Czerpiący z legend, czerpiący z baśni, miejscami dziwny, miejscami pulpowy „Dżinn” Grahama Mastertona, absolutny współczesny klasyk, powieść napisana w 1977 roku, dwa lata po debiutanckim „Manitou”.
Historia krwiożerczego dżinna sięgająca stuleci to jedno, ale całość zahacza o całkiem realny problem, który był rzeczywisty tak pod koniec lat 70. (w latach powstania „Dżinna”), jak i dzisiaj, czyli niemal pięćdziesiąt lat później. Tajemniczy dzban ma nie tylko wartość kolekcjonerką, ale – co ważniejsze – miałby nieocenioną wartość jak archeologiczny, historyczny artefakt dla kultury Wschodu. Nieprzypadkowo, jedną z bohaterek „Dżinna” jest specjalistka w dziedzinie wyszukiwania takich archeologicznych perełek. Dzban został nie tylko skradziony, nie tylko nielegalnie odsprzedany, ale przede wszystkim wywieziony daleko poza świat, w którym przyszło mu powstać. Dzisiaj również poszukiwacze zabytków krążą po świecie, trwają śledztwa i akcje, które mają na celu zwrócenie utraconych artefaktów do miejsc, do których naprawdę przynależą.
Tym samym, niby taka zwykła horrorowa opowiastka, jaką jest historia „Dżinna”, kryje gdzieś między słowami zalążek do podjęcia ciekawej dyskusji, która dzisiaj jest tak aktualna, jak wtedy. Ale to tak na marginesie.
Najważniejsza bowiem zdaje się ta jakże klasyczna przestroga, by nie bawić się tym, przed czym przestrzegają baśnie, legendy i starożytne podania. I horrory, takie jak „Dżinn” Grahama Mastertona.