Najnowsza książka J. Leociaka stanowi zbiór esejów - zasadniczo na temat sposobu zachowania się kościoła katolickiego w czasach Holokaustu. Podtytuł tej pracy "Zapiski o Kościele i Zagładzie" każe przypuszczać, że jest ona zbiorem luźnych i nieuporządkowanych rozważań, związanych jedynie wspólnym mianownikiem głównego tematu (na co wskazują owe "zapiski"). Sam autor we wstępie zaznacza ów zapiskowy charakter tekstów zgromadzonych w tej książce. Wbrew nadanemu podtytułowi oraz deklaracjom samego Jacka Leociaka, zaoferowany czytelnikowi zbiór esejów zaskakuje wewnętrzną systematycznością. Łatwo dostrzegalny jest zamysł autora w skatalogowaniu poszczególnych tekstów i ujęcia ich w pewne grupy zagadnień, a następnie zarysowania na ich tle szerszego tła i kontekstu sytuacyjnego. Otrzymaliśmy zatem książkę przemyślaną, koncepcyjną i - jakkolwiek to zabrzmi - metodologicznie uporządkowaną.
"Młyny boże" składają się z trzech części, z których pierwsza traktuje o genezie Zagłady. Jacek Leociak wykazuje, że określony stosunek kleru do eksterminacji narodu żydowskiego podczas II wojny światowej posiada wielowiekową tradycję, usankcjonowaną antysemicką wykładnią fragmentu Pisma Świętego, przypisującą Żydom odpowiedzialność za chrystusową śmierć ("krew Jego na nas i na dzieci nasze"). Zdaniem Leociaka, antyżydowski jad sączony z kościelnych ambon do serc i umysłów wiernych przez stulecia stanowił jeden z czynników takiej, a nie innej postawy społecznej wobec tragedii narodu żydowskiego. W formie zaskakującej puenty autor wykazuje, że ustawodawstwo rasowe III Rzeszy stanowiło jedynie powtórzenie ustaleń soborowych kościoła katolickiego jeszcze z czasów późnej starożytności i wczesnego średniowiecza. Sporo uwagi poświęcone jest również językowi kościelnej narracji oraz krótkiemu scharakteryzowaniu rozmaitych "chwytów retorycznych" dla usankcjonowania dyskryminacji Żydów na poszczególnych płaszczyznach życia społecznego - poczynając od parazytologicznych określeń dla określenia ludności żydowskiej, a skończywszy na próbach przerzucenia na samych Żydów odpowiedzialności za zgotowany im los. Z tego punktu widzenia książka Leociaka wykracza poza opisanie doświadczeń kościoła katolickiego z Holokaustem, lecz przyjmuje szerszą perspektywę, tj. ukazanie wielowiekowego antysemityzmu kleru jako jednego z czynników, bez którego Zagłada nie byłaby możliwa.
Druga część "Młynów bożych" pokazuje określone wzorce zachowań - zarówno te pozytywne, jak i negatywne - podczas II wojny światowej określonych co do tożsamości duchownych jako pewnego rodzaju punkt wyjścia do snucia szerszych rozważań na temat udziału katolickiego kleru w Holokauście. Sporo uwagi Jacek Leociak poświęca osobie Piusa XII i demistyfikacji prób obrony czy też wyjaśnienia jego milczenia, jak również rzekomych wysiłków na rzecz ratowania Żydów. Skoro rzeczywiście papież Pacelli czynił starania ku ratowaniu Żydów, to dlaczego przez tyle lat od zakończenia II wojny światowej Watykan nie ujawnił dowodów tych działań - pyta autor. Gdyby rzeczywiście Stolica Apostolska i sam papież byli zaangażowani w pomoc narodowi żydowskiemu, to musiała ona pozostawić jakiś materialny ślad - choćby w postaci rozmaitych dokumentów - kontynuuje Leociak. Brak przedstawienia takiego materiału dowodowego i powoływanie się na bliżej nieokreśloną pomoc Żydom ze strony papiestwa poddaje w wątpliwość to, czy rzeczywiście pomoc ta miała miejsce. Zdaniem autora nie jest dziełem przypadku okoliczność, że proces beatyfikacyjny Pacellego trwa od dziesięcioleci i końca jego póki co nie widać. Dla mnie jednak zagadką bez odpowiedzi pozostaje pytanie, dlaczego encyklika "Mit brennender Sorge", której powstania inicjatorem był Pacelli, jako jedyna w historii powstała w języku innym, niż łacina czy włoski. Nie da się tego chyba wytłumaczyć tym, że traktowała o położeniu kościoła katolickiego w Rzeszy Niemieckiej - wszak encyklika "Cum primum" potępiała powstanie listopadowe, a mimo to nie powstała w języku polskim, tj. w języku, którym władali ci, do których zasadniczo była skierowana.
Trzecia część książki dotyczy sposobu kościelnej narracji poholokaustowej. Jej głównym tematem pozostaje sposób uporania się przez kościół katolicki z wyjaśnieniem swej bierności w latach wojennych i unikania wzięcia współodpowiedzialności za zbrodnie nazistowskie. Jest to, z mojego punktu widzenia, bodajże najsmutniejsza część pracy J. Leociaka. Boleśnie udowadnia on, że historia wcale nie jest nauczycielką życia, a kościół katolicki nie wyciągnął żadnych lekcji z przeszłości, o czym świadczą nie tylko reakcje najważniejszych czynników kościelnych na powojenne pogromy, ale również czasy nam współczesne - to zalotne puszczanie oczka przez kler do środowisk nacjonalistycznych (by wskazać tylko mszę w intencji ONR w białostockiej katedrze z 2016 r.), stanowcze reakcje sprzeciwu na wszelkie publikacje krytykujące postawę duchowieństwa w czasach wojny (znów - by wspomnieć o publicznym proteście kard. Dziwisza na książkę J.T. Grossa), czy wreszcie niczym nieskrępowaną emisję jawnie antysemickich treści przez rydzykowe media. To, co najbardziej bulwersuje, to wykorzystywanie przez kler Holokaustu dla realizacji swych doraźnych celów politycznych (sławetny "Holokaust nienarodzonych" jako kolejny kościelny epitet dla scharakteryzowania przerwania ciąży) i ochocze szafowanie tym określeniem mimo że w czasach wojny ani papież ani biskupi nie mogli wykrztusić z siebie słowa na "Ż". Obawiam się jedynie, że w tym aspekcie spostrzeżenia Leociaka jeszcze długo nie stracą na swej aktualności, o czym świadczy m.in. treść przemówienia Morawieckiego podczas rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau w 2019 r. Choć dziś najważniejsze czynniki państwowe i kościelne nie mają problemu z mówieniem o Zagładzie narodu żydowskiego, to owo żydowskie cierpienie próbuje się zneutralizować cierpieniem rodzimym, naszym polskim. Prawie zawsze bowiem na jednym oddechu obok cierpienia żydowskiego wymienia się także cierpienie Polaków z czasów wojennych. Na tyłach Muzeum Żydów Polskich POLIN chce się stawiać Pomnik Polaków Ratujących Żydów. A warszawski Muranów - gdzie w czasie wojny mieściło się getto - zostaje "przyozdobiony" w drzewka smoleńskie i inne symbole polskiej martyrologii. Dlaczego właśnie na Muranowie?
Autor jest historykiem literatury, lecz mimo że książka bazuje na źródłach, których spis zamieszczono na jej końcu, nie została napisana językiem naukowym. Udało mu się porzucić suchy, faktograficzny język narracji naukowej na rzecz stylu eseistycznego, miejscami publicystycznego. Sprawia to, że książkę czyta się naprawdę dobrze. Nie jest ona obszerna objętościowo, co stanowi jej plus. Zwięzłość, umiejętność syntezy i trafnych podsumowań jest godna pozazdroszczenia. Fragmentami napisana jest z pasją. Jacek Leociak nie oferuje nam "kanonu" wiedzy na zaprezentowany przez siebie temat. Obecność "zapisków" w podtytule każe raczej sądzić, że stanowi ona raczej przyczynek do dyskusji i ofertę samodzielnego pogłębiania wiedzy, czemu m.in. służy zamieszczenie wykazu źródeł. Dlatego też z zainteresowaniem będę wypatrywał kolejnych pozycji z tej tematyki.