Jump to ratings and reviews
Rate this book

Nowy autorytaryzm

Rate this book
Dlaczego Polacy głosują na PIS?

Maciej Gdula pojechał do pewnego miasteczka na Mazowszu, żeby sprawdzić, dlaczego Polacy głosują na Prawo i Sprawiedliwość. Raport z jego badań zaskoczył komentatorów politycznych i krytyków obecnej władzy. Gdula pokazał, że polityczna oferta PiS to nie tylko 500+, ale też odpowiedź na rosnące aspiracje Polaków. Oferta ta trafia do ludzi, bo odgrywają oni określoną rolę w dramacie społecznym, którego scenarzystą i reżyserem jest Jarosław Kaczyński.

Według Gduli PiS to zjawisko wymykające się szufladce „populizmu”, a kluczem do rozumienia drugich rządów Kaczyńskiego jest nowe pojęcie wprowadzone przez autora: neoautorytaryzm.

Co z tego wynika dla Polski i dla opozycji? Przeczytajcie, bo to wiedza bezcenna – zwłaszcza w kontekście nadchodzących wyborów.

Socjolog Maciej Gdula zamiast biadolić nad sprzedaniem demokracji za 500 zł pojechał ze współpracownikami do małego miasta i przepytał wyborców PiS na temat ich miłości do Kaczyńskiego.
Aszdziennik

112 pages, Paperback

First published January 31, 2018

3 people are currently reading
78 people want to read

About the author

Maciej Gdula

12 books6 followers
Maciej Roman Gdula (ur. 1977) – polski socjolog i publicysta, doktor habilitowany nauk społecznych, nauczyciel akademicki Uniwersytetu Warszawskiego, specjalizuje się w teorii społecznej i w teorii polityki.
Życiorys

Jest synem Andrzeja Gduli wiceministra spraw wewnętrznych w czasach PRL, późniejszego doradcy prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego

W 2006 Wydziale Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego na podstawie napisanej pod kierunkiem Aleksandry Jasińskiej-Kani rozprawy pt. Utopia, kontrakt i natura. Dyskursy o miłości w kulturze eksperckiej uzyskał stopień naukowy doktora w dziedzinie nauk humanistycznych dyscyplina: socjologia specjalność: socjologia wiedzy. Tam też w 2016 na podstawie dorobku naukowego oraz monografii pt. Uspołecznienie i kompozycja. Dwie tradycje myśli społecznej a współczesne teorie krytyczne otrzymał stopień doktora habilitowanego nauk społecznych w zakresie socjologii. Został adiunktem w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego

Jest publicystą Krytyki Politycznej oraz członkiem zarządu Stowarzyszenia im. Stanisława Brzozowskiego.

W 2017 roku był koordynatorem głośnego badania terenowego w jednym z miast powiatowych na Mazowszu. Raport z „Miastka” wg wielu socjologów uznany jest za pierwszą miarodajną diagnozę przyczyn zwycięstwa Prawa i Sprawiedliwości w wyborach parlamentarnych w 2015 roku

Częsty komentator w „Poranku” radia Tok FM

Ratings & Reviews

What do you think?
Rate this book

Friends & Following

Create a free account to discover what your friends think of this book!

Community Reviews

5 stars
13 (6%)
4 stars
92 (46%)
3 stars
71 (35%)
2 stars
20 (10%)
1 star
4 (2%)
Displaying 1 - 19 of 19 reviews
Profile Image for Krzysztof.
96 reviews17 followers
February 12, 2018
[Nie moja dziedzina, ale] Ciekawe to przerzucenie odpowiedzialności z biedoty na upokorzoną klasę średnią o rozbudzonych apetytach, choć nie bardzo wiem, jak właściwie miałby wyglądać postulowany sojusz klasy średniej z ludową, oparty o solidarność i "kwestie przegrane" takie jak gender czy uchodźcy. Przekonujące fragmenty o tym, że PIS nie mieści się w definicji partii populistycznej i o potrzebie zanegowania mitów o bezklasowości, chociaż wciąż mam wrażenie, że więcej tu diagnoz niż rozwiązań [ale nie moja dziedzina].
Profile Image for Radek Gabinek.
441 reviews41 followers
December 29, 2018
Osinskipoludzku.blogspot.com

To co wyprawia się na naszej rodzimej scenie politycznej jest na tyle irytujące, że trudno pokusić się o rzetelną analizę tejże sytuacji. Nastroje wokół rządzącego obozu raczej oscylują wokół wściekłości z jednej strony i bezmyślnego oddania z drugiej. Maciej Gdula dla odmiany próbuje przyjrzeć się rzeczowo przyczynom tego, że ludzie wbrew logice obdarzają poparciem i głosują na PIS i odpowiedzieć na pytanie czy jakiekolwiek ugrupowanie jest w stanie z nimi realnie konkurować w kolejnych wyborach.

Spotkałem się z opiniami, iż książka Macieja Gduli jest trudna i ciężko się ją czyta jeżeli nie mamy ku temu odpowiedniej wiedzy. Nie bardzo rozumiem o jaką wiedzę miało by w tym wypadku chodzić. Oczywistym faktem wszakże jest, że nie jest to pozycja z tych łatwych i przyjemnych, ale z drugiej strony naprawdę nie trzeba doktoratu, aby zrozumieć źródła i dynamikę opisanych tutaj procesów. Zdecydowanie wystarczy podstawowa wiedza na temat systemów politycznych i funkcjonowania jednostki w społeczeństwie, a to już moim zdaniem obowiązkowy zakres wiedzy jeśli chodzi o kompetencje społeczne współczesnego człowieka. W odpowiedzi na ewentualne głosy typu "nie interesuję się polityką", czy też "brzydzę się nią" wypada mi odwołać się do zwykłego instynktu samozachowawczego. Każdy kto kieruje się tym instynktem musi posiadać podstawową wiedzę na niektóre tematy aby zwyczajnie nie zostać zmarginalizowanym i wyrzuconym poza nawias. Takie są fakty i walka z nimi to zwyczajna głupota bądź conajmniej nieodpowiedzialność.

Z większością tez postawionych przez autora tej książki się zgadzam, aczkolwiek trudno mi przyznać Panu Maciejowi rację jeżeli chodzi o to iż według niego PIS nie jest partią populistyczną. Na tyle ile ja wiem na temat tego czym jest populizm, to partia ta wpisuje się w to pojęcie. Poza tą rozbieżnością co do pozostałych kwestii jak najbardziej się zgadzam. Nie ma tu miejsca na szczegółowe przytaczaczanie tez zawartych w tej pracy badawczej, zwłaszcza że pozycję tą spokojnie można ogarnąć w jedno popołudnie. Ogólnie więc mówiąc Gdula bardzo przystępnie i obrazowo pokazuje jak powstała przestrzeń, którą PIS bardzo umiejętnie zagospodarował, wykorzystując odpowiednią chwilę na swoją retorykę. Potwierdza się tu także teza o tym, że to bardziej opozycja, a właściwie jej realny brak, przegrała wybory niż PiS wraz z Kukizem je wygrali. Ponadto ciekawa jest też perspektywa licznej grupy Polaków, którzy czują się pokrzywdzeni w toku procesów transformacyjnych i współgrają oni że spiskową teorią dziejów Prawa i Sprawiedliwości. Na uwagę zasługuje też upatrywanie przez autora alternatywy dla PiS-u w ruchach społecznych.

Czyta się "Nowy autorytaryzm" z zaciętością dziennikarza śledczego choć grupa odbiorców tej książki, która będzie zadowolona jest ograniczona z uwagi na potencjalny bojkot tej pozycji przez zwolenników obozu rządzącego i prawdopodobnie niewielki zasięg jej promocji. Mogę sobie wyobrazić również sceptycyzm związany z wymowną okładką i tytułem, a szkoda bo daleko książce Macieja Gduli do wypaczania swej pracy bez względu na sympatie polityczne. Myślę też sobie, że nie jesteśmy jeszcze i długo nie będziemy gotowi w Polsce na dyskusję w oparciu o rzeczowe argumenty, a Polakom bliżej raczej do rynsztokowego języka tabloidów, a szkoda. W każdym razie zachęcam do przeczytania tych niespełna stu stron, bo naprawdę warto. Odnajdzie się w niej zwykły człowiek, co nie zmienia faktu, iż liderzy ruchów społecznych i partii opozycyjnych, szczególnie na lewicy również odnajdą tu konkretne pomysły na tworzenie realnej alternatywy dla Jarosława Kaczyńskiego i jego "dobrej zmiany". Jeśli działalność opozycyjna skupiać się będzie jak do tej pory na prymitywnej, personalnej negacji to będzie to tylko i wyłącznie woda na młyn dla rządzących. Wypadałoby zacząć politykę robić od realnego pomysłu, bo inaczej obudzimy się w kolejnym PRL-u, albo i gorzej.
Profile Image for Anna.
512 reviews80 followers
March 18, 2018
3.5 gwiazdki

Nie sądziłam, że kiedyś przeczytam cokolwiek z Kaczyńskim na okładce - ale proszę, jednak się tak stało. Na swoje usprawiedliwienie mogę jedynie powiedzieć, że nie jest to kolejna książka o "złym Kaczorze". W zasadzie "Nowy autorytaryzm" nie jest nawet o PiS-ie - a przynajmniej nie tylko o nim. Traktuje raczej o procesie, na skutek którego jesteśmy w miejscu, w którym jesteśmy. Gdula analizuje serię porażek i końcowy tryumf PiS-u, upadek PO, problemy lewicy. Dużo miejsca poświęca też na rozważania o klasach i zastanawianie się, co i jak należy zmienić, aby lewica wróciła na scenę polityczną i abyśmy wydobyli się z bagna, w którym coraz szybciej się pogrążamy (to akurat moje słowa).

Jest to solidna książka, którą - mimo iż oczywiście nie we wszystkim się z autorem zgadzam - poleciłabym każdemu, komu nie odpowiada kierunek, w jakim prowadzi nas PiS. Nie tylko zdeklarowanym lewicowcom. Jeśli zaś miałabym wskazać jej największą wadę, byłaby to długość. Autor zbyt wiele miejsca (jak na nieco ponad 100 stron tekstu) poświęca jednym kwestiom, a niedostatecznie skupia się na innych. To skutkuje pewnymi brakami i odnosi się wrażenie, że "Nowy autorytaryzm" to jedynie punkt wyjścia - bezsprzecznie dobry, ale w tej chwili potrzebujemy czegoś więcej.
119 reviews
October 3, 2023
Mimo że książkę czyta się dość ciężko ze względu na dość kobylastą formę (około 20 stronicowe rozdziały jedynie z podziałem na akapity), to wydawała mi się wartościowa... Do czasu aż zauważyłam, że nie zawiera ani jednego przypisu. Autor operuje na danych, podaje fakty historyczne, wspomina wypowiedzi różnych osób i ani razu nie opatrzył tego przypisem. Mogę wziąć na wiarę wszystko co pisał albo pogodzić się z tym, że to co pisze jest naprawdę ciekawe, ale bez źródeł ciężko jest ufać temu co autor przytacza.
Zanim uświadomiłam sobie ten brak, to oceniałam książkę na 3.5 - 4 gwiazdki. Niestety po zauważeniu tego braku moja ocena mocno spadła. Nadal uważam koncepty przedstawione w książce za ciekawe, ale poczekam na wznowienie opatrzone stosownymi przypisami.
Profile Image for Mateusz Woliński.
190 reviews54 followers
March 7, 2018
Gdula robi to, czego nie potrafi zrobić prawie żaden dziennikarz w Polsce - stara się opisać sytuacje polityczną oraz społeczno-polityczną uwzględniając wszystkie racje i uzgadniając stanowiska. Dzięki temu jest w stanie wznieść się ponad proste i anachroniczne podziały i zaproponować nowe spojrzenie.

Zdecydowanie warto, choćby dla przewietrzenia głowy.
Profile Image for Lila.
64 reviews1 follower
May 24, 2023
Dla moich fellow socjologów najważniejszy cytat:

Bardziej niż struktury liczą się liderzy, ważniejsze od narracji stają się wydarzenia, a ruchy społeczne z reprezentantów wykluczonych tematów stały się ważnym aktorem życia politycznego.

Hasła do przypomnienia: populizm, ruchy społeczne w dobie internetu Castellsa, habitus Bourdieu, kurczenie się/puchnięcie klas - schemat Marksa, zwycięzcy transformacji, klasa ludowa (familiaryzm, praktycyzm, konserwatywna tolerancja), klasa średnia (porządek, samodyscyplina, aspirowanie), klasa wyższa (swoboda, poświęcenie, antykolektywizm) oraz oczywiście neoautorytaryzm(!)
Profile Image for Zbyszek Sokolowski.
299 reviews16 followers
July 9, 2018
zastanawiałem się 3 czy 4 gwiazdki jako taka książka nie jest wybitna jest też lewicowa, co nie jest zgodne z moimi poglądami niemniej ma część doskonałych spostrzeżeń stąd ocena. Szczególnie diagnoza co napędza partie takie jak PiS. Głosującym na nią polecam doczytać do końca cytaty poniżej najpewniej rozpoznają swoje motywy:

parę cytatów:

Sprawiło to, że w czasach, które ciężko określić jako kryzysowe, stopa ubóstwa skrajnego (oznacza to brak zaspokojenia zupełnie podstawowych potrzeb) wzrosła z 5,6 procent w 2008 roku do 6,7 procent w roku 2011.

Jeszcze przed wakacjami 2015 roku CBOS przeprowadził badanie dotyczące uchodźców wojennych i ponad połowa badanych – 58 procent – była za ich przyjęciem i udzieleniem im czasowej pomocy w naszym kraju, a 14 procent chciało im pozwolić na osiedlenie się w Polsce. To były rozłączne odpowiedzi, więc przychylnych uchodźcom było w sumie 72 procent badanych! Do tego, że zamiast entuzjazmu pojawiły się wątpliwości, doprowadziło kluczenie Ewy Kopacz w tej sprawie, będące zresztą kwintesencją rządów opartych na strachu. Premier uznała, że część Polaków boi się uchodźców, a więc by nie stracić ich poparcia przed wyborami, wypuszczała sygnały, że rząd nie jest przychylny ich przyjęciu. Polacy boją się też jednak Unii Europejskiej (na przykład, że zabierze fundusze strukturalne i nie będzie za co wyremontować chodnika w naszym miasteczku), powiemy zatem, że musimy przyjąć niewielką liczbę uciekających przed wojną, bo inaczej mogą nas spotkać nieprzyjemności ze strony Brukseli. Gdy lider rządu wysyła do obywateli przekaz, że jest się czego bać – uchodźców, Unii Europejskiej – trudno oczekiwać, że ludzie pozostaną niewzruszeni w swoim entuzjazmie.

Rząd Belki zderegulował Kodeks pracy, wprowadzając możliwość zatrudniania na umowach śmieciowych, obciął dotacje dla barów mlecznych i zlikwidował fundusz alimentacyjny wypłacający świadczenia samotnym matkom, które nie otrzymywały na czas alimentów od ojców swoich dzieci. Jednocześnie nabrzmiewały problemy społeczne. Bezrobocie. tej sytuacji poparcie zdobywać zaczęły prawicowe partie, które powstały na gruzach Unii Wolności i AWS-u, czyli Platforma Obywatelska i Prawo i Sprawiedliwość. Dość zgodnie krytykowały one postkomunistyczną lewicę i zapowiadały wspólne nowe ustrojowe otwarcie – IV Rzeczpospolitą. W tym miejscu konieczne jest przywołanie elementu, który nie do końca pasuje do

2005 roku siła nabywcza płacy w Polsce stanowiła 46 procent płacy francuskiej i 50 procent hiszpańskiej; dziś odpowiednio jest to 64 procent i 77 procent. Obecnie więcej dzieli Bułgarię od Polski niż Polskę od Hiszpanii. W tym właśnie kontekście umieszczać trzeba nośność dyskursu o „dziadowskim” państwie, który robił furorę w 2015 roku. Nie funkcjonuje ono gorzej niż dziesięć lat temu, ale są wobec niego dużo większe oczekiwania.

Przejście, które dokonało się w trakcie kilku ostatnich lat, można zwięźle opisać, posługując się serią opozycji. Kiedyś ważny był dyskurs, dziś liczy się wydarzenie. Kiedyś wygrywały struktury, dziś zwycięża lider. Kiedyś linie sporu wyznaczał mainstream, dziś publiczność składa się przede wszystkim z najrozmaitszych nisz. Wszystko to stwarza zupełnie nowe warunki uprawiania polityki.

Internet przemeblował sferę publiczną. Znaczna część publiczności po prostu odpłynęła od mediów papierowych i telewizji. Dla przykładu „Gazeta Wyborcza” w 2005 roku sprzedawała się jeszcze w 450 tysiącach egzemplarzy, w lutym 2015 w 190 tysiącach, a w kwietniu 2017 już tylko w 120 tysiącach. Nie jest to oczywiście tylko problem „Gazety”. Jeśli porównamy kwiecień 2016 do kwietnia 2017 spadła sprzedaż dziewięciu największych tytułów prasy codziennej.

Efekty przenoszenia się publiczności do internetu były wielopoziomowe. Oznaczały radykalne zmniejszenie budżetów gazet ze względu na odpływ reklamodawców, cięcia w objętości pism i redukcję dziennikarskich etatów. Zaostrzyła się konkurencja o widza i czytelnika między różnymi typami mediów. Prowadziło to do przyspieszenia procesu produkcji treści i zorientowania się przede wszystkim na przedstawianie konfliktu, skandalu i rozrywki.

Media i politycy stoją w jednym szeregu rozpaczliwej walki o społeczną uwagę. Tym głównie wytłumaczyć można ulubiony obecnie format rozmowy politycznej polegający na napuszczeniu na siebie polityków, którzy zamiast debatować starają się poniżyć przeciwnika i to najlepiej tekstem, który później w sieci będzie miał wysoką klikalność.

Upadek PO rozpoczął się właśnie po odejściu Tuska. Ewa Kopacz i Bronisław Komorowski przy okazji kolejnych wydarzeń albo nie byli w stanie podjąć działania na czas (jak stało się to w przypadku awarii systemu głosowania podczas wyborów samorządowych), albo wykazywali się niezdolnością do zorganizowania społecznych emocji wokół spraw, które definiowały dynamikę polityczną (jak w kwestii uchodźców).

Po drugie, rywalizacja między mediami sprawia, że pominięcie jakichś protestów społecznych szybko obraca się przeciwko mediom, które „nie pokazują rzeczywistości”.

Tego typu oczekiwania miała część działaczy i sympatyków KOD-u. Lider zawiódł jednak, zanim proces na dobre się rozpoczął. Brak transparencji działań finansowych Mateusza Kijowskiego tak osłabił organizację, że dziś już raczej nie dowiemy się, jak taka transformacja by przebiegała. Na pewno jednak nie byłby to łatwy proces ze względu na różnorodność tożsamości i poglądów ludzi tworzących KOD. Z drugiej strony mamy partię Razem.

Na zjawisko przywództwa spojrzeć trzeba przede wszystkim jak na relację. Lider nie tyle uwodzi, żeby przekonać do siebie tłum, ile artykułuje coś, co istnieje między ludźmi, i wprawia to w ruch. Bez niego pewne wartości, postawy i emocje pozostałyby rozproszone i nie znalazły swojego miejsca w procesie politycznym. Charyzma to nie nazwa opium, którym przywódca upaja lud. To nazwa relacji, która materializuje się pomiędzy zróżnicowanymi ludźmi odnajdującymi się i działającymi za pośrednictwem lidera.

To dodatkowy argument przeciwko utożsamianiu lidera z politycznym wodzem. Lider nie mobilizuje mas jak sto lat temu, ale łączy różnorodne publiczności, dodefiniowując i materializując ten elektorat, który może odegrać transformującą rolę dla zbiorowości. Żeby tego dokonać, musi zachowywać wrażliwość na istniejące podziały, wychwytywać różnorodne dyskursy i umieć łączyć je ze sobą. Nie działa w próżni i nie jest w stanie wykreować poparcia marketingowymi sztuczkami. Może jednak wydobywać to, co ukryte, i zbliżać do siebie to, co oddzielone.

Po pierwsze, klasy nie istnieją. Po drugie, jeśli już ktoś wykaże ich istnienie, to pierwszym odruchem jest zastanowienie się nad tym, jak je zlikwidować. Liberałowie mają swoje tezy o skapywaniu bogactwa, prawica obiecuje przepędzenie elit, a lewica redystrybucję.

Myśląc o klasach, należy unikać dychotomii. Zamiast o burżujach i proletariuszach albo elicie i ludzie lepiej mówić o trzech klasach: wyższej, średniej i ludowej. Takie ujęcie zaproponował i sprawdził w badaniach francuski socjolog Pierre Bourdieu. Od dziesięciu lat badamy klasy w Polsce, używając tej teorii (najważniejsze studia wykonałem z Przemysławem Sadurą i Mikołajem Lewickim), i z naszych doświadczeń wynika, że podział zaproponowany przez Bourdieu broni się także w naszych warunkach.

Na specyficzne dyspozycje klasy ludowej składają się familiaryzm, praktycyzm i konserwatywna tolerancja.
Dyspozycje decydujące o odrębności klasy średniej to nastawienie na porządek, samodyscyplina i aspirowanie.
Swoboda, poświęcenie i antykolektywizm to z kolei dyspozycje charakterystyczne dla klasy wyższej.

W 1986 roku wbrew często powtarzanym opiniom o biurokratycznym molochu, jakim były państwa socjalistyczne, administracja zatrudniała jedynie 1,4 procent pracujących. Dwadzieścia lat później było to już 6,7 procent. W 1986 roku w połączonych działach edukacji, zdrowia i administracji pracowało 10,6 procent zatrudnionych, a do 2014 udział ten prawie się podwoił, osiągając 19,9 procent ogółu zatrudnionych.

Oprócz tego, że to wyjaśnienie znów odwołuje się do wstydu, to politycznie oznacza działanie przeciwko nastrojom, które są bardzo przychylne wobec programu 500+. W marcu 2017 aż 77 procent Polaków uważało program za udany, a tylko 20 procent było mu przeciwnych. Ludzie postrzegają 500+ jako instrument walki z biedą i sposób zabezpieczania godnego życia dla rodzin. Trudno mi sobie wyobrazić partię, która wygrywa wybory, obiecując jego likwidację.

Platforma Obywatelska wygrała tylko w jednej z wyróżnionych w sondażu grup zawodowych – wśród dyrektorów i kierowników. Jednak nawet w tej grupie PiS deptał jej po piętach i zdobył tylko 1,7 procent punktów procentowych mniej niż PO. PiS wygrał też wśród właścicieli firm (29,1 procent) i osób z wyższym wykształceniem (30,4 procent).

Politycy tej partii postrzegani są jednoznacznie jako skompromitowani. Jak mówi jedna z badanych robotnic pytana o sens afery podsłuchowej: „Swoje interesy załatwiali za naszymi plecami. Duże, kolosalne sumy były, i ksiądz był tam w to zamieszany. Można powiedzieć, że zwykły człowiek dla nich to właściwie był niczym”. Chociaż podsłuchy nie ujawniały korupcji, to tak właśnie są postrzegane. Korupcja wydaje się naturalną konsekwencją oderwania się elit od „zwykłych ludzi” i utraty hamulców moralnych. Działania PiS-u interpretowane są właśnie w tym kontekście.
Jest raczej tak, że PiS daje im dziś poczucie uczestnictwa we wspólnocie, w której członkowie zrównani są jako różni od elit i obcych. Jest to na pewno rodzaj awansu wobec miejsca, jakie przewidziane jest dla nich w średnioklasowej utopii. Nacjonalizm, który rozgrywa PiS, ma niewiele pozytywnych treści i nie dookreśla powinności i tożsamości prawdziwego Polaka. Gdyby to robił, tworzyłby niepotrzebne napięcia miedzy swoimi zwolennikami, którzy często nie byliby w stanie odnaleźć się w pozytywnych definicjach.

PiS cieszy się poparciem osób wchodzących w rolę ofiary szukającej przez politykę sprawiedliwości, z drugiej poparcie dla PiS-u wiąże się z realizowaniem aspiracji klasy średniej do kontroli i panowania, a tego poczucia partia Kaczyńskiego dostarcza zarówno w dużej polityce, jak i na poziomie życia codziennego.

Opowiadając o swoim życiu, nie postrzegają siebie jako osób, od których coś zależy. Świat nie tyle jednak odpływa od nich i toczy się swoim rytmem, ile napiera na jednostkę i zadaje jej ból. Polityczne zaangażowanie i poparcie dla Kaczyńskiego jest rodzajem inwestycji w wyrównanie rachunków.

Sprawcami są zawsze inni, ofiara tylko doświadcza cierpienia. Nauczycielka popiera na przykład reformę sądów, mówiąc, że sama należy do osób pokrzywdzonych przez system. Została bowiem ukarana przez sąd grzywną za sfałszowanie podpisu męża podczas ubiegania się o kredyt. Winny jest sędzia skazujący, pracownik banku, który pozwolił na fałszerstwo, i koleżanka, która poprosiła o pożyczkę. Ona tylko ponosi konsekwencje działań innych, chociaż przyznaje, że wzięła pożyczkę na męża, nie pytając go nawet o zgodę.

Kiedy analizujemy wypowiedzi osób z klasy średniej popierających PiS, rzuca się w oczy ich zdecydowane poparcie dla kolejnych posunięć partii. Proces koncentracji władzy rozpoczęty przez Kaczyńskiego nie osłabia ich identyfikacji z nim, a wręcz przeciwnie jeszcze mocniej wciąga ich w nurt zmian. Czy chodzi o uchodźców, trybunał, szkoły czy sądy – działania PiS-u określane są jako słuszne. Jest tak, jakby każde kolejne posunięcie wsysało ich w wir wydarzeń, których celem jest „rozwalenie tego wszystkiego”.

Ta atmosfera na tyle pochłania popierających i sympatyków PiS-u, że własne doświadczenia nie stanowią dla nich krytycznego punktu odniesienia wobec działań władzy. Nauczycielka na przykład popiera reformę edukacji, stwierdzając, że gimnazja były fatalne: „Normalnie na lekcjach takie jazdy, że w głowie się nie mieści. Po prostu część młodzieży chce się uczyć, a część tak dokuczała, żeby po prostu przeszła ta lekcja o niczym. To środowisko było okropne i bardzo dobrze, że to się zmienia na te osiem klas”. Gdy jednak w innym kontekście wspomina swoją pracę w gimnazjum, mówi, że: „(…) fajnie mi się pracowało w gimnazjum. To znaczy z niektórymi klasami, bo te klasy… Zależy, które klasy. Którzy uczniowie w klasie przeważali. Jeżeli była większość uczniów, którzy chcieli się uczyć, to fajnie się prowadziło lekcje i fajnie to wszystko przebiegało. (…) jak jeden łobuz się znalazł i rozwalił całą lekcję, to też tak było. Ale bardzo młodzież do tej pory… już nie uczę trzy lata, czy cztery, ale cały czas kogokolwiek pamiętam z tej młodzieży gimnazjalnej, to bardzo fajny miałam taki jakiś kontakt. Lubiłam zażartować zawsze z nimi, lubili mnie, zawsze «dzień dobry» na ulicy”. Ma się wrażenie, że słucha się dwóch różnych opinii o gimnazjum, chociaż wyraża je ta sama osoba.

Dziś prywatne doświadczenia są marginalizowane przez identyfikację polityczną. Wzmacniany jest sposób przeżywania świata, który selekcjonuje doświadczenia tak, aby pasowały one do współuczestnictwa w dramacie społecznym.

dział w tym dramacie nie sprowadza się jednak wyłącznie do odreagowania roli ofiary. Część osób z klasy średniej popierających PiS robi to z innych powodów. Są to ludzie znajdujący się w lepszej sytuacji materialnej, którzy konsumują owoce wzrostu gospodarczego nie tylko ostatniej dekady. Nie przekłada się to u nich jednak na akceptację systemu. To wyborcy, u których nastąpił wzrost aspiracji przekraczający kwestie materialne. Specyfika polityki PiS-u sprawia, że te aspiracje nie są wykorzystywane w celu poszukiwania zasad zmieniających układ sił i regulujących na nowo stosunki społeczne, ale kanalizowane są w poczucie wyższości wobec zdegenerowanych elit i słabych grup mniejszościowych. Kaczyński daje sporej części klasy średniej poczucie, że wreszcie otrzymuje ona należny jej kawałek władzy.

Krytyka elit służy tu raczej wyniesieniu krytykującego i potwierdzeniu jego prawa do definiowania dobra i zła. W wypowiedziach popierającego PiS nieźle sytuowanego malarza i nauczyciela rysunku nie pojawia się przekonanie, że elity z PO to sprawcy, a raczej ludzie, którzy nie wiedzą, co to wysokie standardy moralne: „Pani Kopacz, która tak kłamała i takie przekręty zrobiła, to się nie podoba, jak się może podobać? Albo to, że pan Komorowski, odchodząc z gabinetu, kradnie, ginie u niego, nie powiem, że kradnie, bo nie stwierdziłem, ale ginie z jego gabinetu obraz Kochanowskiego, znanego malarza, nieduży obraz, albo meble, które były w renowacji, właśnie giną”. Rządy PiS-u z tej perspektywy jawią się jako przywrócenie ładu moralnego, a popieranie go jest rodzajem nobilitacji. Specyfika tego użycia moralności polega na tym, że stosuje się ją wybiórczo i nie testuje popieranych przez siebie polityków za pomocą tych samych kryteriów. Chodzi raczej o samą władzę osądzania, a nie poszukiwanie powszechnych standardów, którym wszyscy powinni się podporządkować.

To, że moralność jest tutaj rodzajem władzy, staje się dość jasne, gdy pojawiają się odniesienia do opozycji i mniejszości. Na pytania związane z KOD-em wspomniany już malarz odpowiada zdecydowanie: „Komitet Obrony Demokracji to jest chucpa, to jest gangsterka. Jej przełożony, który znikąd został wyciągnięty, jak królik z szafki jakiegoś kuglarza i który właśnie takie numery wykręca, co chciał. Pieniądze zbierane, puszki, szły na jego konto, wystawiał faktury. Jaki on bohater?”. Cały ruch sprzeciwu wobec arbitralnych posunięć Kaczyńskiego wymierzonych w trybunał sprowadzony zostaje do nadużyć lidera i tym samym zdezawuowany. Analogiczna reakcja malarza pojawia się także w ocenie Czarnego Protestu, który nazywa zadymą kobiet antyreligijnych, homoseksualistów i lesbijek.

Moralności używa się tutaj do wyznaczania hierarchii i granic wspólnoty, a nie do kształtowania sprawiedliwych stosunków społecznych. Ważniejsza niż reguły współżycia jest moc płynąca ze wskazywania, co jest dobre, a co złe.

Kaczyński, jak widzimy, obsługuje różnorodną publiczność. Klasie ludowej, dla której nie ma miejsca w społeczeństwie klasy średniej, oferuje udział we wspólnocie narodowej. Podkręca podmiotowość ofiary i angażuje ludzi obietnicą rozliczenia sprawców. Ludziom dość zamożnym, by czuć się bezpiecznie, daje okazję, aby poczuć się też ważnymi. Dla wszystkich rozgrywa konflikt z elitami i buduje poczucie godności przez wyznaczanie słabych grup, wobec których można poczuć się silnym.

Wzrost poczucia mocy jest sednem neoautorytaryzmu. Na tym polega jego zaproszenie do dramatu przejmowania władzy i dlatego ludzie wciąż chętnie w nim uczestniczą, nie pytając jego i siebie, jaki trwały porządek ma się wyłonić z tej zmiany.

Kolejnym niewygodnym tematem jest gender. Prawica widzi w nim antycywilizację. Liberałowie radykalną modę. Tak naprawdę gender oznacza jednak koniec przyzwolenia na traktowanie dominacji nad kobietami jak powietrza i wyciąga na światło dzienne koszty, jakie system przerzuca na kobiety. Dominacja, o której mowa, rozciąga się od założeń, czego nie wypada dziewczynkom, a co wolno chłopcom, przez ograniczanie szans życiowych kobiet, mniejszy dostęp do cenionych miejsc pracy czy większych zarobków, a sięga aż po kontrolę kobiecej seksualności i przyzwolenie na molestowanie i przemoc seksualną.

Prawica od dłuższego czasu do spraw międzynarodowych miała inne podejście. Otwarcie kwestionowała „opcję dyplomatyczną”, przedstawiając Unię Europejską w kategoriach mocowania się państw narodowych i zagrzewając Polaków do walki o swoje. Przynosiło to czasem zmianę całego klimatu politycznego – jak na przykład podczas dyskusji nad konstytucją UE, gdy cały świat polskiej polityki dał się zaszantażować hasłu „Nicea albo śmierć”, które nawoływało do zablokowania innego niż oparty na pierwiastku systemu głosowania w Radzie UE. Potem ostra gra o narodowe interesy stała się symbolem pisowskiego podejścia do Unii. Nieważne, że taka strategia w rozgrywkach unijnych rzadko przynosiła realne korzyści, ważne, że dawała wyborcom prawicy poczucie, że istnieją jeszcze twardzi Polacy, którzy wyrwą z Unii swój kawałek sukna.

Pluralizm to wreszcie branie pod uwagę, że w dłuższej perspektywie ludzie i partie u władzy zmieniają się, a życie trwa dalej. PiS-owcy raczej nie chcieliby żyć w systemie, który stworzyli, ale rządzony jest przez kogoś innego. Pozostawanie w neoautorytarnej spirali sprawia jednak, że pytanie to nawet nie pada.

Jak pokazują dane regionalne, prawicowe wizje bogobojnej wsi oparte są na podnoszeniu wyjątku, którym są województwa małopolskie albo podkarpackie, do rangi reguły. Pokazując dane z zachodniopomorskiego albo lubuskiego, dowodzić można, że polska wieś jest w awangardzie przemian kulturowych, bo tam poza małżeństwami rodzi się około 40 procent dzieci, czyli niemal dwa razy więcej niż średnio w całym kraju.

Neoautorytaryzm to arbitralne stosowanie reguł jako narzędzia dominacji i rygoryzmu. Jego krytyka to także domaganie się poszanowania reguł w imię równego traktowania stron i jasnych zasad. Pluralizm to przestrzeganie zasady, że każdemu należy się przestrzeń do życia i poszanowanie jego prawa do głosu. Jeśli państwo rządzone przez jedną partię gwałci te reguły, przestaje być wiarygodne i wspólne.

Odwrót neoautorytarnych rządów od Europy jest także przejawem niechęci do negocjowania wspólnych ograniczeń. Można nazywać tę praktykę wstawaniem z kolan, ale prawda jest taka, że oznacza ona zmierzanie na margines historii.

Przynajmniej przez dwie dekady Unia Europejska wyglądała na nową ziemię obiecaną. Bogactwo łączyła z równowagą społeczną. Najlepsze usługi publiczne z rozwojem regionalnym. A przy okazji była jeszcze stabilna, bezpieczna i tolerancyjna. Gdy nadszedł kryzys, okazała się jednak słabsza, niż się wydawało. Nie stworzyła systemu zabezpieczeń, który kraje południa uchroniłby od zadłużenia i spekulacji.




Profile Image for Oskar Żyndul.
3 reviews1 follower
March 7, 2018
Must-read dla wszystkich, którzy chcą dzisiaj działać w polityce.
Profile Image for Władysław Saj.
55 reviews1 follower
July 8, 2018
Ta książka ma problemy na wielu poziomach. Polecana może lewakom ?

Tytuł.

Po przeczytaniu stwierdzam że powinna się nazywać "A lewica na to powinna .... rzecze Gdula"

Rozdziały

Wstęp nie jest zachęcający chyba że ktoś tkwi po uszy tak w dyskursie że o niczym innym niż (niewymieniony z nazwy) symmetryzm i antysymetryzm nie potrafi opowiadać.

Rozdział 1 lepiej by pasował gdzieś między czwartym a piątym może jako o treści 'a lewica ...' , i podobno lewica zajeła się interesami zamiast wartościami.

Rozdział 2 daje zarys polityki współczesnej ale rzadko cytowane żródła (nie mówiąc o braku bibliografi) nie dają odzielić narracji autora od faktów (rozdział adoptowany) .

Rozdział 3 o klasach jest bardzo interesujący (choć adoptowany) ale znowu prezentuje stanowisko autora czasami popadajac w anegdotyczność (vel rower środek transportu, treningu i wolność....) i trzy klasy bo tak przy czym opis kulturowych aspiracji tej najwyższej wychodzi zabawnie co sugeruje że trzy klasy to nie ludowa , średnia i wyższa tylko bieda, normalnie i bogaci . Poza tym że rozdział nie nienajgorszy ale pojęcie klasy w świecie coraz bardziej sieciowym to jednak intelektulane zatwardzenie markistowskie unikające pytania czy rzekome klasy spaja jakaś prawdziwa wspólnota interesów czy tylko etykieta vel prekariat.

Rozdział 4 gdzie jest opis słynnych badań z Miastka i gdzie na 69tej z 100paru stron pada wreszcie słowo neoautorytarzm. Który to podobno wywołuje u swoich zwolenników negacje osobistego doświadczenia względem oficjalnej narracji i spełnia apsiracje do bycia w oficjalnej narracji i zemsty na osobach publicznych, tyle zapamiętałem bez nakładania na to obrazu klasowego.

Rozdział 5 'a lewica na to powinno ..... ' w sprawie ludzi zmęczonych politykom i niechętnych PISowi w tym wartości pluralizm i gender oraz dość dla mnie kuriozalna partia "Gdula tłumaczy lud lewicy" w tym sprawy obczajowe jak 40 % nieślubnych dzieci na lubuskiej wsi hi hi (to pisałem ja, urodzony , w lubuskim mieście, pominę co myślę o warszafce i ścianie wschodniej w tym konteście....)

W Zakończeniu się pojawiają jakieś narracje i świat w kryzysie o czym nie było mowy przez resztę książki poza wstępem gdzie wspomniano ale lepiej póżno niż wcale ?

Więc .......

........ksiązka o nazwie nowy autorytaryzm poświęca na swój temat jeden rozdział.

Sporo fragmentów dla mnie WTF przy pierwszym przeczytaniu przy drugim mające sens może jak tłumaczenie że Polska to nie Hiszpania czy Grecja.

Z problemów technicznych , współczynnik Giniego raz podawany jest jako około 0.3 w skali do max 1 na str15, w tym samym rozdziale na str18 jako bliski 30tu (domyślam się w skali do 100) i chociaż trend, spadek czy wzrost zrozumiały to niezależnie czy porównanie z Rosją czy z UE podawanie wartości która nie przekłada się na zrozumienie jak wiele ta zmiana z 31.1 do 30.7 to IMHO zaciemnianie obrazu magicznymi liczbami nie nauka.

Podsumowując, jako popularyzacja wyników badań naukowych kiepsko to wypada na tle np "Posłuszni do bólu". Jako publicystyka polityczna jest ściśle stargetowane na ten promil bardzo lewicowych działaczy i więcej mówi o lewicy niż o rzekomo temacie książki.
13 reviews1 follower
December 3, 2020
3,5

Czytało się przyjemnie. Szczególnie zaciekawił mnie rozdział 3, w którym autor, w moim przekonaniu trafnie diagnozuje dokonujące się w Polsce podziały klasowe, przepływy pomiędzy klasami oraz co z nich wynika dla współczesnych partii pragnących zdobyć ich popracie (głównie lewicy).

Sporo spostrzerzeń uważam za trafne, część z nich niestety jest już nieaktualna gdyż książka została wydana w 2018.

Mój główny zarzut do tej książki jest taki, że tytuł oraz blurb zu-peł-nie nie oddają jej treści. Rzekomemu "Nowemu Autorytaryzmowi" poświęcony jest jeden rozdział o nazwie "neoautorytaryzm", w którym autor opisuje swoje spotkania z wyborcami PISu i na ich podstawie definiuje dlaczego jego wyborcy identyfikują sie z "rozmontowaniem demokracji" (zmiany w sądach/TK). Pozostałe rozdziały są m.in o krytyce neoliberalnych zmian za rządów Platformy czy też przytoczonych przeze mnie wcześniej różnicach klasowych.

W mojej ocenie jest to więc socjologiczno-politologiczna analiza polskiego społeczeństwa, spuentowana radami co Lewica powinna zrobić, żeby zdobyć jak najwięcej wyborców.
Profile Image for Maciek Wilczyński.
236 reviews38 followers
February 12, 2018
Czuję się trochę oszukany przez reklamę i referencje tej książki. Pisano o niej jako o "badaniu", które przeprowadził autor, by zrozumieć co sprawiło, że Prawo i Sprawiedliwość doszło w Polsce do władzy. W praktyce 10%, dość krótkiej dodajmy, lektury traktuje o neomarksistowskiej walce klas, naukowym podziale na klasę elitarną, średnią i ludową. Koncepty ogółem są ciekawe, wnioski pozwalają na zgodzenie się z nimi, natomiast liczyłem na co innego.

Krótka lektura, która pozwala zrozumeić lewicowe spojrzenie na tematykę; z wieloma tezami faktycznie się zgadzam, natomiast zabrakło mi głębszego opisu wniosków i pracy riserczerskiej. Dodajmy jeszcze, że reklama przedstawiała ją jako zupełnie inny tytuł, co tylko nie pomaga.


Można przeczytać, ale bez fajerwerków.
Profile Image for Maczek.
42 reviews
July 7, 2024
Niezwykle interesująca analiza, z uwzględnieniem dającego do myślenia spojrzenia na podziały klasowe, umieszczonego jednak z mojej perspektywy w tracącym aktualność modelu. Czytana z perspektywy kilku lat i "wygranych" wyborów nabiera dodatkowych kwaśnych nut w obliczu rozmywania się tożsamości lewicy parlamentarnej.
95 reviews2 followers
March 23, 2018
Bardziej esej niż praca socjologiczna. Część tez i diagnoz Gduli wydaje się interesująca i świeża. Niestety brak socjologicznego "mięsa", danych i badań, z których autor wyciąga swoje wnioski. Rozumiem, że wynika to z formy książki, ale mi tego brakuje.
Profile Image for Tomasz.
296 reviews55 followers
July 23, 2019
Przeczytana przed wyborami, recepty Gduli starczyły na jakieś 6% ;)
Tezy w książce wydawały się trafne. Odczarowuje pewien mit Polaka i motywacje kierujące nim przy urnie wyborczej.
Profile Image for Rafal.
153 reviews8 followers
April 25, 2021
Jak widzą i czują przedstawiciele "klasy ludowej i średniej"? Rzadko przedstawiana a warta zrozumienia perspektywa naszego społeczeństwa w kontekście polityczno-społecznym. Do tego kilka ciekawych uwag, definicji pojęć, faktów i wniosków, bez nachalnego oceniania.
Displaying 1 - 19 of 19 reviews

Can't find what you're looking for?

Get help and learn more about the design.