Zgrabne czteropiętrowce i przytłaczające drapacze chmur. W małych koloniach lub stojące samotnie. Otoczone zielenią lub surowym betonem. Osiedla bloków – choć wydaje nam się, że dobrze je znamy, kryją mnóstwo tajemnic i zaskakujących historii.
A są wszędzie – od metropolii po najmniejsze miejscowości. Tak liczne, że trudno je zignorować, lecz zarazem tak dobrze wtopione w krajobraz współczesnych miast, że na co dzień prawie ich nie widać. Pospolite, a jednak prowokujące, często znienawidzone, obrastające mitami. W blokach i na blokowych osiedlach mieszka dziś co najmniej dwanaście milionów Polaków. To doświadczenie uniwersalne, wspólne lokatorom betonowej krainy Krakowa, Radomia, Berlina, Londynu i podparyskich przedmieść – choć każdy ma o nim własną opowieść.
Beata Chomątowska przygląda się blokom bez uprzedzeń, z ciekawością reportera i dociekliwością badacza. Betonia nie jest jednak sentymentalną podróżą przez polskie, niemieckie i brytyjskie osiedla. To opowieść o idei masowego budownictwa, świetlanych szklanych domach przemienionych to w slumsy, to w luksusowe apartamentowce, a przede wszystkim brawurowa próba ukazania bloków takich, jakie są naprawdę – małych światów, które wywarły ogromny wpływ na historię współczesnej architektury.
Skusiła mnie tematyka, choć manierę Chomątkowskiej krytykowałem już parę razy wcześniej. Ale tym razem coś innego przeszkadzało mi bardziej: otóż wydawnictwo Czarne postanowiło wydać książkę o architekturze pozbawioną ilustracji. Tak więc czytamy o tej w gruncie rzeczy w większości przypadków "architekturze niezaistniałej" — bo to albo wybudowali nie tak jak miało być, albo popsuli dobry projekt jeszcze przed realizacją, w najlepszym razie zestarzało się paskudnie i z wydatną "pomocą" tzw. czynników politycznych zdegradowało, czasem w finale wylatując w powietrze — i zdani jesteśmy jedynie na wyobraźnię. Oczywiście część z opisywanych osiedli można znaleźć na Google Earth, ale ze względu na w/w historie, to przecież nie to samo. Taka książka powinna być pełna rysunków, rzutów, planów z etapu projektowania, po to żeby móc sobie porównać projekty z tym co rzeczywiście zaistniało a potem przetrwało do dzisiaj. Zwłaszcza, że to właśnie te rzeczy nie tak łatwo wygooglać (gdyby wszystko można było wygooglać, to po co nam książki?). Ale nic z tego, akurat tej kwerendy nikomu nie chciało się zrobić, w efekcie jesteśmy zdani na własną wyobraźnię. Jak to leciał ten bon mot — "pisać o muzyce to jak tańczyć o architekturze"? No to właśnie taki taniec tu dostajemy, w ramach chyba kiepskiego żartu okraszony intagramowymi w estetyce, skupionymi na detalach a nie dającymi żadnego szerszego wyobrażenia zdjęciami, często nie mającymi nawet nic wspólnego z tematyką książki (np. co wspólnego z blokami ma zdjęcie współczesnych różowych rur odwadniających budowy w centrum Berlina?), wrzuconymi zresztą do książki w jakiś losowy sposób, kompletnie bez związku z treścią danych miejsc w tekście.
Może po prostu Czarne plus architektura to z definicji nie jest dobry pomysł? Bo że da się o architekturze pisać ciekawe reportaże to jednak udowodnił choćby Springer.
tl;dr Fragmenty dotyczące historii budownictwa z prefabrykatów - ciekawe. Opowieści o artystach, socjologach i innych "znawcach" - tragikomiczne. Zdjęć w tej książce masa - a wszystkie zupełnie bez sensu. Co trzeba było zobaczyć - musiałam szukać w Googlach.
Wersja dłuższa, niemniej dość chaotyczna
Była ładna, ok? Z całkiem dobrego domu. Proszę nie oceniać moich wyborów czytelniczych. Lubię reportaże i lubię architekturę. Lubię opowieści o ludziach, a architektura to pretekst by tych ludzi pokazać wielu i bardzo od siebie różnych, by opisać czasy w jakich powstała i czasy w jakich przyszło jej trwać - lub zginąć.
Nie, nie zadawałam zbyt wielu pytań. Tytuł mi wystarczył. Urodziwą okładkę otwarłam bez uprzedzeń, chociaż z pewnymi oczekiwaniami: miało być ciekawie. I z obrazkami. Nie wydaje mi się, bym oczekiwała od książki Chomątowskiej zbyt wiele. Miała być interesująca, miała mi pokazać pewne czasy i pewnych ludzi. I jakkolwiek historia budownictwa z prefabrykatów okazała się bardzo ciekawa, tak niestety opisani ludzie tacy nie byli. Życie mieszkańców bloków, ich komentarze, wrażenia uważam za interesujące. Niestety większość bohaterów “Betonii” stanowią różnej maści “artyści” oraz socjologowie, którzy kompletnie nie mogąc znaleźć porozumienia z mieszkańcami bloków, chcą im i tak dopomóc w ich betonowej niedoli. Chomątowska, przynajmniej takie są moje odczucia, stara się w miarę obiektywnie przedstawiać dokonania bardzo różnych osób starających się zadbać o blokowiska i ich mieszkańców. Pokazuje i artystę sadzącego sałatę i ludzi całkiem zadowolonych z tego gdzie żyją. Obraz jaki się z tego wszystkiego jednak wyłania jest... chyba zwyczajnie przykry. Oto mamy duże grono osób zamożnych i wykształconych ociekające wręcz pogardą dla prostaków żyjących w blokach (jak jakieś zwierzęta) i pragnące im dopomóc na różne sposoby, dobitnie udowadniające, że rzeczeni artyści i działacze nie mają pojęcia jakie są realne problemy mieszkańców bloków. Wszystkich ich opętała idea “społeczności”, “więzi” i temu podobnych, i z pomocą sztuki i performansów chcą nieść kaganiec oświaty prostakom, których zachowań naprawdę nie sposób zrozumieć. Szczytem jest rozdział o socjologach prowadzących badania na blokowiskach, “wstrząśniętych” (sic!), że tępy blokers może być kreatywny i nie potrafiących wyciągnąć żadnych wniosków z tego, że pytani lokalsi zwyczajnie nie rozumieją pytań. Doprawdy jest to lektura dość zabawna - oto socjolog zachwyca się nad tym, że pan X chodzi do knajpy ABC, ale jeśli w XYZ, którą nazywa meliną, siedzą jego znajomi - to wstąpi i tam.
Czy więc jest to książka o blokach? Częściowo tak. Głównie jednak chyba o pogardzie jaką klasa średnia żywi wobec mieszkańców blokowisk.
Na osobną wzmiankę zasługują liczne fotografie, które nie tylko nie mają związku z treścią, ale jeszcze w większości są po prostu słabe. Zamiast ilustracji pokazujących rożne systemy prefabrykacji albo planów omawianych osiedli - dostajemy wycinki fasad bloków z drugiego końca świata albo zgoła fotografię czyjegoś samochodu zaparkowanego na kompletnie pozbawionym cech charakterystycznych podwórku. Ilustracje były tej książce potrzebne i chwała google grafika, bo Czarne ich nie zamieściło.
Jestem tą książką odrobinę skonfundowana. Bo niewątpliwie autorka zrobiła fantastyczny research, zebrała bardzo dobry materiał i była tu szansa na książkę, do której wielokrotnie bym wracała. Mam jednak wrażenie, że trochę zabrakło pomysłu na ciąg narracyjny - bo właściwie nie wiem, czym jest "Betonia". Opowieścią o rozwoju technologii budowania z betonu i związanej z nią myśli urbanistycznej? Socjologicznym studium wpływu tego typu budownictwa na społeczności i jednostki? Opisem roli blokowisk w kulturze? Autobiograficznym zapisem 'betonowych' doświadczeń Autorki? Po trochu wszystkim. I byłoby to jak najbardziej pożądane, gdyby w obrębie książki powyższe tematy nie były ułożone we wzór grochu z kapustą.
Weźmy rozdział #11: zaczynamy od Ulrike Meinhof pochylającej się nad pracą w mieszkaniu pośrodku berlińskiego blokowiska, przechodzimy przez niemiecką studencką rewoltę końca lat 60. i jej aspekt związany z urbanistyką, by niespodzianie przeskoczyć do wybuchu gazu w wieżowcu w Londynie, zaniechania budowy bloków w UK, by przez szwedzki Program Miliona dojść do fragmentu rozsianej po całości książki opowieści o rodzicach Autorki, którzy właśnie w tym rozdziale podejmują decyzję o opuszczeniu bloku i przeprowadzce do domku jednorodzinnego...
Niezwykle trudno było mi śledzić poszczególne wątki, niektóre wydały mi się osierocone w połowie, niedomknięte. Lektura pozostawiła mnie z poczuciem chaosu i zdecydowanego niedosytu. Mam wrażenie, że Redaktorka nie wsparła w tym wypadku dostatecznie Autorki w uporządkowaniu ogromu zebranego materiału w spójny, nieposzarpany przekaz. Wielka szkoda, bo zawartość jest pod wieloma względami imponująca (ogromny plus za świetne zdjęcia!).
Od zawsze mieszkałem w blokach, ale pierwszy raz dzięki autorce miałem okazję spojrzeć na nie tak przekrojowo - z perspektywy urbanistyki, architektury, socjologii, sztuki i historii PRL. Z lektury wyciągnąłem też parę ciekawych informacji o wyjątkowych architektonicznie blokach w Gdańsku. Blokowiska potrafią być też inspirujące artystycznie.
Książka skupia się głównie na Krakowie i Berlinie, ale zahacza też o inne zakątki Europy i zagląda nawet do USA. Odrobinę zabrakło mi tu jeszcze perspektywy radzieckiej, gdzie tego typu budownictwo jest chyba najbardziej rozpowszechnione.
Czytając, uświadomiłem sobie też, że podobnie jak opisywani w książce mieszkańcy blokowisk w Berlinie, gdy chcę pójść na piwo albo zjeść coś dobrego, choć pozornie mam tu na Morenie wybór, zjeżdżam na dół do starszych dzielnic miasta.
Прекрасне дослідження від автора, залюбленого у бетон і нетрі сучасного міста. Добре передані атмосфера певних мікрорайонів, історія їх мешканців, будівництва, (недо)фінансування, ревіталізації тощо у Кракові, Варшаві, Берліні та ін. Раджу усім аналогічним любителям та дослідникам. Знімаю зірочку за невідповідність підбірки (чудових!) знімків окремих забудов у різних містах тексту. Коли читаєш про Берлін, а поруч фото з Лондона трішки губишся. На мою думку, бракує синхронізації тексту із зображенням, це б покращило цілісне сприйняття і дозволило б глибше зануритися в атмосферу описуваного простору :).
Bardzo ciekawa książka o architekturze miejskiej, blokowiskach, osiedlach. Opowieść nieco fabularyzowana. Nie spodziewałem, że książka tego typu mnie zainteresuje. Polecam. Nie trzeba bać się objętości.
Generalnie kupuję styl i koncepcję Chomątowskiej; nawet jeśli książka powinna być o sto stron krótsza. Świetnie, że udało pokazać się wspólnotę blokowych losów - nie tylko w różnych częściach Polski, ale przede wszystkim międzynarodowo. Bo w różnych krajach i systemach bloki odpowiadały na różne potrzeby, polityki oraz namiętności.
Świetna książka, której się bałem (temat) i która mnie intrygowała (temat). Ale świetny styl autorki sprawił, źe czytałem z przyjemnością (!) I zainteresowaniem. Zastrzeżenie mam tylko jedno i niewiele znaczy: szkoda, że zdjęcia nie były "zsynchronizowane" z treścią. Ale to niewielka niedogodność.
Jak większość recenzji tutaj, bardzo przeszkadzał mi brak ilustracji do najważniejszych rzeczy opisanych w książce oraz niezgodność zamieszczonych ilustracji z tematyką poszczególnych rozdziałów. Niektóre fragmenty pisane w sposób „humorystyczny” nie pasowały do mojego poczucia humoru (ale nie było tak zawsze). Plusami są zdecydowanie zebranie opowieści zarówno znawców tematu architektury, jak i jej późniejszych użytkowników - mieszkańców. Pod tym względem tytaniczna praca.
Pokochałem bloki. Poznawszy historię blokowisk, te nabierają barw i pewnej indywidualności. Nie patrzy się na nie tak jak wcześniej, a w każdym odnaleźć można jakiś charakter. Więc teraz, gdy tylko mam okazję przechodzić przez osiedle mieszkaniowe, podziwiam i szukam tego, czego wcześniej bym nie zauważył.
Nie chciałam czytać tej książki, ale jednak cieszę się, że się skusiłam. Jedyna wada to rzeczywiście brak zdjęć dopasowanych do osiedli, o których akurat pisze autorka. Ale dla mnie, ze względu na obfity wątek niemiecki - ekstra. Polecam.
Niezwykła książka, otwierająca oczy na temat bloków i blokowisk. Wyścig intelektualny, planistyczny, urbanistyczny, architektoniczny... który ogarnął powojenną Europę. Odpowiada na pytanie "czy istnieje uniwersalna opowieść o blokach"?
Zdecydowanie ciekawa książka, przedstawiająca "problem" bloków z różnych perspektyw - od technologii budowania po socjologiczne analizy ich zamieszkiwania czy ogólnie miejsce bloków w mieście, społeczeństwie i kulturze. Mam jednak kilka ALE, a największym jest kwestia zdjęć - są przypadkowe, kompletnie niedopasowane do akurat omawianego osiedla czy wątku. 3,5/5
Pięknie wydana opowieść o otaczającej nas architekturze. Cudowna zarówno jako prezent dla miłośnika tematu, jak i dla osoby pozornie niezainteresowanej budownictwem.
Z wielką przyjemnością czytałam o osiedlach ukochanego Krakowa. Sama książka ciekawa, moja wiedza na temat architektury jest niewielka, więc dowiedziałam się kilku rzeczy.