„Jakoś wkrótce potem, pewnej ciepłej październikowej niedzieli, porównałam ją do ptaka, który nie może nie się , gdzie przysiąść, czy pod dachem domu, gdzie za oknem pojawiają się twarze ludzi, głosy, śmiech, obce dźwięki skłaniające do ostrożności, czy na drzewie, tym albo tamtym, a może na rynnie szopy czy jednak bezpiecznie w lesie. Latanie w tę i we w tę, bojaźliwe drobienie nóżkami, niespokojne trzepotanie skrzydełkami i znów eleganckie szybowanie i zwroty, by zacząć deliberacje od początku.”
Tymi słowami, Bea, narratorka i tytułową postać „Strażniczki domu”, opisuje Erikę, kobietę, z którą na zawsze uwikła swoje losy. Dola De Jong pozostawiła po sobie ponad 20 książek, a mi aż trudno uwierzyć, że w większości były to pozycje dla dzieci i młodzieży, podczas, gdy moją pierwszą lekturą 2024 jest tak dojrzała powieść psychologiczna opisująca zażyłą więź dwóch kobiet skazaną na porażkę. Powieść cenzurowaną, która pomimo swojej powściągliwości, musiała poczekać kilkanaście lat na publikację.
Ta „niewielka” wielka powieść rzuca nas w wir skomplikowanej, często nienazwanej, relacji pomiędzy bohaterkami, której nazwa jedynie pozornie stoi poza nawiasem. Burzliwa Erika, która często wije się jak piskorz w ludzkich relacjach, odlatuje i potem wciąż wraca, jest przeciwieństwem statecznej Bei, która zawsze czeka, zawsze posprząta bałagan Eriki i w całym tym pozornym zniecierpliwieniu, schowa palącą troskę o losy Eriki, w połowie Żydówki. Rodzice autorki i jej brat zginęli w Sobiborze, a ona emigrowała z Holandii ostatecznie do Stanów Zjednoczonych. Choć była krytykowana, że Zagłada nie wybrzmiewa wystarczająco w jej twórczości, to jest to zarzut, z którym nie mogę się zgodzić. „Strażniczka domu” już samym tytułem usiłuje ostrzec czytelniczka, że nie tylko czegoś, ale kogoś będzie trzeba chronić w tej narracji. Cała fabuła za tło posiada groźbę II wojny światowej i niechybnego zagrożenia życia każdej osoby pochodzenia Żydowskiej i osoby, która próbuje jej pomóc.
„Strażniczka domu” to powieść, której człowiek nie chce kończyć, choć jej ascetyczny ton i wartkość akcji wypływający z faktu nieprzewidywalności działań Eriki, sprawia, że czyta się ją sprawnie i szybko. Jeśli jedynym zarzutem wobec powieści jest fakt, iż była ona za krótka, to znaczy, że po prostu zakończyła się we właściwym momencie i dzięki temu utknęła w pamięci na zawsze.