Coutoo está muerto. Pero Coutoo revive. Coutoo, el asesino loco de rostro terrorífico, acecha de nuevo las calles de New York. Y, una tras otra, nuevas víctimas caen bajo su puñal. Como su padre antes que él, el inspector Krafft sigue la pista ensangrentada dejada por este psicópata monstruoso. Pero al descubrir los secretos del dossier 3021, comprenderá también hasta qué punto Coutoo no tiene nada en común con un asesino ordinario...
Coutoo, Cromwell Stone, Rork, … Siempre pienso que he sido un poco injusto con Andreas. Que debería gustarme más de lo que me gusta. Que no lo he sabido leer bien.
Pero cuando me vuelvo a acercar a una obra suya, al finalizar la lectura, siempre tengo un sentimiento de indiferencia, Aparece el está-bien-pero…
Coutoo, de lo que he podido leer de él, es de lo que más me gusta. Y aún así…
Andreas zrobi wszystko, żebyś z założenia prostą historię o seryjnym mordercy odbierał jako skomplikowaną, tajemniczą i pełną luk fabularnych jak u Davida Lyncha. To czasem może zniechęcać, wymuszać aż nadto uważną lekturę, czy po prostu drażnić, ale mi udaje się czerpać z tego satysfakcję. Rysunkowo jak zawsze, czyli świetnie, choć mniej zabawy kadrami niż się spodziewałem.
Nie jestem wielbicielem kreski Andreasa, szczególnie, że jej techniczny charakter idzie w parze z uproszczoną do granic możliwości psychologią tworzonych przez niego postaci, czy raczej figur w rozpisywanych przez niego partiach szachowych. Jego historie bywają interesujące, ale też tylko do momentu, w którym ta emocjonalna pustka i świadomość, że to tylko kolejny gambit lub szarada, nie zaczyna zbyt mocno doskwierać. U mnie ten moment następuje dość szybko (np. w przypadku Rorka – po drugim albumie). Na szczęście "Coutoo" to dziełko krótkie, dobrze skonstruowane, a dzieje się tu sporo i to na kilku planach, więc nie ma czasu, żeby nad tym się zastanawiać. Jest to niezła kryminalna łamigłówka z typową dla Andreasa dozą niesamowitości i horroru – jednym słowem: dobra rozrywka.
Ik kan me best voorstellen dat een verhaal met de snelle overgangen tussen scènes als deze verwarrend kan zijn voor menigeen, en dat de tekeningen niet per se stilistisch de moeite waard zijn, maar de scènes zijn mijns inziens meesterlijk geconstrueerd met panelen die heel mooi werken in het grotere geheel van de bladzijde. Ik kan ’m alleen maar aanraden. Algoeds.