Mroźny luty 2017 roku. Podczas śnieżnej zawieruchy Marek Bener rozpoczyna poszukiwania ofiary mobbingu i chorującego na depresję Jana Stemperskiego. Mężczyzna zapewne targnął się na życie, dlatego dziennikarz zamierza szybko odnaleźć jego zwłoki i rozbroić własną, wciąż tykającą bombę problemów. Parę miesięcy wcześniej dostał zdjęcie, które zrujnowało go psychicznie, a teraz trzyma w rękach kolejne. Owładnięty strachem i sparaliżowany niemocą powinien stanąć do walki, której stawką będzie prawda o losie jego zaginionej żony. Ale Bener sam już nie wie, czy – w obliczu nowych faktów – woli poznać tę prawdę, czy śnić wciąż na nowo te same koszmary...
Robert Małecki (ur. 1977 r.) politolog, filozof i dziennikarz, ale przede wszystkim miłośnik kryminałów i thrillerów oraz nowej zabawki – czytnika ebooków; szczęśliwy uczestnik warsztatów kreatywnego pisania realizowanych w ramach Międzynarodowego Festiwalu Kryminału we Wrocławiu, a także tych organizowanych przez Maszynę do Pisania; laureat ogólnopolskich konkursów na opowiadanie kryminalne (MFK Wrocław i Kryminalna Piła). Jeśli w jego głowie nie pulsuje bas Bena Otręby i nie rozbrzmiewają solówki Jurka Styczyńskiego, znaczy, że jest chory. Do tej pory nie był.
„Koszmary zasną ostatnie” to finałowy tom debiutanckiej trylogii autorstwa Roberta Małeckiego z dziennikarzem Markiem Benerem. Poprzednie części pozostawiły czytelników z wieloma pytaniami, na które wielu z nas chciało uzyskać odpowiedzi. Przyznam, że bardzo chciałam poznać zakończenie tej historii, bez względu na to, czy okaże się one szczęśliwe, czy wręcz przeciwnie.
Marek Bener ma do rozwikłania zagadkę tajemniczego zniknięcia Jana Stem perskiego. Mężczyzna był ofiarą mobbingu i zmagał się z depresją. Czy mógł targnąć się na własne życie? Bener, podążając za tropami, trafia na ślad, który prawdopodobnie łączy się ze sprawą, która dotyczy jego osobiście i od lat pozostaje nierozwiązana.
„Koszmary zasną ostatnie” to finałowa, a zarazem najlepsza część trylogii. W tej części autor doskonale zadbał o to, by czytelnik podczas lektury nawet przez moment nie pomyślał o odłożeniu książki na bok. Sięgając po książkę, wiedziałam, że dostanę w końcu odpowiedzi na wszystkie pytania, które zrodziły się po lekturze „Najgorsze dopiero nadejdzie”. Nie sądziłam jednak, że ta część będzie najbardziej emocjonująca. „Koszmary zasną ostatnie” to część, w której poznajemy trochę inną stronę Marka Benera. Po długoletnich poszukiwaniach żony i szukaniu odpowiedzi na to, co wydarzyło się przed siedmioma laty, Marek Bener jest już zwyczajnie tym zmęczony. Obserwujemy drastyczną zmianę z człowieka zdeterminowanego, pewnego siebie i zadziornego w mężczyznę złamanego, cierpiącego, pełnego bólu i tęsknoty. Śledzimy kolejne wydarzenia i odnosimy wrażenie, że tylko krok dzieli Benera od poddania się i odpuszczenia dalszych poszukiwań. „Koszmary zasną ostatnie” to bardzo dobre zwieńczenie trylogii Roberta Małeckiego. W tej części dostajemy wszystko to, czego oczekujemy od dobrze skrojonego kryminału. Dynamiczna akcja w połączeniu z wieloma intrygującymi wątkami i realistycznymi bohaterami, z których każdy zmaga się z własnymi problemami, tworzy niezwykle angażującą historię, którą chłonęłam z ogromnym zaciekawieniem. Podczas lektury napięcie nie odstępowało mnie nawet na krok, a finał sprawił, że przez moment poczułam szybsze bicie serca. Jeżeli jeszcze nie mieliście okazji poznać debiutanckiej trylogii Roberta Małeckiego, to myślę, że najwyższy czas to zmienić. To pozycja obowiązkowa dla miłośników powieści kryminalnych. Bardzo polecam!
Piliście już w tym roku grzane piwo na rozgrzewkę? Jeśli nie, to przy lekturze trzeciej części cyklu z toruńskim dziennikarzem Markiem Benerem na pewno przyjdzie Wam na nie chęć.
A mi zaraz po zakończeniu tomu drugiego przyszła chęć na ciąg dalszy tej historii. Tu już nie było szans na ociąganie, odkładanie na później, bo ciekawość nie pozwoliła mi na chwilę przerwy.
Poruszając się po mroźnym i mrocznym Toruniu towarzyszymy Benerowi w poszukiwaniu zaginionego nauczyciela. Czy chory na depresję mężczyzna mógł targnąć się na swoje życie? Czy za jego zniknięciem może kryć się coś więcej?
Sprawa ta niespodziewanie kieruje go do prowadzonych od siedmiu lat poszukiwań jego zaginionej żony. Emocje Benera ewoluowały w tym czasie od bezdennej rozpaczy, do złości, wręcz nienawiści. Co wpłynęło na tak drastyczną zmianę? Czy nie zależy mu już na odkryciu prawdy? A może boi się z nią zmierzyć?
Dopiero w trzecim tomie widać jak misterną intrygę uknuł autor, jak drobiazgowo zaplanował każdą z historii, które tu właśnie znalazły niespodziewane powiązania dając pełny jej obraz. Tu też możemy ocenić jak wyrazistego bohatera autor stworzył. Polubiłam tego długowłosego mężczyznę z krwi i kości, ze zwykłymi ludzkimi słabościami, popełniającego błędy i ponoszącego ich konsekwencje, zmieniającego się pod wpływem lat i doświadczeń. Z zaangażowaniem śledziłam jego losy, jego poszukiwania i bardzo mu w nich kibicowałam.
Czy tom trzeci kończy przygodę z Markiem Benerem? Autor wyjaśnia w nim wszystkie wątki, które stanowiły niewiadomą, ale otwiera też nową furtkę dającą nadzieję na kontynuację. Jeśli się pojawi, przeczytam ją z wielką przyjemnością.
Przeczytałam i polecałam Wam już tyle książek Roberta Małeckiego, że naprawdę nie wiem co mogłabym jeszcze napisać żebym się nie powtarzała😂. Jak zwykle niemal od pierwszego zdania zostałam wciągnięta w świat wykreowany przez jednego z najlepszych polskich pisarzy i co więcej totalnie nie chciałam go opuścić. Są autorzy którzy piszą nieprawdopodobne historie i są tacy, którzy zapadają w pamięć już na zawsze, tacy których nie da się po prostu odłożyć. Małecki to właśnie taki autor. Sięgnęłam po niego wiele lat temu i od tamtej pory z ogromną przyjemnością czytam jego kolejne dzieła i nie mogę się nadziwić temu jak dojrzało jego pióro i że wciąż ma tak kapitalne pomysły. Przy jego książkach nie da się nudzić, ciągle podsyła nam nowe tropy, zakończenia zawsze zaskakują… i tak też było tym razem. Najbardziej podobał mi się wątek który łączył wszystkie trzy tomy tej debiutanckiej serii, i miałam nadzieję że ta historia skończy się inaczej, (co nie znaczy że nie jestem zachwycona), oczywiście że jestem usatysfakcjonowana i pełna podziwu, jak zawsze. „Koszmary zasną ostatnie” to wyrafinowana wycieczka wgłąb ludzkiej psychiki oraz poplątane ścieżki tego co w nas najczarniejsze i najstraszniejsze. Opowiada o zaginięciu i o zbrodni, o małżeństwie i nienawiści, błądzimy we mgle, debatujemy, próbujemy odkryć kto zawinił i zastanawiamy się co jest prawdą, a co tylko fikcją. Autor gra z nami w kotka i myszkę, jest mrocznie, brutalnie, ale jest także czas na nostalgię. To dobre zwieńczenie opowieści.
Sama nie wiem co o niej myśleć... względem całej trylogii wypadła całkiem dobrze. Do samego końca tliła nadzieję, że Agata jednak się odnajdzie - w szczególności efekt taki dawały fragmenty, które były prowadzone przez "funkcjonariusza" z Zaginioną. Po prostu szkoda, że tak to się potoczyło. Sam Bener pokazany w tej części jako wreszcie człowiek, nie "superbohater". Osobiste problemy, załamania, emocjonalne wzloty i upadki oraz wpływ zaginięcia Agaty na jego życie i stosunek zawodowy. Jeżeli chodzi o obiektywną ocenę - myślę, że jest w tej książce tyle wyjaśnień, że spokojnie można ominąć 2 pierwsze tomy i w całości zrozumie się fabułę. Wraz z kolejnymi częściami widać rozwój w pisaniu autora, więcej dynamizmu i celową retardację. Trochę spowalniało mnie w tej pozycji to, że akcja była podzielona na dni, a w tych dniach brakowało rozdziałów (w poprzednich częściach były, co zdecydowanie dawało wrażenie posuwu w czytaniu). Całą trylogię oceniam na 3⭐️ Tą część na 3,5⭐️
This entire review has been hidden because of spoilers.
Luty 2017 roku… mija 7 lat odkąd słuch zaginął po Agacie Bener. Koszmar jej męża – toruńskiego dziennikarza Marka Benera trwa, oplatając go mackami lęku, tęsknoty i bezsilności. Gordyjski węzeł poszlak i tropów zaciska się wokół Benera, a kreator jego postaci – Robert Małecki – w charakterystyczny dla siebie mocny i mroczny sposób prowadzi czytelnika przez zaułki Torunia, aby krok po kroku doprowadzić go w ślad za głównym bohaterem do ostatecznego rozstrzygnięcia tajemnicy zniknięcia Agaty. Pytanie, co stanowi większy koszmar – dochodzenie do prawdy, czy też ona sama?!
„Koszmary zasną ostatnie” to finałowa część serii kryminalnej, porywającej niczym bystry nurt górskiego potoku od pierwszej do ostatniej strony i to nie tylko dzięki wartkiej akcji, ale przede wszystkim dzięki uwikłaniu głównej postaci w walkę z samym sobą. To swoiste studium człowieka przegranego, wręcz brzydzącego się sobą, wyżywającego się na swoich współpracownikach, który utracił sens życia wraz z zaginięciem ciężarnej małżonki. Nieocenionym wsparciem w najtrudniejszych momentach jest dla Benera ponownie komisarz Leon Brodzki, zapożyczony z cyklu kryminalnego autorstwa Marcela Woźniaka. Ten policyjny wyga jest na posterunku do ostatnich chwil, które okazują się druzgocące dla wielu…
Mylne tropy, potencjalne zdrady, ostateczne bolesne fakty – oto całe odium nieszczęść, z którymi musi zmierzyć się Bener. Nie będzie mu łatwo zmrużyć oka, podobnie jak czytelnikowi, który nie pójdzie spać dopóki nie doczyta tej powieści do końca.
Włącz, drogi czytelniku, płytę zespołu „Dżem”, zanurz się w lekturze kryminałów z Markiem Benerem w roli głównej, począwszy od „Najgorsze dopiero nadejdzie”, przez „Porzuć swój strach” aż po „Koszmary zasną ostatnie” i doceń to, jak wspaniałego polskiego autora powieści kryminalnych dają nam Kujawy.
Wierzę, że to nieostatnie spotkanie z doświadczonym przez los dziennikarzem, bo po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój…
Serdecznie dziękuję Wydawnictwu „Czwarta Strona” za egzemplarz recenzencki.
Ostatnia część trylogii Małeckiego z Toruniem w roli głównej. Atmosfera wokół dziennikarza Marka Benera się zagęszcza, sam nie wie kto jest przyjacielem, a kto jednak nie ... czy dwa zaginięcia są ze sobą jakoś powiązane, a może to znowu jakaś sztuczka kogoś nieprzychylnego ... to wszystko będzie miało miejsce w książce "Koszmary zasną ostatnie".
Marek w tej częście potrafi skupić sie na swojej pracy, świetnie też rozwiązuje zagadki zaginięć. Książkę cenie za humor, za to, jak angażuje i za zakończenie, które zadowoliło moje serduszko. Zdecydownie najlepszy kryminał jaki czytałam!
„Koszmary zasną ostatnie” to już ostatni tom o Marku Benerze. Moja przygoda z dwoma poprzednimi była bardzo burzliwa i po trzecią część sięgnęłam z małą obawą. Ale czy słuszną?
Dziennikarz wraz z Rakiem stworzył w domu nieoficjalne biuro poszukiwań zaginionych osób. Po drugim sukcesie, czyli odnalezieniu Moniki Żelaznej, zaczęło do niego spływać coraz więcej zgłoszeń. Tym razem jego uwaga skupia się na Janie Stemperskim – mężczyźnie, który był ofiarą mobbingu i o którego sprawie Marek kiedyś pisał. W trakcie poszukiwań coraz więcej spraw zaczyna się ze sobą łączyć, coraz wyraźniej też na pierwszy plan wychodzi zaginięcie Agaty…
Ostatni tom z Benerem to znów wciągający i intrygujący na każdej stronie thriller. Choć napięcie jest wysokie, akcja nie ma tak zawrotnego tempa, jak wcześniej się zdarzało i z uwagą można śledzić działania dziennikarzy. Zarówno wątek Jana Stemperskiego i innych zaginionych zostały bardzo dobrze skonstruowane. Wszystkie powiązania są ciekawie sygnalizowane, wprowadzają trochę niepewności i skutecznie przykuwają naszą uwagę, nie pozwalając odłożyć powieści.
Tak, jak już wspominałam – w tej części istotna jest Agata. W końcu mamy szansę dowiedzieć się co wydarzyło się tak naprawdę przed laty i dlaczego Bener wciąż otrzymuje strzępki informacji. I przede wszystkim – jak sprawa Agaty łączy się z pozostałymi? Nie da się ukryć, że wątek zaginionej żony od pierwszego tomu intrygował mnie najbardziej, tak samo jak postać Benera postawiona w takiej sytuacji. Sam Marek już wiadomo, że rozczarowywał mnie coraz bardziej, a wyjaśnienie wątku Agaty? Raczej nie spodziewałam się takiego zakończenia. Ale czy mnie przekonało, jak i całe wyjaśnienie? Tak. W tej kwestii raczej nie mam nic do zarzucenia.
Przy okazji recenzji poprzedniej części tak narzekałam na Benera, więc jak jest teraz? Różnie. To marna odpowiedź, ale raz było lepiej, naprawdę na nowo intrygowała mnie jego kreacja, a raz wydawało się, że już nie ma szans żebyśmy się polubili. Po zakończeniu ostatniego tomu ciśnie mi się na usta tylko pytanie, które mam nadzieję, że nie będzie spojlerem (jeśli ktoś czytałam chociaż pierwszy tom, to nie powinno być), ale… czym tak naprawdę Bener miałby się różnić od tych, których w każdej powieści ścigał? Chociaż patrząc na to z drugiej strony – nie każdą postać trzeba lubić, ale każda powinna być ciekawie wykreowana. A tego (może poza małym wyjątkiem drugiego tomu) na pewno nie można mu odmówić.
Dwa poprzednie tomy na końcu ostatecznie zawsze mnie rozczarowywały. Niby były dobre elementy, które zasłużenie chwaliłam, ale były też rzeczy, która naprawdę mi przeszkadzały. Do tego stopnia, że gdybym nie wypożyczyła od razu dwóch tomów po „Koszmary…” pewnie bym nie sięgnęła. A tymczasem… Otóż to był bardzo dobry thriller! Przy którym w pełni sprawdza się powiedzenie do trzech razy sztuka. Kończąc ten tom, miałam poczucie, że przeczytałam naprawdę dobrą książkę, która jest dużą porcją fajnej rozrywki skutecznie odrywającej myśli od codzienności. Chociaż Bener nie zostanie moją ulubioną postacią, to warto było dać Robertowi Małeckiemu jeszcze jedną szansę. Teraz wiem, że po kolejną serię sięgnę na pewno.
"Koszmary zasną ostatnie" to ostatnia część trylogii z dziennikarzem Markiem Bennerem. Jest to zdecydowanie najlepszy tom tej serii, a cała trylogia zasługuje na miano jednych z lepszych powieści kryminalnych polskich autorów. Robert Małecki potrafił stworzyć zawiłą historię z dużą liczbą bohaterów drugoplanowych, którzy ostatecznie odegrali dość ważną rolę w całej zagadce kryminalnej. I być może zakończenie nie wbija w fotel i nie zwala z nóg, jak tego oczekiwałem, to całą trylogię bardzo polecam!