Powrócę jako piorun to reportaż na bardzo ciekawy, ale chyba też nieco zbyt rozległy temat. Autor najwyraźniej chciał opowiedzieć historię Russela Meansa, zmarłego kilka lat temu Lakoty walczącego o - ujmując to najogólniej - prawa północnoamerykańskich Indian, w taki sposób, aby była zrozumiała dla każdego czytelnika - także tego, który dotąd o historii Indian nie wiedział nic. Karkołomne zadanie. Mamy tu więc, poza samą biografią Meansa, Jamestown w pakiecie z Pocahontas i Johnem Smithem, 4 prezydentów z Rushmore, wielkich wodzów, w tym Szalonego Konia i jego gigantyczny pomnik, historię indiańskich internatów, a także, oczywiście, masakrę nad Wounded Knee. Jednym słowem: wszystko, ale raczej pobieżnie, bo przecież nie to ma stanowić główną treść książki. W efekcie z jednej strony rzeczywiście, reportaż jest zrozumiały nawet dla laika - ale z drugiej robi się strasznie chaotyczny. Autor żongluje wydarzeniami i czasami, przeplata ze sobą pojedyncze sceny, stosując coś na kształt literackiego odpowiednika filmowej techniki szybkiego montażu. Może to - dosłownie - przyprawiać o ból głowy, bo łatwo się w tym galimatiasie zaplątać. Dobre wrażenie zrobiło to na mnie tylko w jednym rozdziale: tym poświęconym Wounded Knee, w którym autor przeplata ze sobą opisy okupacji tego miejsca przez AIM w 1973 roku i wcześniejszej o 100 lat masakry. W pozostałych przypadkach miałam silne wrażenie - no właśnie - przypadkowości, losowego doboru kolejnych scen. Choć zapewne były układane według jakiegoś klucza.
Co nie zmienia faktu, że sporo się z tej książki dowiedziałam i, generalnie rzecz biorąc, przeczytałam ją z przyjemnością. Zastrzeżenia mam głównie do formy.
Być może towarzyszące mi w tej lekturze bóle głowy były też spowodowane tym, że to, mimo mało dramatycznego tonu, okropnie smutna i denerwująca książka. Krew człowieka zalewa. Zamyka ją rozdział poświęcony w większości protestom przeciw budowie ropociągu pod Missouri. Żyłam dotąd w błogiej ignorancji; zatrzymałam się właśnie na etapie tych protestów, nieświadoma tego, że już dawno, dawno go zbudowano. Bezsilność protestujących - i w tej sprawie, i w podobnych, które przyszły mi przy tej okazji na myśl - aż paraliżuje. Rządzą nami ludzie, których zdolność myślenia perspektywicznego nie wykracza poza najbliższe 10 minut. Cytując klasyka: SAD.