Wciągający thriller, który pokazuje, że serce nigdy nie zapomina.
Nastoletnia Evi Brouwer cierpi na poważną chorobę serca i do życia potrzebuje przeszczepu, przez co jej matka przechodzi załamanie. Kiedy zrozpaczona kobieta powoli zaczyna tracić nadzieję, niespodziewanie pojawia się ratunek. Dawcą serca zostaje młoda dziewczyna Finya, która zginęła w wypadku samochodowym.
Nikt nie podejrzewał, że przeszczepione serce zachowa wspomnienia i cechy osobowości Finyi. Wkrótce nowy organ staje się intruzem, który całkowicie przejmuje kontrolę nad Evi. Nastolatkę zaczynają dręczyć sny, których nie potrafi zrozumieć, a jakaś tajemnicza siła prowadzi ją w nieznane dotąd miejsca i pcha w ramiona tajemniczego Sandera.
Matka Evi czuje, że dopiero teraz może stracić córkę na zawsze i postanawia zrobić wszystko, aby do tego nie dopuścić. Czy zdoła przekonać kogoś, że z jej córką dzieje się coś strasznego? Czy nowe serce chce zaszkodzić dziewczynie?
„Tkanki” czyta się błyskawicznie.Spodziewałam się smutnej opowieści o tym jak się żyje z sercem innej osoby.Tymczasem książka szybko przeobraziła się w obyczajówkę,w której pierwsze skrzypce zaczęła grać relacja między ludźmi których połączyła przeszłość.Motyw bardzo podobny do tego z książki „Początek wszystkiego”. Tutaj drogi naszych bohaterów również połączyło pewne nieszczęśliwe wydarzenie,nieco inne ale nadal przypominające mi to z „Początku wszystkiego”.W książce nie zabrakło wątków rodzinnych,walki z chorobą,a także nutki tajemnicy czy rodzących się uczuć.Więcej Wam nie mogę zdradzić,musicie przekonać się sami jak autorce udało się w ciekawy sposób przedstawić tę zagmatwaną i intrygującą historię.
Po opisie fabule spodziewałam się po tej książce naprawdę mrocznego thrillera, jednak szybko się okazało, że tak nie będzie. Początek był całkiem niezły, jednak potem była to bardziej obyczajówka aniżeli thriller, a szkoda.
Historia ta miała ogromny potencjał, jednak coś poszło nie tak. Gdyby autorka trzymała się koncepcji thrillera, to myślę, że bardziej by mi się ona spodobała.
Nastoletnia Evi Brouwer cierpi na poważną chorobę serca i do życia potrzebuje przeszczepu, przez co jej matka przechodzi załamanie. Kiedy zrozpaczona kobieta powoli zaczyna tracić nadzieję, niespodziewanie pojawia się ratunek. Dawcą serca zostaje młoda dziewczyna Finya, która zginęła w wypadku samochodowym.
Po przeszczepie, życie Evi całkowicie się zmienia. Nie jest już grzeczną dziewczynką, tylko młodą kobietą, która wreszcie ma szansę prowadzić normalne życie. Ale czy napewno? Evi zaczyna śnić się ten sam sen, którego nie potrafi zrozumieć, a który może rozwiązać wszystkie zagadki. I dlaczego nie może przestać myśleć o tajemniczym Sanderze?
Matka Evi jako jedyna czuje, że z jej córką dzieje się coś niedobrego. Rozpoczyna śledztwo, aby znowu odzyskać swoje ukochane dziecko. Czy zdoła udowodnić wszystkim, że ma racje?
Książka napisana w ciekawy, prosty sposób. Fabuła, która jest niesamowicie interesująca, nie pozwala odłożyć książki choćby na chwilę. Dodatkowym plusem jest fakt, że historię możemy poznać z kilku różnych perspektyw. Thrillery nie są jednym z moich ulubionych gatunków , przez co nie czytam ich za często, jednak ,, Tkanki” mogę zaliczyć do jednej z lepszych książek przeczytanych w tym roku.
Thriller inny niż wszystkie. Wciąga czytelnika już od pierwszych stron!
Evi Brouver wydaje się być zwyczajnie rozwijającym się dzieckiem, będącym częścią zwyczajnej całości - ma mamę, tatę i kota, który towarzyszy jej niemalże na każdym kroku. Jednakże pewnego dnia idylliczny obraz rozpada się na milion kawałków, kiedy okazuje się, że Evi cierpi na chorobę mięśnia sercowego, która stopniowo odbiera jej wszystko. Od małego bardzo spokojna i wyważona, ze stoickim wręcz spokojem przyjmuje kolejne nowiny i godzi się ze swoim losem. Z dnia na dzień staje się coraz słabsza, coraz mniej może i większość dnia spędza na kanapie, przytulona do kota. Ze spokojem przyjmuję decyzję o rozwodzie rodziców, widząc już od dawna, jak bardzo męczą się ze sobą i jak jej choroba zniszczyła ich piękne małżeństwo.
"Kiedy nie mogłam spać, zamartwiałam się. Nie o siebie. Myślałam o mamie. O tym, że jeśli umrę, na pewno się załamie"
Pada ostateczna diagnoza: przeszczep serca. Dawczynią zostaje młoda Finya, wywodząca się z bogatej rodziny buntowniczka, która ginie w wypadku samochodowym. Po przeszczepie Evi szybko odzyskuje sprawność i utracone życie, jednakże wydaje się, że dzieje się coś więcej. Zaczęło się od kota, który na widok Evi czmycha i chowa się po kątach, nie chcąc nawet do nie podejść. W jej zachowaniu zachodzą drobne zmiany, które zdaje się zauważać tylko jej matka, Chantal. Przestaje jeść lubiane dotąd warzywa, nie podobają się jej ubrania, zaczynam wymykać się z domu, ciągnie ją do tajemniczego Sandera i zaczyna odwiedzać miejsca, w których nigdy dotąd nie była. Czy serce pamięta, do kogo należało i przekazuje swoje wspomnienia?
"Odłączenie aparatury było jedynie formalnością. Finya opuściła już to spętane ciało"
Od samego początku narracja prowadzona jest pierwszoosobowo, ale z perspektywy różnych osób. Ma to swoje plusy i minusy. Z jednej strony dostajemy dokładny wgląd w myśli każdego z bohaterów i mamy różny wgląd na sytuację, zarówno z punktu widzenia powiedzmy Evi, jak i jej matki. Bardzo fajnie została przedstawiona sporawa przeszczepu, bo poznajemy zarówno myśli Evi, jej rodziców, jak i przechodzimy przez wszystkie stadia żałoby wraz z rodziną Finyi. Mamy szansę poznać lepiej każdego z bohaterów, polubić ich. Z drugiej strony wkurza mnie to niesamowicie, bo utrudnia mi skupienie się na książce i nie lubię takiego skakanie z postaci na postać, bo nigdy nie wiem, w czyjej głowie właśnie siedzę...
Ciężko mi powiedzieć, którą postać lubię najmniej, ale chyba Chantal, która zdaje się pogrążać w swoich szaleństwach. Jednocześnie jej paranoja i matczyny instynkt prowadzą nas do bardzo ciekawych rzeczy i sama zaczynam się zastanawiać, czy coś takiego ,jak pamięć tkankowa istnieje i czy pod wpływem przeszczepu jesteśmy w stanie odkryć w sobie nowe umiejętność i cechy charakteru?
Dominika van Eijkelenborg (nawet nie umiem tego wypowiedzieć!) powoli buduje napięcie, skupiając się raczej na bohaterach i tym, co dzieje się w ich wnętrzu, niż na prowadzeniu akcji. Umiejętnie tłumaczy nam medyczne terminy, a narracja, mimo, że z perspektywy różnych osób wydaje się wiarygodna, dobrze wchodzi w różne role i potrafi nam zaprezentować punkt widzenia bohaterów. Oni sami są różnorodni i mają swoją głębie, nie są to płytkie postacie, które jedyne, co robią, to nas wkurzają.
Z czasem jednak książka zaczyna nużyć. Evi zaczyna wsiąkać w dawne środowisko Finyi, ale zastanawiam się czy to ma sens? Jaki to ma cel? Jest tego za dużo, powtarzanie sytuacji z różnych punktów widzenia robi się męczące, a ja parę razy zastanawiałam się, czy nie cofnęłam się przypadkiem w książce, że znów czytam to samo... Bardzo irytujący zabieg. Nikt nie rozumie, dlaczego Evi znajduje się wśród nich, uważają ją za piąte koło u wozu i szczerze? Ja też zaczynam tak czuć. Jest tu mnóstwo fabuły, którą uważam za niepotrzebną i wyrzucenie jej uczyniłoby książkę łatwiejszą i przyjemniejszą w odbiorze.
Spodziewałam się trochę innego zakończenia, ale generalnie pod koniec akcja znowu się rozpędza i już gnamy na łeb na szyję. Szkoda tylko, że tak długo musiałam czekać.
Nastoletnia Evi cierpi na poważną chorobę serca, jej jedyną nadzieją jest przeszczep. Matka Evi przechodzi załamanie, a w krytycznym momencie pojawia się ratunek. Dawcą serce zostaje Finya, która zginęła w wypadku samochodowym. Nikt nie podejrzewał, że organ zachowa cechy osobowości zmarłej dziewczyny. Evi musi zmierzyć się z intruzem, który ratując jej życie, przejął kontrolę. Nękają ją dziwne sny, a tajemnicza siła pcha ją w ramiona Sandera. Tylko matka dziewczyny łączy zmiany w zachowaniu córki z przeszczepem. Czy uda jej się przekonać kogoś do swoich odczuć nim straci córkę?
Przyznaje się bez bicia, okładka średnio mi się podobała, a już tym bardziej nie pasowała mi do opisu książki. Miałam zamiar odwlec ją w czasie, jednak nie lubię zostawiać na półce recenzenckich egzemplarzy. Jakże się cieszę, że tego nie zrobiłam!
Pierwsze sto stron momentami bardzo się dłużyło. Opis medycznej strony tej historii nie do końca odpowiadał moim gustom. Jednak nie da się bez niego odpowiednio zrozumieć problemu z jakim borykała się rodzina głównej bohaterki. Nawet jeśli nie jest to wyjątkowo wciągający fragment, zdecydowanie wart jest poznania. Potem jest tylko lepiej.
Gdy zaczyna się "właściwa" część historii, ta po przeszczepie, wszystko nabiera tempa. Życie bohaterów przyspiesza, ich emocje się zmieniają, a oni sami tak naprawdę zaczynają żyć. Różnica jest diametralna i rewelacyjnie pokazuje zmiany jakie zaszły zarówno w samych bohaterach jak i ich życiach.
Patrząc na opis można stwierdzić, że w jakimś stopniu to młodzieżówka. Nawet jeśli, to zupełnie inna niż te do których jesteśmy przyzwyczajeni. Wątek miłości nastolatków, nie jest tym typowym - poniekąd jest to zakazana miłość, ale w innym tego słowa znaczeniu. Dodatkowo, w "Tkankach" nie chodzi tylko o relacje jakie łączą samych nastolatków. Chodzi też o te, które łączą nastolatka z jego rodzicami i dorosłymi wkoło. Jak różna może być miłość rodzica do dziecka, zwłaszcza w obliczu choroby.
Od strony czysto technicznej - moje czytelnicze serduszko pokochało tę historię za tak wielu narratorów. Dzięki temu, że stał się nim niemal każdy bohater, mogłam poznać ich lepiej i wyrobić sobie o nich własne zdanie. Pokochać lub znienawidzić. Trochę przeszkadzał mi fakt, że to samo wydarzenie było opisane przez kilka osób. Momentami nieco gubiłam się w wydarzeniach, jednak ten stan szybko mijał.
Sam pomysł na tematykę jest bardzo ciekawy. Transplantacja nie należy do najczęściej poruszanych wątków w literaturze. Tutaj został on wykorzystany nad wyraz interesująco. Jeśli to, co autorka zaprezentowała w swojej książce jest prawdą, to badania i przypadki osób po przeszczepach muszą być naprawdę fascynujące.
Ta naprawdę niepozorna książka zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie. Choć początek tego nie zapowiadał, wciągnęła mnie bez reszty i zawładnęła moimi myślami. Czytana w lutym, ma wielkie szansę by zostać jedną z najlepszych książek tego roku. Naprawdę dawno żadna książka aż tak na mnie nie wpłynęła.
„Moje serce nie funkcjonowało dobrze. Właściwie powinnam powiedzieć: źle. Kardiomiopatia. Długie, skomplikowane słowo. Za dużo sylab. Dziwne, bo zawsze mi się wydawało, że najgorsze choroby mają krótkie nazwy, ostre jak brzytwa, jak jedno mocne uderzenie, które ścina ludzi z nóg. Rak. AIDS.”
Czy wiecie, że w wyniku transplantacji serca u 6% biorców uaktywnia się pamięć tkankowa, w wyniku której otrzymują cechy osobowości, zachowania, gusta dawcy… Najnowsza książka Dominiki van Eijkelenborg „Tkanki” porusza właśnie ciekawy motyw, jakim jest pamięć tkankowa. Kardiomiopatia - to wyrok, który słyszy Evi Brouwer . Nastolatka choruje na poważną chorobę serca i żeby przeżyć pilnie potrzebuje przeszczepu. Czas ucieka, dziewczyna z każdym dniem słabnie.
Zrozpaczona matka traci nadzieję, że jej dziecko będzie zdrowe. Kilka dni po nowym roku niespodziewanie pojawia się ratunek. Dawcą serca zostaje młoda dziewczyna, która zginęła w wypadku samochodowym – Finya. Przeszczep się przyjmuje, Evi wraca do zdrowia. Z pozoru wszystko wraca do normalności, tylko serce matki przeczuwa, że nic nie jest takie, jak było kiedyś.
Niedługo po przeszczepie Evi zaczyna mieć dziwne sny, których nie potrafi wyjaśnić, leci jej krew z nosa. Odtrąca przyjaciela, nagle zmienia nawyki żywieniowe. Nawet ukochany kot traktuje ją jak obcą osobę. Evi zdaje się być inną osobą, którą tajemnicza siła pcha w tajemnicze miejsca. Pcha w ramiona tajemniczego i niebezpiecznego Sandera.
Jedynie matka (Chantal) zauważa zmianę w zachowaniu córki. Zaniepokojona szuka informacji o dawcy serca. Nikt jej jednak nie wierzy, wszyscy uparcie powtarzają, że zmiana w zachowaniu Evi to tylko zwykły bunt, który przechodzi każda nastolatka. Nie da się jednak oszukać serca matki. Czy przeszczepione serce zawładnie Evi? Czy Chantal straci córkę? Tego dowiecie się sięgając po „Tkanki”. „Podążanie za głosem serca to pot, krew i łzy. I samotność, bo w rezultacie musisz przejść przez to sam. Na mecie nie ma nagrody, medali ani pucharu. Jest tylko wypełnione zadanie, robisz to, co musisz, nie masz wyjścia, wyboru. A co, jeśli serce, za którego głosem podążasz, nie jest twoje?”
„Tkanki” czytałam z zapartym tchem. Nie spotkałam się jeszcze z książką, która poruszałaby motyw pamięci tkankowej. Bardzo dobrym posunięciem jest wprowadzenia jeszcze dwóch bohaterów. Jednym z nich jest Finn – brat bliźniak zmarłej dawczyni serca. Drugi to tajemniczy Sander. Losy tej dwójki łączą się z losem Evi. Dzięki nim możemy lepiej poznać zmarłą Finyę oraz odkryć historię wypadku.
Książka Dominiki van Eijkelenborg wciąga już od pierwszej strony. Czyta się ją bardzo lekko i jak najszybciej chcemy dowiedzieć się, jak historia Evi się zakończy. Z czystym sercem polecam.
Książka niemal do końca pozostawia czytelnika bez żadnych większych emocji, choć ta część psychologiczna bohaterów jest bardzo mocno wyeksponowana, to na mnie niestety nie podziałała. Książka to bardzo długi monolog głównie 4 bohaterów. Jest bardzo wolna, szczegółowa, drobiazgowa, a samej treści... Niewiele. Przez ponad 200 stron nie dzieje się nic. Poznajemy początek całej historii przedstawiony w opisie wydawcy. A książkka liczy około 450 stron. Książka nie angażuje, nie trzyma w napięciu, nie przyciąga niczym. Tzn. przyciąga opisem i obietnicą thrillera - finalnie serwując przewidywalną i niestety... Nudną historię. Sięgnąłem po tę pozycję z dużym zainteresowaniem, a skończyło się na dużym rozczarownaiu.
Bardzo poprawna książka, a nawet chętnie ją pożerałam w każdej wolnej chwili. Wyjątkowo nie mam zastrzeżeń do narracji wieloosobowej - dobrze było poznać odczucia, myśli i intencje każdego bohatera. Jednak mam mieszane odczucia co do zakończenia i sposobu jego prowadzenia? Trochę za szybko to zaczęło się toczyć, ledwie "obejrzałam się" a tu odsiecz głównej bohaterki, błyskawiczny fragment wyścigu i nagle wszystko się ułożyło w jedną całość, moim zdaniem zabrakło odrobiny płynności, która była mimo wszystko w reszcie książki.
4.25 Ej xd Nie wiem jak to skomentować, bo spodziewałam się czegoś zupełnie innego, liczyłam na przejmujący thriller, a dostałam najzwyklejszą obyczajówkę. Nie mogę jednak powiedzieć, że żałuję. Świetnie się bawiłam, mimo że nie spełniło to moich oczekiwań.
Książka poruszyła mnie do głębi, nie tylko do tkanek, ale do samych komórek. Widać była mi przeznaczona; zaczęłam czytać ją 17 sierpnia, zupełnie nieświadoma, że tegoż dnia kończyła się (czy może zaczynała?) historia. Oddałabym wszystko, żeby móc przeczytać ją znowu po raz pierwszy.
Mam pewien problem z tą książką. Pierwsze 100 stron nie wiem kiedy przeczytałam, wciągnęłam się na maxa, a później męczyłam się z historią. Dobrze, że koniec uratował to wszystko.
3,5 Na pewno nie nazwałbym tego thrillerem jak mówi opis. Bardziej obyczajówka skupiona na emocjach bohaterów postawionych w nowych doświadczeniach życiowych.