Książka nominowana do Nagrody Literackiej Nike 2000.
Bohaterami tej książki są ludzie skazani na ocalenie. Tacy, którzy o swoim bagażu doświadczeń mówić nie mogą, czy też nie chcą. Irit Amiel stara się przełożyć wieloletnie milczenie postaci żyjących w "izraelskim tyglu" na mowę literacką. Opowiada losy "osmalonych" w sposób tak uczciwy, zwięzły i prosty, że jej głos brzmi czysto i mocno. Książka ta może zostawić ślad w najbardziej osobistych rozważaniach współczesnego czytelnika o życiu i śmierci.
Gdy w czasach słusznie minionych grupka dzieci zorganizowała inscenizację bitwy pod Grunwaldem, w czasie której jedno z nich doznało poważnego uszczerbku na zdrowiu, Adam Szpunar, jeden z luminarzy polskiej cywilistyki, swoją glosę do orzeczenia Sądu Najwyższego rozpoczął ironicznie: Liczba ofiar bitwy pod Grunwaldem powiększyła się o jeszcze jedną. Zupełnie nieironicznie można rzec, że z Holocaustem jest podobnie. Liczbę jego ofiar należy mierzyć nie tylko w milionach tych zamordowanych, ale i w tysiącach tych, którym udało się przeżyć. Którzy – jak nazywa ich Irit Amiel – zostali osmaleni przez ognie i kominy krematoryjnych pieców. Niemal tuż po zakończeniu II wojny światowej humanistyka na czele z T. Adorno czy P. Levim zastanawiała się, w jaki sposób pisać o Shoah, jak wyrażać to, co niewyrażalne i niewyobrażalne? Irit Amiel czyni to unikając patosu, wielkich słów, kwiecistych porównań. W sposób oszczędny, lapidarny, niekiedy wręcz szorstki daje głos tym, którzy mimo niewyobrażalnych doświadczeń odrzucili swoją przeszłość po przybyciu do Izraela, którą wielu tam uważało za zhańbioną. Uczucie obcości, wpierw w okupowanej przez nazistów Polsce, potem w państwie żydowskim łączy jej bohaterów w zmowie milczenia, której przełamaniem jest słowo pisane. Adam Zagajewski apelował w swoim znanym wierszu Spróbuj opiewać okaleczony świat?, lecz w przypadku osmalonych zadanie to, jak zaświadcza Amiel, okazuje się awykonalne. W Piśmie Świętym czytamy, że gdy Bóg spytał się Kaina Gdzie jest brat Twój, Abel?, tenże rzekł: Nie jestem stróżem brata mego. Osmaleni Irit Amiel są nie tylko stróżami tych, którzy mieli mniej szczęścia, ale i chcąc nie chcąc kustoszami zbiorowej pamięci, względem której zbiorowy dług jest chyba niemożliwy do spłacenia.
Bez oceny i bez gifów, bo umówmy się, przy takim tytule trochę nie wypada. Dlatego tylko powiem, że lektura obowiązkowa.
+ prosty, bezpośredni styl Amiel, zawsze w punkt + unikanie patosu, który jest niepotrzebny w przypadku opowiadania o tak strasznych wydarzeniach + umiejętność zniszczenia czytelnika psychicznie dosłownie jednym zdaniem, pewnie niezamierzenie + oczywiście mimo malutkiej objętości książki nie da się jej czytać zbyt często ze względu na to, o czym opowiada w tak mistrzowski sposób - trudno oceniać tego typu opowiadania, jednak te z początku i końca zbioru czytało mi się o wiele lepiej niż ze środka, mimo że książka ma tylko 100 stron; chciałem to zaznaczyć
Amiel to zdecydowanie moja ulubiona autorka jeśli chodzi o mówienie o Zagładzie. Jeśli nie mieliście takiego szczęścia jak ja, czyli przerabiać jej utworów (najczęściej "Pożegnanie mojej martwej klasy") w szkole, polecam szczerze, bo jak dla mnie pisze bardziej przystępnie od Borowskiego, Herlinga-Grudzińskiego i Krall których omawia się obowiązkowo.
Mocne i bolesne, ale ważne i zaskakująco wciągająco napisane (jeśli w ogóle takich słów można użyć odnosząc się do takich okropnych doświadczeń). Cieszę się, że to omawiamy na polskim.
Lektura obowiązkowa dla osób zainteresowanych tematem Zagłady. Dzięki niewątpliwemu talentowi autorki książka jest ciekawa, choć oczywiście niełatwo zmierzyć się z takim bagażem doświadczeń. Z jednej strony mamy tu do czynienia z prostotą i zwięzłością, z drugiej jednak ładunek emocjonalny tekstu jest naprawdę potężny. Nie sposób o nim zapomnieć.
Przepraszam, że nie wiedziałam, że zanim był „Rejwach” Mikołaja Grynberga, to byli „Osmaleni” Irit Amiel. Skąd to porównanie? Bo to również krótkie prozy i po każdej z osobna trzeba zrobić przerwę. Wziąć oddech. Zrobić miejsce w psychice na kolejne opowieści ocalałych z Zagłady, z których Holocaust nigdy nie wyszedł i w ten czy inny sposób, ostatecznie zabił. Ponieważ tutaj „osmaleni” wydają się być skazani na ocalenie. Bagaż ich doświadczeń był tak ciężki, że opowiadać o tym nie sposób, dlatego ich historie przeszły różne drogi, by dotrzeć do pióra Irit Amiel, która zdecydowała, że ich życia nie mogą przejść bez echa. To powściągliwe pisanie, pozbawione mocnych, wielkich słów. Bez zbędnych zabiegów, chwytów, zawirowań. Z szacunkiem, zaufaniem, nieokiełznanym smutkiem doświadczeń.
Lektura obowiązkowa.
„Linka bardzo wcześnie zrozumiała, że po tym, co się stało, nie będzie można żyć. Zrozumiała to dużo wcześniej niż inni, mądrzejsi i starsi od niej (Borowski, Celan, Primo Levi, Wojdowski i Kosiński), i bez zwłoki popełniła samobójstwo. Dwa razy ją odratowano, ale ona się uparła, przekonana o słuszności swego wyboru, i za trzecim razem udało się jej zejść ostatecznie z tego naszego wspaniałego świata…”
W opowiadaniu "Wybrana" Irit Amiel, którą miałem przywilej poznać i zjeść wspólną kolację, przygotowaną przez nią samą, w jej domu w Jaffie, napisała o Januszu Korczaku:
"powinien zawstydzić na wieki wieków cały świat, kiedy pokazuje, "jak kochać dziecko" i do ostatniego tchu tlenu stara się ofiarować nie swoim dzieciom słoneczny, nikły promyk miłości i nadziei. Lecz jak wiadomo świat jest bezwstydny, więc pozostaje jedynie tragiczny mit".
"Wybrana" - o Broni/Brunhildzie/Brurii - która przeszła przez Lebensborn
"Długi" - o Rafale, wypchniętym przez ojca z pociągu do obozu śmierci, uratowanym i wychowanym przez niemieckie bezdzietne małżeństwo, o jego pierszwym synu (o którym nie wiedział), o śmierci syna przygniecionego przez traktor, o powrocie Rafała do niemieckiego "ojca" i o tym, czego się od niego dowiedział... "Zostałem pokonany". Wstrząsająca historia. Pozostawia mnie w bezradności.
4 gwiazdki, 5? Chyba to bez znaczenia. Nie przy tej niewielkiej - a jednak wielkiej - książeczce. Wydałbym ją bez posłowia Michała Głowińskiego, bo ani nie ma na to potrzeby, ani uzasadnienia. Zbyt wyraźną 'kropką' się kończy; nie zostawia miejsca na dodawanie czegokolwiek. Niezwykły głos. Irit Amiel.
Manchmal ist auch das Überleben tödlich. Die Erzählsammlung der israelischen Schriftstellerin Irit Amiel gibt eine Ahnung vom Trauma der Holocaust-Überlebenden, das bis in die Gegenwart andauert.
Sie haben überlebt, aber sie blieben gezeichnet, auch 70 Jahre nach der Befreiung der Konzentrationslager. Sie verließen Europa, suchten eine Zukunft im jüdischen Staat – und fühlten sich auch dort allein, unverstanden, zum Schweigen verdammt. Die israelische Schriftstellering Irit Amiel erzählt in ihrer Kurzgeschichtensammlung «Gezeichnete» Geschichten vom Leben nach dem Holocaust, Geschichten, die deutlich machen, dass Überleben alleine kein happy end bedeutet.
Was ist hier Fiktion, und wo werden Nachbarn, Freunde, Bekannte skizziert? Immer wieder beschreibt Amiel Orte und Straßen, die sie selbst kennt, das Ghetto von Tschenstochau, in dem sie als Kind lebte, damals, als sie noch Irena Librowicz hieß. Die Menschen, die sie beschreibt, sind ihre Altersgenossen aus Polen, aus Litauen, aus der Ukraine, für die mit dem Zweiten Weltkrieg und der deutschen Besatzung die Kindheit endete und der Kampf ums Überleben begann.
In ihrem Buch setzt Amiel den Toten wie den Überlebenden ein Denkmal, lässt ahnen, wie hoch der Preis Überlebens ist, wenn von Freunden, Familie, Klassenkameraden nur die Erinnerung bleibt und das wissen, alleine übrig zu sein, als letzter Zeuge, dass sie je gelebt haben. «Nur ich blieb übrig, eine Gezeichnete, um sich zu erinnern und zu erinnern, zu weinen und bis zum letzten Atemzug darüber zu schreiben», heißt es in einer der Erzählungen. Das könnte auch ein autobiographischer Satz von Amiel sein.
Die Einsamkeit der Opfer in den Ghettos und Todeslagern, den Hunger, die unmenschlichen Lebensbedingungen, die Angst vor Entdeckung und Verrat bei denjenigen, die im Untergrund mit falschen Papieren überlebten – das ist nur ein Teil der Geschichte von Rafael und Klara, Bruria und Elkana und all der anderen, die Amiel auf wenigen Seiten porträtiert. Manches davon ist aus der Erinnerungsliteratur bekannt, aus Gedenkstättenbesuchen.
Amiels Geschichten enden jedoch nicht 1945, sie beschreiben auch den Neuanfang, die Lager für Displaced Persons, für das menschliche Strandgut aus ganz Europa. Sie schildern das Leben in Israel, wo die traumatisierten europäische Juden auf Zionisten stießen, vor denen sie sich für ihr Schicksal geradezu rechtfertigen mussten und von denen sie, so empfanden sie es jedenfalls, irgendwie verachtet wurden.
Denn sie waren nicht die Avantgarde, die ihr Schicksal mit der Auswanderung nach Palästina in den 20-er oder 30-er Jahren in die Hand genommen hatten, sondern die Schwachen, die Opfer, die aus einem vom Krieg verwüsteten Kontinent kamen und sich schon wieder in einem Land unter fortwährender Bedrohung fanden.
Die Protagonisten in Amiels Geschichten schwiegen, wie viele Überlebende, Jahrzehnte lang. Doch die Vergangenheit ruhte nur, wurde mit zunehmendem Alter immer lebendiger. Manche der «Gezeichneten» finden als alte Menschen doch noch Frieden mit ihrer Vergangenheit, andere scheitern endgültig an ihrem Lebenstrauma. Es sind knappe, leise Geschichten ohne Pathos, aber mit viel Traurigkeit und einem bißchen Hoffnung.
zbiór opowiadań o Żydach, których holokaust więzi do końca życia, chociaż wyrwali się z jego trybów przed wieloma latami. Amriel, stylem przypominając mi Ota Pavla (ale tylko trochę, bo Pavel ma jednak o wiele piękniejsze pióro pisząc o niemal tej samej tematyce w Śmierci Pięknych Saren), snuje opowieści o Osmalonych popiołem wojny, holokaustu i własnego dziedzictwa, które spłonęło w krematoryjnych piecach, lecz każda historia przypomina inną i nie ma tutaj perspektyw, które mógłbym zrozumieć jak w przypadku Pavla. Metodyczny i surowy styl, chociaż działa w przypadku opisu tragedii, to ciosa postaci z marmuru, które w moim mniemaniu stają się antytezą założeń autorki.
These stories are difficult to read, not only because they are personal stories from a dark time, but honestly because many of them just "fade to black"; the phrase used in theater. What you read is all there is or all the person is willing to tell, or perhaps all they remember. It's hard to imagine in this time of mass media that there would be an absence of pictures or data of some kind, but times were completely different. I'm afraid we are headed for some grim times ahead if certain people are not stopped. Books like this should be a warning.