. Ten tom zrozumieją przede wszystkim dziewczyny które były kiedykolwiek zakochane. Tom podzielony na kilka różnych rozdziałów związanych z morzem i podmorskim życiem. Na końcu listy do chłopców których kochała autorka przywodząc na myśl książkę Jenny Han. Zastanawiam się czy to celowy zabieg czy totalny zbieg okoliczności... Nie wątpliwie na uwagę zasługuję też fakt że autorka wierszy sama też narysowała rysunki znajdujące się na „lewych” stronach. Dzięki temu nie ma się poczucia „zmarnowania” dużej ilości papieru. Podsumowując jeśli miałabym polecieć jakiś współczesny tom poezji to na pewno byłby to ten.
Na samym początku autorka wspomina, że poezja jest współodczuwaniem a nie zrozumieniem. Zgadzam się, natomiast nie wiem czy rozumiem i nie wiem czy współodczuwam to, co jest w "Chłopak, których kocham". Dużo tu metafor odnoszących się do snu, budzenia się i zatracaniu w śnie z drugą osobą albo samemu, motywów marynistycznych, tęsknoty, odchodzenia i powrotów, jak w tytułach dwóch rozdziałów: odpływów i przypływów. Generalnie tomik o miłości (miłościach) w pierwszej fazie, fascynacji, pragnieniu, przekonaniu, że z odejściem drugiego człowieka wszystko się kończy, a potem pojawia się ktoś następny. I tak w kółko przez 300 stron. W każdym razie estetyka wydania wygrała u mnie tutaj że wszystkim.W przypadku takich książek warto docenić oprawę graficzną. Wiersze dopełniają rysunki autorki i całość jest bardzo przyjemna dla oka. Dlatego dałam 3.
Kompletnie do mnie nie trafiła. Nie potrafiłam się nawet skupić tak wydawała mi się jakoś chaotycznie i niezrozumiale opisana. Nie poznałam autorki i jej przeżyć ani nie poczułam nic czytając ten utwór, czyli obie rzeczy, których autorka miała nadzieję, że doświadczę jej się nie udały. A potrafiłam czytać poezję ze zrozumieniem. Jest to wciąż bardzo nowa dla mnie kategoria i jestem w niej wybredna oraz ostrożnie dobieram dla siebie utwory jednak ten jest pierwszym, którego nie polecę nikomu. Jedynie listy na sam koniec książki pomogły mi cokolwiek zrozumieć. Jest to ten typ poezji, którego się bałam gdy po raz pierwszy zabrałam się za tę formę pisania. Kompletnie nie zrozumiały tekst i przesłanie. Może po prostu świadczy to o tym, że jednak ta forma nie jest koniecznie dla mnie.
To co wyniosłam z tego tomiku to na pewno to, że dorosłam. Może w gimnazjum czy na początku liceum potrafiłabym się utożsamić z tymi wierszami, ale zdecydowanie nie teraz. A może wręcz odwrotnie - może nie dorosłam do tej poezji. Nie wiem. Jednak wszytskie te wiersze zlały mi się w jeden; coś tam zostań, coś tam piasek i coś tam chodzę po morzu. No nie koniecznie przemawia do mnie to podejście, które jednoczenie jest badalne i rozdmuchane do granic możliwości. Mam wrażenie, że więcej czasu zostało poświęcone na patetyczne klikanie ENTER co słowo niż na sens. Dodatkowy punkt za przepiękną oprawę graficzną, bo ilustracje i całe wydanie bardzo mi się podobały. Chociaż brak wyjustowania tekstu jednak mnie bolał, jednak rozumiem, że to wszystko w imię artyzmu.
Na pierwszy rzut oka sam egzemplarz tego zbioru wierszy może zdecydowanie wzbudzić zachwyt. Zarówno minimalistyczna okładka jak i strony w środku są wykonane niezwykle estetycznie♥️ Jeżeli chodzi o treść, to w tym przypadku nie jest już tak kolorowo. Liczyłam na coś pięknego i twórczego. Liczyłam na coś, co trafi w moje serce. Niestety, zawiodłam się😒 Oprócz dosłownie kilku wierszy, które nawet mi się spodobały, nie było w tej pozycji nic, co chwyciłoby mnie za serce. Większość dzieł odebrałam jako zwyczajne, krótkie, oczywiste zdania napisane na kolanie. Bardzo żałuję, że ten tomik mi nie podszedł. Zdecydowanie oczekiwałam czegoś lepszego.
Nie wszystkie wiersze zrozumiałam, przy sporej części nie poczułam nic. Kilka było cudownych, ale sporo wydało mi się jednak nijakich. Duża część dotyczyła tęsknoty, smutku, nieobecności - takiej emocjonalnej. I to jest jak najbardziej okej, ale nie do końca dla mnie, nie w takiej ilości, nie teraz. Jako całość oceniam w miarę pozytywnie, myślę, że w innej sytuacji życiowej, w smutniejszych, trudniejszych chwilach poczułabym mocniej, słowa trafiłyby do mnie bardziej. I niewykluczone, że jeszcze do nich wrócę.
Kiedyś przeczytałam opinie na temat tej książki, „typowe teksty z instagrama”. Jest coś w tym, nie ukrywam. Jak same teksty nie podobały mi się (oprócz trzech) to listy końcowe wzbudziły we mnie nową nie odkrytą wcześniej emocje. 3/5, jednak wcześniejsza książka „Pestki” podobała mi się o wiele bardziej. ~pierwsza książka z naturalnego maratonu~